Novak Djoković odpadł w I rundzie US Open. To jeszcze w sumie samo w sobie nic nie znaczy. Po raz kolejny zawiodło go jednak ciało, coś, co w przeszłości zawodzić nie zwykło. Serb zawsze był do rywalizacji przygotowany genialnie, zapewne najlepiej w tourze. A teraz? Teraz ogrywają go ci, którzy biegać mogą długo. Właśnie dlatego, że mogą. Novak jest też już na drugim brzegu pewnej granicy. I wychodzi, że i on z nią nie wygra.
37 lat i na tym koniec. Tenisowa bariera nie do zdarcia
Jeden tenisista w dziejach ery open – a więc niemal od początku 1968 roku. Tylko jeden. To liczba tych, którym udało się wygrać turniej wielkoszlemowy po 37. urodzinach. W dodatku miało to miejsce w 1972 roku, a triumfatorem został Ken Rosewall. Australijczyk miał dokładnie 37 lat, 1 miesiąc i 24 dni, a wygrał Australian Open, rodzimą imprezę. Tyle tylko, że wtedy w Australii listy startowe często były nieco wybrakowane – wiele gwiazd po prostu nie wybierało się na drugi koniec świata.
Od 1972 roku te 37. urodziny stanowią więc barierę nie do przebrnięcia.
W TOP 10 najstarszych mistrzów jest bowiem właśnie Rosewall i cała Wielka Trójka. Najbliżej pobicia Australijczyka był Roger Federer. Jego triumf w Australian Open 2018 to drugie miejsce – 36 lat, 5 miesięcy i 7 dni. Nie można jednak zapomnieć, że dobrze ponad rok później – tuż przed 38. urodzinami – grał w finale Wimbledonu. I miał w tym finale dwie piłki meczowe przy własnym podaniu. Nie wykorzystał ich, finał wygrał Novak Djoković.
Sam Djoković jest na miejscu 4. i 5. na rzeczonej liście. Dwa razy wygrywał bowiem turnieje po 36. urodzinach: Roland Garros i US Open w 2023 roku. Serb i tak przekroczył pewne bariery, bo w tamtym sezonie był absolutnie najlepszym tenisistą świata. Grał w czterech finałach wielkoszlemowych, przegrał tylko na Wimbledonie, z młodym Carlosem Alcarazem. Jednak od tamtej pory – choć był w finałach i w kolejnych sezonach – Szlema już nie wygrał.
Ostatni wielkoszlemowy triumf Novaka Djokovicia – US Open 2023. Trzy lata temu:
Nie udało się to też Rafie Nadalowi, który po ostatnie Roland Garros (2022) sięgał w 35 lat, 11 miesięcy i 19 dni. Biorąc jednak pod uwagę jego historię kontuzji – to zrozumiałe. Ba, można być zadziwionym, że wytrzymał tak długo, że tak długo wygrywał. Przecież w tym samym sezonie, kilka miesięcy wcześniej, triumfował też w Australian Open.
A potem przyszły 36. urodziny, po nich 37. i już nie był w stanie nic ze zdrowiem począć.
Novak miał być wyjątkowy
Rok 2023 nieco zakłamał rzeczywistość. To znaczy: nie w pełni. Djoković faktycznie był wtedy najlepszy na świecie i miał sezon wybitny. Sęk w tym, że zdaje się, że trafił w idealny moment, ostatni taki.
Roger Federer był już na emeryturze, na którą wysłała go poważna kontuzja i dwa zabiegi. Rafa Nadal męczył się z urazami i nie było mowy o tym, by nie tyle grał na wysokim poziomie, co grał w ogóle. Jannik Sinner właśnie pod koniec tamtego sezonu zaczął wzlot ku szczytom, który potwierdził w Australian Open 2024. A Carlos Alcaraz co prawda był już mistrzem wielkoszlemowym (US Open 2022), ale musiał się z tym statusem oswoić.
Gdy to zrobił – zgarnął Wimbledon.
W tym wszystkim Djoković mógł robić swoje, bo reszta stawki po prostu na jego poziom nie dojeżdżała. Dwaj najwięksi rywale byli za nim, dwaj nowi wielcy mieli stać się najwięksi, ale w niedalekiej przyszłości. Idealny rok na to, by wygrywać. Serb z tego skorzystał, chwała mu za to, nie ma co ujmować mu tych sukcesów. Jednak skoro skorzystał w tak wielki sposób, a do tego wiadomo było, jak obsesyjnie dba o własne ciało i jak doskonale się na korcie czuje – nie sposób było założyć, że przestanie wygrywać.
A przestał.
Wygrał igrzyska, oczywiście. Skompletował karierę, zagrał wielki turniej. Jednak na igrzyskach gra się do dwóch wygranych setów i chyba to mu pomogło. Możliwe, że w tamtej formie, z Carlosem Alcarazem, który trochę nie dźwignął presji finału (choć i tak dał świetny mecz), triumfowałby i w formule best of five. A może nie, bo przecież nie zrobił tego już w żadnym innym takim turnieju. Nie dowiemy się tego, więc znów: nie ma co Novakowi zabierać tamtego sukcesu. Podobnie jak nieco wcześniejszego finału Wimbledonu, gdzie doszedł, będąc niedługo po wyleczeniu kontuzji.
Więc jeszcze raz – lekkie zakłamanie. Znaki wskazywały, że Djoković dalej będzie wygrywać. Tak to wyglądało z zewnątrz. A od wewnątrz chyba wszystko powoli się sypało. Tu uraz, tam uraz, tu zmęczenie. Bywało, że Novak grał mecze wielkie (jak z Jannikiem Sinnerem w Australian Open tego roku), a potem kilka miesięcy za to pokutował.
Wiek go dopadł. Jak każdego.
Kariera i tak długa. Wyjątkowo
Nie ma sensu wysyłać takiego tenisisty na emeryturę. Niech sam zdecyduje, kiedy będzie chciał się pożegnać – ostatnio mówił o igrzyskach w Los Angeles – skoro jeszcze niedawno grał przecież w finale Szlema (Australian Open 2026). Znaczy, że jeśli okoliczności będą w porządku, nadal coś może. Pytaniem pozostaje, czy jeszcze takie będą. Choć raz, jeden jedyny. Bo przecież Rafa Nadal po problemach zdrowotnych takiej szansy już nie dostał. Roger Federer też nie – w trosce o swoje zdrowie, nie wrócił już po rehabilitacji na kort w oficjalnym meczu.
Czy Novaka czeka podobny los? Czy teraz nie będzie już finałów, walki o trofea, wielkich spotkań? Wczorajsze pięć setów – ale też podobny mecz w Roland Garros z Joao Fonsecą – pokazało, że Nole z rzadka już wytrzymuje trudy takiego grania. Udało mu się na Wimbledonie, gdzie pokonał Felixa Augera-Aliassime’a po niesamowitej pięciosetówce. Sęk w tym, że nie był po niej w stanie stawić oporu Jannikowi Sinnerowi. Przegrał z Włochem w trzech setach – w każdym 4:6.
Prawda jest jednak taka, że Nole i tak przeciąga tę karierę. I to niezwykle – przecież jeszcze przed Roland Garros wielu uważało go za jednego z faworytów do końcowego triumfu. Przeciąga więc tak, jak w zasadzie zrobiła to cała Wielka Trójka – wszyscy grali i wygrywali dłużej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, gdy wygrywali pierwsze turnieje.
Minęło 14,5 roku od pierwszego do ostatniego wielkoszlemowego triumfu Rogera Federera (a 16 od finału do finału). Ponad 15,5 od pierwszej wygranej Novaka Djokovicia do tej ostatniej (a 18 pomiędzy finałami). Rafa Nadal z kolei w obu statystykach ma tę samą liczbę – 17 lat. To cała tenisowa epoka, nawet dwie. W ich trakcie Wielka Trójka rządziła tym światem, to generacja trzech gigantów, niezwykłych tenisistów.
Każdy grał inaczej. Każdy miał inne problemy. Każdy miewał gorsze okresy. A ostatecznie wracali – i na kort, i do wygrywania. Aż pokonywali ich – na razie dwóch – rywale, z którymi wygrać się nie da: wiek i zdrowie.
Teraz walczy z nimi Novak Djoković. I zdaje się, że też powoli tę rywalizację przegrywa.
Wieku nie przeskoczysz. Po prostu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix