Ten wątek co jakiś czas powraca, a że reprezentacja Polski znajduje się w dołku i po latach względnego prosperity ma przed sobą trudną przyszłość. Dlatego trafia to wszystko na bardziej podatny grunt. Ja jednak zawsze będę stał na stanowisku – być może wybitnie naiwnym – że w piłkę reprezentacyjną gra się przede wszystkim sercem, a nie kalkulacją i pragmatyzmem zarezerwowanymi dla sfery klubowej. Z tego względu nie chciałbym oglądać w koszulce z orzełkiem na piersi ani Ellisa Simmsa, ani Angela Rodado, choć nie do końca z tych samych powodów.
Zanim ktoś wspomni tu o jakichś okropnych poglądach rodem z początku XX wieku – a niektórzy łatwo rzucają takimi oskarżeniami w tego typu dyskusjach – już na wstępie zaznaczę, że nie siedzę pod kamieniem i widzę, jak czasy się zmieniają. Nie mam żadnego problemu z kadrowiczami typu Michael Ameyaw czy Bright Ede, w przypadku których jedno z rodziców jest Polakiem, a drugie obcokrajowcem. Obaj urodzili się w Polsce, normalnie mówią po polsku i od początku grali w biało-czerwonych barwach. Nie ma czego analizować, poza ich przydatnością sportową.
„NIE” dla Simmsa i Rodado w reprezentacji Polski
To samo dotyczy takich przypadków jak z Maxim Oyedele, urodzonym w Anglii synu Polki i Nigeryjczyka. Mógł liczyć na grę dla Anglii lub Nigerii, ale od razu przyjął powołanie od Marcina Brosza do reprezentacji U-19. Nie kombinował, nie czekał, tylko od początku występował jako biało-czerwony. Po polsku się dogada, z czasem zrobił postępy. Ponownie – nie ma problemu, nie licząc tego czysto sportowego, że nie gra w Strasbourgu.
Problem zaczyna się wtedy, gdy w danym przypadku nie widać żadnych fundamentów, żadnych podstaw sprawiających, że futbol reprezentacyjny od dekad zdaje się mieć w sobie więcej duszy niż futbol klubowy.
W temacie Ellisa Simmsa najbardziej nie mierzi to, że jego polskie korzenie to już tak naprawdę piąta woda po kisielu, bo… nawet jego babcia nie pamiętała Polski. Gdyby był wychowywany w mocnym duchu polskości, gdyby dla jego rodziny pochodzenie miało naprawdę istotne znaczenie, również w trzecim czy czwartym pokoleniu byłoby to wyraźnie widoczne. Kultywowanie swoich korzeni z namaszczeniem jest przecież niezwykle silne w przypadku urodzonych za granicą reprezentantów Maroka, Turcji czy krajów bałkańskich. Tam miejsce urodzenia w temacie tożsamości często nic nie zmienia.
Szansa była kilka lat temu
Prawda jest jednak taka, że Simms do niedawna nie miał z Polską absolutnie nic wspólnego, mimo że już kilka lat temu skauci PZPN-u się z nim kontaktowali, dawali namiary do ambasady i tym podobne. Maciej Chorążyk w WP Sportowe Fakty mówił jasno, że ze strony rodziny piłkarza nie ma żadnej inicjatywy, żadnego sygnału, mimo „niejednokrotnych próśb”.
I okej, można dziś tłumaczyć – nawiązuję do tekstu Szymona Janczyka na Meczykach – że trochę mieszał tu ojciec zawodnika, liczący na syna w kadrze Jamajki, ale dla mnie pierwszy sygnał jest zawsze najważniejszy, bo przeważnie jest najszczerszy. Nawet ktoś z kilkoma paszportami w mniej lub bardziej świadomym stopniu czuje, w którym kierunku bije jego serce, a gdzie po prostu znajduje się jego ośrodek życiowy i aktualna wspólnota interesów.
Można też poprzez swoje otoczenie wrzucać teraz pijarowe kąski, że facet z własnej inicjatywy wrócił do tematu i – uwaga – po raz pierwszy odwiedził nasz kraj! No wrócił do tematu, bo już bez cienia wątpliwości wie, jakie są alternatywy. Na reprezentację Anglii jest bez szans, a z Jamajką czekają go co najwyżej ekscytujące boje w Złotym Pucharze CONCACAF. Tylko reprezentacja Polski, mimo zapowiedzi gorszych czasów, daje w miarę realne nadzieje, żeby pokazać się na wielkim turnieju. Ale to już kalkulacja jak przy wyborze klubu, czego nigdy nie zaakceptuję.

Piłka reprezentacyjna nie może być biznesem i kalkulacją
Jeszcze raz wyraźnie zaznaczę: każdy taki przypadek jest indywidualny. Można urodzić się po drugiej stronie oceanu i mieć bardzo silne związki z Polską ze względu na wychowanie, które się otrzymało. A można urodzić się w Niemczech i w praktyce nie mieć już z krajem niedawnych przodków nic wspólnego. Po czynach widać to najlepiej.
Czasy się zmieniają, PZPN nie będzie mógł lekceważyć tego tematu. Warto prowadzić skauting takich talentów, pierwszemu wyciągać rękę, sygnalizować, że jesteśmy, ale nie zgadzam się z głosami mówiącymi, że trzeba tu latami budować grunt pod czyjąś decyzję o grze dla Polski.
Jeśli ktoś tak długo nie jest przekonany, to należy się szanować, zasadę „frontem dla klienta” zostawmy dla biznesu. Gra dla reprezentacji nie powinna być biznesem. Bo gdy się nim staje, dochodzi do takich historii jak z Ranim Khedirą, który po trzydziestce zadebiutował jako tunezyjski kadrowicz – akurat trzy miesiące przed mundialem, cóż za przypadek – i zaraz po turnieju zakończył reprezentacyjną „karierę”, tłumacząc, że „pora zrobić miejsce młodszym”. I jak się z czymś takim utożsamiać?
Jeśli chodzi o Angela Rodado, sprawa jest prosta: to Hiszpan, który od czterech lat z powodzeniem występuje w Polsce. Dobry napastnik, sympatyczny chłop, ale Hiszpan. Do tego dopiero zaczyna przygodę z Ekstraklasą, ma w niej na razie cztery gole, więc nawet czysto sportowo temat zaczyna się zdecydowanie za wcześnie. Pomijając jednak wszystko inne, jego naturalizacja niczym zasadniczym nie różniłaby się od historii Emmanuela Olisadebe czy Rogera Guerreiro. Mimo że byłem wówczas znacznie młodszy, a ci piłkarze czysto boiskowo stanowili wartość dodaną, czułem pewien dysonans. Tym bardziej czułbym go dziś.

Gdyby ktoś przystawił mi teraz pistolet do głowy i kazał wybierać, nie ukrywam, że z dwojga złego wybrałbym Rodado, bo jest już bardziej „oswojony”. Ale tylko wtedy.
Bez lufy przy skroni wolałbym mieć w polskim ataku Karola Świderskiego z formy w Widzewie, zamiast Ellisa Simmsa czy Angela Rodado, których w istocie tematu nic z Polską nie łączy. Bardzo możliwe, że oznaczałoby to mniejszą jakość sportową, ale jednocześnie zachowana zostałaby podstawa czegoś takiego jak reprezentacja kraju, autentyczność tej koncepcji. To dla mnie znacznie ważniejsze od ewentualnego wygrania kilku meczów więcej. Takie poczucie nie ma ceny.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix