Scena jak z kreskówki. Finał klubowych rozgrywek Republiki Zielonego Przylądka w 2022 roku. Wszyscy wyczekują pierwszego gwizdka sędziego, ale… potrzebna jest jeszcze piłka. Na murawę wjeżdża więc uroczyście chłopak na osiołku i wręcza futbolówkę arbitrowi. No i teraz już wszystko gotowe, można zaczynać. A potem przedziwne nagranie kilka razy obiegnie sieć i zrobi w niej furorę.
To artykuł z mundialowego cyklu „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.
W ten sposób osiołek wjechał – dosłownie i w przenośni – na piłkarską scenę i stał się bohaterem jednej z bardziej charakterystycznych anegdotek dotyczących Republiki Zielonego Przylądka oraz jej rodzimego futbolu. Jednocześnie będąc nieodłącznym symbolem kraju, przede wszystkim jednej z jego wysp.
🇨🇻 Quizás este sea un buen momento para recordar cuando en la final de la liga de Cabo Verde la pelota la llevó un muchacho en burro!
Que viva el fútbol caboverdiano!pic.twitter.com/KWSTa8UP1G
— Nahuel Lanzón (@nahuelzn) June 15, 2026
Ośli raj w Republice Zielonego Przylądka. Sanktuarium Nha Horta
Zacząć należy od podstaw, żeby stworzyć komplety obraz. Całe państwo położone na archipelagu składa się z 10 głównych i 16 małych wysepek. Boa Vista to jedna z tych większych, należąca do grupy wysp północnych. Jej teren osły zamieszkują dziś również dziko, lecz przywiezione zostały przez docierających do wybrzeży Europejczyków – dawno, dawno temu, więc teraz to gatunek całkowicie miejscowy i przez Kabowerdeńczyków uznawany za nieodłączny element krajobrazu.
Jednocześnie miewający swoje problemy, jak to zwierzę, które dostosowuje się do terenu, na który rzucił je los, a nie żyjące na nim zgodnie z naturalną koleją rzeczy. Dla najbardziej pechowych przypadków przygotowano jednak na Boa Vista pewne wyjątkowe miejsce – farmę Nha Horta, która nazywana jest wręcz oślim sanktuarium. Tam azyl znajdują chore i ranne osły, pielęgnowane z dużą starannością i tym samym przygotowywane do powrotu na łono natury. Wszystko na uboczu, z dala od wielkiego zainteresowania ludzi, choć bardziej wytrwali miejsce to odwiedzają.
– Część drogi przeszliśmy pieszo, ale nie było łatwo znaleźć tej lokalizacji. Nawet miejscowi byli zdezorientowani – prawie nikt nie zna farmy, taksówkarz kompletnie się pogubił. Na miejscu był tylko jeden mężczyzna, ale za to bardzo przyjazny, choć nic do nas nie mówił. Pozwolił nam czesać osły i przyznaję, że to była świetna zabawa – relacjonuje jedna z niemieckojęzycznych turystek, której udało się dotrzeć do Nha Horta. – Potem dowiedzieliśmy się, że podróżnym zaleca się wcześniejszy kontakt telefoniczny, ale, jak widać, można poradzić sobie i bez tego, ponieważ opiekun zwierząt jest zawsze na miejscu – pisze.

Nha Horta leży na uboczu. Znalezienie oślego sanktuarium wcale nie musi być takie łatwe, lecz niektórym się to udaje (fot. Carolin Balzer)
Aktywność właściciela farmy w sieci nie jest zbyt różnorodna. Na Facebooku czy Instagramie pojawiają się liczne zdjęcia osłów i raporty z kolejnych udanych interwencji kryzysowych. Bo wiecie – ktoś zgłasza, że osioł jest w potrzebie, a ekipa Nha Horta rusza na ratunek. Tu jeden z przykładów z końca maja tego roku. – Opowiemy wam prawdziwą historię. Tego osiołka znaleziono z liną okręconą wokół nogi w okolicy kopyta, co powodowało powstawanie bardzo bolesnej rany. Dzięki zgłoszeniu zwierzę otrzyma pomoc i wierzymy, że szybko wróci do zdrowia. Dziękujemy za wasze wsparcie w dawaniu tym zwierzętom drugiej szansy.

To jeden z wielu przypadków działań prowadzonych pod egidą Nha Horta. Albo inaczej – w niezbyt formalnym porozumieniu z tym oślim azylem
To właśnie na takie akcje i późniejsze leczenie składają się nieliczni turyści docierający do Nha Horta. Bazowo wstęp wycenia się na 5 euro w wypadku dorosłych i 3 euro w ramach ulgi dla dzieci. Często jest jednak tak, za co właściciele dziękują w mediach społecznościowych, że jak już ktoś tam dotrze, to zostawia większą darowiznę.
Kiedy zwolniony z pracy osioł zazna wolności…
Osły zamieszkują Republikę Zielonego Przylądka jakoś od XV wieku, kiedy dotarły na niezamieszkałe wyspy wraz z pierwszymi osadnikami. Od tego czasu po dziś dzień wykorzystywane są jako zwierzęta robocze, juczne – noszą baniaki z wodą i inne pakunki, czasem pełnią też rolę środka transportu dla ludzi. Ich wsparcie jest w tych sprawach nieocenione, szczególnie na górzystych szlakach, które dla nich nie stanowią wielkiej trudności. Wiele z tych zwierząt żyje sobie już jednak samopas. Trudno o kompletne dane, ale w paru miejscach w sieci mówi się nawet o kilku setkach osłów zamieszkujących Boa Vistę i nieprzypisanych do żadnego gospodarstwa. Ich całkiem pokaźna populacja sprawia, że wraz z zieloną małpą (macaco verde) i pochodzącymi z Angoli kurczakami-krzakami (galinha-do-mato) mogą być uznawane za symbol wyspiarskiego państwa.
W dużym stopniu są to jednak zwierzęta – albo ich ośli potomkowie – które nie były na przestrzeni ostatnich lat potrzebne swoim właścicielom i dopiero od niedawna żyją w dziczy. Tym samym powszechna jest ich obecność głównie na terenach zamieszkałych i w ich okolicy. W okresie suszy, w poszukiwaniu pożywienia osły zaglądają gdzieś, gdzie nie powinny.
– Sprawa osiąga poziomy większego zaniepokojenia na wyspach takich jak Boa Vista, gdzie ostatnio pojawiły się popularne inicjatywy, choćby „Burrinho” (por. osioł, osiołek – przyp. AF). Mają one pomóc zachować populację tego zwierzęcia, usunąć je z dróg i osiedli oraz dać im szanse przeżycia na polach – pisze kabowerdeński portal A Nacao. – Działania obejmują budowę fontann do picia na terenach rolniczych i przygotowanie odpowiednich pastwisk, aby zapobiec inwazji osłów na miejscowości takie jak Sal Rei, gdzie na porządku dziennym jest przetrząsanie przez osły pojemników na śmieci. Wiele z tych zwierząt, gdy zapadnie noc, wędruje też na lokalne drogi powodując wypadki – czytamy. Jak to często bywa w takich sytuacjach – na przegrzebywaniu śmieci i drogowych wędrówkach się nie kończy. Znane są doniesienia o zniszczonych uprawach.
Tu akurat przypadek z wyspy Sao Nicolau, również należącej do Republiki Zielonego Przylądka. – Dzikie osły niszczą plony – krzyczy nagłówek
Dookoła morze, a na wyspach sucho
– Porzucone osły są dużym problemem. W przeszłości każdy hodowca miał zwierzę w swojej zagrodzie i o nie dbał – mówi Emiliano Santos, członek projektu „Burrinho”, którego słowa cytuje „Dnoticias”. – Klimat na wyspach sprawia, że stoimy przed tym wyzwaniem bezterminowo – dodaje.
Słów zatem jeszcze kilka o owym klimacie. Ten nie sprzyja uprawianiu roli nawet odrobinę – jest bardzo suchy, z niewielką ilością opadów. Winnym takiego stanu rzeczy jest w dużym stopniu zimny Prąd Kanaryjski, którego działanie jest jedną z przyczyn cyklicznie nawiedzającej tamte tereny suszy. Może ona w Republice Zielonego Przylądka trwać latami, a jeśli już los ześle łaskawie deszcz, to i tak nie ma się go spodziewać w innym okresie niż od sierpnia do października. Poza tymi trzema miesiącami opady właściwie nie występują.
Z tego powodu Boa Vista i pozostałe wyspy są prawdziwym rajem dla turysty, który zawędruje tam na dwa tygodnie i potem zawinie się do domu. Spotka piękną naturę, przyjaznych i otwartych ludzi, może wyczesze osiołka w oślim sanktuarium i sypnie groszem na opiekę nad potrzebującymi pomocy zwierzakami. Całe Cabo Verde wie, co powinno zajmować centralne miejsce na jego wizytówce. Zmartwienia zostawia lokalsom i miejscowej faunie.
***
W gruncie rzeczy osły w Republice Zielonego Przylądka najlepiej miały wtedy, gdy miały pracę. Teraz, gdy wiele z nich robotę straciło, problem zaczyna dotyczyć nie tylko zwierząt, ale także tych, którzy je wcześniej zatrudniali. Może więc warto się dogadać i na nowo znaleźć jakieś etaty?
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix