post Jakub Białek

Opublikowane 25.09.2020 09:00 przez

Jakub Białek

Nigdy nie mieliśmy super flow, to trzeba przyznać. Takie rzeczy się czuje. Miałem w Wiśle kilka porażek, ale to jest ta największa – nie udało mi się zbudować relacji z Kubą – mówi Piotr Obidziński o swoich stosunkach z Jakubem Błaszczykowskim, odnosząc się do jego wywiadu dla „Foot Trucka”, w którym padło kilka mocnych zarzutów w stronę byłego prezesa Wisły. Kilka tygodni po wywiadowo-twitterowej „grandzie” Obidziński szeroko odnosi się do strzałów, jakie przyjął od właścicieli Wisły. Jak było z zatrudnieniem Skowronka? Dlaczego kontrakt Aleksandra Buksy został automatycznie przedłużony? Czemu temat obniżki zarobków na czas przerwy w rozgrywkach został spłycony? Dlaczego Obidzińskiego i Błaszczykowskiego różni wszystko? Z jakich powodów nie udało im się zbudować relacji? Jak wyglądała w Wiśle kuchnia transferowa? Zapraszamy.

Kuba Błaszczykowski wybrał sobie idealny moment na swój wywiad. Trochę strzałów w twoją stronę poszło, a wciąż obowiązywał cię kontrakt, więc miałeś trochę związane ręce, by szerzej odpowiedzieć.

W kontrakcie nie mieliśmy żadnych twardych zapisów o tym, że czegoś nie komentujemy. W żadną stronę. Mieliśmy tylko dżentelmeńską umowę. Nie rozumiem tylko, jaki był interes Wisły czy otoczenia Kuby, żeby tego wywiadu udzielać. Nie widzę żadnego racjonalnego powodu oprócz kwestii personalno-emocjonalnych. Szkoda, bo nie tak się umawialiśmy. Na Twitterze zwięźle odpowiedziałem na te podstawowe zarzuty, pewnie będziesz chciał, żebym to zaraz powtórzył.

Po prostu rozszerzył, nakreślił tło.

Nie rozumiem. I już. O tyle przykro, że wszyscy razem pracowaliśmy ramię w ramię, szczególnie przez ten początkowy, najtrudniejszy okres odzyskiwania akcji klubu i licencji na grę, który wymagał tytanicznej pracy prawnej wspartej planem finansowym, a potem uwierzytelnienia tego przed komisją licencyjną własnymi twarzami. Na komisję poszli czołowi prawnicy z LSW z moim skromnym wsparciem od strony finansów. Wszyscy wtedy pracowaliśmy za darmo, a dopiero od momentu odzyskania licencji zaczęły się w ogóle jakiekolwiek rozliczenia, bo też od tego momentu pojawiła się opcja przejęcia klubu przez trio. Podkreślam: nie rozumiem, w czyim interesie był ten wywiad.

Powiedziałeś, że to coś personalnego. Czułeś, że Jakub Błaszczykowski – mówiąc kolokwialnie – coś do ciebie ma?

Nigdy nie mieliśmy super flow, to trzeba przyznać. Takie rzeczy się czuje. Miałem w Wiśle kilka porażek, ale to jest ta największa – nie udało mi się zbudować relacji z Kubą. Z Tomkiem Jażdżyńskim obydwaj pochodzimy z biznesu, więc dość szybko złapaliśmy stricte profesjonalną relację i ją utrzymywaliśmy do końca bez zarzutu. A z Kubą…

Z Kubą różni nas wszystko. Środowisko, z którego jesteśmy. Sposób podejmowania decyzji – czynniki na jakich opieramy dane wybory. Różni nas diametralnie filozofia życia i co za tym idzie – filozofia sportu. Zupełnie inaczej podchodzimy do życia prywatnego, więc też czym innym jest dla nas piłka. Myślę, że to leży u podstaw tej sytuacji. Bo nie wierzę, że naprawdę chodzi o te argumenty, które Kuba przedstawił. Zwłaszcza w świetle historii tego, co zostało wspólnie zrobione, gdzie był klub, gdzie jest teraz.

Ciekawym zdaniem jest to, że różni was filozofia życia. Co się pod tym kryje?

O co innego nam chodzi w życiu. Mamy inne wartości.

Ty twardy biznesmen…

Właśnie nie do końca. Tak, jestem ze świata twardego biznesu i mozolnej przedsiębiorczości, opieram się na liczbach, doświadczeniu i pracy, a nie na intuicji i przeczuciach. Natomiast sprawa jest szersza – życie spędzam od kilkunastu lat bez przerwy na walizkach, od studenckich stypendiów przez projekty w krajach surowcowych czy wschodnich rynkach finansowych, aż po rejsy polarne, regaty oceaniczne, poszukiwanie dzikich sportów jak kitesurfing czy narciarstwo pozatrasowe. A robię to po to, żeby szukać adrenaliny. Żeby żyć na 200% i budować przy tym relacje z ciekawymi ludźmi.

W tych moich sportach, ale też na przykład na szybach naftowych, kluczowe decyzje mogą ważyć o życiu, więc trzeba je podejmować na podstawie odczytów wskaźników i twardej wiedzy. A najważniejsze – takie życie stoi w jawnej sprzeczności z tradycyjnym modelem rodziny. A Kuba jest, co też jest bardzo naturalne w jego historii, zupełnie inny. U niego na pierwszym miejscu jest rodzina, bliscy, zaufane od wielu lat otoczenie, którego radzi się w ważnych sprawach. Na tej bazie oraz – jak sam mówi – intuicji, decyduje biznesowo. To jest całkowicie inna filozofia. Za tym idzie też inne podejście do sportu. Dla mnie sport jest źródłem adrenaliny – przez to zdrowia fizycznego i psychicznego, a wygrywanie zawodów zaspokaja ego. Dla Kuby, co też jest oczywiście naturalne, piłka i jej reguły są fundamentem świata – jego jakby portem macierzystym. Przynajmniej tak to odbieram.

W wywiadzie dla Foot Trucka zarzucał ci między wierszami, że robiłeś sobie PR się w wywiadach, pokazywałeś swoje sukcesy na konferencjach prasowych, na których pokazywałeś transparentnie sytuację Wisły podając konkretne liczby. Odebrałem to jako zarzut o lansowanie się.

Starałem się być zawsze transparentny, szczególnie w obszarze finansów i i nigdy, nawet retorycznie, nie przypisałem sobie czyjegoś sukcesu, ani nie próbowałem na kogoś zrzucić porażki.

Błaszczykowski mówił w wywiadzie, że każdy sponsor przychodząc do Wisły chce, by on w niej był.

Wielu tak, ale nie wszyscy. Szczególnie na początku naszej drogi tych gwarantów było więcej – i jednostek, i grup. Powstało na przykład Socios, unikalny w Polsce ruch społeczny, który stale się rozwija wchłaniając, w pozytywnym znaczeniu, mniejsze organizacje. W najnowszej historii Wisły wiele osób położyło dla klubu na szalę wszystko, co mogło.

Jakie były wówczas te inne gwaranty?

Oprócz wspomnianego ruchu społecznego, wielu ludzi indywidualnie dało swoją twarz przy ratowaniu Wisły. Dali ją tak samo Jarek, Tomek, Rafał, Bodek i całe jego środowisko gwarantując licencję. Wielu wpływowych ludzi wtedy pomagało, dzwoniło, żeby inne kluby nie rzuciły się na zawodników. Była walka o to, by liga nie skorzystała na upadku Wisły, bo wiele klubów ostrzyło sobie ząbki – zresztą częściowo się im udało, ale tylko częściowo. Całe środowisko to stworzyło. Podkreślam, że wtedy przede wszystkim kibice stanęli murem. Kupowali karnety, zostawali członkami Socios, kupowali akcje.

Tak na logikę – widząc tak zaangażowaną społeczność, wielu sponsorów przychodziło w dużej mierze dla niej.

Jeśli chodzi o ten aspekt, Wisła ma świetną sytuację. Zresztą widać to po liczbie sponsorów. Ciągle przychodzą nowi sponsorzy, niektórzy poszerzają swoje zaangażowanie. Wielu przychodzi faktycznie dla Kuby i tylko z tego powodu. Ale nie wszyscy. Mamy na przykład super deal z Macronem. To świetna umowa i zajęło nam z całym teamem bardzo dużo pracy, żeby go wynegocjować. Były trudności z umową, pojawił się jeszcze COVID. Byliśmy w Bolonii tydzień przed zamknięciem granic, żeby dopiąć ten temat, a potem dogrywaliśmy go online. Na poziomie Ekstraklasy to topowy deal, myślę, że top2, maks top3 w lidze. A jeszcze ma dodatkowe klauzule, które – jak wszystko pójdzie dobrze w innych obszarach – bardzo ucieszą kibiców. Dlaczego się udało? Dlatego, że jest społeczność, oglądalność, sprzedaż koszulek i ciągle międzynarodowa rozpoznawalność Wisły.

Jakub Błaszczykowski ma duże ego?

Jak każdy w piłce. Gdyby nie miał dużego ego, nie byłby tu, gdzie jest. W piłce wszędzie spotykają się ludzie z dużym ego. Szerzej – w ogóle w życiu ludzie, którzy daleko dochodzą, raczej mają je większe niż mniejsze. Na tym to polega. A że piłka ma twarde reguły, to można tego ego nie ukrywać i na nim budować. Ja też mam duże ego.

Masz poczucie, że każdy spór z Błaszczykowskim, przez to jak pomnikową jest postacią, jest z góry skazany na porażkę?

Oczywiście, ale przecież ja w ogóle się nie spieram z Kubą. Mówię tylko, że nie rozumiem, po co to było i że nie tak się umawialiśmy. Wyjaśniam, mam nadzieję, rzeczowo i w żaden sposób nikogo nie atakuję, bo nie mam ani potrzeby, ani nie uważam, że to coś wniesie dla kogokolwiek. Staram się trzeźwo ocenić tę całą sytuację. I cieszę się, że wiele zrobiliśmy wszyscy razem. Pracując w Wiśle uważałem, że to jak wiele nas różni, jest dobre, bo każdy ma inne podejście. Kuba uznał inaczej i ma do tego pełne prawo, bo to on jest właścicielem klubu, który oprócz tego jeszcze gra za darmo w tym klubie i daje siebie w całości na każdej płaszczyźnie. Nie mam zupełnie ochoty ani interesu się z nikim kłócić – chcę właśnie zamykać sprawy.

No to skonfrontujmy zarzuty, jakie padły w twoim kierunku. Czy zarządzałeś kiedyś firmą bądź projektem, który liczy więcej niż pięć osób?

Tak. A żeby rozwiać użyte na Twitterze chwyty logiczno-retoryczne, jestem też założycielem, a przez kilka lat formalnie prezesem stale rosnącego, rentownego od pierwszego roku start-upa. Firmie stuknie w tym roku 12 lat i cały czas bardzo stabilnie się rozwija.

Więc skąd ten zarzut Jarosława Królewskiego?

Proszę, nie ma sensu marnować czasu na ten temat.

Absurdalny zarzut, więc celowo od niego zacząłem.

Jarek, jak to on, napisał na Twitterze za mocne i zbyt nieprawdziwe słowa, żebym to zignorował. Tym bardziej teraz kolejne komentarze są zbędne.

Jak było z zatrudnieniem Artura Skowronka? Jakub Błaszczykowski przedstawił to mniej więcej tak: próbowałeś się z nim porozumieć przez kilka dni, ale nie dałeś rady, więc on złapał za telefon i po dwóch godzinach wszystko było już ustalone.

Nakładają się na siebie dwa tematy. Po pierwsze – była kwestia decyzji, czy w ogóle zmieniamy trenera. Po stronie mojej i moich doradców nie było kandydata, który według naszego rachunku prawdopodobieństwa dawał większe szanse na utrzymanie niż zatrzymanie Maćka Stolarczyka – przy założeniu, że dostanie mocne transfery.

Czyli miałeś inne opcje?

Nie, właśnie nie miałem żadnych innych opcji.

A byłeś za zwolnieniem Stolarczyka?

Miałem opory. Po pierwsze natury ogólnej dotyczącej budowania stabilności w piłce, w klubie, wiary w trenerów i wizji trenera na lata. A też rozmowy z Arturem szły bardzo ciężko, bez najmniejszych ustępstw z jego strony w żadnym punkcie. Oczywiście to Artur Skowronek, swoim warsztatem, utrzymał potem klub w Ekstraklasie, a historii alternatywnej nie mamy jak sprawdzić. Jak już decyzja zapadła, natychmiast dałem nowemu trenerowi pełne wsparcie, na przykład załatwiałem domowe siłownie podczas pandemii dla każdego zawodnika czy zatrzymałem inne planowane zmiany wokół pierwszej drużyny, żeby nie wprowadzać zamętu. Wisła się utrzymała, klub jest na innym poziomie organizacyjnym, a tu nagle dostaję słowa że zdezerterowałem. Odbieram to jako coś wyłącznie emocjonalnego, bo nie widzę w tym racjonalności. Celem nadrzędnym dla wszystkich było utrzymanie Wisły i on się udał.

A jak było z rozmowami o zatrudnieniu?

Miałem ustawiony limit budżetu na nowego trenera i jego sztab. Negocjacje z Arturem były bardzo twarde. Nie udało mi się nic wynegocjować z jego pozycji wyjściowej, która przekraczała ustalony z Radą Nadzorczą limit. Nie mogłem go przekroczyć, a jednocześnie same negocjacje – fakt, że nie było woli zejścia z oczekiwań – sprawiły, że pomyślałem sobie: strasznie ostro gra. To spowodowało, że miałem opory – i natury formalno-finansowej, i natury interpersonalnej. Natury merytorycznej nie mogłem mieć, bo to nie jest mój zakres kompetencji, a po drugie – nie było ich. Kubie podobał się warsztat Artura, Chodorowi także. Natomiast Kuba faktycznie dopiął to sam. Miał do tego prawo.

Czyli Skowronek po rozmowie z Błaszczykowskim podpisał kontrakt wykraczający poza limit?

Zadzwonił do mnie Tomek Jażdżyński, że sprawa jest dogadana. Powiedziałem: „OK, skoro jest to załatwione za moimi plecami i powyżej mojej autoryzacji, poproszę na to od Was kwit”. To oczywiste, że musiałem mieć taki papier. A to zostało później postawione jako zarzut.

Bez sensu w ogóle teraz to dyskutowanie. Nie wiemy, kto miał rację i nie dowiemy się, nie ma co grzebać w historii. Patrząc na sytuację teraz z boku, wychodzi na to, że pewnie każdy trochę miał rację. A nie wiemy, jakby było. Tak naprawdę jak miałbym zrobić uczciwy rachunek sumienia o Wiśle to porażką było na pewno pierwsze okno za mojej prezesury w lato 2019. Wynikało ono z tego, że Wiśle potrzebny był wtedy kompromis i spokój. Nikt nie chciał z nikim robić konfliktu, między żadną z sił: sztabem, pionem skautingu, trio, zarządem. Wyszedł kompromis. A ja nie dostałem z Kolei wtedy zgody na zatrudnienie Kuby Chodorowskiego do transferów – był tylko moim doradcą pracując w banku. Notabene, tę zgodę dostałem dopiero później, już po zmianie trenera i sytuacji z tą zmianą związanej.

To błąd, że wtedy latem zgodziłem się na taki kompromis. W piłce, jak na wojnie, tak się nie robi – albo biorę wszystko na siebie i cała odpowiedzialność jest na mnie, albo nie, bo inaczej są takie niedopowiedzenia w stylu „a czyją winą jest wysokość pensji zawodnika X, który słabo gra?”. Działaliśmy wtedy w ten sposób – każdy dostanie swój transfer lub dwa i każda siła będzie miała opcję, żeby się pokazać.

Każdy przyniósł swojego zawodnika, odpowiedzialność rozmyta.

Tak. Typowy kompromis wynikający z tego, żeby nikogo nie zrazić w trudnym czasie. I to był błąd, mój błąd. Powinienem był miękko, ale stanowczo przekonać wszystkich, że w piłce takie kompromisy nie mają prawa działać.

Potem, jak nie szło, było szukanie winnych. Słyszałem wtedy zarzuty, że zrzucam z siebie winę. Ale przecież ja ją biorę – na przykład Chuca, którego sprowadzałem ja, ma tylko momenty i długo nie może odpalić. Inni z tamtego okna też grają w kratkę. Więc tamto okno było, patrząc z perspektywy jednego roku, niezbyt udane, to trzeba przyznać, ale to wynik ogólnej sytuacji w klubie, układu sił.

Jakie były argumenty przeciwko temu, żebyś zatrudnił w klubie dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia? Taki ciekawy zbieg okoliczności – gdy w Wiśle był Chodorowski, zdarzyło się wam najlepsze okno od zimy 2019.

Był już też wtedy na bieżąco zaangażowany w proces transferów Dawid. Decydowaliśmy finalnie we trzech i to, według mnie, fajnie działało. Właśnie o to chodzi, jasna odpowiedzialność – chłopaki we dwóch odpowiadali za sport, po mojej stronie były negocjacje finansowe. A dlaczego nie było dyrektora na stałe? Przez brak zaufania. Wydaje mi się, że tylko przez to.

Brak zaufania do ciebie, bo chciałeś przyprowadzić swojego człowieka?

Wcześniej Rafał też nie dostał zgody na swojego człowieka. A do mnie także od początku było ograniczone zaufanie. I tym bardziej do ludzi ode mnie, że to kolejne osoby z otoczenia Legii… A przecież Chodorowski nigdy nie pracował przy pierwszej drużynie Legii, tylko z młodzieżą i też nie jest od Bodka, oni się według mnie nawet nie znają osobiście. A ja, z drugiej strony, nie miałem nikogo innego w swoim otoczeniu, który by miał i wiedzę, kwalifikacje i moje pełne zaufanie. W biznesie kluczem jest tylko merytoryka, w życiu i sportach ekstremalnych zaufanie, w piłce pewnie potrzeba tego i tego, co pokazują chociażby ostatnie przykłady z pierwszej ligi. Nie miałem nikogo innego, komu mógłbym ufać, bo Chodora znam 20 lat. On ma też bardzo mocne merytoryczne przygotowanie do piłki. Dlatego bardzo walczyłem o to, żeby mieć go w klubie. W końcu wywalczyłem, co było dobre dla Wisły, a finalnie – co było do przewidzenia – okazało moim gwoździem do trumny.

Dlaczego uważasz, że sprowadzenie człowieka od transferów, który zaliczył dobre okno, było gwoździem do trumny?

Tak to niestety działa w piłce, a często także w wielu eksponowanych branżach: wśród polityków czy znanych zespołów muzycznych. Na dodatek od spraw finansowo-organizacyjnych też miałem bardzo profesjonalnego człowieka, rodowitego krakusa z doktoratem z ekonomii – Konrada Kolegowicza z UEK. On przestawił w pół roku Wisłę z papierowej na cyfrową i bardzo pomógł w wielu innych obszarach.

Ważne, że wszystko wyszło na koniec dobrze dla klubu, a że inaczej się nie dało tego zrobić, mając w pamięci błąd z lata 2019, to od początku podkreślałem, że rozumiem tę sytuację, swoje zwolnienie i cieszę się, że wszyscy mamy póki co success story. I też nie odbieram wywiadu Kuby jako zaskoczenia.

A jak było z Aleksandrem Buksą? Wersja Błaszczykowskiego – prowadziłeś z jego tatą rozmowy o nowym kontrakcie, a nagle chłopak dowiedział się, że przedłużyłeś ten kontrakt automatycznie na juniorskich warunkach o rok, bo była w kontrakcie taka opcja. W efekcie Wisła miała słabą pozycję negocjacyjną z Buksą, który finalnie podpisał nowy kontrakt, ale wcześniej wraz z końcem tego roku mógł opuścić Wisłę za darmo. Uczyniono z tych negocjacji duży zarzut, warto poznać twój punkt widzenia.

To jest ważna sprawa, bo to jest główny zarzut do mnie. Gdyby nie był wyrwany z kontekstu historycznego, faktycznie byłby poważnym zarzutem. Dlatego warto nakreślić tło. Jest jesień 2019. Trwa rozgorzały spór o przejęcie klubu. Przypominam – klub został przejęty dopiero w kwietniu następnego roku, a deadline, tak jak ówczesny kontrakt Olka, był do grudnia. Jest ostry spór z TS, są wywiady medialne, w trakcie negocjacji jest bardzo gorąca atmosfera do tego stopnia, że trio nie jest pewne – przynajmniej ja mam takie informacje – czy to się da pociągnąć dalej w tym kształcie. Równolegle muszę przygotowywać klub na najgorsze scenariusze prawno-formalne – i to związane jest jeszcze dodatkowo ze słabą sytuacją sportową.

W tym czasie prowadzę negocjację ze wspaniałym człowiekiem, to trzeba przyznać, Adamem Buksą seniorem. Bardzo wyważonym, spokojnym biznesmenem. Mam jasny przekaz, że sytuacja jest bardzo niepewna, więc nic na razie nie podpiszemy. Możemy przygotować projekty, jest słowo od strony otoczenia Olka, że chcą być w Wiśle, jeśli ona przetrwa.

Czyli warunkiem otoczenia Buksy było to, że sprawa właścicielska musi być uregulowana?

Tak. A jest wtedy straszna burza i niepewna sytuacja sportowa. Jednocześnie non stop przyjeżdżają dyrektorzy sportowi z Włoch, innych krajów, spotykają się, przychodzą na mecze, krążą. A więc jest zainteresowanie a kontrakt dobiega wtedy końca. Jakbym go nie przedłużył, a sytuacja właścicielska była niewyjaśniona na przykład kolejny cały rok, a więc warunek nie był spełniony…

Mógłby stać się wolnym zawodnikiem.

No tak. I kto by poniósł odpowiedzialność?

No ty.

Przedłużyłem więc ten kontrakt, a Olek jednocześnie – zgodnie z prośbą ojca – dostał uznaniową indywidualną comiesięczną premię. Jego tata w trakcie negocjacji wspominał, jakie ponosi koszty, żeby prowadzić Olka na takim poziomie. Traktowałem to przedłużenie wyłącznie formalnie, doręczone zawczasu, czekając na rozwój sytuacji, która się będzie jeszcze wałkować. Żeby nie było jakichś niedomówień czy sytuacji jak to bywa w piłce, że przegrywasz spór, bo sąd związkowy ci mówi, że „notyfikacja mailowa do końca dnia” to znaczy do 16:00, a przecież nigdzie nie jest to napisane. A dlaczego nie do 16:30?

Żeby więc nie było takich sytuacji, zawczasu to przedłużyliśmy także listownie z czasem na doręczenie. Takie zdanie miałem nie tylko ja. Notabene po jednostronnym przedłużeniu rozmowy trwały nadal bez zmian ,a zostały dopiero zawieszone zimą jak pozycja sportowa się dramatycznie pogorszyła. Dzisiaj jest już inna sytuacja – klub został przejęty na warunkach trio, sytuacja finansowa jest wyraźnie stabilniejsza. I znowu – tak jak w przypadku trenera – nie znamy alternatywnej historii, nie wiemy jakby było. Nie wiemy, czy Kuba z Dawidem mieliby później w ogóle co przedłużać, bo ja przedłużyłem wcześniej automatycznie, czy właśnie mieli przez to dużo trudniej w rozmowach. Obie opcje możliwe. Ważne, że kamień milowy został osiągnięty, bo cel to będzie zrealizowany dopiero, jak wszystko dalej pójdzie zgodnie z planem.

To dlaczego ojciec był rozżalony? W TVP Sport mówił o tym, że nagle dowiedział się o automatycznym przedłużeniu kontraktu Olka, podczas gdy negocjowaliście coś zupełnie innego.

Traktowaliśmy to jako formalność, coś, co jest naturalne w sytuacji sporu z TS. A równolegle zawodnik dostał comiesięczny bonus i do agenta poszło kilka propozycji umów. Sprawa się ciągnęła i były jasne sygnały, że sytuacja właścicielska jest niepewna. Nie mogłem ryzykować. Wiedziałem, że ponoszę tego koszt i że to nie zostanie dobrze odebrane. Ale nie wiemy, co by było. Klub został przejęty w kwietniu – co by się wydarzyło przez te cztery miesiące, gdy miałbym niepodpisany kontrakt i niejasną sytuację właścicielską? Może ktoś z Włoch właśnie wtedy by przekonał Olka i byśmy go stracili? Chciałem też puścić sygnał do rynku, że tematu w tym oknie nie ma. Klub nie mógł ponieść tego ryzyka, gdy nie były zamknięte sprawy właścicielskie, który były warunkiem otoczenia piłkarza.

Z drugiej strony nie było to zbyt eleganckie. Jeśli został automatycznie przedłużony kontrakt mimo toczących się negocjacji, mogło to na przyszłość zrazić otoczenie Buksy do tego, żeby w Wiśle zostać i osłabić pozycję negocjacyjną w przyszłości.

Adam Buksa senior to prawdziwy dżentelmen, który podchodzi do spraw w sposób zrównoważony, z ogromną kulturą, trochę tak po krakowsku czy też może trochę po brytyjsku – bardzo spokojne, nieagresywne podejście do biznesu. Ale też, jak pokazuje historia, mądrze, strategicznie i do bólu racjonalnie. Być może gdybym więcej czasu poświęcił na wyjaśnienie powodu przedłużenia kontraktu, nie doszłoby do szumu medialnego, ale jednocześnie, przez właśnie szacunek do racjonalnych i mądrych wyborów myślę, że pozostało to jednak bez realnego wpływu na najlepszą dla rozwoju Olka, czyli na decyzję o pozostaniu w Wiśle, podjętą po utrzymaniu się klubu w Ekstraklasie i trwałej poprawie jego finansów.

Kolejny zarzutem Błaszczykowskiego było to, że jako jedyny nie zgodziłeś się na obniżkę pensji w trakcie pandemii. Jak to wygląda z twojej strony?

To było bardziej skomplikowane. Myślę, że dżentelmeni nie powinni publicznie rozmawiać o pieniądzach, więc żałuję, że znów muszę wyjaśniać. Ja się zgodziłem na obniżkę pensji wtedy, kiedy wszyscy się zgadzali. Gdy okazało się, że mój kontrakt nie będzie przedłużony, musiało dojść z mocy umów, które łączyły mnie z klubem i trio, do ogólnych, dużo szerszych rozliczeń. Przypomnę to, co mówiłem na początku rozmowy – przez kluczowy czas pracowaliśmy wszyscy, jako LSW, za darmo.

Całość moich rozliczeń, włącznie ze zrzeczeniem się przyszłych bonusów zamknęliśmy na poziomie bardzo zbliżonym do zwykłych rozwiązań kodeksowych. I tu ponownie nie wiem, po co było to wyciągać, zwłaszcza że umówiliśmy się, że to są rozliczenia finansowe i nie wychodzimy z tym na zewnątrz.

Najłatwiejsze działo, jakie można wytoczyć podczas pandemii – ktoś się nie zgodził na obniżkę.

Dobrze nam się pracowało przy oknie, wiele tematów było blisko domknięcia, strategia biznesowa wytyczona, sport się poprawił, finanse też w miarę, więc byłem przekonany, że będziemy pracować w jakimś układzie dalej. Zapadła inna decyzja, więc mieliśmy w takim razie całą masę rozliczeń, zebraliśmy to w całość i zamknęliśmy temat. I trzeba przyznać, że Wisła to teraz dla wszystkich, z tego co słyszę, bardzo solidny partner, jeśli chodzi o ustalone rozliczenia. Bardzo miło to słyszeć.

Co masz sobie do zarzucenia, jeśli chodzi o relacje z miastem?

Wisła ma rocznie milion złotych więcej niż miała do 2019 dzięki temu, co udało się za mojej kadencji w klubie wynegocjować z miastem. To tyle, co duży sponsor lub tyle, co koszt stadionu za rundę i to w systemie ESA37. Mowa oczywiście o całej ścianie wschodniej lóż, które bezkosztowo wyremontowaliśmy przy pomocy wspaniałych sponsorów i potem je wszystkie sprzedaliśmy. To zasługa teamu sprzedażowego i organizacyjnego – remont na koszt sponsorów i fakt, że tak super się te loże sprzedawały. Czyli to nie tak, że nie udało się nic z miastem osiągnąć – jest milion rocznie dla klubu. Potem miasto już nie przyjęło żadnych innych propozycji dotyczących zadłużenia czy czynszów. Być może są inne uwarunkowania polityczne, być może trzeba było inaczej podejść do tego tematu od początku – mnie cieszą te loże, bo to są realne pieniądze.

Później strategia, którą przyjęliśmy, polegała na przedstawieniu miastu szeregu pomysłów biznesowych rozwiązania sprawy stadionu i długu klubu, zarówno w krótkim, długim jak i średnim okresie – do wyboru. To też nie była moja indywidualna decyzja, rady nadzorcze odbywały się regularnie, omawialiśmy na nich na bieżąco, jakie kroki wobec miasta podejmujemy. W mieście nasze propozycje spotkały się wyłącznie z odmowami nawet mimo osobistych wizyt Kuby w ratuszu czy mimo świetnych relacji z większością radnych z każdej opcji politycznej. Zwróćmy tu uwagę na doskonałe relacje, jakie zbudowaliśmy na przykład z władzami Myślenic. Im naprawdę zależy, żeby Wisła tam była, żeby rozwijać bazę pod kątem młodzieży na nowych zasadach.

A jednak mówi się, kiedykolwiek Wisła wybiera się do ratusza, że idzie na „ciężkie rozmowy”.

Kraków jest inny niż pozostałe miasta z klubami ekstraklasowymi. Te miasta wielomilionowo dotują swoje kluby – w Gdańsku, Szczecinie, jak rozumiem w Częstochowie też znów się współpraca zaczyna układać, już nie mówię o Wrocławiu czy Gliwicach. W Krakowie jest sto tysięcy per klub versus miliony w innych miastach. Miasto posiada też znaczny pakiet akcji Cracovii i bardzo pomogło w jej ratowaniu, nie bierze dywidendy z jej zysków, a co jest już w ogóle paradoksem, to podnosi właśnie swój udział w Cracovii jako argument o odrzuceniu wielu obustronnie korzystnych propozycji Wisły np. zamiany długu na obligacje. Obiektywnie jednak trzeba przyznać, że nasza strategia z miastem nie zadziałała. Mimo że pokazaliśmy bardzo racjonalne pomysły, mówiliśmy o nich głośno, zbudowaliśmy ciężką pracą większość w radzie miasta, była też presja kibiców, bo Wisła to przecież społeczne miejsce. Nie zadziałało. Czy inna strategia zadziała? Oby. Czytam, że temat stadionu rusza za centralne pieniądze. To bardzo dobry pomysł, żeby Socios było mocno w relacje z miastem zaangażowane żeby dopilnować bezpieczeństwa stadionu jako przede wszystkim domu dla klubu.

„Rzeczpospolita” zrobiła bardzo ciekawe badanie, które pokazało, jak mocno inne miasta dotują kluby i jak daleko Wisła jest na szarym końcu wsparcia. Połączmy to z nieprzyjęciem żadnej z obustronnie korzystnych dla miasta propozycji… A były one na każdej płaszczyźnie bardzo dobre biznesowo – zamienianie długów na obligacje, wspólne inwestycje, rozliczenia za stadion od kibica powodujące wspólną motywację do dbania o obiekt i tak dalej.

Wisła ma rzeszę oddanych kibiców, czego często nie mają inne kluby, gdzie miasta i tak mocno je wspierają, więc to się trochę rynkowo równoważy. Ale gdyby Wisła miała i entuzjastycznie nastawione miasto, i utrzymała poziom kibiców, który ma, to byłby kosmos. Naprawdę – można byłoby na luzie konkurować finansowo z Łazienkowską. Mimo że Kraków jest biznesowo mniejszym miastem, to byłby ten sam level dla klubu.

Polubiłeś piłkę na tyle, że chciałbyś w niej zostać?

Piłką interesuję się od zawsze, a teraz poznałem ją od wewnątrz. Jest ekscytująca i faktycznie pochłania. Praca w Wiśle była wyzwaniem i zaszczytem. Przez to, że w piłce jest mnóstwo ego ,można też dostać w łeb za nic, a można też niechcący komuś w łeb dać albo być zmuszonym do tego przez sytuację. Wieniawa-Długoszowski mówił, że w kawalerii można robić głupoty, nie można świństw, a w polityce odwrotnie. A piłka ma coś i z kawalerii, i z polityki, więc trzeba jednocześnie trzymać ciśnienie oraz tworzyć odpowiedni miks lojalności z merytoryką. Dla mnie temat Wisły jest już zamknięty. Nie mam żalu, zachowuję dobre wspomnienia i cenne doświadczenia. Mam też nadzieję, że zamykamy temat i nie wchodzimy już w żadne dyskusje.

Dzwoni do ciebie jutro klub ekstraklasowy i prosi o zgłoszenie się na casting na prezesa – jedziesz? Czy idziesz w inne bardziej ekscytujące czy dochodowe projekty?

Cena ropy naftowej wróciła do poziomów przeżywalności krajów surowcowych, czyli okolic 40 dolarów za baryłkę. Są sygnały, że niedługo wróci popyt z tamtych obszarów na konsultantów. Tyle w kwestii dochodowości – ja jednak chciałbym łączyć sport i biznes.

Czy jak dzwoni klub, to jadę? To też kwestia w jakiej roli, co jest do zrobienia. Do ratowania Wisły się rzuciłem, bo rzuciło się tam środowisko, któremu ufam, a potem miałem konkretny plan rzeczy do dowiezienia. Kluby w Polsce diametralnie różnią się od siebie: są relatywnie spore organizacje jak Legia czy Lech, które mają inne wyzwania i inne potrzeby wobec managerów. Powinny optymalizować koszty i procesy, inwestować w innowacje np. w nowoczesną analitykę zarówno w marketingu, jak i w sporcie. A są też kluby z mniejszą organizacją, które wymagają wielozadaniowości i pracy u podstaw. Nawet w Wiśle, która ma dość dużą strukturę, jak spojrzałem na obroty versus istniejące procesy, to musiałem wszystkich przestawiać i zmieniać myślenie: przestańmy traktować Wisłę jako jakąś wielką korporację, to jest mała firma, która robi 40 milionów obrotu. Muszą być grupy projektowe i mentalność „dowożenia” projektów, a nie hierarchia. Na rynku 40 milionów obrotu to jest dalej sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Ciekawe czy Weszło nie robi więcej obrotu rocznie.

Nie przesadzajmy!

A są kluby, które mają kilkanaście milionów obrotu. Do nich trzeba podchodzić jak do firm rodzinnych. Warto budować tam właśnie mentalność projektową, wdrażać mobilne systemy zarządzania pracą i projektami, tworzyć zespoły zadaniowe. Do tego potrzeba wielozadaniowych ludzi, którzy są mega wkręceni i chcą tworzyć nowe rzeczy. Potrzeba kadr, które łączą pasję do piłki, technologii, nowoczesnej komunikacji, sprzedaży opartej na partnerstwie. I prezes musi z nimi być na bieżąco, a nie w gabinecie.

Zobacz jak to robi Jakub Szumielewicz w x-kom AGO. Mają topowych partnerów, bo dbają o każdy szczegół współpracy. Tak trzeba zdobywać i traktować sponsorów czy inwestorów. A w piłce dziś człowiek od np. socjali musi być non stop dostępny i żyć tym, przynosić pomysły i samemu je wdrażać, nie może być tu korporacyjnych metod, musi być gospodarcza troska o każdy szczegół. Zarząd też musi też być wielozadaniowy – łączyć ludzi od sportu z ludźmi od biznesu, pokazywać zwroty, ekwiwalenty medialne, budować zaufanie i też twardo rozumieć finanse. Więc kluczowa jest spójna wizja właściciela oraz jego stabilność, żeby były jasne cele dla zarządu i kadry. I na przykład, moim zdaniem, bolączką polskiej piłki – w sumie wracając do trenera Stolarczyka – jest to, że za często wymieniamy trenerów. I mówią o tym statystyki. W Wiśle średnia przeżywalności trenera to, jak kiedyś liczyłem, parę miesięcy. Jaka jest średnia w najlepszych ligach?

Nie da się tego porównać.

To też było moim oporem. Powiedziałem sobie stając się prezesem: „nie dajmy się zwariowaniu polskiej ligi, myślmy o tym metodycznie, wieloletnio tak jak niektórzy próbują”. Ale nawet największe umysły – profesorowie, byli prezesi z dużych korpo, którzy dziś zarządzają polską piłką – dają się często ponieść tym emocjom. Poddają się presji. Więc nie jest to wszystko takie łatwe jak się z boku wydaje.

A czy kiedykolwiek odczułeś, że w Wiśle pewnym problemem jest to, że sympatyzujesz z Legią?

Gdy przydzielano kody do drukarki, dostałem oczywiście 1916.

Ale to sympatyczna szydera czy szpilka?

Sympatyczna. Jak mój syn się pojawiał, zawsze go męczyli: „a pokaż palcami Wisłę, a pokaż Legię”. Umie i Legię i teraz też Wisłę, bo to naturalnie tak wyszło jak przyjeżdżał na mecze. Merytorycznie to nie przeszkadzało. Bardziej mogło chyba przeszkadzać trochę w mieście, że przychodzi do Miasta Krakowa warszawiak rozmawiać o krakowskim stadionie. Kraków jest bardzo samorządny, ceni sobie, w wielu wymiarach, swoją niezależność wobec władzy centralnej. To jedyny obszar, gdzie było to trochę odczuwalne. Nawet mimo że ja też nie jestem do końca obcy w Krakowie, mam tam rodzinę związaną z UJ i to nie było tak, że to dla mnie kompletnie obce miasto. A paradoksalnie tekst, że jestem legionistą, dostałem na Cracovii. Poszedłem na derby i ktoś żeby dopiec Wiśle, tak do mnie powiedział. W samej Wiśle nie – wszyscy znali historię, wiedzieli, o co chodzi.

Byłeś na Wiśle na meczu, od kiedy się z nią rozstałeś?

Tak. Do końca zeszłego sezonu byłem na wszystkich meczach domowych i wyjazdowych. Ale w tym sezonie jeszcze nie. Siedzę nad morzem i zajmuję się jachtem i swoją firmą.

No właśnie, jak idzie sezon na jachcie? Jak wykorzystujesz czas, którego pojawiło się trochę więcej?

Przeprowadziłem się do Trójmiasta do końca października, czyli do ostatnich regat. Wynająłem mieszkanie zaraz przy jachcie i faktycznie, 50% czasu jestem na wodzie. Scamp Sailing Team, który ma już pięć lat i w zeszłym roku zdobył brązowy medal mistrzostw Europy. W tym roku pływamy na nowej łódce, już trzeciej w historii zespołu, i to wymagało od nas w tym sezonie więcej treningów, nauczenia się jej. I to się udało. W każdym z wyścigów, w których braliśmy udział w tym sezonie – i nie mówię o całych regatach, a też o pojedynczych biegach w jednych zawodach – zawsze przypływaliśmy na metę pierwsi. Teraz jeszcze oczywiście popełniamy błędy – jak to na nowej łódce, ale już pomału w październiku będziemy przestawiać ją na Morze Śródziemne. I próbować delikatnie pukać do Europy. Taki jest cel. Sportowo w Polsce jest już OK, ale teraz jest pomysł, żeby z tym jachtem i tym zespołem wejść do Europy. Mamy trwały projekt, oddanych ludzi wokół tego i ambitny pomysł na kampanię na Morzu Śródziemnym na najbliższe 1,5 roku.

Wizja podboju Europy jest realna?

Jest. Nie tyle podboju Europy, co przynajmniej pokazania się w Europie. W żeglarstwie jest troszeczkę inaczej niż w piłce – są cykle regat. Taki najbardziej znany to cykl regat Rolexa. Trochę jak wielki szlem w tenisie. Pływamy z załogą, w której mamy sporą grupę profesjonalistów, których sami zresztą wykształciliśmy – młodych ludzi z klas olimpijskich, o których teraz można powiedzieć, że są prawdziwymi żeglarzami morskimi, regatowymi. Takich ludzi pięć lat temu, gdy zaczynaliśmy projekty morskie, nie było. Pomogła też w tym trochę narodowa łódka, którą współtworzyłem, bo wielu chłopaków się przez nią przewinęło. Całe polskie żeglarstwo morskie w ostatnich latach wykonało ogromny skok. My mamy nadzieję, że z tym skokiem pójdziemy dalej. Mamy trzech ownerów/sponsorów, pojawia się też w końcu zainteresowanie mediów. Jest duża szansa, żeby przebić się w Europie z przekazem polskich firm, a ich właściciele będą mogli wejść na europejskie salony, bo takimi są czołowe regaty. Czas pokaże, ale tak, według mnie to jest jak najbardziej realne.

Na Wisłę się po sezonie żeglarskim wybierasz?

Może jesienią, a już jak przyjdzie zima, to na pewno przyjadę.

Mimo strzałów, czujesz się tam nadal mile widziany?

Mam nadzieję. Jak mówię – nie traktuję tego jako strzały, bo rozumiem, o co tu chodzi emocjonalnie, a tylko nie rozumiem interesu klubu w tym. Wiele wspólnie osiągnęliśmy, więc mogę tylko dalej kibicować, żeby w Wiśle się dobrze układało. W tym wywiadzie też zależy mi na tym, by przekaz był jasny – nie pozwolę sobie nigdy w kaszę dmuchać, ale też nie żywię urazy, bo taka jest piłka, sport i życie. Z mojej strony zawsze wyciągnięta ręka do pomocy.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. newspix.pl / archiwum prywatne

Opublikowane 25.09.2020 09:00 przez

Jakub Białek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 28
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
bilobil
bilobil

O rany, zdążyłem zapomnieć o tej dramie i od czego to wszystko sięzaczęło

Fidel
Fidel

No idealnie to ująłeś „dramie”, niby poważni biznesmeni a płaczą na twitterze a cała dyskusja sprowadza się do tego „kto zaczął”. Trochę śmieszne, troche straszne a na pewno niepoważne. Fajnie, że uratowali Wisłę przed likwidacją ale nie widzę tu jakieś koncepcji na przyszłość. Hajsu nie ma za bardzo, wizji sportowej też nie. Królewski to jednak taki Harry Potter nie tylko z wyglądu, niby lansuje się na głównego bohatera ale jak przychodzi co do czego to dupę muszą mu ratować inni a sam wdziewa pelerynę niewidkę. Ale żeby nie było nie siedzę w sprawach Wisły jakoś głęboko, może dla bardziej zorientowanych wygląda to inaczej ale z zewnątrz to jednak trochę lipa i amatorka.

justyna
justyna

smieszny to okazał się Kubuś.Nie rozumie tego wywiadu.Po co ? Dlaczego ?

Ble ble ble
Ble ble ble

Wielkie ego, korpogadka, projekty, startupy, a żeby nie kasa z TV i od Kuby to reszta nie miałaby czego szukać. Wszystko mają, tylko te kredyty do spłacenia. Mitomani i gołodupce.

Mrozek
Mrozek

Rozchodzi się o to że Leśnodorski pomagając Wiśle myślał że nie robi tego charytatywnie (czyt. zostanie współwłaścicielem). Na dodatek udało mu się wsadzić swojego człowieka Obidzińskiego na stanowisko prezesa co dodatkowo utwierdziło Leśnego w przekonaniu że wszystko idzie zgodnie z jego planem. Problemem okazał się Błaszczykowski który miał inną wizję, dlatego kiedy sytuacja klubu się poprawiła w dowód wdzięczności odpalił Obidzińskiego dając do zrozumienia Leśnodorskiemu że nie jest już potrzebny. Następnie Kubuś mianował na prezesa swojego brata, prawdziwego managera, bardzo doświadczonego w zarządzaniu klubami sportowymi :). (zawód wyuczony „Brat Jakuba Błaszczykowskiego”). Kibicom Wisły radzę uważnie patrzeć na ręce Kubusiowi i celebrycie Królewskiemu. Dla nich tak naprawdę nie liczy się dobro klubu tylko ich własne interesy.

Adler
Adler

Bez urazy, ale czy Stano i wielu innych nie lansowało się wtedy na Wiśle? Wpłacić parę zł , a mieć dzięki temu atencję na całą Polskę, bo temat z człówek gazet i portali internetowych. Teraz to samo robi z Widzewem. Znacie innego gościa, by nie używać słowa, że menadżera, który po wciśnięciu swojego zawodnika do danego klubu, zaczyna koncert medialnych peanów nt nowego pracodawcy podopiecznego? Zatem darujcie sobie zarzuty kierowane w stronę Obidzińskiego dotyczące rzekomego lansu, bo trącą żałością przy tym co wtedy wyprawiali wszelkiej maści atencyjni „biznesmeni”.

Kriso
Kriso

O ile dobrze pamiętam, to Leśnodorski trąbił na prawo i lewo, że pomaga Wiśle za darmo, a chodzi jedynie o uratowanie zasłużonego, polskiego klubu. Odpada wiec tu chyba argumentacja Mrozka. A co do Stano, faktycznie lubi i umie robić lans i szum wokół siebie. Ta cała akcja charytatywna dla Konga, to przecież wiadomo, że w pierwszej kolejności to jest lans, potem długo, długo nic i dopiero potem faktyczna akcja charytatywna. Mnie to lekko bawi, że ludzie dają się wkręcać w takie akcje, których rzeczywistym beneficjentem będzie sympatyczny redaktor, a dopiero potem Kongo.

Mac
Mac

A czy fakt, że przy okazji rzekomego lansu Stana Kongo dostanie jakąś pomoc jest w sumie zjawiskiem pozytywnym czy negatywnym? Jak dla mnie to każdy może się lansować jak chce i korzystać z tego jak chce, jeśli przy okazji przyniesie to korzyści ludziom w potrzebie. Tak samo patrzę na wośp i Owsiaka (zachowując proporcje oczywiście) – gówno mnie obchodzi czy Owsiak mieszka w willi, jeździ super furą i organizuje woodstock za pieniądze z wośpu, skoro mimo tego miliony złotych ładuje na sprzęt do szpitali. A że rykoszetem coś na tym przytnie? Pff, niech przytnie i dwa razy tyle, jeśli to da dwa razy tyle pomocy.

Placzul
Placzul

Jak my mamy takich „prawdziwych biznesmenów” to daleko na takich płaczkach niezajedziemy. Kiedyś jak prawdziwemu biznesmenowi nie szło to strzelał sobie w łeb, teraz kase ma na koncie i jeszcze płacze.

bratRudego
bratRudego

Mylisz przedsiebiorcow i biznesmenow…. ci drudzy zongluja nie swoja gotowka, ile z tego zachachmeca to ich :/

WhiteStarPower
WhiteStarPower

Wnioski: kazdy mowiac o sobie w wywiadach mowil prawdę, clue jest w kontekstach i odcieniach. Obi nawet jak zrobił duzo dobrego i umie w biznes to jest bardzo słaby w relacje międzyludzkie, byc moze je deprecjonuje w swiecie biznesu jako podrzędne dla liczb i analiz, czego idealnym przykładem jest opowiadanie superlatywow od ojcu Olka Buksy a potem zdziwienie ze jest rozżalony sposobem w jaki zostało to przedłużenie zrobione za jego plecami. Jesli jest taki super jak wszyscy mówią i sam Obi go opisuje jako gentlemana to na pewno zrozumiał by i kontekst i sytuacje i w porozumieniu by przedłużyli ten kontakt na rok cos najwyżej dorzucając. To samo z miastem: Obi tylko płakał ze miasto nie chce z nim gadać i miasto jest zle a jak wszedł Dawid Błaszczykowski to prezydent Krakowa mowil ze to nie jest problem rozmawiać i negocjować ale Obi wysyłał do niego zawsze jakis ludzi i w koncu sie nigdy na poważnie z nim nie spotkał. Mysle, że gdyby ten aspekt wygladal u Piotra inaczej to tez inaczej by sie mu układało z Kuba, ktory bardzo ceni relacje interpersonalne, ma intuicje do ludzi i na niej bazuje. Byc moze byloby teraz inaczej a tak to wyszlo znowu krakowskie piekiełko 🙂 P.S oczywiscie ze Kraków jest autonomiczny, byla Rzeczpospolita krakowska, bylo to jedno z ulubionych miejsc naszego dobrodzieja cesarza Franciszka Józefa, ktorego portret kazdy szanujący sie krakus ma na ścianie.

Cerber
Cerber

ale też po raz kolejny wychodzi, że klubu nie da się do końca ułożyć na korporacyjnych warunkach, bo wartości z jakich czerpie to wierność, przywiązanie do barw klubowych, właśnie „rodzinna” atmosfera. Przynajmniej dopóki budżet nie sięgnie 25-30 mln euro.

WhiteStarPower
WhiteStarPower

Myślę, że oni to wiedza, szczególnie, że Legia Leśnodorskiego to właśnie była próba mariażu korpo i futbolowych wartości, społeczności wokoł klubu itd. Lesny wiele razy mówił, że w futbolu nie da się 1:1 skopiować korpo bo tutaj same liczby i tabele to za mało, wiec liczyłem, że Wisła której pomagał się odtworzyć na nowych zasadach będzie to wiedziała i takie wrażenie mamy, że wie. Zawodem na pewno jest pion sportowy i tu sie może okazać, że jesli w klubie nie ma nikogo kto ma dośw w zarządzaniu stricte klubem piłkarskim, to samo doświadczenie w biznesie to za mało (Jażdżyński, Cybermarian) a nawet same znajomości i doświadczenie na boisku (Kuba). Być może Wisła wróci do mianownika pt. dyrektor sportowy, ale tutaj jest wóz albo przewóz – albo to jest kozak i ta łódź zaczyna płynąć zajebiście z czasem, albo karierowicz lanser i tu jest teraz problem. Pewnie gdyby Płatek czy Sztylka byli wolni to można by zaufać komuś prędzej i dać mu stery w sprawach sportowych, a tak jest problem z zaufaniem i tkwimy w marazmie

Harren
Harren

Ale mnie wkurwia to kremówkowe traktowanie Kuby. Już pisałem: on jest zapewne o wiele cwańszy i bardziej pamiętliwy niż się wydaje. A tu konflikt z Lewandowskim, a tu dąsy na Nawałkę, tu znów z Obidzińskim. A to tylko te, o których słyszeliśmy.

mechanikabg
mechanikabg

Też mimo tego, że kocham Wisłę co raz częściej mam wrażenie, że Kuba jest jednak trochę śliskim i zakompleksionym typem.
A pomysł zatrudnienia Skowronka i parcie na tego szkoleniowca doprowadziło do tego, że pod względem sportowym jest tysiąc razy gorzej niż za szarksow, a pod względem finansowym też impas i nic nie idzie do przodu (już nie mówiąc o konkretnym inwestorze).
Z klubu chujowo zarządzanego, ale z wynikami sportowymi stal się klubem wcale nie lepiej zarządzanym bez wyników sportowych z całą masą dziwnych sprowadzanych graczy i koneksji menedżerskich.
Nie widzę tego w ogóle niestety

mazi krk
mazi krk

No Papszun też był napiętnowany że ośmielił się podważyć medyczne kwalifikacje Kuby..

waldemar
waldemar

Jedna baba drugiej babie. Bla,bla,bla. Cały komentarz.

vfm
vfm

Nic w tym klubie nie będzie działać, póki JB biega po boisku, szacunek za wsparcie i organizacje przejęcia itd., ale trzeba sobie wybrać jedną rolę, bo to jest patologia, żeby piłkarz – jako pracownik klubu mniej istotny od pani Jadzi co sprząta i pana Mietka co dogląda parkingu – jest jednocześnie najważniejszą osobą, decydującą o losie kolegów z drużyny, trenera, kadry zarządzającej i prezesa.

Kriso
Kriso

Spoko. W Stomilu odstawili jeszcze większą szopkę. Rezerwowy piłkarz został prezesem.

baran
baran

Czyli pomysł przećwiczony na Legii pod nazwą – kupimy sobie klub za pieniądze klubu – nie udał się. Wisła ma za duże długi. Średnioterminowo to może i coś da się wyszarpać ale w dłuższej perspektywie to trzebaby znaleźć jakiegoś frajera z zagranicy do zakupu klubu.

Stefan
Stefan

nawiązując do tytułu niniejszego artykułu, znaczy się, że Błaszczykowski jest egoistą?
i ściągnął na siebie czarne chmury z których pada zimny deszcz ???

Sajmon31
Sajmon31

Stefanie drogi. Tylko ślepy i głupi zadaje pytania kto jest kim. Jak się interesujesz piłką nie od dzisiaj i jesteś inteligentny, to możesz sobie wyrobić zdanie o Błaszczykowskim albo kimkolwiek innym. Ja mam takie zdanie w 100%. Trochę pozytywne, trochę negatywne, CAŁOŚCIOWE I KOMPLEKSOWE. Mógłbym napisać o tym felieton, jak mi ktoś zapłaci. Proszę bardzo. No, jeszcze zostawiam furtkę na to, czego nie wiem, wiadomo. pozdro tysiąc czterysta pięćset

tolep
tolep

Firma potrzebuje konkretnego właściciela. Prywatnego. Który inwestuje swoje pieniądze i traci gdy popełni błąd, a zarabia gdy podejmuje dobre decyzje. Jak Mioduski, Rutkowski, Filipiak czy grupa biznesmenów w Jagiellonii.

Sajmon31
Sajmon31

OBIDZIŃSKI WRACAJ. CZŁOWIEK Z GŁOWĄ NA KARKU! Trzeba takich ludzi i Błaszczykowskiego też. POZDR.

Sikorek
Sikorek

Nie chce mi się czytać.Może ktoś streści w kilku zdaniach?

Stomb
Stomb

Po prostu Pietrek

ceb
ceb

Ludzie kochani, ja w konflikcie Wisły z Obidzińskim byłem po stronie tego drugiego, bardzo lubię redaktora Białka i jego wywiady, ale takiego chlapania dzidy w rozmowie na weszło, to nie kojarzę… Przecież to poziom TVP :/

Kredens
Kredens

Pokrętne tłumaczenia w przypadku umowy Buksy. Jeśli chcesz przedłużyć kontrakt automatycznie i jednocześnie rozmawiasz o nowej umowie to kładzie się to na stole jako warunek rozpoczęcia negocjacji, wszystko jest jasne i nikt nie płacze, w końcu Buksa też zapewne nie godził się na wszystko co mu przedstawiono, więc klub też ma obowiązek chronić swoją pozycję. Tutaj tymczasem jasno widać, że to przedłużenie gdzieś cichcem przemycono i druga strona poczuła się oszukana. Można się domyślać jak w tym układzie te rozmowy dalej wyglądały i dlaczego musiał wkroczyć ktoś inny. To prosty błąd wynikający – no właśnie – normalnie powiedziałbym z braku doświadczenia, ale tutaj zapewne z charakteru osoby decydującej się tak to rozegrać.

Weszło
26.10.2020

„Idioto!”, „debilu!”, „wejdę do ciebie na boisko!”. Skandal na meczu nastolatków

Od czasu do czasu mamy niestety nieprzyjemność pisać o tym, że pojęcie uchwycone pod hashtagiem #SzacunekDlaArbitra wciąż jest obce na wielu stadionach i stadionikach w naszym kraju. Dziś niestety trafił do nas kolejny pożałowania godny incydent, gdzie sędzia padł ofiarą słownej agresji. Incydent tym bardziej oburzający, że dotyczący piłki młodzieżowej. Ba, dziecięcej. W roli głównej […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

„Siłą Rakowa jest to, że każdy wie, co ma robić na boisku”

– Napastnik żyje z goli, a cztery bramki udało mi się strzelić, ale to nie jest najważniejsze. Wygrywamy mecze. Nie było tak, że nie wykorzystywałem okazji, a my przegrywaliśmy albo remisowaliśmy, więc tak, jestem zadowolony. O to mi od początku chodziło. Inna sprawa, że to jeszcze nie koniec. Wprost przeciwnie. Jestem na początku drogi. Nic […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Czwarty sezon z VAR-em, piłkarze wciąż symulują…

Jeszcze wczoraj pisaliśmy, że najbliższe tygodnie to dla Filipa Marchwińskiego wymarzona szansa, by w końcu odpalić na dobre. Co musi zrobić, by udowodnić swój talent? Posyłać dobre podania, strzelać gole, kiwać rywali. Czego robić nie powinien? TEGO: Symulować tez trzeba umiec 🙈 pic.twitter.com/FMyOjfLxwo — Michał Rączka (@majkel1999) October 25, 2020 Ręce nam opadły. Tak samo jak […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Rzuć im za plecy, czyli liga znalazła sposób na Górnika

Najpierw dwanaście punktów w czterech meczach, a później ledwie punkt w trzech spotkaniach. Górnik Zabrze najpierw szybko wrzucił piąty bieg, by wcisnąć hamulec ręczny. Czy to już czas, by rzucić mityczne „liga nauczyła się stylu Górnika?”. Wszak na początku sezonu to właśnie sposób gry był największym atutem zabrzan. Jak to się stało, że wyniki nagle […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Czy Legia może mieć jakąkolwiek korzyść z Joela Valencii?

Powrót Joela Valencii był przyjmowany z optymizmem, bo Ekwadorczyk swoją klasę udowodnił w Piaście, potem co prawda przepadł w Anglii, ale ile było podobnych przypadków piłkarzy, którzy u nas błyszczeli, a gdzieś indziej nie? Do mistrzostwa „opanował” to na przykład Stilić. Gdzie nie jechał, to nie dawał rady, a u nas często rządził. Była więc […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Walec z Mediolanu kontra Roma, czyli poniedziałek w Serie A!

AS Roma ustawia się w kolejce do zezlatanowienia. Szwed prowadzi Milan do kolejnych zwycięstw i idzie mu świetnie, bo „Rossoneri” nie przegrali jeszcze meczu w tym sezonie. A skoro tak to faworyt starcia z Romą może być tylko jeden. Próbujemy to wykorzystać, typując poniedziałkowy hit Serie A w TOTALbet! AC Milan – AS Roma Ostatnie […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Warta postawi zasieki przeciwko Górnikowi

Poniedziałek z Ekstraklasą przynosi nam starcie Warty Poznań z Górnikiem Zabrze. Chyba nikt nie spodziewał się, że to Warta będzie przystępować do niego po dwóch zwycięstwach z rzędu, a Górnik po trzech spotkaniach bez wygranej. Którą passę uda się przedłużyć lub przerwać? Typujemy ten mecz w Totolotku! Warta Poznań – Górnik Zabrze Ostatnie mecze Warty: […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Cieszę się, że żona jeszcze mnie nie spakowała

Ma 67 meczów w Ekstraklasie, tylko 27 lat, jeszcze w sezonie 2017/18 grał w ekstraklasowej wówczas Niecieczy. Tymczasem Patryk Fryc dzisiaj, zamiast grać na przynajmniej centralnym poziomie, jest grającym prezesem okręgówkowej Kotwicy Korczyna. Winda potrafi zjechać po piłkarza, zabrać go wysoko, ale może też posłać w dół. Patryk Fryc opowiada nam o swojej nowej rutynie […]
26.10.2020
Weszło Extra
26.10.2020

Na co byłoby dziś stać reprezentację Rzeczpospolitej Obojga Narodów?

Z powodu kalendarzowych zawirowań nie ma pewności, którego dokładnie dnia Rzeczpospolita Obojga Narodów zawarła z Carstwem Rosyjskim rozejm w Dywilinie. Mógł to być 11 grudnia 1618 lub 3 stycznia 1619 roku. Tak czy owak, na mocy porozumienia przypadły Rzeczpospolitej terytoria – ziemia smoleńska, czernihowska i siewierska. Przyjmuje się, że obszar państwa sięgnął wówczas miliona kilometrów […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Śmierć pięknych dziesiątek

Kiedy myślimy o klasycznej futbolowej dziesiątce, najczęściej wymieniamy takie postacie jak Juan Carlos Valeron czy Juan Roman Riquelme. Starsi mogą pokusić się o choćby Michela Platiniego, Michaela Laudrupa czy Kazimierza Deynę. A teraz? Co możemy zrobić teraz? Ano niewiele, bo piękne dziesiątki za naszych czasów umarły. W pogoni za dziecięcymi marzeniami Bazarowe podróbki klubowych koszulek […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

PRASA. „Mam wrażenie, że część klubów I ligi kombinuje i celowo przekłada mecze”

W poniedziałkowej prasie Andrzej Iwan sugeruje kombinatorstwo u niektórych pierwszoligowców, Dariusz Dziekanowski chwali styl gry Lecha, Piotr Wołosik i Janekx wyśmiewają żebractwo Jagiellonii, a Zbigniew Boniek mówi o łagodnym przebiegu zakażenia koronawirusem. Jest też tekst o tym, jak wyglądałaby idealna akademia.  PRZEGLĄD SPORTOWY Antoni Bugajski o fatalnym początku Piasta Gliwice. Największy ekstraklasowy pożar w Piaście […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Nie jestem kozakiem, który zdominuje wszystkich w I lidze

Dlaczego nie wyszło mu w Lechu? Jak wspomina okres pracy z Adamem Nawałką i czy były selekcjoner reprezentacji Polski potrafi być przekonujący? Dlaczego nie bolały go słowa Tomasza Rząsy o tym, że w porównaniu do wychowanków Lecha wypada niekorzystnie? Czego mógł nauczyć się od Pedro Tiby? Dlaczego nie ma żalu do Dariusza Żurawia, że nie […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

MVP Szymański, Przybyłko demoluje MLS, Krychowiak wyleciał z boiska | STRANIERI

Kolejny udany weekend w wykonaniu biało-czerwonych za nami. Robert Lewandowski z hattrickiem, Mateusz Klich z asystą – to wszyscy wiemy. A co słychać poza mainstreamem? Kolejne skalpy do kolekcji zbiera Kacper Przybyłko, Sebastian Szymański czaruje w Rosji, a Grzegorz Krychowiak przesadza ze wślizgami. Łapcie nasz cotygodniowy raport stranieri i sprawdźcie, jak radzili sobie Polacy w […]
26.10.2020
Weszło FM
25.10.2020

Poniedziałek na Weszło FM – co nas czeka?

Początek nowego tygodnia po zmianie czasu nigdy nie jest łatwy. Na świecie robi się ciemniej i bardziej ponuro. Poranek wspólnie z Wojtkiem Pielą i Darkiem Urbanowiczem może być jednak wspaniałym pomysłem na to, aby poprawić sobie nastrój. W Weszło FM „Dwójkę bez sternika” rozpoczniemy już o 7:00, a w programie rozmowy choćby z napastnikiem Rakowa […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Tak wygląda prawdziwy kanonier

Jeśli sztywno trzymalibyśmy się nazewnictwa, to napisalibyśmy, że w tym meczu zagrało czternastu Kanonierów – jedenastu piłkarzy Arsenalu z pierwszego składu i trzech wchodzących z ławki. Ale to tylko słowotwórstwo od klubowego przydomka. Na boisku był bowiem tylko jeden kanonier i to wcale nie w drużynie Mikela Artety. O kogo może chodzić? Oczywiście o Jamiego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Lech w pucharach – STRONG, Lech w lidze – WEAK

Dobra postawa w pucharach i słabiutki występ w lidze. Wydaje się, że Lech Poznań złapał już swój rytm i przyzwyczaja do niego kibiców od początku tego sezonu. Jesteśmy świadkami powtórki z sezonów 2010/11 i 2015/16 – lechici wtedy też weszli do grupy Ligi Europy, a w Ekstraklasie prezentowali się kiepściutko. Dzisiaj Cracovia potrzebowała jednej wrzutki […]
25.10.2020
WeszłoTV
25.10.2020

LIGA MINUS. Paczul, Kowal, Białek, Roki

Halo, halo! Niedzielny wieczór bez Ligi Minus? Nie ma takiej możliwości. O 19:45 startujemy z waszym ulubionym magazynem poświęconym naszej kochanej Ekstraklasie. Wpadajcie na żywo, albo chociaż z odtworzenia! 
25.10.2020
Inne sporty
25.10.2020

Gigant Formuły 1 znów to zrobił. Hamilton wygrywa i bije rekord wszech czasów

Ostatni raz byliśmy tak zdziwieni, kiedy polski rząd ogłosił plany podniesienia płacy minimalnej. Lewis Hamilton, Mercedes i pierwsze miejsce – te pojęcia w 2020 roku zwykle występują razem. Dzisiejsze zwycięstwo w portugalskim Portimao było o tyle wyjątkowe, że Anglik wygrał Grand Prix po raz dziewięćdziesiąty drugi. Nikt nie ma więcej zwycięstw w Formule 1 niż […]
25.10.2020