Liverpool i Manchester City grają dalej. Zadecydowały rzuty karne

Maciej Piętak

29 października 2026, 09:19 • 4 min czytania 0

Reklama
Liverpool i Manchester City grają dalej. Zadecydowały rzuty karne

Pucharowe boje toczą się nie tylko w Polsce. W środowy wieczór w Anglii rozegrano pięć meczów czwartej rundy Pucharu Ligi i – co ciekawe – wreszcie można je oglądać w Polsce, bo niedawno wykupił transmisje TVP Sport. W najciekawszych spotkaniach do wyłonienia zwycięzców potrzebowaliśmy rzutów karnych, natomiast na pozostałych stadionach nie zabrakło niespodzianek.

Reklama

Liverpool i Manchester City grają dalej. Zadecydowały rzuty karne

W najciekawiej zapowiadającym się meczu czwartej rundy EFL Cup Liverpool podejmował na Anfield Chelsea i wygrał konkurs jedenastek. O tym meczu pod osobnym linkiem, zatem nie będziemy się zbytnio rozwodzić. W każdym razie Emmanuel Emegha mógł zostać bohaterem, ale spudłował. Chwilę po nim przekopał Fofana i The Blues odpadli.

Ciekawiej było na Etihad, gdzie Manchester City walczył o awans z Brighton. To Mewy nieoczekiwanie wyszły na prowadzenie – w 30. minucie tor lotu piłki po strzale Ruttera zmienił Yalcouye, który trafił… w Rullego, ale argentyński bramkarz w bardzo krótkim czasie nie dał rady lepiej się ustawić i odbić piłki gdzieś indziej niż do własnej bramki. Cała akcja wzięła się ze straty Marca Guehiego na własnej połowie (który to już fatalny mecz angielskiego stopera…).

Reklama

Choć pozostaje pytanie, czy gdyby VAR był dostępny w Manchesterze, bramka zostałaby uznana. Niewykluczone, że Iworyjczyk znajdował się na pozycji spalonej, ale bez rysowania linii trudno to jednoznacznie stwierdzić. Stan meczu chwilę później wyrównał Mateo Kovacić, który znalazł trochę miejsca przed polem karnym Mew i precyzyjnym strzałem pokonał Steele’a.

Rutter mógł mieć hat-tricka. Przyczynił się do odpadnięcia

Tuż po zmianie stron Brighton wróciło na prowadzenie – szybką, składną akcję sfinalizował Georginio Rutter, który dorzucił gola do wcześniejszej asysty.

Francuski napastnik mógł wyjechać z Etihad ze zdecydowanie lepszym dorobkiem, jednak niedługo po trafieniu jego strzał na poprzeczkę sparował Rulli, a kilka minut później Rutter minął nawet Argentyńczyka, ale z ostrego kąta nie trafił w światło bramki. Brighton miało zdecydowanie lepsze okazje, dominowało, oddawało więcej strzałów.

Zdobywca drugiej bramki okazał się wręcz antybohaterem, bowiem w 72. minucie dopuścił się przewinienia tuż przed linią pola karnego. A po rzucie wolnym City wyrównało – piłka po strzale Rayana Cherkiego rykoszetowała od Vitora Reisa, co zmyliło golkipera Mew.

Reklama

W końcówce swoją szansę na zapewnienie gościom awansu miał Mats Wieffer, ale po rzucie rożnym trafił z bliska jedynie w słupek.

Ostatecznie o awansie zadecydowały rzuty karne. Pierwsza szóstka strzelała wręcz perfekcyjnie. Później Kovacić i Ayari oddali bliźniaczo podobne strzały, z którymi Steele i Rulli nie mieli większych problemów. W ostatniej serii Cherki nie dał szans bramkarzowi Brighton, a Dunk nie trafił, co zagwarantowało awans zespołowi Enzo Mareski po takim sobie meczu.

Reklama

Warto dodać, że taki mecz to dobra okazja dla zmienników, bo Rulli to drugi bramkarz, Rico Lewis czy Nico O’Reilly grają mniej, a Vitor Reis to rezerwowy stoper. W ataku wystąpił 17-letni Floyd Samba, a na skrzydle Allan, który jeśli gra, to zwykle tzw. „ogony”. Środek pola stworzyli Kovacić z Bouaddim, którzy przegrywają rywalizację z Enzo i Andersonem.

Rywale Lecha również grają dalej

Do Chelsea i Manchesteru City dołączyły także zespoły rywalizujące w fazie ligowej Ligi Europy. Zespołowi Bournemouth spodobało się wygrywanie 3:0. Z ostatnich pięciu meczów aż cztery kończyły się takim rezultatem (i to z nie byle kim – Manchesterem United, Milanem oraz Sturmem Graz). Tym razem Wisienki pokonały Aston Villę, dla której była to pierwsza porażka od początku września.

Reklama

Sunderland także przerwał passę trwającą od początku minionego miesiąca. Czarne Koty w końcu pokonały angielskiego rywala – udało się w domowym starciu z Brentfordem. Po czterdziestu minutach gospodarze prowadzili trzema golami po trafieniach Talbiego, Tuterowa oraz Fofany. Później oddali pole rywalowi, czego dowodem jest zaledwie 24% posiadania piłki po przerwie i tylko 41 celnych podań (na 102 próby). The Bees zredukowały straty do jednego gola dzięki bramkom Calluma Wilsona oraz Igora Thiago, ale awansu to nie dało.

Podobny przebieg miało derbowe starcie Fulham z Crystal Palace. Orły oddały jeden strzał w pierwszej połowie, ale wystarczyło to do objęcia prowadzenia. Nketiah wykorzystał dobre dośrodkowanie z prawej strony Minguezy. Po zmianie stron podopieczni Arbeloi cisnęli, ale wcisnąć bramki nie zdołali, dzięki czemu zespół z Selhurst Park wygrał pierwsze wyjazdowe spotkanie od 5 września i meczu ligowego z… Fulham.

Reklama

Ćwierćfinałowe pary Pucharu Ligi Angielskiej:

  • Fleetwood Town – Everton/Newcastle United
  • Manchester City – Bradford City
  • Crystal Palace – Sunderland
  • Liverpool – Bournemouth

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Pierwszy kapitan Widzewa w europejskich pucharach. „Sam wyjąłem z teczki bandaż”

Kamil Kijanka
2
Pierwszy kapitan Widzewa w europejskich pucharach. „Sam wyjąłem z teczki bandaż”
MLS

Lewandowski bliski spektakularnego trafienia. Ale seria trwa…

Patryk Idasiak
23
Lewandowski bliski spektakularnego trafienia. Ale seria trwa…

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Pierwszy kapitan Widzewa w europejskich pucharach. „Sam wyjąłem z teczki bandaż”

Kamil Kijanka
2
Pierwszy kapitan Widzewa w europejskich pucharach. „Sam wyjąłem z teczki bandaż”
MLS

Lewandowski bliski spektakularnego trafienia. Ale seria trwa…

Patryk Idasiak
23
Lewandowski bliski spektakularnego trafienia. Ale seria trwa…