Klątwa Interu trwa. Ciągle przegrywa w derbach Mediolanu

Patryk Idasiak

31 października 2026, 22:57 • 6 min czytania 2

Reklama
Klątwa Interu trwa. Ciągle przegrywa w derbach Mediolanu

Nie zmienia się nic. Inter po prostu przegrywa w derbach Mediolanu i basta. Tak samo było tym razem. Milan zaczął z grubej rury, zaskoczył i szybko prowadził już dwiema bramkami. Pochwały należą się też Rossonerim za drugą połowę, bo niejeden rywal w takiej sytuacji nakrywał łeb i czekał, aż Inter będzie tłukł. Zespół Amorima świadomie i mądrze się obronił. Portugalczyk ma swoje zwycięstwo w derbowym debiucie. 

Reklama

Inter grał w finałach Ligi Mistrzów, wygrywał mistrzostwa, zdobywał po kilkanaście punktów więcej w lidze, ale jedna rzecz się nie zmieniała. Jakkolwiek beznadziejny nie był Milan, to wygrywał w derbach. Trudno w to uwierzyć, ale przecież ten lepszy w ostatnich latach piłkarsko zespół nie potrafi się cieszyć po derbach od kwietnia 2024 roku. W składzie Rossonerich grali wtedy: Giroud, Calabria, Adli czy Reijnders. Trochę minęło, prawda? Następnie Inter aż pięć razy przegrał i dwukrotnie zremisował.

Bardzo chciał tę serię przełamać.

Od tej karuzeli kręciło się w głowie!

Derby Mediolanu nie pozwoliły nawet wygodnie zasiąść w fotelu czy na trybunach, przygotować się, nakręcić. To było tak, jakby twój ulubiony zespół muzyczny zaczął koncert od razu od refrenu najlepszej piosenki, a perkusista nawalał najlepsze sekwencje bez rozgrzewki.

Już w czwartej minucie Moreira sprawił, że Carlosowi Augusto przydałby się Aviomarin. Zakręcił nim na skrzydle raz, drugi. Gracz Interu nie wiedział, co się dzieje i z której strony ma blokować dośrodkowanie. Nie udało mu się przeszkodzić i Moreira dograł prosto na głowę Christiana Pulisica. „Kapitan Ameryka” powoli wraca do zachwycania kibiców, bo to był jego trzeci gol w siedmiu ostatnich występach. San Siro oszalało.

Reklama

Ale Moreira nie miał zamiaru przestawać się bawić. Kilka minut później został zablokowany przez rywala, odwrócił się w stronę fanów i zaczął domagać głośnej wrzawy i dopingu. Był wyraźnie nakręcony i pobudzony. Poprosił o doping i szybko odwdzięczył się fanom asystą. Adrien Rabiot strzelił nietypowo. Wypieścił tę piłkę, jakby… w ogóle nie chciał jej kopnąć, od niechcenia. Siadło idealnie, od słupeczka. Takiego gola pewnie nie widzieliście.

Obecny na trybunach Kaka był zachwycony, uśmiechnięty od ucha do ucha. Pokazał po golu aprobatę. Milanowi wychodziło i z przodu, i z tyłu. Wystarczy tu wspomnieć choćby dwie szarże Djeda Spence’a, który został powstrzymany przez Pavlovicia, a w innej sytuacji przez Modricia. Zespół Amorima wygrywał pojedynki stykowe, fizyczne, był wyraźnie bardziej zmotywowany.

Reklama

Inter, jak to Inter w tym sezonie, musiał dostać w łeb w narożniku, żeby w ogóle się obudzić. Gdyby Nerazzurri byli uczniem, to takim, który spóźnia się do szkoły w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki i ewentualnie w piątki przychodzi na czas, bo to już euforia związana z weekendem.

Swój mecz rozgrywał Moreira. Modrić kropnął w Ramosa i wściekał się, że wszedł mu na linię strzału. A Inter cały czas spał. Dopiero oswajał się z tym, że ma dwa gole w plecy. Pierwsza taka względna szansa nadeszła po rzucie wolnym, po którym uderzał Carlos Augusto. A jak już się mistrz kraju obudził, to strzelił gola po rzucie rożnym. Calhanoglu dośrodkował, Akanji przedłużył, a niepilnowany Bastoni trafił i szybko pobiegł na swoją połowę.

Reklama

Po 22 minutach było 2:1.

To szaleństwo trwało dalej. Ekran postanowił przejąć inny bohater widowiska – Mike Maignan. Najpierw przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale z daleka Calhanoglu, by chwilę potem instynktownie odbić piłkę, której nikt nie dotknął. Sprytnie to sobie wymyślił Turek, ale czujny był kapitan Rossonerich w bramce. Zdecydowanie najlepsza parada – być może nawet kandydat na numer jeden sezonu Serie A – miała miejsce po strzale z główki Djeda Spence’a. Ten aż nie mógł uwierzyć, że Maignan mu to wyjął!

Reklama

Absolutnie porąbane, co się działo w pierwszej części meczu. Serie A w najlepszym wydaniu – perfekcyjna reklama. Inter się obudził, zaczął grać bardzo dobrze, dominować. A Milan był przestraszony, wycofany. Zasnął. Nie było już Moreiry, zniknął Pulisic, nie mówiąc już nic o Goncalo Ramosie, do którego nie docierały piłki. Inter szedł za ciosem – rozegrał krótko rzut wolny, po którym znów musiał bronić Maignan.

Tylko, że jak już się Milan obudził, to od razu walnął przeciwnika. Moreira do dwóch asyst dołożył gola – i to jakiego – z rzutu wolnego!

Reklama

Aż żal, że ta połowa musiała się skończyć. Mieliśmy dziewięć strzałów celnych z obu stron, fantastycznego Maignana (pięć interwencji) oraz zabójczo skuteczny Milan, który strzelał wszystko, co leciało w bramkę.

Druga połowa = względny spokój

Druga połowa nie zaczęła się już od odpalenia fajerwerków. Pierwszy coś z niczego wymyślił Calhanoglu, który posłał podanie-rogala w stylu Kevina De Bruyne do Augusto. Tylko że ten źle się złożył do uderzenia albo po prostu niepotrzebnie strzelał ze szczupaka. To było trzy metry od bramki…

Inter naciskał coraz mocniej, ale bez wielkich konkretów. De Winter zbierał do statystyk kolejne wybicia. Zespół Christiana Chivu wielokrotnie w tym sezonie wyglądał na taki, który – nawet jak przegrywa 0:2 – to gra z taką pewnością siebie, wiedząc, że zaraz będą okazje i to odrobi. Tutaj tak zdecydowanie nie było. Z wrzutek nic nie wynikało – może jedynie kolejne wybicia ściśniętej, dobrze zorganizowanej obrony Rossonerich.

W 71. minucie na boisko wszedł Piotr Zieliński razem z Henrichem Mychitarianem. Za wiele jednak nie zdziałał – niby podawał celnie, ale bez żadnej wykreowanej okazji – oddał jedynie godny pożałowania strzał po ziemi. Chivu długo zwlekał z wprowadzeniem Federico Dimarco. Rekordzista pod względem asyst Serie A 2025/26 wszedł dopiero w 81. minucie.

Reklama

Tę nudę chciał ożywić ewidentnie sędzia Marco Guido, który odgwizdał karnego za… zagranie brzuchem Mario Gili. Hiszpan nie mógł w to uwierzyć, myślał, że to są jakieś jaja. Przecież czegoś takiego nie gwiżdżą w B-Klasie, a tu na poziomie najwyższej ligi włoskiej arbiter widział rękę totalnie z czapy. Gdyby nie VAR, mielibyśmy niewiarygodny skandal. Na szczęście technologia naprawiła ten ewidentny błąd.

Na koniec to prędzej Milan mógł strzelić czwartą, niż Inter drugą. Alphadjo Cisse chciał pocelować technicznie z dystansu, ale świetnie interweniował Josep Martinez.

Reklama

Klątwa trwa dalej. Inter odrobił 0:2 z Napoli, 0:2 z Udinese, 0:1 z Fiorentiną (dwa gole w doliczonym czasie), 0:1 z Bologną i 0:2 z Romą. Spośród tych spotkań cztery wygrał, a jedno zremisował. Z Milanem nie dał rady tego zrobić. Pierwszy raz guzik z napisem „królowie comebacków” się zaciął. Kiedy, jak nie w derbach Mediolanu, w których to ciągle przegrywają?

Milan – Inter 3:1

  • 4′ Pulisic – 1:0
  • 10′ Rabiot – 2:0
  • 22′ Bastoni – 2:1
  • 43′ Moreira – 3:1

Fot. Newspix

2 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves

Jan Broda
0
Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves

Jan Broda
0
Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves