Chicago Fire punktuje. Ostatnio wygrało, teraz zremisowało z Orlando City. Punktuje jednak bez goli Roberta Lewandowskiego, który nie może się wstrzelić. Lepsze liczby po przeciwnej stronie wykręcił Antoine Griezmann, który skończył z golem i asystą.
Do tej pory Lewandowski strzelił dla Chicago Fire siedem goli, do których dorzucił trzy asysty (mowa o wszystkich rozgrywkach). Ale jednak „na zero z przodu” zagrał już po raz ósmy z rzędu. Jeszcze trochę i pobije swoje najgorsze czasy, czyli bardzo trudne początki w Borussii Dortmund. Tam miał dziesięć kolejnych spotkań bez trafienia. „Lewy” jest w dość mizernej formie strzeleckiej – to już 580 minut bez gola w klubowych barwach.
Lewandowski znowu bez trafienia
Wszystko zaczęło się bardzo źle dla Chicago Fire – już w szóstej minucie lewą stroną pomknął Ivan Angulo, wjechał w pole karne, wygrał pojedynek fizyczny i trafił do siatki. Formalną asystę trzeba zapisać Griezmannowi, choć to strzelec tak po prawdzie wykonał jakieś 80% roboty.
Zespół Polaka dążył do szybkiego wyrównania – Anton Jonsson Saletros popisał się strzałem z daleka, po którym naprawdę solidnie musiał napracować się bramkarz Orlando. Chwilę później sam Robert Lewandowski złożył się do strzału nożycami i trafił w słupek. Mogła być spektakularna bramka, która przerwałaby kiepską passę.
Lewandowski w nocy był o włos od spektakularnego przełamania beznadziejnej passy w MLS. https://t.co/rKriZn5oGR
— Wuja Jurek ⚽️🇵🇱 (@WujaJurek) October 29, 2026
Te niewykorzystane okazje się zemściły po pięknym, technicznym trafieniu Antoine’a Griezmanna. Francuz zrobił to tak, jak chciał. Dokręcił piłkę lewą nogą w taki sposób, że znalazła się w siatce. To był ładny gol zza szesnastki.
GRIEZMANN FROM DEEP 😳🇫🇷 https://t.co/nlJFoKvI6O
— Orlando City SC (@OrlandoCitySC) October 29, 2026
Chicago musiało gonić i trzeba przyznać, że w drugiej połowie zdominowało przeciwników w znaczącym stopniu. Świadczą o tym statystyki (11:3), posiadanie piłki na poziomie 60%, a wreszcie świadczy o tym udany comeback. Fire odrobiło dwie bramki i zdołało wywalczyć remis.
W 57. minucie gola z główki strzelił Jonathan Bamba, a później napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej asystował – znalazł się prawie w tym samym miejscu, z którego strzelił gola i wycofał piłkę do Marena Haile-Selassie. To akurat gość, który regularnie trafia dla Chicago – zrobił to pięciokrotnie w dziesięciu ostatnich występach.
Chicago ties it! 🤝
Maren Haile-Selassie brings things level. https://t.co/Nf3QPPGUqp
— Major League Soccer (@MLS) October 29, 2026
Tu cały skrót spotkania:
Robert Lewandowski zagrał dużo lepiej niż ostatnio. Przeciwko Atlancie rozegrał 70 minut – miał tylko 18 kontaktów z piłką, oddał dwa strzały, które i tak zostały zablokowane. Praktycznie przeszedł obok meczu, a koledzy wygrali bez jego udziału. Tym razem było inaczej – napastnik był aktywny, aż siedem razy uderzał na bramkę, trafił w słupek, miał dziewięć kontaktów z piłką w polu karnym, a w sumie 37. Przeciwnicy mieli problem, by sobie z nim poradzić i kilkukrotnie go faulowali. No i wygrał większość bezpośrednich pojedynków (9/11).
Jeszcze tylko dwa mecze do zakończenia fazy zasadniczej. Chicago zajmuje czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej i jest pewne, że zagra w play-offach.
Fot. Newspix
