Zabrakło wszystkiego. Hapoel Tel Awiw o klasę lepszy od GieKSy

Marcin Ziółkowski

06 sierpnia 2026, 22:09 • 5 min czytania 10

Reklama
Zabrakło wszystkiego. Hapoel Tel Awiw o klasę lepszy od GieKSy

Choć entuzjamu po wyeliminowaniu Żyliny nie brakowało to podczas meczu rozgrywanego na Węgrzech fantazji zabrakło. Bramek po stronie GKS-u Katowice niestety także. Hapoel Tel Awiw nie musiał zrobić wiele, aby pokonać polski zespół i to boli najbardziej. Sytuacja przed rewanżem jest trudna, ale nie niemożliwa do odrobienia. Podopieczni Elyaniva Bardy byli w pucharowy czwartek zespołem o co najmniej klasę lepszym. Wygrana formalnych gospodarzy stosunkiem 2:0 to łagodny wymiar kary.

Reklama

Okoliczności meczu

Choć spotkanie polskiej z izraelską drużyną odbyło się w ramach III rundy eliminacji Ligi Konferencji to zwycięzca tej rywalizacji wiedział już, że czeka go naprawdę fajna nagroda za kolejny awans. Lepszy z pary zmierzy się bowiem z Atalantą Bergamo. Była to więc wystarczająca motywacja dla obu ze stron.

Hapoel to zespół preferujący taktykę 4-2-3-1. W trzech spotkaniach poprzedzających rywalizację z GieKSą nie poniósł porażki. Ponownie od pierwszej minuty można było ujrzeć w składzie Emmanuela Boatenga. 30-letni Ghańczyk to zawodnik, którego powinni kojarzyć kibice La Liga. To właśnie on przyczynił się do tego, że FC Barcelona w sezonie 2017/18 nie zakończyła rozgrywek ligowych bez porażki. Blisko dekadę temu, zaaplikował Dumie Katalonii hattricka.

W poprzedniej rundzie Hapoel wyeliminował Łudogorec Razgrad, wicemistrza Bułgarii. Polska drużyna z kolei wyrzuciła za burtę słowacką Żylinę. GieKSa w tym sezonie na wyjazdach wyłącznie przegrywała, za każdym razem 1:2. Nie był to dobry prognostyk przed meczem rozgrywanym na Węgrzech.

Reklama

Hapoel XI: Tzur – Coco, Mayembo, Chico, Leidner – Falcao, Krajew – Turiel, Boateng, Alkoukin – Altman,

GKS XI: Kobylak – Klemenz, Jędrych, Resta – Jirka, Wolski, Łukasiak, Galan – Marković, Nowak, Zrelak.

GKS Katowice zdominowany. Różnica klas do przerwy

Początek spotkania należał do formalnych gospodarzy meczu. Niestety dla GieKSy, utrzymała się tendencja ze spotkań wyjazdowych w tym sezonie. Znów nie udało się zachować czystego konta. Borja Galan wykonał przerzut na drugą stronę boiska i to był błąd. Wykorzystał to Omri Altman. Wycofał on piłkę w pole karne, ta dotarła do Stava Turiela. Lewa noga, uderzenie z dystansu i tak oto skrzydłowy pokonał mocnym uderzeniem Kobylaka już w piątej minucie starcia na Węgrzech.

Reklama

Już na wczesnym etapie spotkania dało się wyczuć, że nie będzie to dzień defensywy z Katowic. Arkadiusz Jędrych stracił piłkę blisko pola karnego. Roei Alkoukin, gdy już dostał piłkę pod nogi, widząc wysuniętego bramkarza podciął piłkę i przelobował Gabriela Kobylaka. To był prawdziwy koszmar dla piątej drużyny poprzedniego sezonu Ekstraklasy, a to wszystko już po 18 minutach rywalizacji.

Reklama

Parę minut później, Alkoukin mógł mieć drugiego gola. Poradził sobie z Jędrychem i uderzył na bramkę, ale bramkarz spełnił swoje zadanie. Wybronił próbę z bliska.

Katowiczanie byli niczym tykająca bomba, a przerwa na nawodnienie przyszła w porę.

Zanim do niej doszło, Jędrych z Kobylakiem nie porozumieli się, a bramkarz wyszedł celem wybicia poza pole karne. Skończyło się finalnie na udanej interwencji, ale już we własnej szesnastce. Gra się uspokoiła, ale nadal musieliśmy czekać na pierwszą dobrą okazję dla Katowiczan.

Reklama

Szczęścia spróbował też Emmanuel Boateng, ale piłka po jego strzale minęła słupek. Hapoel kontrolował przebieg do tego stopnia, że nie było widać nawet namiastki szans dla Polaków. Eman Marković w pierwszej okazji posłał piłkę w trybuny, więc trudno o bardziej oczywisty dowód na bezradność.

Było jednak pewne przebudzenie, bowiem francuski arbiter Bastien Dechepy podyktował rzut wolny. Ręką zagrał Falcao, pomocnik trochę odstający poziomem od tego grającego w latach 80. w Serie A. Bartosz Nowak nie dał jednak impulsu. Przed przerwą dobrą okazję zmarnował za to Turiel. Uderzył minimalnie ponad bramką.

Reklama

Skrzydła były dla GieKSy problematyczne. Lewonożny zawodnik z prawego skrzydła, autor 12 goli w ostatnim sezonie ligowym, zdecydowanie się wyróżniał na boisku.

Hapoel na rozluźnieniu, ale i tak nie do przejścia. GieKSa ma trudne zadanie w rewanżu

GieKSa częściej dochodziła do głosu, w pierwszym kwadransie Rafał Górak zdecydował się na potrójną zmianę. Słabego Markovicia zastąpił Bartlewicz, była też zmiana w środku pola, a Ilia Szkurin miał być jak ten dobry omen z meczu z Żyliną. Nic z tego jednak nie wynikało. Obraz gry nie zmieniał się, a krótko po wejściu na murawę Xande Silva zabawił się z Mateuszem Kowalczykiem – ten chybił obok bramki.

Nieco ponad kwadrans przed końcem, na boisku znalazł się kibic i grę przerwano (z tego tytułu, Francuz doliczył później siedem minut).

Reklama

Izraelczycy nie byli do końca skupieni, bowiem pod koniec wdarł się element rozluźnienia. Źle wykonali aut, ale GieKSa nie wykorzystała chwilowego momentum. Krótko później, 18-letni Daniel Dappa stanął w szranki z Kobylakiem, ale były bramkarz Legii był górą.

Reklama

Skończyło się na 2:0 dla gospodarzy spotkania. GKS musi więc odrobić nieco większą różnicę bramkową niż po wyjeździe na Słowację. Niepokojące, że podopieczni Rafała Góraka przegrali dotychczas wszystkie trzy wyjazdowe mecze w tym sezonie.

Hapoel Tel Awiw vs GKS Katowice 2:0 (2:0)

  • 1:0 – Stav Turiel – 5′
  • 2:0 – Roei Alkoukin – 18′

 

Fot. Newspix

Reklama
10 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Miał być Real, będzie Barcelona? Gwiazdor dał zielone światło!

Braian Wilma
0
Miał być Real, będzie Barcelona? Gwiazdor dał zielone światło!
Liga Europy

„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Maciej Piętak
3
„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Liga Konferencji

Reklama