Trzy mecze, jedna wygrana. Kiepski dzień Polaków w Kanadzie

Sebastian Warzecha

05 sierpnia 2026, 23:31 • 3 min czytania 0

Reklama
Trzy mecze, jedna wygrana. Kiepski dzień Polaków w Kanadzie

Magdalena Fręch, Magda Linette i Hubert Hurkacz – ta trójka wyszła dziś na kanadyjskich kortach na mecze drugiej rundy turniejów WTA i ATP 1000 w Kanadzie. Wygrał tylko ten ostatni. W nagrodę może czekać go mecz z Daniiłem Miedwiediewem.

Reklama

Tenis. Hurkacz zwycięski w Kanadzie, Linette i Fręch przeciwnie

Polska 0:2 USA. Fręch i Linette poza turniejem

Jako pierwsza na korty – w Toronto, bo tam odbywa się w tym roku kobiecy turniej, męski z kolei w Montrealu – wyszła Magdalena Fręch. Nie miała przed sobą łatwego zadania, bo jej rywalką była 3. na świecie Jessica Pegula. Jednak Polka rozpoczęła to spotkanie naprawdę dobrze – już przy pierwszej okazji przełamała rywalkę. I mimo że serwis sama straciła w piątym gemie, to ani trochę się tym nie podłamała, a zamiast tego zaatakowała przy podaniu Peguli. I znów ją przełamała, przy czym sama więcej breaków nie oddała.

Jej serwis zresztą w tej pierwszej partii funkcjonował nieźle w kluczowych momentach, dobrze też wychodziła jej gra kombinacyjna. Równocześnie jednak – wiele punktów zdobywała za sprawą błędów Jessiki. A ta, niestety, przestała je z czasem popełniać. I w drugiej partii to ona dwukrotnie przełamała Polkę – Magdalena odgryzła się co prawda breakiem pomiędzy tymi dwoma utratami serwisu, ale ostatecznie przegrała całego seta. W trzeciej, decydującej partii zadecydował początek: Fręch dwukrotnie dała się przełamać i nie była już w stanie wrócić od stanu 0:4.

Magda Linette grała z inną, ale znacznie młodszą Amerykanką – Ivą Jović. To jeden z większych talentów tamtejszego tenisa, potencjalna przyszła mistrzyni wielkoszlemowa, jak oceniają niektórzy z ekspertów. Potencjał Iva ma ogromny i już nierzadko go pokazuje, jest przecież 16. zawodniczką rankingu WTA, choć ma tylko 18 lat.

Reklama

Niestety – z Linette też pokazała, co potrafi. To nie było co prawda łatwe zwycięstwo, ale nie dała sobie odebrać choćby seta. W pierwszym wygrała za sprawą dwóch breaków, w drugim też dwukrotnie przełamywała Polkę, ale najpierw musiała odrobić stratę z początku seta. To udało jej się w piątym gemie. W jedenastym z kolei zaliczyła czwarte w meczu przełamanie, a po chwili domknęła sprawę przy swoim serwisie i drugiej piłce meczowej.

Hubert Hurkacz wygrał. W nagrodę mecz z Rosjaninem?

Hubert Hurkacz grał z 26. na świecie Alejandro Tabilo, ale biorąc pod uwagę, że ranking Polaka jest obecnie nieco niemiarodajny, to można było spodziewać się wyrównanego spotkania. I w zasadzie takim ono było, choć Hurkacz wygrał ostatecznie stosunkowo szybko – obaj na korcie nie spędzili nawet stu minut. Nie był to jednak idealny mecz Huberta na serwisie, co zwykle jest jego główną bronią – dał się przełamać dwukrotnie. Świetnie jednak poczynał sobie na returnie.

I tak w pierwszym secie stracił serwis w trzecim gemie, ale z miejsca tę stratę odrobił, a potem w gemie numer 10 (i, jak się okazało, ostatnim) wywarł na Tabilo nacisk, a ten w efekcie pękł. Polak doszedł do stanu 40:0, nie udało mu się co prawda wykorzystać dwóch piłek setowych, ale trzecią już zamienił na wygraną partię. A na początek kolejnej… przegrał podanie. Tym razem stratę odrabiał dłużej – udało się dopiero siedem gemów później – ale zrobił to skutecznie.

A że więcej breaków w tym meczu nie było, to doszliśmy do tie-breaka, bez którego – jak wiadomo – spotkanie Hurkacza obyć się nie może. W nim Hubert wypracował sobie przewagę 5:1, a potem 6:3 i skorzystał z drugiej piłki meczowej, w dodatku przy serwisie Tabilo.

Reklama

Awansował więc do III rundy, a tam – o ile pokona Botica Van De Zandschulpa – jego rywalem powinien być Daniił Miedwiediew, z którym w przeszłości Hubi toczył wiele pasjonujących meczów.

Może czas na kolejny?

Reklama

Wyniki:

  • Magdalena Fręch – Jessica Pegula 6:3, 3:6, 2:6
  • Magda Linette – Iva Jović 4:6, 5:7
  • Hubert Hurkacz – Alejandro Tabilo 6:4, 7:6 (4)

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama