Alexander Zverev ma drugiego Szlema. Niemiec najlepszy w US Open

Sebastian Warzecha

14 września 2026, 00:19 • 4 min czytania 1

Reklama
Alexander Zverev ma drugiego Szlema. Niemiec najlepszy w US Open

Zaczynał sezon jako ten tenisista, który nie potrafi wygrywać największych turniejów. W finałach Szlemów zaliczył wcześniej kilka naprawdę bolesnych porażek. Jednak gdy drabinki ułożyły się pod niego, potrafił to wykorzystać. Alexander Zverev do triumfu w Roland Garros dołożył wygraną w US Open. W finale w czterech setach pokonał Bena Sheltona.

Reklama

Alexander Zverev najlepszy w US Open!

Amerykanie mieli nadzieję. Nadzieję, że po 23 latach przełamana zostanie ich fatalna seria w męskim tenisie. Tak długo bowiem żaden z ich reprezentantów nie wygrał turnieju wielkoszlemowego. Ostatnim był Andy Roddick w 2003 roku, właśnie w Nowym Jorku. Potem jeszcze czterokrotnie o tytuły grał sam Andy, ale zawsze pokonywał go Roger Federer. To też Szwajcar zatrzymał w 2005 roku na US Open Andre Agassiego. A w 2024 – również na swoim terenie – z Jannikiem Sinnerem przegrał Taylor Fritz.

W WTA Amerykanki największe tytuły zdobywały w tym okresie regularnie. Ich koledzy po fachu nie potrafili im jednak dorównać.

Do finału US Open doszedł jednak w tym roku jeden z nich. Ben Shelton po raz pierwszy osiągnął finał imprezy tej rangi i zrobił to zasłużenie. Grał świetnie, odważnie przez cały turniej. Pokonał – jasne, wracającego po kontuzji, ale jednak – Carlosa Alcaraza. Zrobił wszystko, by o tytuł zagrać i w nagrodę dostał właśnie taki mecz. A naprzeciw niego stanął Alexander Zverev. Niemiec do niedawna był największym przegranym w ATP – regularnie dochodził w Szlemach daleko, wygrywał masę innych turniejów, walczył nawet o prowadzenie w rankingu, ale nigdy nie triumfował w jednej z tych najważniejszych imprez.

Reklama

Wreszcie dopisało mu szczęście: na Roland Garros nie wystąpił Carlos Alcaraz, a Jannik Sinner sensacyjnie odpadł wcześnie. I Zverev został głównym faworytem do wygrania turnieju. Zrobił to, choć mało brakowało, by w finale zawalił sprawę. Ostatecznie utrzymał jednak nerwy na wodzy, przełamał się. Na US Open znów sprzyjała mu drabinka, bo tym razem to Sinner nie występował, a Alcaraza odstrzelił Shelton. Choć Sascha problemy miał już w pierwszych rundach – pięć setów grał z Lorenzo Sonego w pierwszym spotkaniu, tyle samo z Quentinem Halysem w II rundzie.

Potem sytuację opanował. W kolejnych czterech spotkaniach podania nie stracił. Doszedł do finału.

A po nim jest podwójnym mistrzem wielkoszlemowym.

Amerykanie wciąż czekają. Alexander Zverev może świętować

Po ostatniej piłce nawet się nie zorientował, że wygrał, minęło kilka dobrych sekund zanim uświadomił sobie, że to już koniec. Tak był skupiony. I to właśnie chyba ta różnica między Zverevem nowym, a starym, sprzed Roland Garros 2026. Ten stary miałby w tym finale US Open problemy. Bo owszem, wygrał dość pewnie pierwszego seta, dwukrotnie przełamał (znakomity przecież) serwis Bena Sheltona. Ale już w drugim secie Amerykanin się poprawił, stawiając trudne warunki.

Reklama

Niemiec wygrał, bo w tie-breaku Ben obniżył loty, spiął się, popełnił sporo błędów. Zresztą to go mocno prześladowało w tych pierwszych dwóch setach – nie potrafił się w kluczowych momentach strzelić, szczególnie jego forehand latał, gdzie tylko popadło.

W trzecim secie Shelton jednak zaczął grać, jak na finalistę wielkoszlemowego przystało. Opanował nerwy, poprawił dokładność zagrań, połapał trochę tej pewności siebie, która często go charakteryzuje. Częściej utrzymywał piłkę w grze, także – a może zwłaszcza – przy serwisie rywala. To splotło się z nieco gorszą postawą Zvereva i w efekcie przynosiło punkty. Początkowo jednak nie dawało przełamań, bo Sascha serwis ostatecznie trzymał (świetnie był w tym elemencie dysponowany). Tym razem jednak to Niemiec nie utrzymał nerwów – przy 6:5 dla Sheltona popełnił kilka błędów, Ben też mu w tym pomógł dobrą grą, a w efekcie Amerykanin dostał break pointy.

Reklama

Jednego wykorzystał. I wygrał gema oraz seta.

Wydawało się, że to może być punkt zwrotny tego spotkania. I możliwe, że ten stary Zverev by do tego dopuścił, że dałby Sheltonowi nabrać wiatru w żagle. Nowy Sascha wszedł jednak w tryb pełnego skupienia i znakomitego tenisa. Już na starcie przełamał – nieco naiwnego w swoich zagraniach, ale taki to tenisista – Sheltona, a potem dokładał z każdym kolejnym gemem. Od pewnego momentu w zasadzie nie było wątpliwości, że to on wygra i seta, i spotkanie.

Reklama

Tak też się stało. I trzeba przyznać, że był to triumf zasłużony. Owszem, Shelton nie zagrał swojego najlepszego tenisa, ale to również dlatego, że znakomicie długimi fragmentami grał Zverev. I jasne, Sascha miał szczęście do drabinki, ale trzeba takowe jeszcze umieć wykorzystać. On zrobił to po raz drugi w tym sezonie.

Wypada po prostu pogratulować.

Alexander Zverev – Ben Shelton 6:3, 7:6 (2), 5:7, 6:2

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo

Kacper Korpak
0
Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo

Inne sporty

Reklama