Samo południe. Kort centralny kompleksu imienia Rolanda Garrosa. A na nim… upał, to po pierwsze. Dopiero po drugie – mecz. Wyszły na kort Philippe’a Chatriera o tej porze bowiem Iga Świątek i Sara Bejlek, żeby rozegrać spotkanie drugiej rundy French Open. Po obu było widać, że warunki dają się we znaki, a do tego – trzeba się było nabiegać. Bo to nie był mecz, w którym punkty przychodziły łatwo. Nawet jeśli wynik – z perspektywy Igi – mówi inaczej. Ostatecznie Polka wygrała bowiem w dwóch setach.
Iga Świątek poradziła sobie z przeciwniczką i upałem
Sara Bejlek? Wciąż młoda, bo 20-letnia i w ostatnim czasie zdecydowanie się rozkręca. Jeszcze na ubiegłorocznym US Open musiała przechodzić przez kwalifikacje, od tego czasu wygrała jednak dwa turnieje rangi WTA 125 (pomiędzy właściwym tourem, a mniejszymi imprezami rangi ITF), a w lutym tego roku jako kwalifikantka triumfowała w Abu Zabi, imprezie rangi WTA 500, gdzie pokonała między innymi Jelenę Ostapenko, Clarę Tauson i Jekatierinę Aleksandrową. Solidne nazwiska.
W efekcie podskoczyła w rankingu i to znacząco… ale minimalnie zabrakło jej do tego, by być w Paryżu rozstawioną tenisistką.
I przez to trafiła na Igę Świątek w II rundzie tego turnieju. Choć sam fakt, że gra w tym drugim meczu, mógł Sarę ucieszyć. O ile bowiem na kortach twardych wiodło jej się świetnie, o tyle na mączce przed Paryżem brała udział w czterech turniejach… i wygrała tylko jeden mecz, w Charleston. W stolicy Francji udało jej się jednak w dwóch setach pokonać Sloane Stephens i w ten sposób zapewnić sobie mecz z czterokrotną mistrzynią. Obie jeszcze wcześniej ze sobą nie grały i z perspektywy obu mogło to być dziś ciekawe doświadczenie.
Dla Bejlek, bo każda tenisistka podkreśla, że pierwsze starcie z Igą jest wyjątkowe, że trudno przyzwyczaić się do rotacji, jakie nadaje ona piłkom. Ale właśnie: Sara też używa sporo topspina. Z forehandu bowiem mocno rotuje, z backhandu z kolei atakuje dość płasko. Miesza przez to zagraniami, ich siłą, długością, ma spory arsenał, a do tego – świetnie porusza się w defensywie. Wiadomym było więc, że nie będzie to łatwy mecz, że może wymagać nieco wysiłku. A w tym upale każda dodatkowa minuta na korcie może być problemem.
Na szczęście dla Igi – finalnie nie była.
Iga Świątek wygrała… choć mogła grać lepiej
Nie był to idealny mecz w wykonaniu Polki. Ba, do ideału było mu daleko. Czterokrotnie dała się przełamać rywalce, serwis zresztą ewidentnie dziś jej nie leżał, szczególnie ten drugi. Nie przeszkadzało to jednak o tyle, że jeszcze większe problemy z podaniem miała Bejlek, która na przestrzeni całego spotkania tylko raz (!) wygrała własnego gema serwisowego. Właściwie za każdym razem, gdy znajdowała się w polu serwisowym, Iga była w stanie bez trudu odpowiednio returnować i od razu zyskiwać przewagę.
Gdzie więc tkwił problem?
W sumie we własnej grze Igi. Zdarzało jej się sporo błędów, czasem w kilku punktach z rzędu. Dobory kierunków też bywały problemem, często grała tam, gdzie stała Bejlek… która tak naprawdę takiej pomocy nie potrzebowała. Bo Czeszka świetnie się broniła. Nie dziwi, że Iga szukała linii, czasem jednak robiła to aż do przesady, przez co ostatecznie wyrzucała piłkę poza kort. Wydaje się, że wciąż dużo było w grze Świątek niepotrzebnego pośpiechu, czyli tego, co ona sama zauważa i o czym mówi.
Rolling onto Round 3 at Roland-Garros! 💥#RolandGarros | @iga_swiatek pic.twitter.com/paJojw4tEb
— wta (@WTA) May 27, 2026
Możliwe, że winnym takiego stanu rzeczy były warunki, upał. Piłka też bowiem nieco inaczej odbija się w takiej sytuacji na korcie, potrafi zaskoczyć kierunkiem. Oczywiście, to wciąż dopiero drugi mecz, w pierwszy tydzień Szlema często wielcy gracze wchodzą właśnie tak, rozkręcają się w miarę trwania imprezy. Sama Iga też podkreślała, że Bejlek stanowiła pewne wyzwanie:
– Ma niespodziewany styl gry. Musiałam się dostosować i poczuć, co robi z forehandu i backhandu. Bardzo dobrze miesza uderzeniami, to wcale nie było proste. Jest też leworęczna, jeśli taka rywalka dużo gra do backhandu, trzeba się przyzwyczaić do tych innych rotacji, slajsa – mówiła po meczu.
Tak naprawdę jest to spotkanie, które trzeba było odhaczyć i to się Idze udało. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – a tego jednak byśmy nie chcieli, bo oznaczałoby to odpadnięcie Magdy Linette – w kolejnym meczu Iga zagra z Jeleną Ostapenko. I to będzie już to starcie, w którym będzie musiała się wykazać.
Czy taka gra wystarczy na Jelenę?
Z Jeleną Ostapenko Iga Świątek ma bilans fatalny – 0:6. Ale na mączce grały tylko raz i to w hali. Na kortach w Paryżu może to być zupełnie inne spotkanie. Z pewnością jednak Iga będzie musiała podnieść poziom swojej gry, żeby Łotyszkę pokonać. Przy założeniu oczywiście, że ta zagra tak, jak do tej pory grała z Polką właściwie za każdym razem. Jeśli Jelena poziom gry opuści, to i Iga może wygrać mniejszym nakładem sił.
Nastawienie przed tym potencjalnym meczem jest jednak oczywiste: gdzie, jak nie tam? Gdzie indziej miałaby pokonać Ostapenko?
Korty w Paryżu to miejsce, gdzie Iga czuje się doskonale. Wiele zależy jednak od jej własnej postawy, szczególnie mentalnej. W meczu z Jeleną będzie liczyć się bowiem ograniczenie błędów, utrzymanie piłki w grze i, no właśnie, dobry serwis. Czyli to wszystko, co dziś bywało problemem. Bejlek stanowiła dobre przetarcie, tak, ale to zupełnie inaczej grająca od Ostapenko zawodniczka. Na Jelenę Iga będzie musiała przygotować się zupełnie inaczej. I oby jej się udało.
Choć na razie wciąż liczymy, że zagra w III rundzie nie z nią, a z Magdą Linette.
Iga Świątek – Sara Bejlek 6:2, 6:3
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix