Skoro Niemcy wrzucili wczoraj siedem bramek, Hiszpanie też na pewno wierzyli, że liczenie swoich sztuk zaczną od trzech czy czterech. Wiadomo, być może na poziomie piwnicy tego mundialu reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka ma w swojej malutkie okienko, a Curacao nie, natomiast i tak wielkim rozczarowaniem było to, że do przerwy Hiszpanie nie strzelili nic. Ani po przerwie. I zremisowali 0:0. Czy to tylko wstyd, czy to jednak coś większego, mianowicie: kompromitacja?
Miało być trudniej niż Niemcom, ale… bez przesady
Mimo wszystko nie ma bowiem co się przerzucać tym, że Kabowerdeńczycy w sparingach ograli Serbię 3:0 czy zremisowali 1:1 z Finlandią. Po pierwsze to tylko sparingi, po drugie taka Serbia wystawiła dość radosny skład, po trzecie zawsze można odbić piłeczkę, że już w innym spotkaniu Chile wygrało 4:2. Zatem: dajmy spokój. Hiszpania to kandydat do mistrzostwa świata, a Republika Zielonego Przylądka przyjechała na turniej po przygodę. To zasadnicza różnica, która powinna zmuszać ekipę de la Fuente do zatrudnienia 40-letniego bramkarza rywali kilkanaście razy i zamknięcia tego spotkania jeszcze przed przerwą.
A tak się nie stało.
Jeśli faworyt nie radzi sobie z outsiderem, to scenariusz często jest taki sam: gigant klepie po obwodzie i szuka miejsc, w których można ukąsić przeciwnika, ale tych miejsc sobie nie znajduje i męczy się w trudny do oglądania sposób. Mniej więcej tak to wyglądało: Hiszpania miała piłkę, bo trudno, żeby nie miała, miała też przewagę, trudno, żeby było inaczej. Ale na wiele się to mistrzom Europy (no właśnie…) nie zdawało.
Po pierwsze – Kabowerdeńczycy bronili mądrze. Stali blisko siebie, nie popełniali jakichś skandalicznych błędów, była asekuracja, krycie. Walka jeden za drugiego. Przecież ten Lopes – stoper – miał aż 11 wybić i kluczowy blok w końcówce, gdy zatrzymał Oyarzabala.
Po drugie – Vozinha, wspomniany czterdziestolatek, wyglądał pewnie. Ktoś, kto pierwszy raz oglądał tę ekipę, mógł się złośliwie spodziewać, że facet w takim wieku z drugiej ligi portugalskiej (FC Porto B było wyżej) będzie miał problem z kręgosłupem od schylania się po piłkę do siatki, a tutaj można było na gościa liczyć.
Po trzecie – jak już Vozinha nie miałby szans, to dawała o sobie znać nieskuteczność Hiszpanów, choćby Ferrana Torresa. No z piątego metra, po zgraniu Cucurelli, to mógłby jednak strzelić gola, a nie kopać w poprzeczkę…
Ale Torres przynajmniej dotykał piłkę, czego nie można było powiedzieć o Oyarzabalu, który przez pierwsze 30 minut nie miał jej ANI RAZU. Z takim rywalem! Przecież to absurd. Każdy, kto oglądał to spotkanie z pozycji kanapy, mógłby o sobie powiedzieć, że przez jakiś ma na ten mecz taki sam wpływ jak jego uczestnik.
0 – Spain’s Mikel Oyarzabal is the first player on record since 1966 to play the first 30 minutes of a FIFA World Cup match without touching the ball once.
Peripheral. pic.twitter.com/Ym5xi1ufbg
— OptaJoe (@OptaJoe) June 15, 2026
Niespodzianka, wstyd czy kompromitacja?
I jeśli ktoś sądził, że po przerwie Hiszpanie stwierdzą „koniec żartów” i już naprawdę wrzucą ze trzy gole dla zwykłej przyzwoitości, to srogo się rozczarował. W zasadzie działo się jeszcze mniej niż przed przerwą. Parę taś-tasiów, które obroniłby i czterdziestoletni, i pięćdziesięcioletni, i sześćdziesięcioletni Vozinha, parę mocnych, niecelnych prób z daleka i tyle. Hiszpania wyglądała jak obudzona w środku nocy. Nudna, wolna. Nie pomogło nawet wejście Yamala.
Jednym słowem: wstyd. Mogło być jeszcze gorzej, gdyby kontry rywali były nieco sensowniejsze. Albo gdyby Borges lepiej uderzył piłkę po rzucie rożnym. Ale cóż, oni zadowalali się tym, że są na połowie Hiszpanów – którą widzieli rzadko – i wówczas kopali już na wiwat, byleby jakkolwiek podkręcić statystykę strzałów.
Hiszpanów może pocieszyć tylko to, że mistrzowie świata często na turniejach rozkręcają się powoli, żeby wspomnieć Argentynę z 2022 czy ich samych z 2010. Ale nie pocieszeń mieli szukać po takim spotkaniu, oj nie.
Dla jednych wstyd, a dla drugich to taka historia, którą trudno wyrazić słowami. 40-letni Vozinha nie mógł opanować łez po końcowym gwizdku.
Atrakcyjność meczu – 3/6
Zmiany:
Legenda
Fot. Newspix