Chicago, Magdeburg, Kasimpasa, Kalamata, Luzern, FC Seul, Duhail, Motor, Widzew. Tak wygląda zestaw klubów, w których grają najlepsi polscy klasyczni środkowi napastnicy. Bida z nędzą, szczególnie że niedawno takie zestawienie otwierała Barcelona z Juventusem. Ponieważ nikt nie ogląda meczów połowy z wymienionych zespołów, analizujemy dziś nie tylko, ile bramek strzelają, ale też komu konkretnie. Nie wygląda to zbyt optymistycznie przed meczami ze Szwecją i Rumunią. Jednak o ile Lewego broni to, że jest wielki, a powołania Benedyczaka i Żukowskiego są w stanie się obronić, to Świderskiego nie uzasadnia nic. Nie pomoże nawet to, że selekcjoner ukrył go wśród pomocników.
Przeciwko komu strzelają bramki polscy środkowi napastnicy?
Jan Urban ogłosił, że na zgrupowanie wezwie trzech środkowych napastników: Roberta Lewandowskiego, Mateusza Żukowskiego i Adriana Benedyczaka. Karola Świderskiego ukrył wśród powołanych pomocników. My jednak swoje wiemy i widzimy, że Karol w Ekstraklasie gra wyłącznie na szpicy. A to, że w kadrze występuje na różnych innych dziwnych pozycjach, to inna sprawa.
O tym, że Świderski nie jest „dziesiątką”, napisał już Antoni Figlewicz:
To, co chyba boli w tym układzie najbardziej, to nazywanie Karola Świderskiego „taką bardziej dziesiątką”, którego usilnie trzyma się Jan Urban. Bo jeśli piłkarz Widzewa jest „dziesiątką”, jeśli powołujemy go jako pomocnika, to nie da się przekonać nikogo, ale to absolutnie nikogo, że jest to „dziesiątka” lepsza od Bartosza Nowaka.
Nie dajemy się więc nabrać. Świderski to napastnik.
Sprawdźmy zatem, czy selekcjoner ma w tym sezonie w kim wybierać wśród zawodników na pozycji w największym stopniu odpowiedzialnej za strzelanie goli.
Porównanie liczby bramek byłoby najprostsze, ale nie oddaje wszystkich niuansów. Wśród polskich klasycznych środkowych napastników grających zagranicą klasyfikacja wygląda następująco:
- 11 goli: Patryk Klimala (FC Seul)
- 8 goli: Robert Lewandowski (Chicago Fire) i Mateusz Żukowski (FC Magdeburg)
- 7 goli: Adrian Benedyczak (Kasimpasa)
- 5 goli: Dawid Kurminowski (Kalamata)
- 4 gole: Daniel Mikołajewski (FC Luzern)
- 2 gole: Krzysztof Piątek (Al-Duhail)
Klimali wliczam tylko gole strzelone po 1 lipca, by dane były porównywalne z pozostałymi zawodnikami.
Pomijam przypadki takie jak Maik Lukowicz, który strzelił pięć bramek w drugiej lidze Emiratów, Hugo Bartkowiak z czterema trafieniami w Gibraltarze, czy Tomasz Walczak z dwoma golami w Pucharze Słowacji.
Do tego dochodzą potencjalni wybrańcy Jana Urbana z Ekstraklasy, a więc Karol Czubak (Motor Lublin) z siedmioma trafieniami [w trakcie pisania tego tekstu trafił ósmy raz, na zwycięstwo z Wisłą Płock] i Karol Świderski (Widzew) z czterema. Resztę pomijamy, bo skoro Czubak jest za słaby, to co dopiero reszta naszej ligi.

Klimala i Żukowski w czasach gry w Śląsku
Co to za kluby?!
Seul, Chicago, Magdeburg, Kasimpasa, Kalamata, Lucerna, Duhail. Ktoś niezbyt obyty w zagranicznej piłce nożnej miałby problem z rozstrzygnięciem, czy to zestaw ksywek członków osiedlowej bandy, czy nazwy klubów, w jakich grają najskuteczniejsi polscy środkowi napastnicy.
Tym bardziej że jeszcze nie tak dawno lista ta zaczynała się od Barcelony (Lewy) i Juventusu (Milik), a jak grałeś w Lens czy Panathinaikosie, to mogłeś się nie załapać na powołanie.
Nie ma co się czarować. Wśród klasycznych napadziorów mamy klęskę pod każdym względem: wieku, nazwisk, klubów, w których grają, a także liczby strzelonych goli.
Lewandowski dopiero co przełamał niespotykaną od lat serię ośmiu meczów bez gola. Żukowski gra w drugiej lidze, a jedynym, który zanotował dwucyfrowy dorobek jest Klimala. Ten ostatni w przejmujący sposób opisał ostatnio sportową drogę, która zaprowadziła go tu, gdzie jest teraz.
Lista naszych środkowych napastników wygląda zatem pod każdym możliwym względem przeciętnie. Mało tego. Praktycznie każdy z tych, którzy grają za granicą, występuje w klubie, którego po prostu większość kompletnie nie kojarzy. Niewielu śledzi u nas MLS i 2. Bundesligę, a co dopiero ligi turecką, grecką i szwajcarską, nie wspominając o katarskiej czy koreańskiej.
Nie wiemy, komu tak naprawdę strzelają oni gole na co dzień. Inna sprawa, że powołani z Ekstraklasy też nie grają w zespołach, którym groziłoby miejsce w czołówce tabeli. Zmierzmy się z tym! Sprawdźmy, jakim rywalom strzelają w tym sezonie bramki nasi napastnicy. Kto trafia przeciwko najmocniejszym bramkarzom, a kto pokonuje tylko amatorów?
Klimala i Lewandowski
Przecież wśród wymienionych wcześniej goli są trafienia przeciwko zespołom półamatorskim. W niektórych ligach drużyny z dołu tabeli dysponują naprawdę słabymi golkiperami, którzy u nas nie załapaliby się nawet do 1. Ligi. Nie można zatem porównywać tych bramek. Zacznijmy zatem od sprawdzenia poziomu bramkarzy. Ograniczmy się do takich, którzy wyceniani są na co najmniej milion euro. To taka granica przyzwoitości. Takich golkiperów ma połowa klubów Ekstraklasy, więc można uznać ich za minimalny poziom rywali, których bramki powinniśmy w pełni wliczać do dorobku napastników.
Liderujący w suchej klasyfikacji strzelców Patryk Klimala wypada teraz najsłabiej. Trafiał nawet przeciwko golkiperom wycenianym na zaledwie 75 tysięcy euro! W Polsce jest siedemdziesięciu wyżej wycenianych bramkarzy. Grają nawet w 3. Lidze. Jedynym poważnym rywalem, przeciwko któremu trafił Klimala w Korei (i to dwa razy), jest Bum-keun Song z Jeonbuk, który był nawet na ostatnim mundialu.
Zaledwie pięć z ośmiu goli Robert Lewandowski zaliczył przeciwko bramkarzom wartym co najmniej milion euro. Andrew Thomas ze Seattle i Luka Gavran z Toronto są bowiem wyceniani na 800 tysięcy euro. Ten pierwszy nigdy nie grał w Europie ani w reprezentacji USA. Drugi rozgrywa pierwszy swój pełny sezon w MLS i raz zagrał w kadrze Kanady.

Nawet wśród tych z wyższą wyceną nie ma gwiazd światowego formatu. Lewy pokonał dwukrotnie Chorwata Kristijana Kahlinę, który oczywiście nigdy nie grał ani nie zagra już w reprezentacji, a w Europie był rezerwowym w Łudogorcu.
Meksykanin Carlos Acevedo, którego Robert pokonał w Leagues Cup, całe życie spędza w Santosie Laguna. Kanadyjczyk Maxime Crepeau z Orlando grał na ostatnim mundialu. Golkiperzy z kraju klonowego liścia mają pecha do najlepszego polskiego piłkarza. Jego ofiarą był też Dayne St. Clair, rodak Crepeau i Gavrana. Bramkarz Interu Miami jest najwyżej wycenianym zawodnikiem pokonanym przez Lewandowskiego.
Lewy jest jedyną „dziewiątką”, która pokonała bramkarza rywali reprezentacji Polski w tym sezonie. Dlatego uczciwie byłoby doliczyć mu hat tricka przeciwko Rumunii. Co ciekawe, strzelił go przeciwko znanemu z Legii Otto Hindrichowi wartemu tyle co St. Clair – trzy i pół miliona euro.
Robert Lewandowski drugi raz w karierze pokonał bramkarza Legii
Poprzedni raz miało to miejsce… siedemnaście lat temu, gdy strzelił w meczu Legia-Lech
Wtedy golkiperem był Jan Mucha. Teraz Otto Hindrich
Trenerem Legii w 2009 roku był… Jan Urban https://t.co/HjvZPQXt0y— AbsurDB (@DbAbsur) October 2, 2026
Żukowski i Benedyczak
Najciekawiej sprawa wygląda w przypadku Mateusza Żukowskiego. Strzelił bowiem w Pucharze Niemiec Dennisowi Klose, czyli amatorowi z piątoligowej drużyny, Leo Weinkaufowi, dla którego to pierwszy sezon jako podstawowego bramkarza Hanoweru i Timon Weinerowi, który od lat gra tylko w Kilonii.
Dwaj jego rywale wyceniani są na dokładnie milion euro. Pierwszy to Duńczyk Hans Christian Bernat z Karlsruhe, który poza Danią grał tylko w Botewie Płowdiw. Drugim jest Ron-Thorben Hoffmann z Brunszwiku, który kiedyś grał w rezerwach Bayernu i w Sunderlandzie. Nie są to nazwiska, które powalają na kolana.
Na szczęście gracz Magdeburga pokonał też w Pucharze Niemiec Jonasa Urbiga, który coraz częściej w pierwszym składzie Bayernu zajmuje miejsce Neuera. Zaczyna też grać w kadrze naszych zachodnich sąsiadów. Żaden Polak nie pokonał w tym sezonie bardziej wartościowego bramkarza.

Adrian Benedyczak aż pięć z siedmiu goli strzelił przeciwko całkiem poważnym bramkarzom. Poniżej miliona wart jest tylko pokonany przez niego golkiper ostatniego w tabeli Eyupsporu oraz Gaziantepu, któremu strzelił w piątek. Wyżej wyceniany jest Brazylijczyk Marcos Felipe z Corum. Irfan Can Egribayat z Genclerbirligi przez kilka lat był rezerwowym w Fenerbahce. Okana Kocuka z Samsunsporu pamiętamy z tego, że nie wpuścił bramki przeciwko Legii w Lidze Konferencji.
Iworyjczyk Alban Lafont to już całkiem dobry zawodnik. Gra w drużynie sensacyjnego kurdyjskiego wicelidera Amedsporu. Wyceniany na trzy miliony euro Lafont jest reprezentantem kraju. Ma też za sobą przeszłość w poważnych klubach. Benedyczak strzelił też gola Andre Onanie, czyli bramkarzowi z bardzo bogatym CV, który występuje w Trabzonsporze i którego szacowana wartość to aż osiem milionów euro. Lektura tej listy powoduje, że powołanie dla Benedyczaka staje się nieco bardziej oczywiste.
Czubak i Świderski
Na tym tle przeciętnie wygląda Karol Świderski. Strzelił Mateuszowi Lisowi z Lecha (1,5 mln euro) i Domenowi Grilowi z Piasta (1 mln euro). Notowania Philippa Schulze z Górnika i Gabriela Kobylaka z GKS-u stoją bowiem znacznie niżej.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy zorientujemy się, że większość ze swoich ośmiu goli Karol Czubak strzelił przeciwko bramkarzom wartym co najmniej dwa miliony euro. Świderski tymczasem nie pokonał żadnego takiego rywala. Napastnik Motoru pokonał Abramowicza z Jagiellonii oraz Otto Hindricha z Legii i to aż trzykrotnie. Raz w Pucharze Polski i dwa razy w lidze. Poradził sobie też z Xavierem Dziekońskim z Korony.
Szczególnie ciekawy jest przypadek Rumuna. Czubak ma patent na Hindricha, który jest powołany na Ligę Narodów (podobnie jak Abramowicz). Niewielu jest graczy, którzy pokonali go więcej razy niż Czubak. Wydawałoby się, że warto byłoby mieć kogoś takiego w składzie na mecz z Rumunią. Tymczasem Jan Urban uznał, że jest inaczej i postawił na Świderskiego, który od dawna nie wygrał pojedynku z golkiperem tej klasy, co Hindrich.

Co ciekawe, aż dwa razy więcej goli od Świderskiego w miarę poważnym bramkarzom strzelił Daniel Mikołajewski z FC Luzern. Pokonał bowiem Lawrence’a Ati Zigiego z Sankt Gallen, który grał w barwach Ghany na mundialu, a także aż trzy razy Marvina Hübela z Grasshoppers. Niestety wrześniowy hat trick był ostatnim trafieniem Mikołajewskiego.
Warto dodać, że dwie bramki Nikolaosowi Christogeorgosowi z OFI strzelił Dawid Kurminowski. W tym meczu zaliczył też trzecie trafienie, ale wtedy na boisku był już znacznie słabszy Albańczyk, który zastąpił Greka po kontuzji.
Podsumowując, dorobek przeciwko bramkarzom wartym co najmniej milion euro wygląda następująco:
- 8 Lewandowski
- 5 Czubak i Benedyczak
- 4 Żukowski i Mikołajewski
- 2 Klimala, Świderski i Kurminowski
Jeśli pójdziemy jeszcze dalej i wliczymy wyłącznie bramki przeciwko golkiperom wartym przynajmniej dwa miliony (tyle wart jest najsłabszy z trzech bramkarzy Szwecji), to Lewy ma ich pięć, tyle samo, co Czubak (!), Benedyczak trzy, a Żukowski jedną. Świderskiemu i reszcie nie udało się to ani razu. Czy ze Szwecją się przełamie? Nie wiem, ale się domyślam. Czy danie szansy Czubakowi nie byłoby lepszym pomysłem? Niech każdy oceni sobie sam.
Jeśli zsumujemy wartość rynkową bramkarzy, których dany napastnik pokonał w tym sezonie, klasyfikacja wygląda tak:
- Lewandowski 22,9 mln euro
- Żukowski 22,3 mln euro
- Czubak 18,7 mln euro
- Benedyczak 15,9 mln euro
- Klimala 5,1 mln euro
- Mikołajewski 4,5 mln euro
- Kurminowski 4,3 mln euro
- Świderski 3,4 mln euro

Benedyczak kontra Salah
Jak to wygląda na tle naszych rywali? Gyokeres pokonał bramkarzy wartych 30,5 mln euro, choć trzeba pamiętać, że za większość tego wyniku odpowiadają mecze reprezentacji, bo dla Arsenalu trafił tylko przeciwko Fleetwood i Slavii. Wynik Alexandra Isaka to wprost przerażające 145,5 mln euro!
Na pocieszenie: Daniel Birligea, jedyny właściwie rumuński klasyczny środkowy napastnik, pokonał bramkarzy wartych łącznie 10 mln euro. Ale to wciąż trzy razy lepszy wynik niż Świderskiego.
Oczywiście to wszystko zabawa. Nikt nie ocenia napastników po tym, ile warci są bramkarze, których pokonali. Jest to jednak ciekawostka, która w interesującym świetle stawia proporcje między tymi Polakami, którzy w klubach grają na szpicy.
Kto strzela przeciwko mocnym klubom?
Jednak przecież golkiper to nie jest jedyna przeszkoda, którą musi pokonać snajper. Czasem rywal to silny klub z niezbyt mocnym bramkarzem. A niekiedy przeciętny zespół ma mocną obsadę bramki. Można zatem spojrzeć na siłę przeciwników naszych strzelców jako klubów.
Zespołom z rankingiem Elo powyżej 1700, a więc takim na poziomie znacznie wyższym od czołówki Ekstraklasy, strzeliło tylko dwóch. Żukowski Bayernowi i Benedyczak Amesporowi. Rywali z rankingiem powyżej 1600, a więc na poziomie pozwalającym myśleć o mistrzostwie Polski pokonali:
- 4 Lewandowski
- 3 Czubak i Benedyczak
- 2 Klimala i Żukowski
- 1 Świderski i Kurminowski
Świder nie jest zatem w czołowej czwórce właściwie w żadnej klasyfikacji.
Simms? To już zostańmy przy Świderskim
Przy okazji analizy napastników warto nawiązać do Ellisa Simmsa. Wiele wskazuje na to, że Jan Urban chciałby powołać go do kadry. Napastnik Coventry otrzymał właśnie polski paszport. Jest jednak pewien problem. Simms od pewnego czasu nie potrafi strzelić gola.
Od majówki udało mu się to tylko raz. Rywalem był Lukas Hornisek z Newcastle. Reprezentant Czech jest wyceniany na 27 milionów euro. Oznacza to, że gdyby chcieć kupić wszystkich bramkarzy, których pokonał dany napastnik, to na rywali Simmsa trzeba by wydać więcej niż na przeciwników Lewandowskiego czy Żukowskiego. Nie zmienia to faktu, że z jednym golem nie ma czego szukać w biało-czerwonych barwach. Pomijając już fakt, że nie ma on obecnie żadnych związków z Polską, za Przemysławem Michalakiem zdecydowanie wolę już Karola Świderskiego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl