Wisła Kraków wygrała z Wisłą Płock 2:1, więc sprawa trochę rozeszła się po kościach, ale Mariusz Jop nie rozumiał, dlaczego Haglind-Sangre nie wyleciał z boiska w pierwszej połowie. Teraz PZPN przyznał, że szkoleniowiec Białej Gwiazdy miał rację, bo sędzia popełnił błąd.
Marcus Haglind-Sangre to lider defensywy Wisły Płock. Dopiero co przedłużył kontrakt z tym zespołem, no i był jednym z filarów zespołu Mariusza Misiury, który cechował się bardzo zorganizowaną grą obronną. Mecz z Wisłą Kraków mu jednak kompletnie nie wyszedł.
- Po jego pechowej interwencji padła bramka dla Wisły Kraków.
- Ostro wszedł w nogi Jordiego Sancheza, co mogło (może i powinno) skutkować nawet czerwoną kartką za przerwanie DOGSO.
- Przegrał pojedynek z Jordim Sanchezem, po którym Hiszpan strzelił gola.
Koszmarnie grał w pierwszej połowie, a i tak miał szczęście, że z boiska nie wyrzucił go Paweł Raczkowski ani też nie interweniował w tej sytuacji VAR. Przypomnijmy, chodzi o akcję z 34. minuty, jeszcze przy stanie 1:1, kiedy to wychodzącego na czystą pozycję Jordiego Sancheza sfaulował właśnie szwedzki stoper. Gdzieś tam z tyłu był jeszcze Żan Rogelj, ale nie wydaje się, żeby znajdował się na tyle blisko Hiszpana, by mógł go dogonić.
Tej sytuacji zresztą nie rozumiał Mariusz Jop: – Byłem zaskoczony, natomiast co mogę zrobić? Mogę się tylko przyglądać temu z boku. Oczywiście, jestem ciekawy, jak to będzie interpretowane. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, jak pan powiedział, to znaczy, że gdyby nie ten faul, to Sanchez miałby sytuację sam na sam – ocenił.
PZPN przyznaje: sędziowie popełnili błąd. Obrońca powinien wylecieć
Analiza Kolegium Sędziów PZPN jest taka, że Haglind-Sangre powinien otrzymać czerwoną kartkę.
„Zawodnik Wisły Kraków (nr 10) spod linii bocznej zagrał piłkę na wolne pole do wychodzącego współpartnera (nr 11). Zawodnik ten wygrał walkę o pozycję i wyprzedził obrońcę Wisły Płock (nr 4). Następnie został przez niego podcięty/kopnięty. Sędzia zdecydował, że faul obrońcy gości przerwał korzystną akcję (SPA) i podyktował rzut wolny pokazując winowajcy żółtą kartkę. Arbiter VAR uznał, że sędzia nie popełnił oczywistego błędu w ocenie zdarzenia (możliwe przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki) i podtrzymał decyzję sędziego z boiska.
W ocenie zdarzenia z kategorii SPA/DOGSO sędziowie biorą pod uwagę następujące aspekty:
- odległość miejsca przewinienia od bramki przeciwnika,
- zasadniczy kierunek gry,
- prawdopodobieństwo utrzymania lub uzyskania kontroli nad piłką,
- liczba obrońców i atakujących oraz ich usytuowanie.
Kwestią, która w tej sytuacji mogłaby stanowić wątpliwości jest obecność zawodnika Wisły Płock (nr 21). Jednak kamera zza bramki pokazuje sporą odległość tego zawodnika od piłki i niewielką (żadną) możliwość podjęcia skutecznej walki o piłkę z napastnikiem Wisły Kraków. W ocenie Prezydium KS PZPN zawodnik z Wisły Płock (nr 4) powinien zostać wykluczony z gry (czerwona kartka) z uwagi na przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki”.
Błąd jest błędem, ale można przynajmniej powiedzieć, że tutaj Wiśle opłaciło się, iż Szwed pozostał na boisku, bo już niecałe dwie minuty później to z nim pojedynek wygrał Jordi Sanchez, lekko i sprytnie go odpychając, a następnie zdobywając bramkę na 2:1. Chociaż wiadomo, że milej by było jednak grać przez godzinę w zasłużonej przewadze.
Fot. Newspix