Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Takich meczów jak Charleroi – Lech widziałem wiele, ale oglądanych ze strony Charleroi, gdzie Charleroi było jakąś polską drużyną. Jakże miło dla odmiany zakończyć mecz nerwówką, ale po tej nerwówce móc się ucieszyć, zamiast rozpamiętywać zmarnowane okazje, jakieś straszne pudło, czyjś niewytłumaczalny błąd w końcówce. Jakże miło nawet raz strzelić przeklętym rykoszetem, zamiast stracić gola dupą w dziewięćdziesiątej minucie. Lech całe eliminacje […]
Leszek Milewski
• 5 min czytania
23