Psikusa nie było. Spokojny, halloweenowy wieczór na Dragao

Adrian Mańko

31 października 2026, 23:25 • 5 min czytania 0

Reklama
Psikusa nie było. Spokojny, halloweenowy wieczór na Dragao

Wystarczył jeden niedbały rzut oka w tabelę Liga Portugal, by być pewnym, że w tegoroczne Halloween FC Porto nie powinno mieć problemu z zainkasowaniem trzech punktów. I faktycznie – zamykające stawkę Estoril psikusa rywalowi nie sprawiło. „Smoki” w swoim domu ograły ekipę z południowego wybrzeża Portugalii różnicą czterech goli. Defensywa Porto, kierowana przez duet polskich stoperów, po raz szósty w tym sezonie ligowym zachowała czyste konto.

Reklama

Z Goncalo Feio w tle

Polskich wątków przy okazji tej rywalizacji było więcej niż zwykle. O ile występ Jakuba Kiwiora i Jana Bednarka w podstawie to oczywista oczywistość, o tyle wątpliwości budziła kwestia Oskara Pietuszewskiego. Były gracz Jagiellonii Białystok dopiero co wrócił do zdrowia po kontuzji, a już nabawił się kolejnego urazu. Ten nie wygląda jednak na zbyt poważny i od rana media spekulowały, że Pietuszewski wróci do kadry meczowej zespołu Francesco Farioliego. Ostatecznie tak się jednak nie stało. Oskar nie zasiadł nawet na ławce rezerwowych, czym złamał kilka polskich serc.

Inny polski smaczek? Pojawiła się plotka, że szukające nowego trenera Estoril sięgnie po… Goncalo Feio. Były trener Motoru, Legii czy Radomiaka próbował w poprzednim sezonie ratować przed spadkiem Tondelę. Misja się nie powiodła, ale jeśli potwierdzą się spekulacje portugalskiego „Recordu”, to być może Feio znów pojawi się w rodzimej lidze. Zadanie wygrzebania Estoril będzie równie trudne, ale przynajmniej czasu na działanie będzie więcej. Póki co czerwoną latarnię ligi prowadzi jeszcze Leandro Pires, który dwa tygodnie temu zastąpił Vasco Matosa. Nerwowe szukanie nowego trenera nie dziwi – Estoril ma raptem 2 punkty.

Reklama

Błyskawiczny początek mistrzów

Obrońcy tytułu szybko zakasali rękawy do pracy. Już w 4. minucie podanie Pepe z prawej strony pola karnego wykorzystał Victor Froholdt. Duńczyk spokojnym strzałem z bliskiej odległości otworzył wynik z bramkami. Paradoks tej bramki polega na tym, że nieudanym strzałem asystę drugiego stopnia zaliczył Borja Sainz.

Froholdt otworzył wynik, ale – o dziwo – nie rozwiązał worka z bramkami. Przez pierwszy kwadrans mocno się jednak na to zanosiło. Martin Turk, bramkarz gości, szybko zdążył się rozgrzać. Na rzuty rożne odbijał strzały Pablo Rosario i Sainza. Po drugim z tych kornerów ładnie z woleja uderzył Jan Bednarek. Polak pomylił się nieznacznie, a piłka musnęła nawet poprzeczkę.

Reklama

Najlepszą interwencją Turk popisał się jednak w 25. minucie, pozbawiając publiczność na Stadionie Smoka możliwości obejrzenia niezwykłego gola. Chyba każdy kibic piłki nożnej kojarzy fantastycznego gola Dennisa Bergkampa z Newcastle. Alberto Costa był bliski powtórzenia czegoś w tym stylu. Piruet wykonał kapitalnie, piłka przeleciała nad głową obrońcy (Bergkamp puścił ją obok). Zabrakło jednak wykończenia. Prawy obrońca Porto kropnął w środek bramki, a bramkarz strącił futbolówkę na poprzeczkę. Dodajmy, że Costę świetnie wypatrzył Kiwior.

Gospodarze mogli jeszcze podwyższyć prowadzenie po strzale szczupakiem w wykonaniu Samu. Szybkie wyjście spod pressingu, piłka poszła jak po sznurku, z lewej strony dorzucił Zaidu Sanusi, ale znów z perspektywy gości skończyło się tylko na strachu. W końcu to Halloween…

Reklama

Worek z bramkami się rozwiązał

Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom i wszystko wyglądało jak oczekiwanie na bramkę nr 2 dla gospodarzy. Kibice Porto doczekali się w 64. minucie. Warto było zachować cierpliwość, bo trafienie Sainza wynagrodziło dość leniwe poczynania niebiesko-białych. Estoril w dziecinny sposób pogubiło się przy wyprowadzeniu piłki. Gabriel Veiga świetnie podał piętą do swojego rodaka, a Sainz sieknął w okolice lewego okienka bramki. Stadiony świata!

Jeśli któryś z graczy Porto nie będzie wspominał tego meczu miło, to będzie to Samu. Hiszpański napastnik był dość nieporadny, a wprowadzony za niego Andre Silva potrzebował raptem trzech minut, by skutecznie dobić do bramki strzał Veigi. Zrobiło się więc 3:0.

Reklama

Po chwili Estoril mogło wreszcie zaznaczyć swoją obecność na boisku jakąś akcją pod bramką Diogo Costy. Zaznaczyło jednak bardzo kiepsko – w prostej sytuacji André Lacximicant strzelił panu bogu w okno.

To pudło zemściło się dosłownie minutę później. Porto wjechało w defensywę outsidera jak w masło. Veiga tym razem nie bawił się w asystowanie i sam spokojnie wykończył akcję trafieniem na 4:0.

Wysokie prowadzenie rozluźniło gospodarzy i Estoril pracowało na honorową bramkę. Najbliżej szczęścia w 78. minucie był Nail Omerović, który uderzył w poprzeczkę. Piłka odbiła się jeszcze od pleców Diogo Costy, ale i tak do siatki nie wpadła. Biednemu zawsze wiatr w oczy…

Sytuację Bośniaka już z wysokości ławki rezerwowych oglądał Bednarek, który kilka minut wcześniej dostał wolne od Farioliego. Polak od 34. minuty grał z żółtą kartką, więc nie było żadnego sensu ryzykować wykluczenie lub jakiś uraz w kontekście zbliżających się wyzwań. A kartkę były zawodnik Southampton obejrzał w następstwie swojego błędu – ratował się dość bezceremonialnym faulem.

Reklama

Skoro już podsumowujemy występy biało-czerwonych, warto wspomnieć o Kiwiorze, który nie napracował się specjalnie w defensywie. Swoje obowiązki wykonał jak należy, a mecz mógł okrasić asystą. To był spokojny wieczór dla Kuby. I dla jego kolegów też…

Porto inkasuje kolejne 3 punkty i wciąż prowadzi w tabeli z nieskazitelnym bilansem samych zwycięstw. To był przyjemny tydzień dla mistrzów Portugalii, którzy w środę zameldowali się w półfinale Pucharu Ligi po skromnym, nieco wymęczonym zwycięstwie nad Académico de Viseu. Jednak prawdziwe wyzwanie na drużynę Farioliego czeka w środę, gdy na Dragao przyjedzie Napoli. W Lidze Mistrzów sytuacja „Smoków” jest zgoła odwrotna – trzy mecze i trzy porażki. Kolejna mocno zniweluje szanse nawet na TOP 24.

FC Porto – Estoril 4:0 (1:0)

  • 1:0 – V. Froholdt 4′
  • 2:0 – B. Sainz 64′
  • 3:0 – A. Silva 70′
  • 4:0 – G. Veiga 73′

Z Estadio do Dragao
Adrian Mańko

Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves

Jan Broda
1
Reakcja na szóstkę. Walec z Barcelony przejechał się po Alaves

Inne ligi zagraniczne

Reklama