Szalona wygrana ucznia z mistrzem! Ukłony przed nieobliczalnym Sassuolo

Patryk Idasiak

13 września 2026, 23:14 • 6 min czytania 1

Reklama
Szalona wygrana ucznia z mistrzem! Ukłony przed nieobliczalnym Sassuolo

Nie sposób było nadążyć za narracją tego meczu. Dwie drużyny przeciągały linę, a w końcówce szły już absolutnie all-in niczym na jakimś orliku. Ostatecznie wszyscy po stronie gości się poprzewracali, a linę na swoją stronę przeciągnęło Sassuolo. Ale było to szalone, zwariowane, niesamowite, nieobliczalne zjawisko i – uwierzcie – nie są to epitety dla zbudowania sztucznych emocji. Od 89. minuty padły bowiem trzy bramki. Neroverdi wstali z kolan. O zwycięstwie przesądził Vasilije Adzić – piłkarz wypożyczony do Sassuolo… z Juventusu. Co za wieczór z Serie A!

Reklama

Po pierwszej połowie raczej nic nie zwiastowało, że zostanie przebity scenariusz meczu Inter – Napoli, a tutaj wydarzyło się coś jeszcze bardziej szalonego. W 81. minucie było 1:0, a skończyło się na… 3:2.

Kiedyś to było w Juventusie… Czołowy włoski klub dostarczał reprezentacji złotą trójkę stoperów – Bonucciego, Chielliniego i Barzagliego. Tymczasem spojrzeliśmy na skład, który wyszedł przeciwko Sassuolo, a tam – skromniutko – tylko jeden Włoch i to… bramkarz! Gdyby Kamil Grabara wygryzł ze składu Vicario, to nie byłoby żadnego. Bronił honoru rodzimych piłkarzy wobec kontuzji Manuela Locatelliego.

Reklama

Uczeń zagrał z mistrzem

Sassuolo od sezonu 2025/26 prowadzi Alberto Aquilani. Na pewno kojarzycie tego gościa, który grał w Romie, Liverpoolu czy Juventusie. Było blisko, żeby sensacyjnie z Catanzaro wywalczył awans do Serie A. Przegrał finał tylko dlatego, że Monza była po fazie zasadniczej wyżej w tabeli, bo dwumecz zakończył się remisem 2:2. Aquilani jednak do najwyższej ligi za dobrą robotę trafił. I zmierzył się z tym, który prowadził go w Rzymie – z Luciano Spallettim. „Spal” od początku przeczuwał, że Aquilani zostanie szkoleniowcem. Nie pomylił się.

Reklama

Juventus grał o podtrzymanie passy bez porażki. Kolejkę wcześniej było blisko, ale Federico Gatti uratował remis z Milanem.

Alajbegović i oprócz tego nic

Jeżeli ktoś spodziewał się wolnej wymiany piłki, to już po 30 sekundach został wyprowadzony z błędu, bo zaczęło się od pięknego przerzutu Armanda Lauriente do Domenico Berardiego. Legendarny gracz Sassuolo pomknął w stronę bramki i w ostatniej chwili zablokował go Celik, lecz i tak odgwizdany został ofsajd. Odpowiedź? Dosłownie po minucie Nicolas Gonzalez obił poprzeczkę.

Zwrot kierownicy i już jechaliśmy w drugą stronę, bo piłka była w rękach Vicario. Lucumi uratował raz Conceicao, który prostopadle podał do… Berardiego. „Ładne podanie Kapi, ale dla rywala”, jak mówiłby klasyk. Co prawda Berardi grał kiedyś w Juventusie, ale było to dawno temu. Portugalczyk miał wtedy 12 lat.

Reklama

Po stronie gości wyróżniał się Kerim Alajbegović. To on mógł mieć asystę do Gonzaleza. W innej akcji z kolei zostawił w blokach Simone Cinquegrano. Zupełnie na przeciwnym biegunie stał Kolo Muani, który w zasadzie robił za widza (z wł. spettatore). Zanotował cztery kontakty z piłką w pół godziny, z czego dwa to były złe podania…

Gra Juventusu to było raczej takie drapanie paznokciami po ścianie. Mógł to zmienić Teun Koopmeiners. Miał hektary miejsca na szesnastym metrze – aż się prosiło, żeby przylutować, a on strzelił po ziemi w środek bramki.

Reklama

I tak to Sassuolo robiło lepsze wrażenie. Dwa razy chyba każdy widz Serie A pokazywał palcem na telewizorze, żeby podać do Domenico Berardiego, ale nie zrobił tego ani Josh Doig (uderzył w boczną siatkę), ani Esposito. Gospodarze nie bali się, nie panikowali pod presją, zatrudniali Vicario, żeby musiał grać wyżej i przekuwali swoje momenty w konkrety.

Jeśli Juventus miał na kogoś liczyć, to na Alajbegovicia, który już po 50 sekundach drugiej połowy minął rywala, zdobył trochę terenu i groźnie uderzył. Dosłownie minutę później bardzo podobnie strzelił Domenico Berardi i podobnie wyciągnąć się musiał Vicario. Znów zaczęło się szybko, aktywnie, tylko bramki nie padały.

Reklama

Luciano Spalletti wymyślił, że pogra duetem Kolo Muani – Nick Woltemade. Puścił też Edona Zhegrovę, piłkarza błyskotliwego, takiego bohatera ulicy, ale niedostarczającego konkretów. Ciągle jedynym, który ciągnął ten wózek był Alajbegović, który raz jeszcze huknął zza szesnastki.

Stary dobry Nemanja Matić

Sassuolo było mocne w fazach przejściowych. Po przejęciu piłki gracze gospodarzy korzystali z miejsca. Matić z Berardim zagrali nawet akcję z popularnego „dziadka”, stojąc pół metra od siebie i nabijając podania. Stary poczciwy Serb to wręcz ośmieszył Juventus w tej akcji, bo później sklepał też z Thorstvedtem, a następnie podał prostopadle do Sebastiano Esposito. Włoch pokonał Vicario, ale bez wątpienia była to akcja Maticia.

Reklama

Po stracie bramki Juventus jakby walnął kilka energetyków, obudził się, ale nie przekładało się to na konkrety. Wreszcie pomógł… golkiper Sassuolo – Arijanet Murić. Zachował się niczym w swoich najgorszych czasach, gdy grał jeszcze w Burnley Vincenta Kompany’ego. Wyszedł do dośrodkowania i wybił piłkę źle, wprost pod nogi Edona Zhegrovy, a ten z takiego prezentu skorzystał.

Kosowianin na pierwszego gola dla Juve czekał ponad rok, czasami pudłował w naprawdę świetnych sytuacjach, jak chociażby przeciwko Galatasaray. Przełamał się w trzydziestym meczu! Choć trzeba mieć na uwadze, że wchodzi zwykle na kilkanaście minut.

Reklama

I wtedy zaczęło się totalne szaleństwo…

Sassuolo siadło, a Juventus szedł po więcej, otworzył się, stworzył dwie okazje, otłukiwał bramkę. Gdy wydawało się, że musi zaraz wcisnąć gola zmęczonym rywalom, to… Darryl Bakola ładnie się podłączył i wystawił piłkę do Kierona Bowiego, a ten przymierzył niczym w snookerze przez długość całego stołu – pięknie technicznie i dokładnie do uzdy. Vicario tylko się patrzył. W 89. minucie mieliśmy 2:1 dla Sassuolo.

A to nie był koniec! W tym szalonym piłkarskim scenariuszu padły jeszcze dwa gole! Edon Zhegrova miał swoją niedzielę cudów, bo po raz kolejny trafił. Stara Dama chciała więcej – znowu. Tak wstydliwie się otworzyła, że to po prostu wiocha. To nie była Stara Dama, tylko raczej spróchniała Stara Stodoła, która przecieka i odpadają z niej deski. Zaryzykowali i przegrali.

To wyglądało tak jakby Adzić wcale nie chciał karcić swojego pracodawcy, ale no… nikt do niego podchodził, prawie nikogo z tyłu nie było, Douglas Luiz zastygł w miejscu. No to strzelił, bo co mu innego zostało?!

Reklama

Taki gol, taki scenariusz, takie wariactwo, a biedny Czarnogórzec nawet nie mógł się cieszyć, tylko musiał przepraszać!

Niesamowity wieczór z Serie A. Chyba nikt nie śmiał przypuszczać, że Sassuolo – Juventus ustawi się w kolejce jako kandydat do meczu sezonu.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo

Kacper Korpak
0
Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo

Kacper Korpak
0
Atletico bez Alvareza i bez polotu. Efektem wysokie zwycięstwo