Koszmar Polaków w Lidze Mistrzów. Cieszy się tylko Skóraś

Jan Broda

Autor:Jan Broda

11 września 2026, 00:02 • 3 min czytania 2

Reklama
Koszmar Polaków w Lidze Mistrzów. Cieszy się tylko Skóraś

Polski mecz w Lidze Mistrzów nie zawiódł. Jeszcze w 90. minucie, pomimo gry w osłabieniu, Slavia z Wiktorem Nowakiem i Oskarem Kubiakiem w składzie prowadziła 2:1. Wystarczyły jednak trzy minuty, by mistrzowie Czech wypuścili z rąk zwycięstwo, a Lens wywiozło z Pragi wygraną 3:2. Z wyniku cieszyć się może zatem jedynie Michał Skóraś. 

Reklama

Szalone było to spotkanie, musimy przyznać, i to nie tylko z powodu zwrotów akcji. Na boisku w Pradze od pierwszej minuty oglądaliśmy aż trzech Polaków. Z jednej strony Michał Skóraś w barwach Lens, z drugiej natomiast debiutujący na poziomie Ligi Mistrzów Wiktor Nowak oraz Oskar Kubiak. Obydwa jeszcze rok temu o tej porze grali kolejno dla Wisły Płock i Arki Gdynia, a teraz wyszli w wyjściowej jedenastce na mecz w fazie ligowej Champions League. I, co najważniejsze, nie pękli na robocie.

Najbardziej mógł podobać się wszędobylski w środku pola Nowak. Był aktywny, nie bał się brać odpowiedzialności za grę, przejmował inicjatywę. Owszem, zdarzały mu się błędy, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki (tych wygrał tylko 3 na łącznie 9 prób), jednak należy docenić jego odwagę i generalną śmiałość na boisku. O Kubiaku tylu komplementów nie możemy powiedzieć, jako że był mniej widoczny, lecz dwa strzały na bramkę udało mu się oddać. Niczego nie zawalił, a to też się przecież liczy. Obiecujący debiut.

Dramat Slavii w końcówce. Pechowy debiut Polaków w LM

Ich postawę docenił również trener Trpisovski. Szkoleniowiec Slavii zmienił Polaków dopiero w końcowym kwadransie. Najpierw w 76. minucie Kubiaka zastąpił na murawie Jurasek, a następnie w 82. minucie Diakite zmienił Nowaka. Paradoksalnie, najgorszy występ zaliczył ten, po którym spodziewaliśmy się najwięcej. Niewidoczny Michał Skóraś po godzinie gry zaliczył zjazd do bazy.

Koniec końców jednak to on ma najwięcej powodów do zadowolenia. Lens w dramatycznych okolicznościach wyszarpało zwycięstwo, ale po kolei. W 52. minucie Danijel Sturm wyprowadził Slavię na prowadzenie, choć chwilę wcześniej z boiska z czerwoną kartką wyleciał Mikulas Konecny, wprowadzony na boisko tuż po przerwie. Mimo to, Czesi zdołali wypracować bramkową przewagę. W 73. minucie Sima wyrównał stan rywalizacji, ale tuż przed końcem regulaminowego czasu gry Sturm ponownie znalazł drogę do siatki.

Reklama

Była więc 88. minuta i 2:1 dla Slavii. Niesprawiedliwością byłoby jednak, gdyby Lens wyjechało z Pragi z pustymi rękami. Wicemistrzowie Francji natychmiast wzięli się więc do roboty i w raptem trzy minuty odwrócili losy spotkania. Wystarczyły dwa szybkie ciosy Thauvina i Augilara i było pozamiatane. Lens rzutem na taśmę zgarnęło pełną pulę.

Reklama

Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów było więcej tego rodzaju emocjonujących meczów, w dodatku z udziałem Polaków. W następnej kolejce Slavia podejmie na wyjeździe Sabah Baku Tymoteusza Puchacza, z kolei Lens podejmie Sporting. Obydwa spotkania odbędą się równolegle 13 października o godz. 18:45.

Slavia Praga – RC Lens 2:3 (0:0)

  • 1:0 – Sturm 51′
  • 1:1 – Sima 73′
  • 2:1 – Sturm 88′
  • 2:2 – Thauvin 90’+1
  • 2:3 – Aguilar 90’+3

Czerwona kartka: Konecny 49′

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama