O ku*wa! Ty, jakiś Polak idzie po złoto! Ojciec budził syna, znajomy budził znajomego w nocy z 5 na 6 sierpnia 2021 roku. Co to za gość, jakiś nowy Korzeniowski? Większość myślała, że pęknie, zejdzie z trasy, zrezygnuje. Ale nikomu nieznany Dawid Tomala został złotym medalistą olimpijskim, jednym z najbardziej sensacyjnych w dziejach. Potem kupił nas oryginalnym sposobem bycia, ale był to jednorazowy strzał i więcej sukcesów nie powtórzył. 37-letni Tomala właśnie zakończył karierę. Jakiś czas temu mówił, że zraził się do sportu.
Zapamiętamy go do końca życia
– W pewnym momencie zaczęło mi się nudzić, więc przyspieszyłem – tak na gorąco komentował Dawid Tomala złoto olimpijskie z Tokio i od razu rozłożył nas na łopaty. Przyspieszył sobie z nudów! Dał się polubić. Cechował się bystrością, oryginalnymi odpowiedziami, inteligencją i niesamowitym poczuciem humoru.
Kiedy na przykład dziennikarz WP Sportowych Faktów pytał go o to, jakie zmiany zaszły w jego życiu, to odpowiadał, że wzbudza dużo większe zainteresowanie, a w zasadzie to nieskończenie większe, bo wcześniej nie wzbudzał żadnego. Potrafił też zacytować Zenona Martyniuka: „Jak do tego doszło – nie wiem”. Generalnie rozbrajał dziennikarzy swoimi ripostami, a przy tym był szczery, ludzki, nikogo nie udawał. Na Gali Sportu oddał na licytację medal, chcąc uratować życie 12-letniemu Kacprowi Woźniakowi.
Urzekła nas też historia o dążeniu do celu. Bo przecież trzy lata przed ogromnym sukcesem zrezygnował ze sportu, ponieważ nie miał z czego żyć. Nie trenował chodu przez pół roku, oddał się ćwiczeniom na siłce, żeby móc się tam „wyżyć”, podjął pracę na budowie. Ale robił też jako nauczyciel w-f czy masażysta, znał też robotę na wózkach widłowych. Można powiedzieć, że harował na dwa etaty, czasami po 12 godzin. Do Tokio jechał z myślą, że jak tam mu nie pójdzie, to rzuci ten sport w cholerę, miał już 32 lata.
Słucham wywiadu ze złotym medalistą w chodzie na 50km Dawidem Tomalą. Jaki to jest świetny skromny chlopak😍
Aby opłacić obozy przygotowawcze i osiągnąć minimum olimpijskie pracował na budowie.
Dziś Premier poprosił zarząd Totalizatora Sportowego o opieką sponsorską dla Niego💪 pic.twitter.com/vbCVEL5Cjr— Jowita #PiS2027 (@Jowita_W_) August 8, 2021
A jednak poszło mu fantastycznie, sprawił sensację o jakiej sportowa Polska nawet nie śniła, pobudził wielu kibiców jakoś o 3:00 w nocy, bo igrzyska odbywały się w Azji, więc i pora zawodów była – jak na nasz czas – nietypowa. Następnie pojawiło się zainteresowanie mediów, kontrakty reklamowe, jego partnerem został m.in. Totalizator Sportowy. Zajął czwarte miejsce w Plebiscycie na Sportowca Roku organizowanej przez Przegląd Sportowy. Stał się rozpoznawalny.
Tomala miał dość patologii
Tylko, że takiego sukcesu już nigdy później nie powtórzył. A to dlatego, że złoto zdobył na 50 kilometrów, a na kolejnych igrzyskach taki dystans został już wycofany – dużo, dużo mniejsze szanse miał na nowych zasadach, czyli 20 km. Tam kwalifikacji nie wywalczył. W Paryżu w ogóle nie wystartował, a mógł to zrobić w nowo utworzonej konkurencji – mikście. Dawid Tomala razem z Katarzyną Zdziebło podczas drużynowych MŚ w tureckiej Antalyi wywalczyli dla Polski kwalifikację w takiej sztafecie na dystansie 42,195 km.
I naprawdę w nowo utworzonej konkurencji liczyliśmy na sukces, może jakiś medal? W końcu Zdziebło to przecież była srebrna medalistka MŚ z Eugene 2022 i to na dwóch dystansach – 20 i 35 km. Tylko, że potem wystartowali na igrzyskach Maher Ben Hlima oraz Olga Chojecka. Zdziebło była po złamaniu nogi i wzięła udział tylko w zawodach kobiet (i to było jakimś cudem), ale już Tomala poczuł się oszukany.
Już nie było hihihi, hehehe, tylko walił prosto z mostu. Czuł na tyle mocną pozycję, żeby w kolejnych latach opowiadać o różnych patologiach związkowych z PZLA. – Układy, kolesiostwo, przepalanie pieniędzy, które są publiczne. To są tak ogromne kwoty, a my słyszymy, że nie ma pieniędzy – nie bał się oddawać strzałów, bo nie miał już nic do stracenia, i tak wiedział doskonale, że na IO 2028 będzie za stary.
𝐃𝐚𝐰𝐢𝐝 𝐓𝐨𝐦𝐚𝐥𝐚 w ostrych słowach podsumował sytuację w polskich związkach sportowych 🤯 pic.twitter.com/PaA4btqATH
— TVP SPORT (@sport_tvppl) August 10, 2024
Przeszedł przez życiowe piekło. Już nie było tak kolorowo. Zaczęło się od wspomnianego skreślenia z listy uczestników igrzysk w Paryżu w 2024 roku. Mocno to psychicznie przeżył. Chciał postawić kropkę na swojej karierze, ale nie było mu to dane. Już nie był tak chętny do rozmów, zniknął.
– Poprzedni sezon mnie zmiażdżył. Przysypał mnie gruzem, spod którego chciałbym się wydobyć, ale na razie nie mam motywacji. Po prostu chód przestał mi sprawiać radość i kojarzy się już raczej tylko ze złymi momentami. Od sierpnia zeszłego roku w mojej głowie ciągle pojawiają się myśli, czy to ma dalej sens, czy warto to kontynuować. Panicznie boję się tego, że miałbym trenować kolejne cztery lata, a wszystko mogłoby skończyć się tak, jak przed igrzyskami w Paryżu. (…) Wykończyły mnie kontuzje i problemy ze zdrowiem. Przez to spadła forma i motywacja. Kluczowym momentem kariery był jednak lipiec 2024, gdy dowiedziałem się, że nie jadę na igrzyska. Wykreślono mnie z listy olimpijczyków, mimo iż byłem już spakowany. Ktoś uznał, że jestem za słaby, by bronić tytułu mistrza olimpijskiego – opowiadał na łamach WP Sportowych Faktów.
Takie odrzucenie przepracowywał z psychologami, nie rozumiał tego kompletnie, bo przecież to on dla sztafety wywalczył kwalifikację, a marzenia zostały mu odebrane. Przyznawał, że do końca życia tego nie zapomni. To czarna, brzydko popisana kartka w karierze Dawida Tomali.
Dawid Tomala powiedział „pas”. A my dziękujemy za tamtą noc
Do dalszej kariery zmotywowało go jeszcze jedno – to, co wydarzyło się pod koniec 2024 roku. Dystans w oficjalnych zawodach (35 km) zmieniono na maratoński – ponad 42 km. W takim Tomala czuł się zdecydowanie lepiej. Podjął spontaniczną próbę na takowym dystansie na zawodach w Niemczech, ale nie ukończył wyścigu po dwóch miesiącach treningów. Miał problemy z kontuzjami, przerwami w przygotowaniach.
Zmiany weszły w życie od 2026 roku w wydarzeniach organizowanych przez World Athletics, ale organizm Tomali był już coraz starszy, bardziej zmęczony. Już w kwietniu sygnalizował, że jego kariera zbliża się ku końcowi i ten rok będzie dla niego ostatnim. Można powiedzieć, że odcina trochę kupony po złotym medalu, ale tak przyjemnie – czerpie dużą radość, gdy jest na przykład gościem w jakiejś szkole. Tomala udzielił dużego wywiadu Sport.pl, w którym mówił, że 2022 rok mocno go przyhamował:
– Przejście z 50 km na 35 km okazało się o niebo trudniejsze, niż sobie wyobrażałem i układałem w głowie. Ale harowałem, naprawdę harowałem, żeby się udało. Z tą kontuzją robiłem cały czas wszystko, jak w sezonie olimpijskim. Szedłem na full i jednocześnie się leczyłem. Niestety, wychodziło maksymalnie na 70% moich możliwości. Cały rok 2022 to tak naprawdę była bardziej walka o zdrowie, niż na trasie. Ale już wtedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo mylą się ci, którzy powtarzają: „Dawid, ale super, że teraz będziesz miał mniej do przejścia”. Ja sobie mogłem iść w tempie 4:30 na kilometr przez 50 kilometrów, ale jak trzeba było przyspieszyć do 4:10 na kilometr, okazało się, że to się wiąże już z całkiem innymi procesami fizjologicznymi. Mój organizm źle reagował. Nie sądziłem, że to będzie dla mnie aż tak duża bariera.
W wieku niespełna 37 lat karierę sportową zakończył chodziarz Dawid Tomala.
Kibice zapewne najbardziej zapamiętają go z sensacyjnego złotego medalu igrzysk olimpijskich w 2021 (chciałoby się napisać „w Tokio”, ale chód rozgrywano w Sapporo) – był to jego trzeci start w karierze…
— Athletics News (@Nedops) August 10, 2026
Również w tej rozmowie przyznał, że to definitywny koniec jego kariery. Tak to sobie zaplanował, że za kilkanaście dni na Memoriale Kamili Skolimowskiej wyjdzie na płytę stadionu, pomacha kibicom, podziękuje i razem z Sofią Ennaoui w ten sposób oboje oficjalnie pożegnają się z wyczynową lekkoatletyką. Mimo różnych brzydkich momentów z poprzednich lat, Dawid Tomala nie będzie się obrażał i jeżeli tylko dostanie możliwość jakiejś współpracy w PZLA, to chętnie się zgodzi.
Dawidzie, my dziękujemy za ten niesamowity start w Tokio, bo chyba nie ma fana polskiego sportu, który nie będzie tego pamiętał do końca życia. To bowiem jedna z najpiękniejszych kart i w ogóle historii o niezłomności w naszym kraju.
Fot. Newspix