Reprezentacja Argentyny do przerwy nie oddała żadnego strzału w finale mistrzostw świata z Hiszpanią, a na dodatek doznała poważnego osłabienia.
Już w 41. minucie boisko musiał opuścić Lisandro Martinez. Stoper Manchesteru United położył się na murawie i od razu zasygnalizował, że nie jest w stanie kontynuować gry. Prawdopodobnie doznał kontuzji mięśniowej.
Lisandro Martinez kontuzjowany w finale Hiszpania – Argentyna
Za niego wszedł Nicolas Otamendi. 38-latek dopiero co zakończył europejski rozdział w swojej karierze klubowej i zamienił Benfikę na River Plate. W kadrze jego boiskowa rola już wyraźnie zmalała. Dotychczas na tym mundialu wystąpił co prawda w sześciu z siedmiu meczów, ale tylko z Jordanią na zakończenie rywalizacji w fazie grupowej wystąpił w podstawowym składzie.
Przydatność Otamendiego w reprezentacji jest zresztą kwestionowana nie od dziś.
Patryk Idasiak w porannym tekście o Messim i jego dziesięciu ochroniarzach pisał tak: „Wielu kibiców przecież powątpiewało i nadal to zresztą robi, czy aby na pewno 38-latek to ktoś, kto powinien być jeszcze powoływany do reprezentacji i czy to w ogóle jest ten poziom, a nie na przykład bilet za zasługi. Otamendi mógł się wobec tego zastanawiać, czy w ogóle do tej paczki się jeszcze nadaje. Messi też postanowił zadziałać z karnym [z Zambią] i nakazał strzelić jedenastkę Nicolasowi Otamendiemu. Owszem, zdarzało mu się w sezonie 2025/26 wykonywać je w Benfice, ale w Argentynie, gdzie jest tyle gwiazd?! Messi go nawet specjalnie zawołał – gościu, dawaj tutaj, przybiegnij z obrony, będziesz strzelał”.
Tym meczem Otamendi może udowodnić, że jeszcze warto na niego stawiać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix