Niedawno Bazoumana Touré przeszedł z TSG Hoffenheim do Newcastle United za 50 milionów euro. Dwa lata temu do Europy ściągnął go Mikael Hjelmberg – dyrektor sportowy Hammarby, który w rozmowie z Weszło opowiedział o klubie z południowej części Sztokholmu, gdzie pracuje od 2012 roku. Finanse, styl pracy, liga szwedzka i podróże do Afryki, które przyniosły już potężne pieniądze.
Hjelmberg: Jesteśmy w pierwszej trójce, może czwórce pod względem finansów w lidze szwedzkiej
Kamil Rogólski: Wspinałeś się po szczeblach w tym samym klubie. Zaczynałeś w Hammarby jako trener w młodzieżówce. Potem byłeś szefem skautingu, a teraz jesteś dyrektorem sportowym. Trafiłeś tam przez przypadek czy miałeś jakieś wcześniejsze powiązania z tym miejscem?
Mikael Hjelmberg, dyrektor sportowy Hammarby: Wcześniej pracowałem jako trener w innych klubach w rejonie Sztokholmu. Kiedy byłem młodszy, miałem ambicje jako trener i zawsze fascynował mnie Hammarby, atmosfera wokół klubu. Zacząłem tu pracować w 2012 roku jako trener drużyny U-21 i koordynowałem skauting. To była moja pierwsza praca w Hammarby.
Która praca jest najbardziej wymagająca? Trener, szef skautingu czy dyrektor?
Dyrektor sportowy to zdecydowanie najbardziej wymagająca rola, bo odpowiadam nie tylko za cały sztab szkoleniowy, ale też za wszystkich ludzi wokół pierwszej drużyny i wszystkich zawodników, więc to najcięższa praca. Tutaj nie ma czegoś takiego jak spokój i trzeba być zawsze czujnym. Ale ogólnie praca tutaj to przyjemność. Atmosfera na stadionie jest zawsze świetna. Nawet na boisku treningowym. Pracujący w klubie to dobrzy, mili ludzie, a kibice naprawdę nas wspierają i mają wielkie serca. Odchodzimy od korporacyjnego ładu, którego nie znoszę.
Frekwencja na waszym stadionie przekracza 25 tysięcy. Druga najwyższa w lidze szwedzkiej po AIK. Co więcej, wasi kibice są znani z żywiołowego wsparcia. Skąd bierze się to poczucie tożsamości?
Południowy Sztokholm to obszar zdominowany przez klasę robotniczą, wokół której skupia się Hammarby, w przeciwieństwie do Djurgårdens i AIK. Myślę, że pasja kibiców i rodzinna atmosfera właśnie z tego się bierze.
Liga szwedzka nigdy nie kojarzyła mi się z dużymi pieniędzmi. Jak wygląda sytuacja finansowa Hammarby w porównaniu z waszymi rywalami?
Hammarby jest w naprawdę dobrej pozycji. Jestem pewien, że jesteśmy w pierwszej trójce, może czwórce klubów pod względem finansowym w lidze. W Szwecji obowiązuje zasada 51 procent, zgodnie z którą członkowie muszą mieć większość w klubie. Nie wolno, żeby klub miał prywatnego właściciela czy coś w tym stylu, co utrudnia mocarstwowe plany w porównaniu z innymi krajami w Europie. W praktyce kibice są większościowymi udziałowcami klubu. To autentyczne i naprawdę fajne, bo prowadzenie klubu piłkarskiego w Szwecji to długoterminowy projekt. Finansowo oczywiście może nam być trochę trudniej niż w innych ligach, ale jestem naprawdę dumny z tego, jak obecnie funkcjonuje szwedzka piłka.
Ibrahimović nie zarządza Hammarby
Dużo o Hammarby dowiedziałem się w 2019 roku, bo media podały, że Zlatan Ibrahimović nabył udziały w waszym klubie i podawano liczbę 23,5%. Czy on jest w jakiś sposób zaangażowany?
Myślę, że kiedy Ibrahimović odchodził z LA Galaxy, nie miał 23,5 procent udziałów w Hammarby, tylko pewien procent udziałów AEG w Hammarby i to chciałbym sprostować. Wtedy był zaangażowany w klub, infrastrukturę i procesy, bo w tamtym czasie jego synowie grali w akademii Hammarby. Kiedy odszedł i wrócił do Włoch, zabrał synów ze sobą i od tamtej pory, od około czterech lat, w zasadzie już nie jest zaangażowany.
To ciekawe, bo ludzie myślą, że Ibrahimović częściowo zarządza Hammarby.
On nie zarządza. Ma swoich przedstawicieli w zarządzie, ale nie jest zaangażowany w codzienne procesy.

Zlatan Ibrahimović na sesji treningowej Hammarby w 2020 roku.
Czy w Szwecji da się zarabiać na piłce nożnej? Na przykład mistrz Polski Lech Poznań otrzymał około 8,5 miliona euro za poprzedni sezon z tytułu praw telewizyjnych i marketingowych.
Sytuacja trochę się ustabilizowała, ale wciąż nie jesteśmy nawet blisko liczb, o których wspomniałeś przy Lechu Poznań – a wręcz jesteśmy bardzo daleko. Mamy stabilne fundamenty w kontrakcie z telewizją, ale nadal nie dorównujemy Lechowi czy innym polskim klubom pod tym względem.
Mimo wszystko jesteście świetnym miejscem do rozwoju talentów i to się przez lata nie zmieniło.
Naszym skarbem jest druga drużyna, Hammarby Talang FF i to kluczowy czynnik dla nas w rozwoju zawodników. Rywalizuje na trzecim poziomie ligowym i teraz zajmuje pierwsze miejsce w tabeli. Nasi juniorzy mogą się ogrywać z seniorami. Baza treningowa HTFF jest w tym samym obiekcie co pierwsza drużyna. Wkładamy w ten projekt dużo wysiłku, żeby zapewnić jak najlepszą infrastrukturę – zarówno dla drużyny U-19, HTFF, jak i pierwszej drużyny. Chodzi nie tylko o materialne sprawy. Mamy wielu dobrych trenerów i inwestujemy dużo pieniędzy w szkolenie kadr.
Trzy lata temu rozmawiałem z Bosse Anderssonem, legendarnym dyrektorem sportowym Djurgårdens IF. Zapytałem go o ich największy talent. Wskazał na Lucasa Bergvalla, który teraz gra w Tottenhamie. Ale co istotne, kupili go z Brommapojkarny, innego klubu ze Sztokholmu. Cztery kluby ze stolicy grają na najwyższym poziomie ligowym. W związku z tym walka o lokalne talenty musi być zacięta.
To konkurencja na każdym poziomie. Zwłaszcza jeśli zapytasz kibiców Hammarby, Djurgårdens i AIK. Brommapojkarna nie ma kibiców, ale z drugiej strony ma naprawdę dobrą rękę do rozwijania talentów. Jeśli chodzi o młodych, utalentowanych zawodników, wiele klubów wkłada więcej wysiłku w stworzenie jak najlepszego środowiska rozwoju w swoich obiektach treningowych. U nas wielkim argumentem jest istnienie HTFF, nasza druga drużyna bardzo pomaga Hammarby, bo z poziomu seniorskiego jest bliżej do pierwszej drużyny niż z młodzieżówki. To wyzwanie, ale myślę też, że najważniejsza ścieżka, którą klub musi wybrać, to to, jak traktuje młodych zawodników w swojej akademii i jak ich rozwija, żeby stali się graczami pierwszej drużyny. Wiem, że zwłaszcza Djurgårdens przez ostatnie, nie wiem, pięć, sześć lat, w ogóle nie radził sobie z wychowywaniem własnych młodych zawodników, szczególnie w porównaniu z Hammarby, gdzie prawie 40 procent piłkarzy w składzie pochodzi z naszej własnej akademii lub z HTFF. Ta ścieżka jest tak ważna, że ułatwia nam też rekrutację młodszych zawodników z innych klubów, bo widzą, że droga do pierwszej drużyny jest jasna.
Masz na koncie sukces sprzedażowy. Adrian Lahdo trafił z Hammarby do Como za 12 milionów euro. 18-letni szwedzki środkowy pomocnik, który przeszedł wszystkie szczeble w waszej akademii.
Jako dyrektor sportowy jestem z tego niezwykle dumny. Adrian urodził się i wychował w południowej części Sztokholmu, w naszym rejonie. Przeszedł przez akademię Hammarby, ścieżkę HTFF, docierając do pierwszej drużyny, a potem został sprzedany do topowej ligi, do naprawdę dobrego klubu i za duże pieniądze. To dokładnie ta ścieżka, którą chcemy, żeby podążało więcej zawodników i potrzebowaliśmy takiego przykładu dla reszty, żeby inni chłopcy wiedzieli, że tę drogę da się przejść.
W składzie pierwszej drużyny macie też siedmiu zawodników z Afryki i historię kilku imponujących transferów. Najbardziej głośny to Bazoumana Touré, który przyszedł do was z ASEC Mimosas za niewielką kwotę w 2024. W 2025 sprzedaliście go do Hoffenheim za 10 milionów euro, a w tym roku poszedł do Newcastle United za 50 milionów euro, bo zrobił furorę w Bundeslidze. Czy Afryka to wasz osobisty pomysł na politykę transferową?
Kwota za Bazoumanę była większa niż podają media. Umówiliśmy się z Hoffenheim na 14 milionów euro. A co do kierunku, to tak. Podróżuję do Afryki od ponad dziesięciu lat, więc mam wiele kontaktów z klubami, akademiami i nadal staram się je odwiedzać od czasu do czasu. Zdecydowanie Afryka to kontynent, na który często jeździmy na skauting. To przede wszystkim Afryka Zachodnia – Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana, ale nie tylko, bo również Nigeria czy Kamerun. Jeździmy tam około sześć, siedem razy w roku, starając się utrzymywać kontakty, sieć współpracy, a także sprowadzać utalentowanych zawodników z Afryki.

Mikael Hjelmberg z wizytą w Kamerunie. Po meczu spotkał się z prezesem miejscowego klubu i dwoma piłkarzami, którzy zwrócili jego uwagę, jednak ostatecznie obaj nie okazali się wystarczająco dobrzy, żeby podpisać kontrakt z Hammarby.
W Polsce panuje powszechna opinia, że nasze kluby powinny eksplorować Afrykę w poszukiwaniu talentów, ale wiem, że działaczy odstrasza ten kontynent. Ogromny obszar, trudne do zweryfikowania środowisko, koszty. Czy macie bezpośrednie kontakty z ośrodkami takimi jak ASEC Mimosas w Wybrzeżu Kości Słoniowej?
Kiedyś zostałem zaproszony przez agenta w podróż do Ghany. To była moja pierwsza wyprawa w 2014 roku. Miała na celu otwarcie rynku i przedstawienie mnie kilku osobom, zwłaszcza w Ghanie. Potem pojechaliśmy do Abidżanu – stolicy Wybrzeża Kości Słoniowej, żeby poznać ASEC. I od tamtej pory nawiązaliśmy naprawdę dobrą współpracę.
Jaka jest historia transferu Bazoumany Touré? Z jakiego środowiska pochodzi?
Bazoumana pochodzi ze stabilnej rodziny w Abidżanie, a właściwie z przedmieść Abidżanu. Jego rodzice są naprawdę skromni. Bardzo zależało im, żeby Hammarby odpowiednio i dobrze się nim opiekowało, co zawsze robimy. Zobaczyłem go po raz pierwszy, kiedy miał 15 lat. Grał wtedy i trenował w ASEC. Jego osobowość jest po prostu niesamowita. Zawsze uśmiechnięty, zawsze radosny, widzący pozytywne strony życia. Niezwykle czarujący człowiek. Poznałem jego rodziców. Byli tacy skromni i mili. Widziałem, jak Bazoumana gra na boisku. Prędkość była niewiarygodna, kontrola piłki też. Postanowiliśmy podpisać z nim wstępną umowę, kiedy miał 16 lat. Zapraszaliśmy go do Szwecji dwa razy w roku. Jeździłem do Abidżanu, do ASEC, żeby go zobaczyć i ponownie spotkać się z rodzicami, by czuli się komfortowo. A kiedy skończył 18 lat, podpisał z nami profesjonalny kontrakt.

Od lewej: Marc Benson (agent), Bazoumana Touré i Mikael Hjelmberg
Wiem, że Odilon Kossounou również pochodzi z ASEC Mimosas i zdałem sobie sprawę, że musisz mieć naprawdę dobre relacje z tym klubem.
To naprawdę dobra i duża akademia w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Znam prezesa od wielu, wielu lat. Nadal od czasu do czasu przyjeżdża do Szwecji. Dla mnie ważne jest, żeby dalej tam jeździć, odwiedzać ich, obserwować rozwój, utrzymywać bliskie kontakty i relacje. Mają imponujący program rekrutacji w Afryce Zachodniej, świetnych trenerów, dobre obiekty i działają we właściwy sposób. Znaleźliśmy tam wielu zawodników, których sprowadziliśmy do Hammarby i właśnie jednym z nich był Odilon Kossounou, który później został mistrzem Niemiec z Bayerem Leverkusen (dziś gra w Atalancie przyp. red.). W niektórych krajach akademie współpracują z wieloma lokalnymi menedżerami, skautami i agentami. To czasem bywa dość skomplikowane, ale nauczyłem się poruszać w tym środowisku i pracuję tylko z ludźmi, którym ufam.
Czy w twojej pracy w Afryce istnieje problem fałszowania daty urodzenia?
Szczerze mówiąc nie jestem tego pewny. My zawsze sugerujemy się paszportem zawodnika.
Jak wygląda wasz dział skautingu?
W tej chwili tak naprawdę brakuje nam tylko szefa tego działu. Nasz poprzedni szef skautingu, Philip Berglund, odszedł, bo dostał atrakcyjną ofertę i został dyrektorem sportowym w Malmö FF. Aktualnie mam jednego skauta na pełen etat, jednego analityka rekrutacyjnego na pełen etat oraz sześciu skautów wideo. Ale na razie nadal szukamy odpowiedniej osoby na posadę szefa departamentu.
To musi być trudne, prawda? Jedno to rozmawiać o piłce, a drugie to brać osobistą odpowiedzialność.
Ogromnie trudne. Niezwykle ważne jest, żebyśmy znaleźli nie tylko odpowiednie oko i odpowiednią wiedzę, ale przede wszystkim odpowiednią osobę. Mamy kilka opcji, ale z różnych powodów jeszcze nie znaleźliśmy rozwiązania. Będziemy nad tym pracować. Jestem też pewien, że poradzimy sobie z letnim oknem transferowym bez szefa skautingu, bo większość pracy jest już zrobiona.
Z których transferów w obecnym składzie Hammarby jesteś najbardziej dumny?
Jestem dumny ze wszystkich zawodników w moim składzie, ale rozwój niektórych był naprawdę dobry. Mamy Markusa Karlssona (środkowy pomocnik), Hampusa Skoglunda (prawy obrońca), obaj przeszli przez naszą akademię. Mamy kilku naprawdę młodych, interesujących zawodników, którzy przebijają się, ale też bardziej doświadczonych jak Warner Hahn (bramkarz), Tesfaldet Tekie (środkowy pomocnik), Nahir Besara (ofensywny pomocnik), którzy są bardzo ważni dla zespołu. Jeśli chodzi o transfery, to muszę powiedzieć, że Adrian Lahdo.
Wrócę do Bosse Anderssona, bo on też sprawnie działa w Afryce. Mówił mi, że ma ojcowskie podejście do tych zawodników. Zaprasza ich do domu, traktuje osobiście. Mówił, że taki zawodnik musi nauczyć się płacić rachunki, prać, gotować, a nawet używać sztućców. Michael Olunga przyleciał z Kenii do Szwecji w lutym, kiedy temperatura była mocno poniżej zera i był bez skarpetek. Jak w Hammarby pomagacie Afrykańczykom? To zupełnie inna kultura.
Tak, to naprawdę dobre pytanie. Myślę, że to najważniejsza kwestia, z którą klub musi się zmierzyć, bo jeżdżenie do Afryki i skautowanie zawodników to tak naprawdę łatwiejsza część. Najtrudniejsze jest, kiedy już znalazłeś swojego zawodnika i sprowadziłeś go do Szwecji. Pytanie brzmi: jak zaopiekować się nim w najlepszy możliwy sposób? Dlatego zainwestowaliśmy dużo pieniędzy w naszą organizację. Mamy teraz menedżerów drużyny, menedżerów zawodników, ludzi odpowiedzialnych za opiekę nad graczami. Ich jedynym zadaniem jest zapewnienie, zwłaszcza zagranicznym zawodnikom, afrykańskim czy młodszym, odpowiedniej opieki we wszystkich sprawach pozaboiskowych. Kiedy opuszczają obiekt treningowy, mają wiele godzin do spędzenia w domu lub na zewnątrz z przyjaciółmi. Dlatego robimy wszystko, żeby te godziny były najważniejsze. Na boisku opiekę sprawują trenerzy, ale poza boiskiem zainwestowaliśmy dużo w naszą organizację, żeby zapewnić opiekę i pomoc tym zagranicznym piłkarzom.

Mikael Hjelmberg i jego współpracownicy w drodze na stadion w Lagos (Nigeria).
W Djurgårdens była sytuacja z Tino Kadewere z Zimbabwe. Przyjechał tam jeszcze jako nastolatek i umarł mu ojciec. Popełnił bardzo duży błąd w meczu z Helsingborgiem i stracili gola na 2:2. Płakał, nie chciał wychodzić z szatni. Pomogli mu tam, a później grał między innymi w Olympique Lyon. Chodzi mi o to, że czynnik ludzki generuje wyzwania, które trudno przewidzieć.
Tak jak powiedziałeś. Daje nam to wiele wyzwań, ale też wiele możliwości. Dla nas niezwykle ważne jest, żeby rodziny w Afryce wiedziały, że ich chłopcy są bezpieczni i że dobrze się nimi opiekujemy tutaj w Szwecji. Dlatego staramy się zapraszać rodziny do Szwecji, zwłaszcza latem, kiedy pogoda jest lepsza. Musimy o nich dbać, pomagać im jak najlepiej potrafimy i starać się zapewnić im to, czego potrzebują, żeby czuli się dobrze i bezpiecznie.
Niedawno był transfer, który mnie zszokował. AIK sprzedał Zadoka Yohannę do Brightonu za 28 milionów euro. Osiemnaście lat, skrzydłowy z Nigerii. Wystarczył rok, trochę ponad 1000 minut, 5 goli i 3 asysty. W polskiej lidze rekord to 11 milionów, a 28 milionów to kosmos.
Ta kwota jest szokująca. I szczerze mówiąc byłem tak samo zaskoczony jak ty, zwłaszcza wysokością transferu. Nie wiem dokładnie, ile pieniędzy dostał AIK, ale to był naprawdę, naprawdę duży transfer. Zadok Yohanna jest oczywiście utalentowanym zawodnikiem, ale to nie wyjaśnia w pełni tej ogromnej sumy. Kluby z Premier League stać na wszystko i gdy oni kogoś chcą, to w ligach takich jak szwedzka nie ma dla nich rzeczy niemożliwych.
Czy liga szwedzka jest najlepszą ligą skandynawską?
W wielu aspektach tak. Jeśli chodzi o stadiony, żywiołowych kibiców, atmosferę na stadionach – zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o jakość na boisku, niektórzy się nie zgodzą, bo w Norwegii są naprawdę dobre drużyny. Bodø/Glimt gra w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. W Danii jest FC Kopenhaga, Brøndby i Midtjylland, które też dobrze sobie radzą w europejskich pucharach. A w Szwecji niestety nie mieliśmy tego w zeszłym roku. Ligę szwedzką określę bardziej fizyczną niż techniczną. Ale przede wszystkim w klubach jest bardzo zaawansowany poziom taktyczny. To bardzo taktyczna liga.
Zaczynacie ligę wiosną i kończycie w listopadzie. Czy to wasza zaleta, czy problem w kontekście europejskich pucharów?
Kiedy zaczynają się mecze eliminacyjne, powiedziałbym, że to dla nas zaleta, bo jesteśmy wtedy w środku sezonu ligowego, a drużyny, z którymi gramy, zwykle jeszcze nawet nie zaczęły swojego. To może nam dać przewagę. Jeśli chodzi o okno transferowe, to zdecydowanie wada, bo wszystkie główne ligi, w których wydaje się najwięcej pieniędzy i robi najwięcej transferów, mają swoje okno latem, a to jest w środku naszego sezonu. Nasze największe i najważniejsze okno transferowe to oczywiście zima, przed rozpoczęciem ligi. Ale wtedy inne ligi są w środku swojego sezonu, starają się reinwestować pieniądze i wykorzystać je przed startem własnych rozgrywek, co dzieje się latem. Tracenie najlepszych zawodników, kiedy zbliżają się mecze europejskie i liga dobiega końca, jest trudne.
Widzisz szansę, że wraz z rozwojem infrastruktury Szwecja przejdzie na system jesień–wiosna, jak kiedyś to zrobiła Rosja?
Nie sądzę, bo nie możemy zmienić klimatu. Granie w piłkę w Szwecji w grudniu, styczniu, lutym, marcu byłoby ekstremalnie trudne.
Słyszałem różne opinie z waszego kraju. Bosse Andersson podkreślał, że jest konserwatystą i chce, żeby zostało jak jest. Z drugiej strony Markus Rosenberg mówił mi, że chce zmiany.
Markus Rosenberg pochodzi z Malmö, czyli z południowej części Szwecji. Klimat w Malmö jest trochę lepszy niż w Sztokholmie i na północy, bo zimą w stolicy potrafi być minus piętnaście stopni. Granie w piłkę w styczniu i lutym nie byłoby łatwe, więc myślę, że trudno byłoby to zmienić.
Mimo rosnących możliwości finansowych Hammarby nigdy jeszcze nie grało w fazie grupowej/ligowej europejskich pucharów. Jak oceniasz wasze szanse w tym sezonie?
Mamy wystarczająco dobrą drużynę, żeby awansować do fazy ligowej. Przeciwko Anderlechtowi zagraliśmy bardzo słabą drugą połowę w Brukseli i to wróciło do nas jak bumerang. U siebie graliśmy naprawdę dobrze i powinniśmy byli strzelić więcej goli. Pierwsza połowa w Belgii też była dobra. Po końcowym gwizdku czułem straszne rozczarowanie. Teraz zagramy z Rakowem i to będą wyrównane mecze, ale myślę, że mamy naprawdę dobre szanse. Jesteśmy gotowi zrobić wszystko, żeby odnieść sukces.
ROZMAWIAŁ: KAMIL ROGÓLSKI