Niemal wszyscy spodziewali się, że sobotniej nocy (czy też niedzielnego poranka) obejrzymy rewanż za finał Copa America sprzed dwóch lat, gdy Argentyna okazała się lepsza od Kolumbii. Tymczasem wicemistrzowie Ameryki Południowej przegrali ze szwajcarską solidnością i to Helweci wybiegli dziś na boisko w Kansas City, by zmierzyć się z Leo Messim i spółką. I długo się w tym meczu trzymali. Kto wie, co by było, gdyby Breel Embolo nie popisał się beznadziejną symulką przy stanie 1:1. Ostatecznie, w dogrywce, grający w przewadze Argentyńczycy rozbili rywali.
Nie był to mecz turnieju. Nawet biorąc pod uwagę same ćwierćfinały możliwe, że było to spotkanie najsłabsze z tych czterech. Argentyńczycy grali bowiem… w sumie tak, jak przez większość turnieju – w trybie energooszczędnym. Szwajcarzy za to przez dużą część meczu nie byli w stanie wiele zrobić. To znaczy: dochodzili w pobliże pola karnego rywali, tyle że wtedy kompletnie głupieli i właściwie nie kreowali sobie ostatecznie sytuacji strzeleckich.
Generalnie: nie sprzyjało to spotkanie walce z sennością, która dopadać musiała, biorąc pod uwagę, o jakiej godzinie polskiego czasu wybrzmiał pierwszy gwizdek.
Ale były momenty. I ostatecznie to one liczył się najbardziej.
Argentyna – Szwajcaria 3:1 (1:1). Zaczęło się z rożnego
Nie gra Argentyna wybitnego turnieju… ale wciąż wygrywa. Przez fazę grupową przeszła stosunkowo gładko, jednak w pucharowej było już trudniej. W starciu z Republiką Zielonego Przylądka dała się dwa razy zaskoczyć i w efekcie musiała rozegrać dogrywkę. Z Egiptem wydawała się już przegrana, ale wyciągnęła mecz od stanu 0:2 na 3:2 jeszcze w regulaminowym czasie gry. Niemniej – da się ją skarcić, da zaskoczyć obronę. Pokazały to oba te spotkania.
I w tym pewnie nadziei musieli szukać Szwajcarzy. Tyle że zaczęli źle, bo dali się zaskoczyć w najgorszy możliwy sposób – ze stałego fragmentu gry.
A akurat Szwajcaria na tych mistrzostwach w defensywie sobie radzi. Owszem, na start mistrzostw sensacyjnie zremisowali z (przeraźliwie słabym) Katarem, a potem tracili też po bramce z Bośnią i Hercegowiną oraz Kanadą, ale już w fazie pucharowej nie pozwolili strzelić sobie bramki ani Algierii, ani Kolumbii. To naprawdę dobrze, solidnie zorganizowana ekipa, która wie, jak grać w defensywie. Gorzej bywa z przodu, ale taka gra przyniosła Szwajcarom sukces – bo takim był ten awans do ćwierćfinału. W końcu ostatni raz zaszli na mistrzostwach świata tak daleko w 1954 roku, gdy byli ich gospodarzem!
Dziś też musieli po pierwsze umiejętnie się bronić, nie tracić głupich bramek. I trudno im coś zarzucić w tej kwestii jeśli chodzi o obronę argentyńskich akcji. Problem polega na tym, że dali sobie wbić bramkę w sposób znacznie prostszy. W 10. minucie do piłki ustawionej w narożniku boiska podszedł bowiem Leo Messi, zacentrował prosto na głowę Alexisa Mac Allistera, a ten trafił do siatki i wyprowadził Argentynę na prowadzenie. I cóż… w sumie to ten gol na długo zabił nam ten mecz.
Argentyńczycy otwierają wynik! ✨
Mac Allister głową kieruje piłkę do bramki po dośrodkowaniu Messiego z rzutu rożnego#WorldCup #MistrzostwaŚwiata pic.twitter.com/jkkNyHhsGa
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 12, 2026
Żeby to udowodnić, wystarczy spojrzeć na statystykę goli oczekiwanych z pierwszej połowy. Argentyna wykręciła zabójcze 0,28 xG. Szwajcaria ledwie 0,06. Obie ekipy oddały po trzy strzały. Napisać, że działo się niewiele, to jak nic nie napisać.
Po prostu wiało nudą.
Gol Ndoye i symulka Embolo
Argentynie bowiem nigdzie się nie spieszyło. Zresztą ta ekipa przez całe mistrzostwa zdaje się długimi fragmentami meczów grać spokojnie, powoli, a przyspieszać tylko wtedy, kiedy musi. Co – jak pokazały poprzednie mecze – potrafi się na niej mścić. I dziś też tak było. Bo klepała ta Argentyna, w zasadzie nawet nie próbowała zdobyć drugiej bramki, nie było też wiele w tej grze Leo Messiego, a jak nie ma Messiego, to i jego koledzy momentami zachowują się, jakby nie wiedzieli, co z piłką zrobić.
Taki minimalizm na boisku lubi się jednak mścić. No i do tej zemsty doszło i tym razem. W 67. minucie.
Rozpoczął wtedy akcję na lewym skrzydle Dan Ndoye. Zagrał do (nieśmiertelnego) Ricardo Rodrigueza, ten odegrał mu w okolice pola karnego, gdzie Ndoye w międzyczasie zbiegł, kompletnie gubiąc obrońców. Potem przemieścił się z piłką jeszcze nieco bliżej bramki i z ostrego kąta uderzył płasko, pod nogami Emiliano Martineza. Trafił. Zrobiło się 1:1, a Szwajcarzy mieli swój wielki moment. W dodatku patrząc na grę Argentyny można było naprawdę wierzyć, że Helweci pójdą za ciosem, że będą w stanie zdobyć drugiego gola.
— World Cup Replays (@WorldCupReplays) July 12, 2026
I może by byli… gdyby nie Breel Embolo. Ten popisał się bowiem niesamowitą głupotą.
Miał bowiem Embolo na koncie żółtą kartkę. I postanowił popisać się zupełnie nikomu niepotrzebną symulką. Co ciekawe – zadziałała! Pierwotnie to Leandro Paredes dostał żółtą kartkę. Sędzia został jednak wezwany do monitora, a wezwano go korzystając z wywołania „błędnego winowajcy”… co budzi kontrowersje. Bo tak: żółtej dla Paredesa być nie mogło (choć powinien dostać jakąś wcześniej w meczu, to na pewno), a Embolo na żółtą – a w konsekwencji czerwoną – zasłużył.
🚨 𝗡𝗘𝗪: Leandro Paredes NEVER touched Embolo.
Correct decision by the referee. Embolo already had a yellow card, and received a 2nd yellow card for diving: Red card.pic.twitter.com/nAQs1tVxdG
— GoalAlert HQ ⚽️ 🥅 (@GoalAlertHQ) July 12, 2026
I ją dostał. Wątpliwości budzi jednak – jak tłumaczył na portalu X na przykład Marcin Borski – to, czy powinno się wykorzystywać ten przepis w taki właśnie sposób. Zrobiono to już jednak na tych mistrzostwach w przeszłości, to nie pierwszy raz, więc precedens ustanowiono już wcześniej.
A ostatecznie trudno się do zmiany pierwotnej decyzji sędziego przyczepić – to po prostu głupota Embolo utrudniła życie Szwajcarom.
Szwajcaria miała jeden słaby punkt. Alvarez dokładnie tam trafił
Broniła się ta Szwajcaria niezwykle dzielnie i dobrze, a Argentyna nadal grała jakby w slow motion. Owszem, mieli Albicelestes swoje okazje, ale niewiele, a ostatecznie a to strzał zablokowany, a to spisał się Kobel w bramce, a to ktoś po prostu nie trafił do siatki. Nie było jednak tych sytuacji dużo, bo naprawdę trudno przychodziło panującym mistrzom świata rozgrywanie piłki. Jak już wspomnieliśmy: Messi był dziś dość niemrawy, a jego koledzy kompletnie nie wiedzieli co zrobić, gdy akurat nie było miejsca, żeby mu podać.
Doszło więc do dogrywki, bo w regulaminowym czasie gry nic się już nie wydarzyło.
W pierwszej połowie dogrywki też nie. Ba, wydawało się, że obie ekipy są już pogodzone z karnymi. Szwajcaria broniła właściwie we własnym polu karnym, Argentyna nie miała pomysłu, co z tym fantem zrobić.
No, aż do momentu, gdy Julianowi Alvarezowi znudziło się to klepanie i szukanie luk w tej obronie szczelnej jak sejfy w bankach – tych szwajcarskich, rzecz jasna.
Julian dostał piłkę za polem karnym, spojrzał na bramkę i postanowił uderzyć. Pomysł – w tej sytuacji – ze wszech miar słuszny, tylko chwalić. A wykonanie – chwalić tym bardziej. Alvarez bowiem trafił idealnie. Serio, lepiej się nie dało. Samo okienko, zerwana pajęczyna, Kobel bez szans. Strzał perfekt. Perfekt!
Niezwykłej urody bramka Juliana Alvareza w dogrywce ćwierćfinału 😍#WorldCup #MistrzostwaŚwiata pic.twitter.com/koUP6CxqjN
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 12, 2026
Argentyna może więc być słaba, Argentyna może mieć problemy, Argentyna może też wyglądać znacznie gorzej niż w 2022 roku. To wszystko to prawda. Równocześnie jednak: w Argentynie zawsze znajdzie się ktoś gotów przeważyć szalę zwycięstwa. Jak nie Lionel Messi, to ktoś inny. Dziś tym kimś został Julian Alvarez. A potem jeszcze – w kontrze, bo Szwajcaria, co naturalne, rzuciła się do ataku – bramkę na 3:1 dołożył Lautaro Martinez.
I mecz się zamknął, a Argentyna weszła do półfinału.
Czy jednak kogokolwiek do siebie przekonała? Czy sprawiła, że znikły wątpliwości z poprzednich dwóch spotkań?
Absolutnie nie. Przekonamy się, czy Anglia – która też przesadnie przecież nie imponuje – będzie w stanie tę słabość Argentyny wykorzystać. Bo to taki półfinał czeka nas w środę. A to, wiadomo, historycznie mecz o coś znacznie więcej niż tylko finał.
I obyśmy się o tym przekonali.
Oceny za mecz:
Argentyna: E. Martinez 6 – Tagliafico 5, L. Martinez 6, Romero 6, Molina 4 – Paredes 6 – Mac Allister 7, Fernandez 5, de Paul 5 – Messi 6, Alvarez 7 (+).
Zmiennicy: Gonzalez 5, Lautaro 7, Montiel 4, Almada 5, Lopez i Otamendi grali za krótko.
Szwajcaria: Kobel 6 – Zakaria 4, Elvedi 5, Akanji 4, Rodriguez 6 – Freuler 5, Xhaka 5 – Sow 5, Rieder 4, Ndoye 6 – Embolo 2 (-).
Zmiennicy: Widmer 5, Amdouni 3, Muheim 4, Comert 4, Jashari 4, Vargas grał za krótko.
Sędzia: 2/6
Ocena atrakcyjności meczu: 2,5/6
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix