Kilkanaście dni temu jako pierwszy w historii został jednogłośnie wybrany najlepszym defensorem w lidze. Teraz Victor Wembanyama prowadzi San Antonio Spurs do finałów konferencji fazy play-off. Dla teksańskiej ekipy, która wróciła na największą scenę w NBA po długich siedmiu latach przerwy, to dopiero początek. Bo z Wembanyamą wszystko jest możliwe.
Spis treści
- Jak Victor Wembanyama trafił do San Antonio Spurs?
- Victor Wembanyama to więcej niż "jednorożec". Jest kosmitą w NBA
- Liczby jak z gier wideo. Victor Wembanyama imponuje w fazie play-off
- Gigant w świątyni Shaolin. Wembanyama nie zatrzymuje się na koszykówce
- Szakale w San Antonio. Zaczęło się od prezentacji w PowerPoincie
- Victor Wembanyama i San Antonio Spurs. To dopiero początek
Jak Victor Wembanyama trafił do San Antonio Spurs?
Gdy w 2019 roku San Antonio Spurs odpadli w pierwszej rundzie po siedmiu meczach z Denver Nuggets, to mało kto przypuszczał, że na powrót do fazy play-off będą czekać aż siedem lat. Wszak od 1998 roku nie było wiosny, w której Spurs nie graliby meczu play-off. Co więcej, od czasu pierwszego sezonu w San Antonio (1973-74) aż do 2019 roku zabrakło ich w najważniejszych momentach rozgrywek NBA zaledwie cztery razy. Spurs jako klub mieli w tym czasie na koncie więcej mistrzostw (pięć) niż sezonów, w których nie awansowali do fazy play-off.
I choć w 2019 roku w zespole nie było już ani Tima Duncana, ani też Manu Ginobiliego, Tony’ego Parkera czy Kawhia Leonarda – MVP ostatnich wygranych przez Spurs finałów w 2014 roku – to nikt nie wyobrażał sobie, by Ostrogi miały teraz wypaść z ligowej czołówki na długo. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że San Antonio Spurs to rokrocznie jeden z najlepszych zespołów w NBA. A jeśli już dołują, to w konkretnym celu. Ostatni raz w 1997 roku – by w obliczu problemów zdrowotnych m.in. Davida Robinsona dać sobie szansę na wybór Duncana w drafcie. Udało się. I tak właśnie SAS ustawili się na kolejne dwie dekady.
Oczywiście sam wybór Duncana nie załatwił wszystkiego. To byłoby zbyt duże uproszczenie. Spurs nie zdobyliby pięciu mistrzostw, gdyby nie mądry zarząd, znakomite ruchy kadrowe i świetny trener.
Ale po erze Duncana, Ginobiliego i Parkera znów musieli liczyć na łut szczęścia. Sięgnęli dna i zostali tam tak długo, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jednak zrobili to tak w zasadzie w idealnym momencie. Bo w 2023 roku jako jedna z najgorszych drużyn w NBA wylosowali pierwszy numerek w drafcie. A to oznaczało, że do San Antonio trafi Victor Wembanyama.
Victor Wembanyama to więcej niż „jednorożec”. Jest kosmitą w NBA
Wembanyama to unikat nawet w NBA. Co prawda przed nim pojawiło się w lidze kilku zawodników określanych mianem „jednorożców” – czyli graczy niespotykanych. Wysokich, którzy potrafią bronić obręcz i rzucać z dystansu. Najlepszym przykładem jest mierzący 218 cm Łotysz Kristaps Porzingis, z którym Boston Celtics w 2024 roku zdobyli mistrzostwo. Jednak francuski gigant to coś jeszcze więcej. Kosmita. Zawodnik o umiejętnościach obrońcy w ciele środkowego. 22-latek jest od Porzingisa wyższy o jeszcze sześć centymetrów, a przy tym jest jeszcze bardziej wszechstronny, wyjątkowy, unikatowy.
– Myślę, że Wemby to pierwszy naprawdę idealny podkoszowy, jakiego stworzono – stwierdził więc ostatnio Shaquille O’Neal.
O’Neal to jeden z największych dominatorów w historii NBA. Na koncie ma cztery mistrzostwa (w tym trzy z rzędu w latach 2000-2002) i ponad 28 tys. punktów, co na liście wszech czasów daje mu 10. miejsce. Gdy kogoś chwali, to niemal święto. Takie słowa z jego ust tylko potwierdzają więc, że w przypadku Wembanyamy mamy do czynienia z postacią nietuzinkową. Kimś, kto może potencjalnie stać się jednym z największych tej dyscypliny.
Francuz zachwyca od lat, ale nie wszyscy spodziewali się, że tak szybko stanie się jednym z najlepszych zawodników w lidze. Gdy w 2023 roku Spurs wybrali go w drafcie, to w wielu klubach panowało przekonanie: spokojnie, mamy jeszcze czas. Nic z tego. 22-latek w trwających rozgrywkach jako pierwszy w historii zdobył jednogłośnie nagrodę dla najlepszego defensora ligi. Znajdzie się też w najlepszej trójce głosowania na MVP. Może jeszcze nie w tym roku, ale prędzej czy później – z naciskiem na „prędzej” – ta statuetka też będzie jego.
https://www.youtube.com/watch?v=-Q-KO1VBJAY&pp=ygURd2VtYmFueWFtYSBibG9ja3M%3D
W sezonie zasadniczym Wembanyama znów był liderem NBA pod względem liczby bloków oraz średniej bloków na mecz. Dość powiedzieć, że zablokował już ponad połowę zawodników, z jakimi mierzył się w karierze. Lista tych „do zablokowania” robi się coraz krótsza niemal z każdym meczem… Jednak jego wpływ na defensywę Spurs czasem trudno zmierzyć liczbami.
– Musisz atakować obręcz tak, jak gdyby go nie było. I tak będzie blokował. Jest chyba najwyższą osobą na świecie – mówił Jaden McDaniels przed startem serii drugiej rundy między Spurs a Minnesota Timberwolves. Wembanyama często samą swoją obecnością odstrasza rywali. Nie dlatego, że blokuje, a bo może zablokować, wykorzystując swoją zwinność i ponad 243-centymetrowy zasięg ramion. Przeciwnicy, by go ominąć, muszą się naprawdę nagimnastykować. Według statystyk ze strony NBA.com rywale trafili niecałe 41 proc. rzutów, gdy podkoszowy Spurs był obok. To o prawie dziewięć punktów procentowych mniej niż ich średnia z sezonu. W obu przypadkach mówimy o najlepszych wynikach w lidze.
Liczby jak z gier wideo. Victor Wembanyama imponuje w fazie play-off
Wembanyama w wywiadzie dla L’Équipe tłumaczył, skąd u niego tak fantastyczna postawa w defensywie w tak młodym wieku. Oczywiście – warunki to jedno, one na pewno bardzo pomagają, ale timing i swego rodzaju instynkt to drugie. Francuz przyznał, że jako nastolatek miał reputację zawodnika, który w obronie nie gra. Przed jednym z meczów trener drużyny przeciwnej miał powiedzieć: ten gość z talentem na miarę NBA nie potrafi bronić, więc go atakujcie.
– Wziąłem to do siebie – stwierdził Wemby. Michael Jordan się uśmiechnął.
W tegorocznej fazie play-off 22-latek ma już występ z… 12 blokami. Do swojego dorobku dołożył wtedy 11 punktów, 15 zbiórek i pięć asyst. Jako trzeci w historii ligi zaliczył więc w tej części rozgrywek triple-double z blokami. A to i tak chyba nie był nawet jego najbardziej imponujący występ. W zasadzie co mecz jest przecież w stanie notować liczby jak z gry wideo:
- 35 punktów, 5 zbiórek, 2 bloki w pierwszym w karierze meczu play-off przeciwko Portland Trail Blazers
- 27 punktów, 12 zbiórek, 4 przechwyty, 7 bloków, gdy wrócił do gry po wstrząśnieniu mózgu, którego doznał w drugim meczu serii z Blazers
- 39 punktów, 15 zbiórek, 5 bloków w trzecim starciu przeciwko Minnesota Timberwolves
– Czy ciężarem jest iść po śladach tych wielkich mistrzów? Nie uważam tak. Powiedziałbym raczej, że czuję się dzięki temu bezpiecznie. Bo gdy się potkniesz, to wiesz, że wiele osób wyciągnie ręce, by cię złapać. Czuję tak od pierwszego dnia tutaj – mówił po swoim debiucie w fazie play-off, gdy z 35 punktami ustanowił nowy rekord San Antonio, bijąc wyniki Tima Duncana czy Davida Robinsona.
Potem zrobił wspomniane triple-double z blokami – jako trzeci w dziejach. Nie był jednak zadowolony. Spurs to spotkanie przegrali. Wembanyama sam potem przyznał, że źle rozplanował swoją energię. Zbyt dużo poświęcił po jednej stronie parkietu, przez co zabrakło mu sił w ataku. Dla wielu to pięta Achillesa francuskiego gracza. Dowód, że nie jest i nie będzie idealny, bo przy jego warunkach fizycznych poziom energii może zawsze być problemem.
22-latek szybko na te wątpliwości odpowiedział. W piątek dołączył do elitarnego grona, bo mecz z dorobkiem co najmniej 35 punktów, 15 zbiórek i 5 bloków zaliczyli w fazie play-off NBA przed nim jeszcze tylko Shaq (trzy razy), Hakeem Olajuwon (trzy razy) oraz Kareem Abdul-Jabbar (dwa razy), czyli absolutni giganci tej dyscypliny.
– Naprawdę czekałem od samego mojego początku w tej lidze, by przeżyć takie momenty i grać w takich spotkaniach o stawkę. Kocham to bardziej, niż cokolwiek innego – stwierdził w pomeczowym wywiadzie.
https://www.youtube.com/watch?v=OHWwhXjayUE
Nie da się oprzeć wrażeniu, że Wembanyama przejmuje pałeczkę. Że to on jest kolejnym gigantem.
Gigant w świątyni Shaolin. Wembanyama nie zatrzymuje się na koszykówce
Jego droga do tego miejsca wcale nie była jednak usłana różami. Nieco ponad rok temu sezon Francuza został brutalnie przerwany, gdy zdiagnozowano u niego zakrzepicę żył głębokich w prawym barku. Coś, co zagrażało nie tylko jego karierze, ale i życiu. Nagle wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Spurs wycofali go z gry w lutym (mimo tego Wemby i tak miał w tamtych rozgrywkach najwięcej bloków), a fani teksańskiej drużyny przeżyli kolejne trudne momenty. Przecież ledwie kilka miesięcy wcześniej – na samym starcie sezonu 2024-25 – wylewu doznał legendarny trener Gregg Popovich, który na ławkę trenerską już nie wrócił, a dziś jest szefem klubu.
Wembanyama nie ukrywał, że diagnoza mocno nim wstrząsnęła. – Spędzić tyle czasu w szpitalach, z lekarzami, słyszeć złe wiadomości to oczywiście coś traumatycznego. Uważam jednak, że w dłuższej perspektywie to będzie bardzo korzystne, ponieważ nawet jeśli nie życzę tego nikomu, to takie doświadczenie pomaga ci zrozumieć pewne rzeczy, których nie zrozumiałbyś w żaden inny sposób – mówił dla ESPN.
Wykorzystał czas rehabilitacji tak, by wzmocnić się fizycznie i mentalnie. Postawił przy tym także na całkiem niekonwencjonalne metody. Latem ubiegłego roku viralem stały się zdjęcia Francuza w… świątyni Shaolin, gdzie podkoszowy udał się na 10-dniowy trening ciała i duszy z mnichami. Ogolił głowę, wstawał o 4:30 rano, medytował, trenował też kung-fu, by poprawić swoją siłę, mobilność i balans.
🇫🇷🇨🇳🏀 FLASH | Le basketteur français des Spurs, Victor Wembanyama, aurait entamé une retraite spirituelle dans un temple Shaolin en Chine. Un maître du temple lui aurait rasé le crâne. pic.twitter.com/qlIhp3hOzb
— Cerfia (@CerfiaFR) June 9, 2025
Zawodnik San Antonio Spurs spędził również sporo czasu z Kevinem Garnettem – byłym znakomitym podkoszowym i MVP sezonu 2003-04. Pobierał również lekcje od wspomnianego już Olajuwona, od którego podpatrzył trochę ruchów tyłem do kosza, które już demonstruje w meczach play-off. W przyszłości chciałby też potrenować trochę z zespołem rugby. Pod tym kątem Wembanyama przypomina Michaela Jordana czy Kobego Bryanta. Obaj też podpatrywali, a nawet uprawiali inne dyscypliny sportu, z których potem brali i korzystali w koszykówce.
Szakale w San Antonio. Zaczęło się od prezentacji w PowerPoincie
Francuz również szuka przewagi w wielu różnych aspektach. To on stworzył w San Antonio zorganizowany doping na trybunach na wzór europejskich drużyn piłkarskich. „Szakale”, bo tak nazywa się grupa kibiców, to efekt prezentacji Wembanyamy w PowerPoincie, którą swego czasu przedstawił władzom Spurs. Może nie jest jeszcze to taka sama atmosfera jak na meczach PSG, czyli ulubionego klubu 22-latka. Ale od czegoś trzeba zacząć.
I teraz po każdym zwycięstwie jeden z zawodników San Antonio – jako ten najlepszy w danym spotkaniu, czyli „Man of the Match” – uderza w wielki bęben na środku boiska przy akompaniamencie „Szakali”:
Spurs w sezonie zasadniczym mieli wiele powodów do świętowania. Po raz pierwszy od 2017 roku wygrali ponad 60 meczów. I po sześciu długich sezonach wrócili do fazy play-off.
Victor Wembanyama i San Antonio Spurs. To dopiero początek
Teksańska ekipa bardzo dobrze obudowała swojego lidera. Spurs to dziś nie tylko Wembanyama, ale też inni rewelacyjni młodzi gracze jak Dylan Harper czy Stephon Castle. Także dzięki nim Francuz może oszczędzać swoją energię, jeśli jest taka potrzeba – nie ma konieczności, by wszystko robił sam. Drużyna jest jego siłą. Spurs w ledwie jego trzecim sezonie na parkietach NBA stali się jednym z kandydatów do mistrzostwa. W drugiej rundzie zmagań prowadzą 2-1 z Timberwolves. W zasadniczej części rozgrywek aż trzy razy pokonali obrońców tytułu. Wiele wskazuje na to, że zagrają z Oklahoma City Thunder w finale konferencji.
To może być przedwczesny finał ligi.
Jednocześnie przy tym wszystkim należy pamiętać, że dla Wembanyamy i Spurs to dopiero początek. Francuz w tym roku debiutuje na tak dużej scenie. Gra znakomicie, ale też nadal zbiera doświadczenie. Jak sam mówi: w serii z Wilkami kolekcjonuje swoje pierwsze „wojenne blizny”. Trudno stwierdzić, jaki ma limit, jednak to całkiem jasne, że 22-latek z czasem będzie jeszcze lepszy.
Czy więc rzeczywiście, tak jak mówi Shaq, jest graczem idealnym?
Nie – jeszcze nie. I to dopiero kosmiczna perspektywa.
TOMASZ KORDYLEWSKI
CZYTAJ WIĘCEJ O NBA NA WESZŁO:
- Charles Barkley obwieścił koniec Golden State Warriors. Nadział się na ripostę
- Sochan zadebiutował w fazie play-off NBA. Zrobił show w 3 minuty!
- Mówili o nim „Święta Ręka”. Koszykówka żegna prawdziwą legendę
fot. Newspix/Wikimedia Commons