Najwybitniejsze na mączce. Gdzie jest Iga Świątek?

Sebastian Warzecha

25 maja 2026, 10:39 • 18 min czytania 0

Reklama
Najwybitniejsze na mączce. Gdzie jest Iga Świątek?

Ziemia, cegła, mączka. Nieważne, jak ją nazwiemy – to nawierzchnia, o której najczęściej mówi się pod kątem „specjalistów”. Bo i faktycznie, jest specyficzna, wolniejsza od innych, z inaczej odbijającą się piłką, a sezon gry na niej jest mimo wszystko znacznie dłuższy od tego na trawie. Są zawodnicy czy zawodniczki z niższych pozycji w światowych rankingach, którzy z tego powodu na niej atakują. Ale są też tacy, którzy nie dają na niej szans konkurencji i regularnie tam wygrywają. Które tenisistki są więc na mączce najlepsze? I jakie miejsce zajmuje na liście wszech czasów Iga Świątek?

Reklama

Najlepsze tenisistki w historii mączki. Która jest Iga Świątek?

Gwoli ścisłości napisać trzeba kilka rzeczy. Roland Garros było tu najważniejszym wyznacznikiem – to raczej oczywiste. Ale nie jedynym. Chodzi bowiem o grę na mączce ogółem, nie tylko o wygrane Szlemy. A więc wszystkie turnieje, wszystkie rozegrane spotkania. Czasem wchodziły w grę i inne kwestie, nazwać można je „co by było, gdyby…?”, bo niestety kilka karier wybitnych zawodniczek się na tym opiera.

Niemniej: taki ranking ostatecznie udało się skonstruować i od razu widać jedno – Iga Świątek jest w TOP 10 jedyną aktywną (o ile nagle do gry nie wróci Serena Williams) tenisistką. Przy czym pod uwagę bierzemy tylko erę open, od 1968 roku, bo wcześniejsze, amatorskie turnieje, trudno jakkolwiek z dzisiejszymi porównywać… a i tak mamy w tym gronie same legendy kobiecego tenisa, w tym cztery absolutnie największe.

Niemniej, skoro liczy się tylko era open, to wspomnieć wypada, że w TOP 10 całej historii tenisa pewnie znaleźć musiałoby się miejsce dla Suzanne Lenglen (sześciokrotna mistrzyni French Open, dziś drugi największy kort kompleksu Rolanda Garrosa nosi jej imię), Adine Masson (pięciokrotna mistrzyni z przełomu XIX i XX wieku) czy początków XX stulecia – Kate Gillou oraz Jeanne Matthey, a wraz z nimi zapewne dla wielkiej postaci międzywojnia, jaką była Amerykanka Helen Wills Moody, z którą w latach 20. i 30. poprzedniego stulecia równać nie mógł się nikt na żadnym z Wielkich Szlemów.

My jednak o erze open, a więc minionych niemal 60 latach. I traf chciał tak, że w tym okresie 10 tenisistek wygrywało Roland Garros co najmniej dwukrotnie. Z nich też złożona będzie ta lista, bo żadna inna ich statusowi nie zagroziła (najbliżej było Simonie Halep). A więc: od 10. miejsca w górę, kto się tu znalazł?

Reklama

10. MARIA SZARAPOWA

Maria Szarapowa

Kiedy jako nastolatka weszła bez kompleksów do czołówki światowego rankingu, wydawało się, że podbije wszystkie turnieje i na stałe rzuci wyzwanie Serenie Williams. Tym bardziej, że Amerykankę ograła w dwóch pierwszych meczach… tylko po to, by przegrać pozostałych 20. Jej niemoc przeciwko Serenie jest jednym z głównych czynników tego, że Maria – choć jest pięciokrotną mistrzynią wielkoszlemową – potencjału w pełni nie zrealizowała.

Z mączką ma zresztą dziwną relację.

Przez lata tam nie wygrywała. W 2004 roku sensacyjnie triumfowała na Wimbledonie, w 2006 na US Open, w 2008 w Australii. Potem przyszły gorsze czasy, z których powoli otrząsała się w sezonie 2011. Był wtedy finał Wimbledonu, potem – w kolejnym roku – w Australii. Wydawało się, że może znów wygrać Szlema, ale równocześnie – że trzeba z tym poczekać. Tymczasem ona nie czekała, triumfowała na paryskiej mączce, kompletując Karierowego Wielkiego Szlema.

Reklama

Rok później zagrała tam w finale. Po kolejnym roku – wygrała po raz drugi. I jak się okazało, to właśnie w Paryżu, tylko tam, była w stanie powtórzyć taki sukces. Na trzy lata stała się specjalistką od tamtejszych kortów, na 21 rozegranych, przegrała wówczas tylko 1 mecz. To było coś zupełnie niespodziewanego. Poza Rolandem Garrosem była w 10 finałach na mączce, bilans ma niezły: 9-1. Czyli ostatecznie potrafiła grać i potrafiła być wielka na ziemi.

Po prostu potrzebowała czasu, by sobie to uświadomić. A gdy już to zrobiła, to w wielkim stylu.

Statystyki*:

Reklama

Roland Garros:

  • 3 finały, z czego 2 wygrane,
  • 8 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 56-12 (82% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 13 finałów, 11 wygranych,
  • bilans meczów: 150-33 (82% wygranych).

*wszystkie przytaczane tu liczby podaję za TennisAbstract – moim zdaniem najlepszym (i, co dla nas istotne, konsekwentnym) portalem dot. tenisowych statystyk.

9. SERENA WILLIAMS

Serena Williams

Reklama

Zawsze nad Marią. Amerykanka na Roland Garros triumfowała trzykrotnie, choć zdecydowanie nie była to jej nawierzchnia. Pierwszy triumf to rok 2002, niespodziewana wygrana, bo w latach 2000-01 nie zgarnęła żadnego Szlema, a Australian Open 2002 ominęła z powodu urazu. Przyleciała jednak później do Paryża i nie było na nią mocnych. Podobnie jak na późniejszym Wimbledonie, US Open i Australian Open. Wygrała wówczas cztery turnieje wielkoszlemowe z rzędu.

Tę serię przerwała jednak tam, gdzie ją zaczęła – na Roland Garros.

Bo przez lata był to jednak ten turniej wielkoszlemowy, gdzie, owszem, dochodziła regularnie dośc daleko, ale rywalki ostatecznie ją pokonywały. A i ona sama, jeśli czuła lub wiedziała, że musi, to chętnie Paryż omijała. Nie było jej tam w 2005, 2006 czy 2011 roku. W 2012 odpadła w pierwszej rundzie… by rok później (znów niespodzianka) na paryskich kortach wygrać. Właściwie spodziewany triumf przyszedł dopiero w 2015 roku, gdy znowu wygrywała cztery tytuły wielkoszlemowe z rzędu, choć wtedy zaczęła na US Open.

Inna sprawa, że ta wygrana z 2015 wymagała niezwykłego jak na Sereną nakładu energii. Trzy sety grała już w drugiej rundzie, z Anną-Leną Friedsman, a potem z Wiktorią Azarenką, Sloane Stephens, Timeą Bacsinszky i Lucie Safarovą. Wszystkie je pokonała, ostatecznie triumfując w Paryżu po raz trzeci. Rok później była jeszcze w finale, o krok od obrony tytułu, ale pokonała ją wówczas Garbine Muguruza.

Reklama

Poza Paryżem Serena przesadnie na mączce nie imponowała – zresztą w późniejszych latach kariery właściwie omijała wszystkie turnieje poza Roland Garros, darowała sobie starty na tej nawierzchni – i ostatecznie zgromadziła o jeden tytuł więcej od Szarapowej, czyli 10. Doliczając te z Paryża, ma od Rosjanki o dwa więcej (decydował finał Roland Garros z 2013 roku, między nimi właśnie, gdyby wygrała go Szarapowa, byłaby w tym rankingu wyżej).

No tak – choć procentowo i wynikowo są blisko, to nawet tutaj Serena jest minimalnie lepsza. Jako się rzekło: zawsze nad Marią.

Statystyki:

Reklama

Roland Garros:

  • 4 finały, z czego 3 wygrane,
  • 10 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 69-14 (83% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 16 finałów, 13 wygranych,
  • bilans meczów: 179-38 (82% wygranych).

8. MARTINA NAVRATILOVA

Martina Navratilova

Martina miała pecha. Jej rywalka była bowiem absolutnie najwybitniejszą tenisistką w historii mączki. Navratilova – dla równowagi – regularnie karciła ja choćby na trawie. Generalnie Martina wielka była tak naprawdę na każdej nawierzchni, ale na mączce mogłaby być pewnie jeszcze większa, gdyby tylko inaczej się to wszystko ułożyło – zna taki układ choćby Roger Federer, który w swoich najlepszych latach regularnie z najbliższej odległości oglądał, jak Rafa Nadal podnosi w górę trofeum za wygraną w Paryżu.

Reklama

Navratilovej udało się jednak wykraść tam i tak dwa tytuły. W ogóle w stolicy Francji była i tak bardzo regularna, bo aż sześciokrotnie grała tam o tytuł, mimo że… w środku kariery ominęła pięć kolejnych edycji tego turnieju!

W latach 1976-1980 po prostu jej bowiem w Paryżu nie było. Podobnie pod koniec, w sezonach 1989-1993, gdy już co prawda Szlemów nie wygrywała (wyjątkiem Wimbledon 1990), ale potrafiła grać w ich finałach. Nie jeździła też do Australii. Tam unikała podróży, w Paryżu z kolei pewnie po części wyjazdu, po części mączki (na pewno wolała przygotowywać się na trawę, gdzie była najwspanialsza), a wreszcie po części rywalek.

Pewnie słusznie. Choć na Roland Garros – to ciekawostka, nie liczy się do naszego rankingu – siedmiokrotnie wygrywała też w deblu i dwa razy w mikście. Łącznie więc aż 11 razy podnosiła tam w górę trofeum, choć tylko dwukrotnie w singlu: w latach 1982 i 1984. To sezony, które zapamięta z pewnością najlepiej.

Reklama

A jak było poza paryskimi kortami? Nieźle. Navratilova podniosła z innych turniejów na cegle 19 tytułów, 10 razy przegrywała też w finałach. Choć jej bilans meczów świadczy o tym, że to w dużej mierze zasługa ilości, nie wyłącznie jakości. Bo kiedyś – o czym się jeszcze przekonamy – najlepsze zawodniczki grały dużo więcej, ówczesny tenis na to pozwalał.

Martina z tego korzystała.

Statystyki:

Roland Garros:

Reklama
  • 6 finałów, z czego 2 wygrane,
  • 9 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 51-11 (82% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 34 finały, 20 wygranych,
  • bilans meczów: 250-58 (81% wygranych).

7. MARGARET COURT

Margaret Court

Fot. Bert Verhoeff/GaHetNa/Wikimedia

Pierwsza z dwóch – a może i trzech – zawodniczek, o których można napisać „co by było, gdyby…”. W tym przypadku to „gdyby” oznacza – co by było, gdyby tenis sprofesjonalizował się o 10 lat wcześniej? Court wygrała przecież 24 Wielkie Szlemy, ale dużą część z nich jeszcze przed erą open. Choć i w niej była wielka – w 1970 ugrała Kalendarzowego Wielkiego Szlema, ogółem przez jeszcze kilka lat nie schodziła z piedestałów.

Reklama

Królowała głównie w Australii, co dawniej było łatwiejsze – wiele czołowych tenisistek do tego kraju jednak nie leciało (u tenisistów zresztą wyglądało to podobnie), więc pozwala to nieco te wyniki Court podważać.

Z drugiej strony jednak – w Europie też grała wybitnie. Choćby na Roland Garros.

Tam najlepsza była pięciokrotnie, z czego trzy razy już po 1968 roku, a więc początku tej nowej, profesjonalnej ery. Potrafiła więc wiele ugrać. Wygrywała w Paryżu w 1969, 1970 i 1973 roku. Trzy z czterech jej profesjonalnych występów we Francji zakończyły się właśnie jej triumfami. Na pewno jest więc jedną z najwybitniejszych. Teoretycznie z pięcioma wygranymi można by ją stawiać nawet w TOP 3.

Ale jak porównywać erę amatorską do profesjonalnej? Nie da się. Dlatego trzeba wziąć pod uwagę właściwie tylko osiągi z ery open (i to one będą przedstawione wśród poniższych statystyk), które… wciąż są u Margaret wybitne. W latach 1968-1975 wygrała 21 turniejów na mączce. To wciąż wielkie liczby, światowa czołówka. Jednak tenis wtedy dopiero tego profesjonalizmu się uczył, stawka w dużej mierze składała się z zawodniczek wciąż półamatorskich.

Reklama

I dlatego Court ląduje w tym zestawieniu pewnie nieco niżej niż by mogła. Aczkolwiek – co wypada napisać – to z miejscami 4-7. najdłużej się nad wszystkim głowiłem. I można je tak po prawdzie ustawić na wiele różnych sposobów, a Court wyciągnąć nieco w górę, jeśli tylko ktoś by tego chciał.

Statystyki*:

Roland Garros:

Reklama
  • 3 finały, wszystkie wygrane,
  • 3 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 20-1 (95% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 26 finałów, 21 wygranych,
  • bilans meczów: 152-17 (90% wygranych).

*wyłącznie w erze open.

6. IGA ŚWIĄTEK

Iga Świątek

Gdyby chodziło tylko o Roland Garros – byłaby w TOP 3. Cztery triumfy w erze open to rzecz, którą osiągnęły ledwie cztery tenisistki (z czego dwie poszły dalej). Do tego Iga ma fenomenalny bilans wygranych meczów w tym turnieju – w erze open lepszy ma tylko Margaret Court, ale jej ogólny jest gorszy – który u Polki wynosi 93%. Oczywiście, może on ulec zmianie na gorsze po tegorocznej edycji, ale i tak pozostanie niezwykle wysoki.

Reklama

W czołówce jest też Iga jeśli chodzi o wygrane ogółem na mączce. Jest bowiem na tej nawierzchni niezwykle regularna, rzadko odpada szybko, dopiero w ostatnich dwóch latach jej się to zdarzało.

Czego więc Polce brakuje? W sumie to głównie… wygranych turniejów. Poza Roland Garros triumfowała tylko w sześciu. Owszem, na mączce gra się na ogół mniej niż jeszcze – dajmy na to – dwie dekady temu. Rokrocznie to w sumie cztery duże turnieje do wygrania dla najlepszych zawodniczek (Roland Garros, Rzym, Madryt i, w przypadku Igi, Stuttgart). Świątek gra jednak ósmy zawodowy sezon, może więc zdziwić, że łącznie tytułów na mączce ma 10. Bez paryskich – ledwie 6.

Jasne, to po części naturalne, jest wciąż – jak na tenisistkę – młoda i w teorii ma wiele lat kariery przed sobą. Jednak brakuje tutaj co najmniej ze czterech tytułów więcej, bo druga najgorsza (z naszej dziesiątki) w tym zestawieniu Maria Szarapowa ma ich łącznie 11, a bez Roland Garros – 9. Z drugiej strony – Iga wygrała każdą ze wspomnianych czterech imprez, a w dodatku Paryż zmieniła w pewnym momencie w swoje absolutne królestwo.

Reklama

Była więc najlepsza tam, gdzie naprawdę się to liczyło. I to, że jest tu na szóstym miejscu, to bardziej próba docenienia – wytłumaczę zresztą za chwilę, co było ich przyczyną – zawodniczek, które są przed nią.

Bo jeśli wszystko pójdzie u Igi dobrze, to długo już nie będą. Ba, może to ostatnie tygodnie, w których zajmują wyższe miejsca.

Statystyki:

Roland Garros:

Reklama
  • 4 finały, wszystkie wygrane,
  • 6 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 40-3 (93% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 12 finałów, 10 wygranych,
  • bilans meczów: 109-18 (86% wygranych).

5. MONICA SELES

Monica Seles

Czy Monica Seles ma statystyki lepsze od Igi Świątek? A to zależy jak spojrzeć. Roland Garros wygrywała o jeden raz mniej. Procentowo ma też gorszy bilans meczów w tym turnieju i minimalnie gorszy ten na mączce. Więcej za to na tej nawierzchni wygrała, bo łącznie 14 tytułów. Wiadomo, na ten moment grała więcej, miała dłuższą karierę. To też robi różnicę. Teoretycznie Iga mogłaby jednak być przed nią i nie byłoby to żadną kontrowersją.

Tyle że u Seles problem jest jeden, a jest nim słowo „kariera”.

Reklama

Bo Monica miała je dwie.

Ta pierwsza to kariera rewelacyjnej nastolatki, która weszła do świata wielkiego tenisa i roznosiła wszystkie rywalki. Ta największa, Steffi Graf, miała pełne prawo się Seles obawiać, za to Jugosłowianka nie bała się absolutnie nikogo. Jej mocne, szybkie uderzenia siały popłoch właściwie na każdej możliwej nawierzchni. Ale najbardziej na mączce.

A potem przyszedł atak nożownika. Przyszła rehabilitacja – ta fizyczna szybsza, ta psychiczna znacznie dłuższa. Gdy wróciła wreszcie na kort, to już nigdy nie była w pełni sobą. Najprościej przedstawić to właśnie jej wynikami na Roland Garros: przed atakiem zagrała tam cztery razy. W debiucie była w półfinale. Kolejne trzy edycje wygrała! Potem trzy edycje odbyły się bez niej. A gdy wróciła, to nadal grała na poziomie, ale nie takim.

Jej wyniki z tej drugiej kariery to kolejno: ćwierćfinał, półfinał, finał, półfinał, ćwierćfinał, turniej opuszczony, ćwierćfinał i pierwsza runda. Dopiero w tym ostatnim przypadku, na finiszu kariery, nie doszła w Paryżu co najmniej do 1/4 finału. To niesamowite, że nawet po tym wszystkim wciąż czuła się tam tak dobrze. Wiadomo jednak, że powstaje pytanie: gdzie byłaby, gdyby nie to? Ile razy by na paryskiej mączce triumfowała? Czy nie stałaby się aby Rafą Nadalem przed Rafą Nadalem?

Reklama

Może nie, Steffi Graf zdawała się powoli rozumieć grę Moniki przed tym wszystkim. A może tak, może na mączce akurat nigdy Niemka by jej nie rozbroiła. I nie zrobiłby tego nikt inny. Nie da się tego stwierdzić z całkowitą pewnością, ale daję Monice ten „benefit of the doubt”, ufam, że byłaby wielka i w kolejnych latach. Choć nie można przesadzić, nie można nagle dać jej na szczyty tego rankingu.

Ale na to piąte miejsce? Da się. Choć każdy kolejny triumf Igi Świątek w Paryżu na pewno popchnie Seles niżej.

Statystyki:

Reklama

Roland Garros:

  • 4 finały, 3 wygrane,
  • 10 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 54-8 (87% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 20 finałów, 14 wygranych,
  • bilans meczów: 148-26 (85% wygranych).

4. ARANTXA SANCHEZ VICARIO

Arantxa Sanchez Vicario

Trudna to tenisistka do sklasyfikowania. Z jednej strony typowa „mączkarka”, specjalistka od tej nawierzchni. Z drugiej – w każdym ze Szlemów dochodziła do finałów (co najmniej dwóch), a wygrywała jeszcze na US Open. Generalnie miała pecha, bo trafiła na lata 90., napakowane talentami i zdaje się, że sama – też utalentowana, ale i harująca na korcie – wyciągnęła z tego tyle, ile tylko mogła.

Jeśli chodzi o mączkę, to są to przede wszystkim trzy triumfy na Roland Garros. W finale była tam jednak aż sześć razy. To trzeci wynik w historii ery open. A jak już przegrywała, to z największymi – najpierw z Monicą Seles, a potem dwukrotnie ze Steffi Graf. Obie jednak potrafiła też w meczach o tytuł w Paryżu pokonać (choć Seles już po ataku nożownika i powrocie na korty), generalnie więc była tam wielka, naprawdę wielka.

Nawet jeśli przyćmiona przez między innymi te dwie gwiazdy właśnie.

Cała jej kariera na mączce to też bardzo dobre liczby. Poza Paryżem rozegrała 31 finałów. Wygrała 16 z nich. Sęk w tym, że Arantxa… uwielbiała na mączce grać. Na tyle, że ewidentnie szła w ilość, a nie zawsze jakość. Owszem, bowiem, wygrała 355 meczów – to drugi wynik ze wszystkich zawodniczek, które tu opiszemy – ale przegrała przy tym aż 110! Trzy zawodniczki, które są przed nią, policzone razem, mają na koncie 83 porażki na tej nawierzchni.

Sanchez Vicario kiedy jednak tylko mogła, to grała na mączce właśnie, a i ogółem grała bardzo dużo – w karierze zaliczyła na poziomie touru ponad 1000 meczów, ale aż 43 procent jej spotkań rozegranych zostało na mączce! Dla porównania: u Igi Świątek to 28 procent, a u Moniki Seles – ledwie 24. Hiszpanka więc grała na tej nawierzchni nieporównywalnie więcej od innych tenisistek, chcąc wykorzystać fakt, że cegłę po prostu uwielbiała.

W tym świetle można by odwrócić narrację i napisać, że wygrała wręcz za mało, skoro tak często po ziemi się ślizgała (choć równocześnie: im więcej się gra, tym większa szansa na porażki). Z drugiej strony ostatecznie liczy się to, co w gablocie – a tam Arantxa z ceglanych kortów ma sporo.

A poza tym warto docenić zawodniczkę, która swój talent potrafiła tak wykorzystać w niezwykle, ale to niezwykle trudnej erze.

Statystyki:

Roland Garros:

  • 6 finałów, 3 wygrane,
  • 13 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 72-13 (85% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 37 finałów, 19 wygranych,
  • bilans meczów: 355-110 (76% wygranych).

3. JUSTINE HENIN

Justine Henin

Niesamowitą skuteczność miała Justine Henin. Tylko pięć razy doszła co najmniej do ćwierćfinału French Open. Niewiele, w porównaniu do wielu zawodniczek, o których tu napisano. Zrobiła to jednak w ledwie dziewięciu próbach. Mniej w erze open – przez wiadomą sytuację – miała tylko z tej dziesiątki Margaret Court. Henin grała w Paryżu tak niewiele, bo szybko zakończyła karierę, miała niespełna 26 lat. Potem wróciła jeszcze na chwilę, ale bez powodzenia. Ogółem jej przygoda z tenisem trwała tak naprawdę niespełna 11 sezonów.

Czyli niewiele. Wróćmy jednak do skuteczności: z pięciu ćwierćfinałów zrobiły się cztery finały. A w nich – cztery wygrane. Gdy dochodziła do tego najważniejszego meczu w Paryżu, to Belgijka nie przegrywała. Identyczną skuteczność ma w tym gronie tylko Iga Świątek, żadna inna zawodniczka, która grała w finale w Paryżu chociaż dwa razy, nie może pochwalić się bezbłędnym bilansem.

Henin była we Francji absolutnym gigantem.

To ją we wszystkim właściwie goniła Iga. Dogoniła jeśli chodzi o liczbę tytułów, dogoniła gdy idzie o to, że – tak jak Henin – wygrała trzy razy z rzędu. Iga, przynajmniej na razie, ma lepszy procentowy bilans spotkań w Paryżu (a rozegrały ich dokładnie tyle samo!) i… identyczny ogółem na mączce (choć tu Polka ma na koncie mniej meczów). Ogółem Henin jest w pewnym sensie papierkiem lakmusowym dla Igi – Polka jest jej bardzo blisko. Jeden tytuł w Paryżu i pewnie w tym zestawieniu będzie już na podium, przed Justine.

Ale na razie to Henin jest wyżej. Również dlatego, że po prostu więcej na tej mączce wygrała. I że grała, jakby nie było, w niezwykle trudnych czasach. Na drodze do swoich tytułów pokonywała przecież czy to Serenę Williams, czy Marię Szarapową, czy Swietłanę Kuzniecową, czy Martinę Hingis, czy wiele innych, genialnych zawodniczek.

Ale przez te lata zanim skończyła karierę – to ona była w Paryżu absolutnie najlepsza. Do niej równano. I w XXI wieku nadal pozostaje najlepszą „mączkarką”.

Choć Iga ją goni. I jest już – podobnie jak Seles czy Sanchez Vicario – bardzo blisko.

Statystyki:

Roland Garros:

  • 4 finały, 4 wygrane,
  • 5 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 38-5 (88% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 16 finałów, 13 wygranych,
  • bilans meczów: 133-22 (86% wygranych).

2. STEFFI GRAF

Steffi Graf

Nie było wątpliwości, kto musi być w pierwszej dwójce. Steffi Graf zresztą zawsze będzie w czołówce, o czymkolwiek by nie pisano. Najwybitniejsze zawodniczki w historii? Jest. Najwięcej Szlemów? Jest. Różne nawierzchnie? Jest. I tak dalej, i tak dalej. Na mączce też była wielka. W Paryżu rozegrała dziewięć finałów, wygrała sześć z nich. Pokonywały ją tylko Monica Seles i Arantxa Sanchez Vicario.

Ale ona była w nich lepsza od Martiny Navratilovej, Nataszy Zwieriewej (słynne 6:0, 6:0), Mary Joe Fernandez, Sanchez Vicario (dwukrotnie) i Martiny Hingis. W pewnym sensie łączyła generacje wielkich tenisistek i z każdą z nich wygrywała.

Ogółem na mączce zdobyła ponad 30 tytułów. Jasne, w latach 90. wciąż grano na tej nawierzchni znacznie więcej, niż gra się dziś. Ale to i tak wynik budzący wielkie uznanie. Graf ma też świetne procenty – i na Roland Garros, i w całej „mączkarskiej” karierze jej bilans zwycięstw wynosi 89%. Ten ogólny lepszy ma tylko Margaret Court (ale to za całą karierę, włącznie z amatorską) oraz… tenisistka, o której za moment.

Graf w najlepszej formie po prostu była nie do zatrzymania… choć wiadomo, pomogła jej ta cała sytuacja z atakiem na Seles. Nie wiadomo, co byłoby, gdyby nie to. Oczywiście, Steffi wygrywała i przed Monicą, wygrywała też po niej. Możliwe jednak, że to wszystko potoczyłoby się inaczej. Tego się jednak nie dowiemy, a Graf wyrasta ponad resztę stawki na tyle mocno, że nie da się jej za to zrzucić niżej.

Po prostu jest od nich lepsza. Większa. Wspanialsza. Nazwijcie to, jak chcecie – Steffi na korcie była maszyną. Również na tym posypanym mączką.

Statystyki:

Roland Garros:

  • 9 finałów, 6 wygranych,
  • 13 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 84-10 (89% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 43 finały, 31 wygranych,
  • bilans meczów: 283-36 (89% wygranych).

1. CHRIS EVERT

Chris Evert

Nie da się inaczej i właściwie wystarczyłoby tu zaprezentować suche statystyki, by stwierdzić, że Evert jest boginią tej nawierzchni. Wygrała na mączce 69 turniejów w karierze! To więcej niż druga w tym zestawieniu Graf, trzecia Henin i czwarta Sanchez Vicario razem wzięte! Do tego utrzymała w tejże karierze odsetek zwycięstw na mączce na poziomie 95%.

Albo napiszmy to inaczej: rozegrała z tego towarzystwa tych spotkań najwięcej, bo 463. Przegrała tylko 25!

Chcecie wiedzieć, jaki to niezwykły wyczyn? Rafa Nadal w swojej wspaniałej karierze ma na mączce 90,5% wygranych spotkań. Nawet gdyby usunąć mu ostatni rok, gdy zdrowie już całkowicie go zawodziło, będzie to nieco ponad 91%. Evert odsadziła tu każdego. Nie tylko swoje przeciwniczki, a nawet Rafę. Choć na Roland Garros akurat nigdy Nadalowi nie dorównała… ale i tak zrobiła więcej niż którakolwiek inna mistrzyni.

W Paryżu triumfowała siedmiokrotnie, do tego dwa razy przegrała w finałach, a w środku swojej dominacji odpuściła trzy edycje z rzędu! Mimo tego wygrała we Francji 72 mecze przy ledwie 6 porażkach (92% zwycięstw, lepszy bilans na razie – co ciekawe – ma Iga Świątek). To liczby wielkie, genialne i… tu wstawcie sobie dowolne przymiotniki, które odpowiednio to opiszą. Z „gargantuiczne” na czele, bo zdaje się pasować.

Evert musiała tu być pierwsza, więc jest. Bo nawet tym „wtedy grało się więcej” trudno usprawiedliwić TAKĄ dominację. Mączka to był jej świat, jej – a to słowo jednak nadużywane – królestwo.

Inne zawodniczki doszły do głosu na tej nawierzchni właściwie dopiero wtedy, gdy Chris skończyła karierę, może rok przed tym przejściem na zasłużoną (i w pełni wypracowaną) emeryturę. Nie tyle odebrały jej mączkę, co ona im na to pozwoliła.

Taka to była dominacja.

Statystyki:

Roland Garros:

  • 9 finałów, 7 wygranych,
  • 12 razy co najmniej w ćwierćfinale,
  • bilans meczów: 72-6 (92% wygranych).

Mączka ogółem:

  • 80 finałów, 69 wygranych,
  • bilans meczów: 438-25 (95% wygranych).

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama