Thea Frodin. Od grania Sereny Williams do grania w US Open

Sebastian Warzecha

02 września 2026, 19:49 • 7 min czytania 3

Reklama
Thea Frodin. Od grania Sereny Williams do grania w US Open

Gdy była na początku swoich nastoletnich lat, została wybrana do odgrywania młodej Sereny Williams w scenach na tenisowym korcie, a rad na temat aktorstwa udzielał jej Will Smith. Teraz Thea Frodin zadebiutowała w US Open i choć przegrała – bez zaskoczenia – z Jeleną Rybakiną, to zrobiła to po niezłym meczu. Co najważniejsze: wielu podkreśla, że Frodin talent ma bardzo duży. I za kilka lat może być tenisistką ze światowej czołówki.

Reklama

Thea Frodin. Kiedyś grała w filmie, teraz na US Open

Zaczynała, gdy miała cztery lata. Wtedy wyszła na kort, do sportu zachęcił ją ojciec, Mathias. – Sam grał, gdy był dzieckiem. Potem razem chodziliśmy do pobliskich szkół średnich i szukaliśmy kortów, na których można było odbijać – wspominała. Jest ze Stanów Zjednoczonych – choć ma też szwedzkie i francusko-gabońskie korzenie – więc naturalnie wychowała się na kortach twardych, takich jak w US Open.

I takie też najbardziej lubi, choć w juniorskich Szlemach najlepiej do tej pory pokazała się na Wimbledonie – była tam przed rokiem w finale debla.

Co istotne – szybko okazało się, że ma talent. I faktycznie ten tenis lubiła. Musiała, skoro była gotowa wstawać w tygodniu o piątej rano, żeby zaliczyć trening przed szkołą. Natomiast rodzice nigdy jej do treningów nie przymuszali – raczej chodziło o to, by trenowała mądrze, ale bez przesadnie dużych obciążeń. Dbano tak o jej zdrowie i opłaciło się – przeszła przez te wczesne tenisowe lata bez poważnych urazów.

Reklama

No i osiągnęła w ich trakcie kilka sukcesów – być może najważniejszy z nich przyszedł, gdy miała niespełna 10 lat. Wygrała wtedy turniej singla, debla i miksta w jednym z kalifornijskich turniejów. W efekcie otrzymała możliwość wzięcia udziału w castingu do powstającego akurat filmu.

Film zwał się „King Richard” i opowiadał o tym, jak tytułowy bohater stworzył ze swoich dwóch córek dwie wielkie tenisistki. Ich imiona? Venus i Serena.

Na planie z Willem Smithem

Thea przeszła casting i kolejne pół roku spędziła odgrywając młodszą z sióstr, czyli Serenę Williams. Nie była główną odtwórczynią roli – to zadanie przypadło Demi Singleton. Frodin zastępowała ją jednak, gdy trzeba było nagrać sceny na korcie, odpowiednio naśladując technikę Sereny Williams. Sama Thea przyznawała, że w zasadzie nie było to dla niej zbyt trudne, bo grę Sereny oglądała od dziecka.

Pamiętam po prostu, że to był świetny czas. Grać w tenisa i stać przed kamerą to super kombinacja. Grałam sport, który uprawiałam od dziecka, nie było to dla mnie nic nowego. Musiałam tam po prostu wyjść i pograć w tenisa, próbować oddać jej uderzenia. Robić to z Willem Smithem było super. To naprawdę miły gość. Dał mi kilka rad na temat aktorstwa – mówiła.

Reklama

Ze Smithem – który potem otrzymał za tę rolę Oscara i tak, to wtedy uderzył Chrisa Rocka na scenie – miała nawet kwestię mówioną, ale śmiała się, że ostatecznie „chyba ją wycięto” i „zastąpiono faktyczną aktorką”. W każdym razie: przez sześć miesięcy żyła częściowo na planie i wspominała to doświadczenie znakomicie, mimo że… nigdy nie poznała sióstr Williams.

Mam nadzieję, że kiedyś dostanę szansę je spotkać. To byłoby niesamowite. Spełniłabym marzenia – mówiła. Jak każda młoda amerykańska – zwłaszcza czarna, bo tu trzeba fakt koloru jej skóry podkreślić – tenisistka w ostatnich (ponad) dwudziestu latach, ona też wzorowała się w dużej mierze na siostrach Williams właśnie. I nic dziwnego, bo jak mierzyć, to przecież do największych. A siostry – zwłaszcza Serena – do tych największych zdecydowanie należą.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Thea Frodin (@thea.frodin)

Reklama

A co do filmu – Thea miała przez niego nie tylko dobre wspomnienia, ale i problemy.

Po tym, jak skończyliśmy kręcić film, przyzwyczaiłam się do techniki, którą tam odgrywałam. Moi trenerzy byli na mnie nieco źli, bo naturalnie zaczęłam uderzać jak ona [Serena]. „Podebrałam” jej backhand. Musiałam wrócić do swoich uderzeń – wspominała.

Finalnie się udało. I było warto.

Wielki potencjał i znakomite inspiracje

Na papierze Thea Frodin ma naprawdę wiele, by zostać wielką tenisistką. Dobrze porusza się po korcie, ma świetne warunki fizyczne (ok. 183 cm, a może jeszcze urosnąć, choć to niekoniecznie byłoby już dla niej dobre), znakomity serwis i mocne uderzenia, które dobrze sprawdzają się przy jej agresywnym stylu gry. Oczywiście, to wszystko jeszcze niekoniecznie musi gwarantować sukces – co roku wiele tenisistek o podobnych możliwościach przepada gdzieś w rankingu.

Reklama

Natomiast Thea wie, na kim się wzorować – wśród swoich inspiracji wymienia Naomi Osakę, Coco Gauff, ale też Ash Barty, czyli trzy wielokrotne mistrzynie wielkoszlemowe. Najciekawsze jest tu zdecydowanie ostatnie nazwisko.

Bo Barty jest znacznie niższa – ma około 165 cm wzrostu – i przez to, choć potrafiła zagrać mocniej, jej styl gry był znacznie bardziej techniczny. Sporo slajsów, zmian rytmu, szukania rozwiązań. Australijka była w tym znakomita, świetnie oglądało się ją na korcie, natomiast teoretycznie nie jest to tenis, którego Frodin potrzebuje.

Jeśli jednak za sprawą tego uwielbienia, jakie żywiła wobec tenisa Barty, jej technika będzie lepiej rozwinięta – to tylko dobrze dla niej. Różnorodność na korcie jest ceniona.

Tych wzorów Thea może mieć jeszcze więcej. Na co dzień trenuje często obok takich zawodniczek jak Jennifer Brady (była finalistka Australian Open) czy Madison Keys (mistrzyni tego samego turnieju sprzed roku). Ciekawe, czy czerpać będzie szczególnie od tej pierwszej – bo Brady przeszła przez college przed zawodowstwem i to coraz częstszy schemat, zwłaszcza u amerykańskich tenisistów i tenisistek. Thea sama mówi, że jeszcze nie wie, co zrobi.

Reklama

Natomiast biorąc pod uwagę, że jest już w szóstej setce rankingu WTA, a wciąż jest juniorką (18 lat skończy w grudniu tego roku) może być warto zaryzykować i spróbować osiągnąć coś od razu na zawodowstwie.

Na razie przekonała się, jak to jest grać w Wielkim Szlemie, a to duży kapitał.

Na korcie z mistrzynią

Do US Open dostała się dzięki dzikiej karcie, ale dzikiej karcie wypracowanej na korcie. Wygrała bowiem mistrzostwa USTA (czyli Federacji Tenisowej USA) do lat 18, a za to odgórnie się taką dziką kartę otrzymuje. Pewna była więc, że wystąpi w turniej – pozostawało tylko pytanie: z kim zagra? I z kim by chciała – z przeciwniczką, z którą mogłaby spróbować awansować dalej, powalczyć? Czy może z jedną z wielkich mistrzyń?

Padło na drugą opcję. Dostała jej się bowiem Jelena Rybakina. Kazaszka to już dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa, która po US Open może – i ma na to spore szanse – po raz pierwszy w karierze zostać liderką rankingu WTA.

Reklama

Zagrać z kimś takim w swoim debiucie wielkoszlemowym? W sumie zaszczyt. Ba, to był tak naprawdę pierwszy mecz Frodin w głównym tourze – do tej pory grała tylko w kwalifikacjach do turnieju w Miami, a tych spotkań się do statystyk „głównotourowych” właśnie na ogół nie wlicza.

Marzyłam o takich chwilach. Fakt, że tu jestem i mogę to przeżywać naprawdę, wciąż nieco mnie szokuje. To, że mogę tu być i będę miała szansę zagrać w głównej drabince, znaczy dla mnie wszystko – mówiła przed meczem. Wyrażała też wtedy nadzieję, że będzie w stanie na korcie zaprezentować swój najlepszy tenis. Mówiła, że próbuje po prostu cieszyć się chwilą, że chce się uspokajać, choć odczuwa wielką ekscytację.

Na korcie było widać i tę ekscytację, i spory potencjał.

Przegrała co prawda 3:6, 2:6, ale raczej mało kto – choć zagadką pozostawało zdrowie Jeleny Rybakiny, która w Cincinnati z powodu urazu poddała mecz z Igą Świątek – oczekiwał, że faktycznie rywalce zagrozi.

Reklama

Zdołała jednak pokazać nieco swoich atutów. Wyserwowała 11 asów. Nie bała się grać ofensywnie. Podchodziła do siatki, walczyła o to, by kończyć wymiany winnerami. Miała nawet dwa break pointy, choć nie udało jej się ich wykorzystać. Generalnie: choć wynik może na to nie wskazywać, stanowiła dla rywalki pewne zagrożenie. Przyznała to nawet Jelena, która po meczu mówiła, że teraz to właściwie „kwestia doświadczenia, stabilności, rozegrania większej liczby spotkań”, bo Thea ma mocne podstawy i już gra naprawdę dobrze.

Sama Amerykanka o swoim występie też wyrażała się pozytywnie:

Mam sporo do nauki, ale jestem podekscytowana większością rzeczy, które udało mi się zrobić na korcie. Czuję się dobrze. Oczywiście, jestem rozczarowana, że już odpadłam, ale to świetne doświadczenie – zagrać na tym korcie i przed swoją publicznością, która mnie dopingowała. Prawdopodobnie nigdy nie robiło tego więcej osób. Mam sporo pozytywów, które mogę wyciągnąć z tego meczu.

Reklama

Pytana jednak co dalej – powiedziała, że nie wie. Będzie grać, ukończy szkołę średnią, a potem rozważy wszystkie opcje. Pewnie wiele będzie zależeć od tego, jak ta kariera rozwinie się w najbliższych miesiącach.

Jeśli wystrzeli i osiągnie sukces, to będzie to – nomen omen – filmowa historia.

***

Cytaty za: WTA, US Open, BBC, New York Times, Australian Open, Aftonbladet i Bleacher Report.

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama