Lechia Gdańsk mogła się poczuć jak na początku sezonu. Dostała srogie baty w Pucharze Polski (0:6) i została wyeliminowana przez Jagiellonię. Trener pierwszoligowca przyznał szczerze, że jego zespół nie jest jeszcze gotowy na taki poziom.
To była deklasacja
Lechia miała swoje kłopoty na początku – zakaz rejestrowania piłkarzy, chęć odejścia liderów, granie 15-latkami, 16-latkami i 17-latkami. W czterech pierwszych meczach Betclic 1. Ligi zdobyła jeden punkt. Później jednak klub sprzedał za dobrą kasę takich piłkarzy jak Tomas Bobcec i Iwan Żelizko, a w to miejsce pozyskał innych, jak choćby Vladislava Blanutę, który ma już dwa gole w lidze. Wzmocnienia i stabilizacja sprawiły, że Lechia ma większą głębię składu, zaczęła wygrywać i jest na szóstym miejscu w tabeli.
Sprawdzianem miał być dla pierwszoligowca mecz pucharowy z Jagą – dodajmy, że pogrążoną w kryzysie, często ostatnio przegrywającą. No i była to absolutna deklasacja – zespół Siemieńca oddał 27 strzałów (13 celnych), a gospodarze… sprawili, że Sławomir Abramowicz mógłby rozwiązywać sudoku. Skończyło się na bolesnej klęsce – aż 0:6. Najlepiej na boisku bawił się Ousmane Sow, autor hat-tricka.
Bawi się Ousmane Sow, bawi się Jagiellonia w Gdańsku! 🔥 https://t.co/zOkWMQPwtY
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 28, 2026
Trener Lechii szczery po porażce
Zazwyczaj po takich klęskach trenerzy powtarzają ten sam wniosek. Że lepiej jest dostać raz takie baty niż przegrać kilka razy, ale minimalnie. Trener Władysław Łupaszko na konferencji powtórzył dokładnie to samo.
– Musimy zostawić ten dzień za sobą i skupić się na kolejnym spotkaniu w lidze. Przeanalizujemy ten mecz nieco później. W tej chwili nasze myśli powinny być skierowane wyłącznie na następny ligowy mecz. Czasem uważam, że takie wyniki mogą być impulsem dla zespołu. Musimy zareagować na to we właściwy sposób i pokazać się z innej strony. Lepiej raz przegrać w ten sposób niż sześć razy po 0:1.
Łupaszko przyznał też szczerze, że to obecnie nie jest poziom Lechii Gdańsk:
– Musimy przyznać, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na taki poziom. Przyjechał jeden z najlepszych zespołów w kraju, który opiera swoją grę na posiadaniu piłki. I rozmontował nasze poczynania, całkowicie zneutralizował wszystkie nasze starania. Nieważne, czy jesteś przy piłce, czy bez niej – jeżeli brakuje ci pewności siebie, to zawsze zabraknie tego kroku, metra albo tego jednego kluczowego zagrania, które jest niezbędne, by odzyskać piłkę.
Trener Lechii mówił, że bardzo duże znaczenie miał brak szóstki w środku pola. Szczepankiewicz nie był przygotowany fizycznie do meczu, a Neugebauer nie może jeszcze grać. Środek został więc totalnie zdominowany przez Romanczuka i jego kolegów, a Lechii w ogóle nie udało się przeszkadzać w grze bez piłki.
Trzeba też przyznać, że Jagiellonia mocno postawiła na ten Puchar Polski, bo zagrała mocnym składem – Romanczuk, Imaz, Prelec, Abramowicz, Montoia, Kobayashi, Klynge – to wszystko gracze podstawowej jedenastki, co też zauważył szkoleniowiec Lechii.
Trener Adrian Siemieniec zarotował trochę składem wcześniej w meczu ligowym. Musi dbać o regenerację, grając co trzy dni. Po zwycięstwie nad Lechią przyznał, żeby się tym nie ekscytować, że Jagiellonia się odrodziła. Zaapelował też, by nie krytykować Lechii, że nie dorównała poziomem ekipie, która od trzech lat gra w europejskich pucharach, kiedy ta weszła na swoje najwyższe obroty.
Fot. Newspix