Cisza medialna w Lechu. Piłkarze chowają głowę w piasek

Jan Broda

Autor:Jan Broda

29 lipca 2026, 23:26 • 2 min czytania 6

Reklama
Cisza medialna w Lechu. Piłkarze chowają głowę w piasek

W Poznaniu najwyraźniej wzięli sobie do serca, że milczenie jest złotem. I w sumie trudno im się dziwić, bo wynik mówi sam za siebie. Lech po zwycięstwie 4:1 w pierwszym meczu skompromitował się w rewanżu porażką w dokładnie takim samym wymiarze i odpadł po serii rzutów karnych z duńskim Aarhus. Tym samym bramy Ligi Mistrzów bezpowrotnie zamknęły się dla piłkarzy Kolejorza, którzy po spotkaniu – jak jeden mąż – nie chcieli zabierać głosu. 

Reklama

Po historycznej kompromitacji, która swoimi rozmiarami niewątpliwie przewyższa legendarne klęski z Żalgirisem, Starjnanem czy Spartakiem Trnava, w Lechu zapanowała samozwańcza cisza medialna. Jak poinformował Dawid Dobrasz z Meczyków, żaden z zawodników Kolejorza pojawił się w strefie mieszanej, gdzie piłkarze spotykają się po meczach z przedstawicielami mediów.

Lech schował głowę w piasek. Cisza medialna po klęsce z Aarhus

Jedynym, który odważył się wypowiedzieć i wziąć odpowiedzialność był Filip Jagiełło, który tuż po spotkaniu udzielił wywiadu przed kamerami TVP Sport. – Na gorąco nie powiem nic mądrego. Daliśmy ciała i tyle. Nie ma tu nic do dodania. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, a dzisiaj odpadamy i tyle – przyznał wprost Jagiełło.

Reklama

– Ciężko mi powiedzieć na gorąco co było problemem. Do 3:0 byłem na ławce i trudno mi było zobaczyć co nie gra. Myślę, że wynik 4:1 w pierwszym meczu trochę zakłamywał rzeczywistość, bo to był naprawdę dobry zespół, ale mieliśmy taki wynik i nie mieliśmy prawa dzisiaj odpaść – dodał wyraźnie rozgoryczony.

Szczerze mówiąc, trudno się dziwić piłkarzom Lecha, że nie chcą zabierać głosu. Wynik bowiem mówi sam za siebie. Kolejorz roztrwonił trzybramkową przewagę po pierwszym meczu wygranym na wyjeździe. W historii eliminacji Ligi Mistrzów nie dokonał tego jeszcze nikt w Europie. Co więcej, w żadnych innych rozgrywkach nie zaprzepaścił dotąd takiej zaliczki wyjazdowej żaden polski zespół.

Reklama

Historia dzieje się więc na naszych oczach. Szkoda tylko, że o wieczorze 29 lipca 2026 roku chcielibyśmy najchętniej zapomnieć.

Fot. Newspix

6 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Mistrzów

Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi

AbsurDB
11
Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi

AbsurDB
11
Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi