Podolski: Nie przegraliśmy eliminacji dziś, tylko dwa tygodnie temu

Marcin Ziółkowski

27 sierpnia 2026, 22:59 • 3 min czytania 3

Reklama
Podolski: Nie przegraliśmy eliminacji dziś, tylko dwa tygodnie temu

Lukas Podolski został w tym roku właścicielem Górnika Zabrze i od razu mógł odhaczyć w tej roli kilka europejskich spotkań eliminacyjnych. Wicemistrzowie Polski i zdobywcy krajowego pucharu niestety nie awansowali do fazy ligowej Ligi Konferencji, choć rozpoczynali batalię z poziomu drugiej rundy el. Ligi Mistrzów. Mistrz świata z 2014 roku przed kamerami Polsatu Sport podsumował eliminacje jako duże doświadczenie dla samego siebie, piłkarzy i klubu. Wierzy, że ambitni zawodnicy Górnika przekonali się o tym, ile pracy muszą włożyć, aby grać na tym poziomie.

Reklama

Podolski w Polsacie Sport. „Eliminacje przegraliśmy z Ferencvarosem”

Dwa remisy i cztery porażki to bilans Górnika Zabrze w europejskich pucharach w sezonie 2026/27. Lukas Podolski ma świadomość, że wicemistrzowie Polski mają dużo do poprawy, ale nie traktuje tego jako wadę, a cenną lekcję.

– Widać, że dużo nam brakowało, ale to fajnie. Trzeba się uczyć z takich porażek. Ci, którzy marzą o zagranicy czy TOP 5 wiedzą teraz jaki jest poziom, jak się gra, jak się zachowujesz przy akcjach. Dla nas to fajna lekcja, by zobaczyć jak to wygląda. Ja znam ten poziom, ale fajnie się tego nauczyć. Nie przegraliśmy tych eliminacji dziś, tylko dwa tygodnie temu z Ferencvarosem. To była fajna przygoda, fajne wyjazdy. Została nam liga, trzeba na nowo zbudować to, co skończyło się w tamtym sezonie.

Reklama

Nie tak dawno trudno było w ogóle marzyć o tym, aby takie chwile były dla Zabrzan rzeczywistością. Podolski nie krył satysfakcji z tego, ale zdaje sobie sprawę, że defensywa musi zostać znacząco poprawiona. Bez tego trudno rywalizować w piłce nożnej o jakiekolwiek ambitne cele. Uznał też Monaco za zespół na zupełnie innym poziomie od tego prezentowanego przez ekipę Michala Gasparika.

– Wiedzieliśmy, że to topowa drużyna, może czują się lepiej u siebie, może murawa jest u nich lepsza. Widać jaki to poziom, to nie jest nasz poziom niestety. Musimy się tego nauczyć. U nas było fajnie, ale nie na zero z tyłu, traciliśmy bramki, potem tak ciężko jest awansować. Mamy trudny okres za sobą, bo już 10 meczów. Trzeba się odbudować, ale nie marudzić. Patrzę, gdzie Górnik był te dwa czy trzy lata temu, to teraz była fajna przygoda i wyjazdy. Narobiło to smaka, aby tu wrócić. Jeszcze nam brakuje, by do tego dojść.

Reklama

Podolski powtarzał wielokrotnie słowo „praca”. Jest świadomy, że ma sporo do wykonania, choć między wierszami dał do zrozumienia, że zabrakło też szczęścia w losowaniu. Cel się nie zmienia i Podolski chce w przyszłym roku powrócić do rozgrywek kontynentalnych. Oznacza to więc duże skupienie na lidze w najbliższym czasie, tak aby ponownie otrzymać od losu nagrodę w postaci europejskich wieczorów.

– Dziennikarze u nas często mówią, że robimy błąd, że trzeba przejść takie Fenerbahce. Nie było dużych porażek, nie trzeba się wstydzić. Brakuje nam jeszcze trochę, to nasza pierwsza przygoda w pucharach od lat. Trzeba dalej pracować, czeka nas dużo pracy. Taka porażka to pokazuje, nie ma co robić narracji, że powinniśmy przejść takiego przeciwnika. Tu musi pasować wszystko przez 90 minut i trzeba mieć dobry dzień.

Były dwie czy trzy klasy różnicy, trzeba dyskutować, czego nam brakuje i co musimy zrobić by tam dojść. Skupimy się na Ekstraklasie i tyle. Chcemy grać w pucharach, może nam się ułoży tak, że nie będziemy mieć trzech topowych rywali. Inwestowaliśmy dużo w tych sześciu meczach na boisku. Przegraliśmy trzykrotnie [w pierwszych meczach – MZ] i trzeba to było odrabiać. Trzeba teraz zejść na ziemię i pracować, by dojść do takiego poziomu.

Fot. Newspix

Reklama
3 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Siemieniec po awansie do Ligi Europy: „Mam dwa marzenia”

Jan Broda
0
Siemieniec po awansie do Ligi Europy: „Mam dwa marzenia”

Liga Konferencji

Reklama