Kolejny horror z USA! Polacy najlepsi w Lidze Narodów!

Jakub Radomski

02 sierpnia 2026, 15:57 • 4 min czytania 14

Reklama
Kolejny horror z USA! Polacy najlepsi w Lidze Narodów!

Do tego można się już przyzwyczaić – gdy polscy siatkarze grają mecz o wielką stawkę z Amerykanami, dostajemy gigantyczne emocje. Podobnie było teraz, w wielkim finale Ligi Narodów. Zawodnicy Nikoli Grbicia zaczęli dobrze, ale gdy przegrywali 1:2 w setach i w czwartym doszło do dramatycznej końcówki, byli pod ścianą. Poradzili sobie, a później jeszcze wygrali tie-breaka. Dla Polaków to trzecie zwycięstwo w Lidze Narodów i czwarte złoto dużej imprezy wywalczone pod wodzą Grbicia. 

Reklama

Polacy w półfinale dość łatwo i zarazem imponująco pokonali 3:0 Słowenię. Amerykanie nie dość, że swój mecz rozgrywali ponad cztery godziny później, to jeszcze stoczyli pięciosetową bitwę z Japończykami, zakończoną zwycięskim tie-breakiem. Wydawało się, że mogą mieć pewne problemy z regeneracją.

Ale Polacy, nawet wyłączając ten czynnik, byliby faworytem tego finału.

Lider reprezentacji USA nie wszedł dobrze w mecz. A Polacy grali konsekwentnie

Początek był nerwowy i wyrównany. Asa serwisowego zagrał Jake Hanes, czego można było się spodziewać. Odpowiedział tym samym Wilfredo Leon. Długo był remis albo któraś z drużyn prowadziła jednym punktem. W końcu swoje prowadzenie podwyższyli Polacy. Biało-Czerwonym pomagał fakt, że Hanes grał przeciętnie – psuł następne zagrywki, nie kończył ataków. A zawodnicy Grbicia grali konsekwentnie, punktując ze skrzydeł (dobrą zmianę dał Kamil Semeniuk) i to oni wygrali pierwszego seta.

Reklama

Drugą partię lepiej rozpoczęli Polacy, ale Amerykanie zdobyli trzy punkty z rzędu i doprowadzili do stanu 7:6 dla siebie. Świetnie spisywał się w ataku środkowy Merrick McHenry – nie ma prawdopodobnie innego zawodnika na tej pozycji na tym poziomie na świecie, który dysponowałby tak niesamowitym wyskokiem. Amerykanie częściej niż Polacy grali właśnie środkiem, co wynikało z faktu, że lepiej przyjmowali zagrywkę. I byli w tym elemencie skuteczni. Na nasze szczęście ciągle nic nie wychodziło Hanesowi. Na chwilę Polaków pobudził swoim drugim asem w tym meczu Tomasz Fornal.

Reklama

Później Amerykanie prowadzili 17:13, następnie 20:17, ale Polacy odrabiali stratę. Znów dużo dało wejście na boisko Semeniuka. Zrobiło się 21:21. I wtedy na zagrywce w końcu odpalił Hanes: najpierw as, później piłka przechodząca i punkt dla USA. Amerykanin właśnie w tym momencie się rozkręcił – skończył jeszcze jeden bardzo ważny atak i po chwili zrobiło się 1:1 w setach.

Matthew Anderson, lider reprezentacji USA, musiał zejść z boiska. Ale jego zespół i tak wygrał seta

Trzeciego seta w pierwszej szóstce rozpoczął Semeniuk i kończył kolejne ataki, często z trudnej pozycji. Od początku oglądaliśmy wyrównany i piękny bój, w którym jedni chcieli złamać drugich. Przy stanie 17:15 dla Polski na boisku pojawił się Leon – na zagrywkę. I to był świetny ruch, bo posłał dwa mocne i celne serwisy. Było 19:15, ale rywale doprowadzili do remisu 22:22. Wtedy boisko musiał opuścić Anderson – najlepszy amerykański zawodnik, który dostał łokciem w twarz od kolegi z drużyny podczas… cieszenia się ze zdobycia punktu. Mimo urazu lidera Amerykanie wygrali tę partię, w dramatycznej końcówce, rozgrywanej na przewagi.

Reklama

Anderson wrócił na czwartego seta. Polacy mieli w nim długo problem z zagrywką, która nie robiła większego wrażenia na Amerykanach. Po tym, jak akcji nie skończył Bartłomiej Bołądź, Grbić wpuścił za niego Leona, który zaczął grać na pozycji atakującego. Graliśmy więc w zasadzie na trzech przyjmujących. Polacy prowadzili dwoma punktami (13:11), ale zmarnowali przewagę. Nie wykorzystywali szans: w jednej z akcji Anderson, w zasadzie ratując się, zdobył punkt, bo po polskiej stronie zabrakło asekuracji. Dał też o sobie znać Hanes – zagrał asa serwisowego z kosmiczną prędkością 134 km/h. To był kolejny w historii polskiej siatkówki horror przeciwko USA, w którym rywale wywierali na zespół Grbicia olbrzymią presję. Ale Biało-Czerwoni odpowiadali: przy 20:20 asa zagrał Fornal. A później – kolejnego, piłka poszła po siatce. Zwycięskiego seta Polacy zakończyli fantastycznym blokiem na Hanesie.

Tie-break długo był dość wyrównany. Polacy wygrali fantastyczną wymianę, która dała remis 5:5, później był prosty błąd Amerykanów. Marcin Komenda zaczął więcej grać środkiem, co było skuteczne. Po zablokowaniu Hanesa zrobiło się 10:7 i Polacy nie wypuścili już prowadzenia. Zaczęli podejmować świetne decyzje i skutecznie blokować innych Amerykanów. Kilka minut później Biało-Czerwoni cieszyli się z wielkiego zwycięstwa z bardzo mocnym rywalem.

Reklama

Dla Polaków to trzecia wygrana w Lidze Narodów. Poprzednio triumfowali w tych rozgrywkach w 2023 i 2025 roku. W tym sezonie kadrowym najważniejszą imprezą będą jednak mistrzostwa Europy, które odbędą się w dniach 9-26 września. Biało-Czerwoni znaleźli się w grupie B i będą w niej rywalizować m. in. z wicemistrzami świata, Bułgarią.

Polska – USA 3:2 (25:21, 23:25, 25:27, 25:23, 15:10)

Fot. Volleyball World 

14 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
12
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Polecane

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
12
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna