To był mecz dla cierpliwych. Dla tych, którzy z nudów w pierwszej połowie zdążyli już wydrapać swoje ulubione miejsce na brzuchu. Śmiało można było wcisnąć na telewizorze guzik „off” i położyć się spać, czując się oszukanym, że ktoś podpisał to jako mecz piłki nożnej, a nie spokojny snooker (z całym szacunkiem do tego pięknego sportu). Ale potem jedni i drudzy się rozkręcili. I to konkretnie.
Japonia bez dwóch gwiazd
Japonia przystępowała do pierwszego meczu na mundialu pewna siebie, bo mając serię aż sześciu zwycięstw z rzędu. A ogrywała nie byle kogo, bo Brazylijczyków czy Anglików. Nastroje na pewno popsuła kontuzja największej gwiazdy, czyli Kaoru Mitomy, który podczas sprintu w trakcie ostatniej kolejki Premier League złapał się za mięsień dwugłowy uda. No i klapa. W grudniu z kolei więzadła zerwał Takumi Minamino, inna z gwiazd kadry. Obaj pewnie graliby w pierwszym składzie.
Sytuację Holendrów doskonale znamy, bo byliśmy z nimi w jednej grupie eliminacyjnej i jakoś… leżały Polakom te mecze, natomiast przeważyła porażka Biało-czerwonych w Helsinkach. Oranje w sparingach byli ogromnie nieskuteczni, na przykład z taką Algierią, gdy wykreowali ponad 2,0 xG, do siatki nie trafili nic, a przegrali 0:1. Podobnie było z Uzbekistanem, gdzie powinni śmiało strzelić z pięć goli, a wyszarpali wygraną w końcówce.
Malen w pierwszej jedynym uczniem, który się zgłaszał
Holendrzy bardzo szybko mogli objąć prowadzenie za sprawą kunsztu Donyella Malena. Ronald Koeman w przeszłości wystawiał go ciągle na skrzydle. Nie mógł jednak przejść obojętny wobec formy Malena w Romie na środku ataku. I już w trzeciej minucie to on zastawił jednego obrońcę będąc tyłem do bramki, kiwnął drugiego i huknął na bramkę Ziona Suzukiego, a ten popisał się efektową paradą.
Netherlands just can’t get past Suzuki pic.twitter.com/AhiARLUzTT
— Troll Football (@TrollFootball) June 14, 2026
Ale potem przez kilkanaście kolejnych minut przydałaby się każdemu przed telewizorem i na stadionie poduszka, bo zespoły zabrały nas na sparing polskiej ekipy na tureckim obozie po tygodniu ciężkich ćwiczeń. Holendrzy usypiali, a Japończycy pozwalali na rozgrywanie stoperom, tak więc cały czas z piłką widzieliśmy van Hecke.
Jednego jedynego Malena określilibyśmy mianem „żwawego”. A to zabrał piłkę rywalowi, tworząc groźną szansę, potem dwa razy przeskoczył wyższych od siebie Japończyków i oddał groźny strzał. Z trójki ofensywnej Gakpo – Malen – Summerville – gracz Romy robił po prostu najwięcej. Był tym jednym uczniem, który przy niezręcznej sytuacji, gdy nauczyciel wskazuje miejsce na pytania, postanawia udać trochę zaciekawionego i podnieść rękę.
Kilku graczy było „nieobecnych”, a chyba najbardziej Ryan Gravenberch, który wykonał raptem dziewięć celnych podań w 45 minut. A taki van Hecke aż 61. To znaczy, że koledzy grali gdzieś obok obecnego tylko duchem Gravenbercha. Przebojowy Summerville na skrzydle nie robił różnicy, a raz kiedy znalazł się we własnym polu karnym – to nie doskoczył do główki i piłka spadła pod nogi Keito Nakamury, ale ten uderzył obok bramki. Ogólnie Japończycy trochę się przebudzili. Również i Ueda urwał się van Dijkowi.
Van Dijk królem w powietrzu
Summerville musiał dostać solidny ochrzan od Koemana, bo w 30 sekund drugiej połowy zrobił więcej niż przez całą pierwszą. Gravenberch to kolejny, który wyszedł jakby zrzucił z siebie 30 kilogramów. Popisał się ładną prostopadłą piłką i wejściem na pole karne. Wcześniej tego nie robił. Holendrzy obrali sobie na cel przedarcie się prawą flanką.
Dobrze zwartych Japończyków rozmontował duet z Liverpoolu. Gravenberch już tak na dobre potwierdził, że się przebudził, podniósł głowę i dośrodkował na pole karne idealnie na głowę Virgila van Dijka. Ten zrobił w konia Watanabe, odkleił się od niego, wypracował sobie miejsce i uderzył, strzelając gola numer 13 dla reprezentacji.
Holandia na prowadzeniu! ⚽️
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐌𝐄𝐂𝐙𝐔 👉 https://t.co/UAEHVgh0K7#WorldCup #MistrzostwaŚwiata pic.twitter.com/eQl1lXVbQc
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 14, 2026
Krótko się Holandia nacieszyła z prowadzenia – raptem sześć minut. Widowisko postanowił rozkręcić Keito Nakamura, który już w pierwszej połowie mógł się podobać na lewym wahadle. A jak się dobrze czujesz, to szukasz swoich szans. On postanowił uderzyć zza szesnastki i miał trochę szczęścia – piłka przeszła między nogami Dumfriesa, jeszcze dotknął ją van Hecke i Verbruggen był bez szans. Co istotne, był to pierwszy celny strzał ekipy z Azji. W 57. minucie. Plusik dla Takefusy Kubo, to on odnalazł dobrze ustawionego kolegę.
What a finish from Nakumura to put Japan level with Netherlands😳 pic.twitter.com/BL4YIHOqR6
— ManDatGuy𓅓 (@certifiedsurur) June 14, 2026
Japonia gra i walczy do końca
Kto wytrwał do drugiej połowy, mógł czuć się nagrodzony. Co strzał celny, to padała bramka. I znów uruchomili się ci, którzy w pierwszej połowie głównie odpoczywali, bo trudno ich było dostrzec. Gravenberch zanotował asystę numer dwa, ale całą robotę wykonał Summerville, który zszedł do środka i uderzył lewą nogą po dalszym słupku.
I wyobraźcie sobie, że ten chłopak debiutował w kadrze dopiero 11 dni temu! Najwyraźniej Ruud van Nistelrooy musiał z nim długo ćwiczyć strzelecki po gierce, bo po golu od razu ruszył, by odnaleźć na ławce legendę reprezentacji Holandii. Ładny obrazek.
The way Crysencio Summerville ran straight to celebrate with Ruud van Nistelrooy 🫂❤️ pic.twitter.com/0kR6Zh6Xl2
— ESPN UK (@ESPNUK) June 14, 2026
Za chwilę groźnym strzałem z daleka postraszył Kubo. Może nie był to jakiś wielki pokaz jakości, a 100% skuteczności zamazuje nieco obraz spotkania, ale takie otrzeźwienie zadziałało jak tytułowy energetyk. Stuprocentową statystykę celności zepsuł Cody Gakpo, który po indywidualnej akcji chciał pokonać Suzukiego przy bliższym słupku, ale ten się nie dał.
Ciekawy pomysł na zmiany miał Hajime Moriyasu, bo na kwadrans przed końcem postanowił wymienić całą prawą stronę, aż trzech piłkarzy grających właśnie po tej stronie – półprawego obrońcę, prawego wahadłowego i prawego napastnika. I właśnie tą stroną Japonia zaskoczyła Oranje. Grający na wahadle Yukinari Sugawara zdecydowanie powinien lepiej uderzyć z czternastu metrów w 80. minucie, ale trochę się poślizgnął i strzelał z miejsca.
Japończycy jednak pokazali, że walczą do końca, strzelając w sumie dość śmiesznego gola, bo Ogawa – jeden z tych „prawych” zmienników – trafił głową w głowę Kamady. A Van Dijk może i strzelił gola na 1:0, ale w tej sytuacji to jemu uciekł Japończyk.
kamada rescues japan with an 89th-minute equalizer! 🇯🇵🔥 pic.twitter.com/TN85EGMJcA
— ❤︎ arctic (@arctic68383386) June 14, 2026
Kurczę, nie nazwiemy tego jakimś wybitnym meczychem, ale Japończycy pokazali kawał charakteru dwukrotnie doprowadzając do wyrównania. Trudno było wskazać stronę wyróżniającą się. Obie ekipy oddały po dziesięć strzałów, może tylko Oranje mieli lepiej nastawione celowniki, bo dali trochę roboty Zionowi Suzukiemu.
Fot. Newspix