Atmosfera wielkiego święta z okazji powrotu europejskich pucharów do Katowic po dwudziestu trzech latach. Doping na całym stadionie tak szalony, że w uszach aż świszczało. Czuło się, że uczestniczy się w czymś naprawdę ważnym. Bardzo długo niepewne było tylko najważniejsze: czy piłkarze zrobią swoje i wyeliminują MSK Żylina. Udało się, nikt już nie powie: „po co ta GieKSa pchała się do pucharów?”.
To właśnie pucharowy powrót był motywem przewodnim oprawy kibiców gospodarzy. Rozpostarty na cały sektor za jedną z bramek baner nawiązywał właśnie do tej okoliczności i trudno się dziwić.
GKS Katowice w atmosferze święta wyeliminował Żylinę. Echa meczu
Najpierw był to sam napis „Houston, Bukowa base is here – GieKSa is coming to Europe!”.

A potem doszła jeszcze szersza oprawa.

O dziwo nie zobaczyliśmy żadnych rac, dzięki czemu ani razu nie trzeba było przerywać meczu.
Meczu, który trzymał w niepewności prawie do samego końca. Do przerwy Katowiczanie mieli podwójną szansę Zrelaka, za to gościom dwie świetne sytuacje Marko Roginić, który długo grał w Polsce, zaliczając także Bukową. Cóż, pokazał, że nie przez przypadek chodziło głównie o pierwszą ligę. Może jest on całkiem szybki jak swój wzrost i dużo pracuje dla zespołu, ale jak był na bakier ze strzelaniem goli, tak jest nadal.
Dzięki nieskuteczności Chorwata sprawa awansu pozostawała otwarta i po przerwie zaczęły się największe emocje. Zasłużenie zwycięsko wyszedł z nich GKS. Trener Rafał Górak mógł triumfować, bo w końcu drogę do siatki znaleźli obaj napastnicy, czyli Zrelak i Ilja Szkurin.

Żylina poza kontrą na gola miała w zasadzie tylko akcję otwierającą w drugiej połowie, kiedy znakomicie wślizgiem interweniował Arkadiusz Jędrych i tyle. Gdy już musiała odrabiać straty, żeby w ogóle doprowadzić do dogrywki, oddała tylko jeden strzał łatwy do wybronienia dla Gabriela Kobylaka.
Ze wszystkich sił starała się ją wspierać nieliczna grupa kibiców. W pewnej chwili trochę się rozkręcili, zaczęli machać szalikami, na kilka sekund przebijali się z dopingiem, ale na dłuższą metę byliby bez szans, nawet gdyby szczelnie wypełnili sektor gości.

Poczujcie na chwilę tę euforię po bramce Szkurina na 3:1. Wewnętrznie miałem już przekonanie graniczące z pewnością, że GieKSa tego nie wypuści.
Humor po Lechu trochę mi się poprawił. pic.twitter.com/bzwDiTwGFS
— Przemysław Michalak (@PrzemysawMicha2) July 30, 2026
Najpiękniejsza intensywność na świecie
– Bardziej chciałem spiąć ten dwumecz jedną klamrą, dlatego w ogóle nie chciałem oceniać pierwszego spotkania – mówił Rafał Górak na pomeczowej konferencji. Przyszedł tylko on, prowadzący Żylinę Pavol Stano zrezygnował z wyjścia do dziennikarzy.
– Nawet przez chwilę nie przeszło mi myśl, że to może się nie udać. Bardzo dobrze znam ten zespół i wiedziałem, że się nie podda. To jest natomiast moment, w którym musisz mieć pomysł na mecz, gdy wynik będzie niekorzystny. I my go mieliśmy. Wydaje mi się, że świetnie zarządziliśmy ostatnią częścią meczu, byliśmy przygotowani – dodał.
Zapytałem o to, co w samej grze podobało mu się najbardziej względem meczu na Słowacji, przegranego 1:2. – Wydaje mi się, że dziś pokazaliśmy bardzo wysoką kulturę gry. Nie da się kontrolować całego meczu, ale przez jego znaczną część byliśmy przygotowani i potrafiliśmy grać według planu. Dobrze robiliśmy to, co najbardziej zawiodło nas w pierwszym spotkaniu. Wygrywaliśmy znacznie więcej pojedynków z zawodnikami Żyliny. Wyszliśmy na nich o wiele mocniej, oczywiście pamiętając o grze fair. To był klucz do wygrania tego dwumeczu – odpowiedział.
Szkoleniowiec dostał niestety najgorszy mikrofon (rzecznika prasowego i tłumaczkę na słowacki słychać było normalnie), z którego dźwięk ciągle huczał i buczał. Trzeba było wyjątkowo wytężyć słuch, żeby wszystko zrozumieć.
Trener zmiany przeprowadził wzorowe. Wdowiak – gol. Szkurin – gol. Nerwowość była jeszcze widoczna u Szymona Bartlewicza, kilka razy brakowało spokoju w jego wyborach i zagraniach, ale swoje wybiegał. – Wydaje mi się, że w piłce europejskiej nie używa się już pojęcia „zmiennicy” albo „zawodnicy rezerwowi”. Oni są postrzegani jako zawodnicy kończący mecz. Niekiedy mają do odegrania najważniejszą rolę w zespole, bo oczekuje się od nich, że utrzymają intensywność i jakość. Dziś dali kapitalne zmiany i to nasz ogromny sukces. Patrząc na nasze trzy mecze, piłkarze wchodzący za każdym razem pokazywali bardzo dobry poziom – podkreślił Górak.

Zapytany o radzenie sobie z rosnącymi obciążeniami w związku z łączeniem kilku frontów, odpowiedział: – Kadra jest dobrze przygotowana jeśli chodzi o jej szerokość. Chyba już jutro dołączy do nas Mateusz Kowalczyk. Kolejny plus, jeden żołnierz więcej. Intensywność jest duża, gdy grasz w czwartek i niedzielę, ale to najpiękniejsza intensywność na świecie.
Nigdy nie mów nigdy z transferami
Czasu na większą radość nie ma, czekają kolejne wyzwania. – Świętowanie będzie po 34. kolejce, może ewentualnie po ostatnim meczu w tej rundzie. Teraz jesteśmy na froncie, więc radość ogranicza się do przybicia piątki, uścisku czy przytulenia. Potem już myśli się o tym, co przed nami – stwierdził Górak.
Zapytałem go, czy jutro biegnie do dyrektora sportowego po kolejne wzmocnienia. A już bardziej serio: czy należy spodziewać się kolejnych transferów dopiero po ewentualnym zapewnieniu sobie grania w Europie do grudnia, czy pewne rzeczy wydarzą się tak czy siak?
– Okienko jest otwarte, a skoro tak, na pewno dział skautingu i dyrektor pracują. Często się spotykamy i dyskutujemy. Ja skupiam się przede wszystkim na spokojnej pracy z zespołem. Jeśli pojawią się jakieś możliwości, wtedy się nad nimi pochylimy. Teraz nawet nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Jestem zadowolony z zespołu, ale nigdy nie mów nigdy. Po to okienko jest otwarte, żeby z tego korzystać – stwierdził Górak. Czytaj: prawdopodobnie coś się jeszcze wydarzy. I bardzo dobrze, bo moim zdaniem mimo wszystko duet Zrelak-Szkurin to w ataku za mało. Potrzeba wejścia na wyższy poziom jakości.
Poprosiłem o komplement na temat Bartosza Nowaka (dwie asysty), którego jeszcze nie usłyszeliśmy. – Bartka nie ma co komplementować. W momencie, gdy jego jakość tak nie błyszczy, trzeba po prostu być cierpliwym, wiedząc, że nie da się zachwycać codziennie. Dziś Bartek był zjawiskowy, był bardzo dobrą wersją siebie. Do tego świetnie wsparła go drużyna – zauważył Górak.
Opiekun GieKSy już na konferencji zasygnalizował chęć przełożenia meczu 3. kolejki z Wieczystą Kraków i w piątek rano dostaliśmy potwierdzenie. Katowiczanie będą wtedy między jednym a drugim bojem z Hapoelem Tel Awiw. To rywal z wyższej półki niż Żylina, wyeliminowanie Łudogorca Razgrad o czymś świadczy, ale też nie przesadzajmy z podejściem, że GKS swoje zrobił i teraz już nic nie musi. Zwłaszcza że obicie klubu z Izraela jest mile widziane same w sobie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. własne/Newspix