Bezrobotne i szukające czegoś do roboty. Osiołki z Cabo Verde.

Antoni Figlewicz

21 czerwca 2026, 18:56 • 6 min czytania 0

Reklama
Bezrobotne i szukające czegoś do roboty. Osiołki z Cabo Verde.

Scena jak z kreskówki. Finał klubowych rozgrywek Republiki Zielonego Przylądka w 2022 roku. Wszyscy wyczekują pierwszego gwizdka sędziego, ale… potrzebna jest jeszcze piłka. Na murawę wjeżdża więc uroczyście chłopak na osiołku i wręcza futbolówkę arbitrowi. No i teraz już wszystko gotowe, można zaczynać. A potem przedziwne nagranie kilka razy obiegnie sieć i zrobi w niej furorę.

Reklama

To artykuł z mundialowego cyklu „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.

W ten sposób osiołek wjechał – dosłownie i w przenośni – na piłkarską scenę i stał się bohaterem jednej z bardziej charakterystycznych anegdotek dotyczących Republiki Zielonego Przylądka oraz jej rodzimego futbolu. Jednocześnie będąc nieodłącznym symbolem kraju, przede wszystkim jednej z jego wysp.

Reklama

Ośli raj w Republice Zielonego Przylądka. Sanktuarium Nha Horta

Zacząć należy od podstaw, żeby stworzyć komplety obraz. Całe państwo położone na archipelagu składa się z 10 głównych i 16 małych wysepek. Boa Vista to jedna z tych większych, należąca do grupy wysp północnych. Jej teren osły zamieszkują dziś również dziko, lecz przywiezione zostały przez docierających do wybrzeży Europejczyków – dawno, dawno temu, więc teraz to gatunek całkowicie miejscowy i przez Kabowerdeńczyków uznawany za nieodłączny element krajobrazu.

Jednocześnie miewający swoje problemy, jak to zwierzę, które dostosowuje się do terenu, na który rzucił je los, a nie żyjące na nim zgodnie z naturalną koleją rzeczy. Dla najbardziej pechowych przypadków przygotowano jednak na Boa Vista pewne wyjątkowe miejsce – farmę Nha Horta, która nazywana jest wręcz oślim sanktuarium. Tam azyl znajdują chore i ranne osły, pielęgnowane z dużą starannością i tym samym przygotowywane do powrotu na łono natury. Wszystko na uboczu, z dala od wielkiego zainteresowania ludzi, choć bardziej wytrwali miejsce to odwiedzają.

Część drogi przeszliśmy pieszo, ale nie było łatwo znaleźć tej lokalizacji. Nawet miejscowi byli zdezorientowani – prawie nikt nie zna farmy, taksówkarz kompletnie się pogubił. Na miejscu był tylko jeden mężczyzna, ale za to bardzo przyjazny, choć nic do nas nie mówił. Pozwolił nam czesać osły i przyznaję, że to była świetna zabawa – relacjonuje jedna z niemieckojęzycznych turystek, której udało się dotrzeć do Nha Horta. – Potem dowiedzieliśmy się, że podróżnym zaleca się wcześniejszy kontakt telefoniczny, ale, jak widać, można poradzić sobie i bez tego, ponieważ opiekun zwierząt jest zawsze na miejscu – pisze.

Reklama

Nha Horta leży na uboczu. Znalezienie oślego sanktuarium wcale nie musi być takie łatwe, lecz niektórym się to udaje (fot. Carolin Balzer)

Aktywność właściciela farmy w sieci nie jest zbyt różnorodna. Na Facebooku czy Instagramie pojawiają się liczne zdjęcia osłów i raporty z kolejnych udanych interwencji kryzysowych. Bo wiecie – ktoś zgłasza, że osioł jest w potrzebie, a ekipa Nha Horta rusza na ratunek. Tu jeden z przykładów z końca maja tego roku. – Opowiemy wam prawdziwą historię. Tego osiołka znaleziono z liną okręconą wokół nogi w okolicy kopyta, co powodowało powstawanie bardzo bolesnej rany. Dzięki zgłoszeniu zwierzę otrzyma pomoc i wierzymy, że szybko wróci do zdrowia. Dziękujemy za wasze wsparcie w dawaniu tym zwierzętom drugiej szansy.

To jeden z wielu przypadków działań prowadzonych pod egidą Nha Horta. Albo inaczej – w niezbyt formalnym porozumieniu z tym oślim azylem

Reklama

To właśnie na takie akcje i późniejsze leczenie składają się nieliczni turyści docierający do Nha Horta. Bazowo wstęp wycenia się na 5 euro w wypadku dorosłych i 3 euro w ramach ulgi dla dzieci. Często jest jednak tak, za co właściciele dziękują w mediach społecznościowych, że jak już ktoś tam dotrze, to zostawia większą darowiznę.

Kiedy zwolniony z pracy osioł zazna wolności…

Osły zamieszkują Republikę Zielonego Przylądka jakoś od XV wieku, kiedy dotarły na niezamieszkałe wyspy wraz z pierwszymi osadnikami. Od tego czasu po dziś dzień wykorzystywane są jako zwierzęta robocze, juczne – noszą baniaki z wodą i inne pakunki, czasem pełnią też rolę środka transportu dla ludzi. Ich wsparcie jest w tych sprawach nieocenione, szczególnie na górzystych szlakach, które dla nich nie stanowią wielkiej trudności. Wiele z tych zwierząt żyje sobie już jednak samopas. Trudno o kompletne dane, ale w paru miejscach w sieci mówi się nawet o kilku setkach osłów zamieszkujących Boa Vistę i nieprzypisanych do żadnego gospodarstwa. Ich całkiem pokaźna populacja sprawia, że wraz z zieloną małpą (macaco verde) i pochodzącymi z Angoli kurczakami-krzakami (galinha-do-mato) mogą być uznawane za symbol wyspiarskiego państwa.

W dużym stopniu są to jednak zwierzęta – albo ich ośli potomkowie – które nie były na przestrzeni ostatnich lat potrzebne swoim właścicielom i dopiero od niedawna żyją w dziczy. Tym samym powszechna jest ich obecność głównie na terenach zamieszkałych i w ich okolicy. W okresie suszy, w poszukiwaniu pożywienia osły zaglądają gdzieś, gdzie nie powinny.

Sprawa osiąga poziomy większego zaniepokojenia na wyspach takich jak Boa Vista, gdzie ostatnio pojawiły się popularne inicjatywy, choćby „Burrinho” (por. osioł, osiołek – przyp. AF). Mają one pomóc zachować populację tego zwierzęcia, usunąć je z dróg i osiedli oraz dać im szanse przeżycia na polach – pisze kabowerdeński portal A Nacao. – Działania obejmują budowę fontann do picia na terenach rolniczych i przygotowanie odpowiednich pastwisk, aby zapobiec inwazji osłów na miejscowości takie jak Sal Rei, gdzie na porządku dziennym jest przetrząsanie przez osły pojemników na śmieci. Wiele z tych zwierząt, gdy zapadnie noc, wędruje też na lokalne drogi powodując wypadki – czytamy. Jak to często bywa w takich sytuacjach – na przegrzebywaniu śmieci i drogowych wędrówkach się nie kończy. Znane są doniesienia o zniszczonych uprawach.

Reklama

Tu akurat przypadek z wyspy Sao Nicolau, również należącej do Republiki Zielonego Przylądka. – Dzikie osły niszczą plony – krzyczy nagłówek

Dookoła morze, a na wyspach sucho

Porzucone osły są dużym problemem. W przeszłości każdy hodowca miał zwierzę w swojej zagrodzie i o nie dbał – mówi Emiliano Santos, członek projektu „Burrinho”, którego słowa cytuje „Dnoticias”. – Klimat na wyspach sprawia, że stoimy przed tym wyzwaniem bezterminowo – dodaje.

Słów zatem jeszcze kilka o owym klimacie. Ten nie sprzyja uprawianiu roli nawet odrobinę – jest bardzo suchy, z niewielką ilością opadów. Winnym takiego stanu rzeczy jest w dużym stopniu zimny Prąd Kanaryjski, którego działanie jest jedną z przyczyn cyklicznie nawiedzającej tamte tereny suszy. Może ona w Republice Zielonego Przylądka trwać latami, a jeśli już los ześle łaskawie deszcz, to i tak nie ma się go spodziewać w innym okresie niż od sierpnia do października. Poza tymi trzema miesiącami opady właściwie nie występują.

Reklama

Z tego powodu Boa Vista i pozostałe wyspy są prawdziwym rajem dla turysty, który zawędruje tam na dwa tygodnie i potem zawinie się do domu. Spotka piękną naturę, przyjaznych i otwartych ludzi, może wyczesze osiołka w oślim sanktuarium i sypnie groszem na opiekę nad potrzebującymi pomocy zwierzakami. Całe Cabo Verde wie, co powinno zajmować centralne miejsce na jego wizytówce. Zmartwienia zostawia lokalsom i miejscowej faunie.

***

W gruncie rzeczy osły w Republice Zielonego Przylądka najlepiej miały wtedy, gdy miały pracę. Teraz, gdy wiele z nich robotę straciło, problem zaczyna dotyczyć nie tylko zwierząt, ale także tych, którzy je wcześniej zatrudniali. Może więc warto się dogadać i na nowo znaleźć jakieś etaty?

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Duża marka wraca na salony. Podziwiała ich cała Europa

Kacper Korpak
1
Duża marka wraca na salony. Podziwiała ich cała Europa

Mundial 2026

Reklama