Świetne ściganie na Moto Arenie. Żużel w Łodzi nie rozczarował

Sebastian Warzecha

01 sierpnia 2026, 21:46 • 6 min czytania 0

Reklama
Świetne ściganie na Moto Arenie. Żużel w Łodzi nie rozczarował

W Łodzi wszyscy liczyli dziś na wielki występ Polaków, na czele z Bartoszem Zmarzlikiem. W Moto Arenie nasz mistrz miał jednak swoje problemy i ostatecznie nie wjechał nawet do finału. Nie oznacza to jednak, że nie było polskich emocji – o te zadbał Patryk Dudek. Do tego mieliśmy sporo walki, mijanek i kilka upadków, czyli pełen przegląd żużlowych emocji. Dzisiejsze ściganie na żużlu po prostu nie rozczarowało.

Reklama

Żużel. Grand Prix w Łodzi dla Roberta Lamberta

Pierwszy raz w Łodzi. O tym przede wszystkim mówiło się przed startem dzisiejszego żużlowego Grand Prix. W tym premierowym biegu, otwierającym dzisiejsze zmagania, wziął udział Bartosz Zmarzlik. Szaleństwa na trybunach jednak nie było – mistrz świata dojechał trzeci, za jeden punkt.

W Łodzi jednak sporo się działo. Tor na Moto Arenie znany jest z tego, że da się tam wyprzedzać i dziś było sporo biegów z walką, mijankami czy też znakomitymi obronami. Walczyli wszyscy, w tym grono Polaków.

Bo akurat tych dotyczyła cała dłuższa wyliczanka. Był Bartosz Zmarzlik, do tego Patryk Dudek, Dominik Kubera, Kacper Woryna i Piotr Pawlicki.

Reklama

Świetny Dudek, waleczny Zmarzlik

Świetnie radził sobie Dudek, który walczył o bezpośredni awans do finału, zarezerwowany dla dwóch najlepszych zawodników fazy zasadniczej. Dudek wygrał swoje trzy pierwsze biegi, punkty – dwa – stracił dopiero w czwartym i przed ostatnią serią miał na koncie 10 oczek. Więcej zdobył tylko Max Fricke (11), a blisko trzymali się nakręcający się Brady Kurtz, który po dwóch słabszych biegach znalazł swój rytm i wykręcił 9 oczek, oraz Robert Lambert.

Dalej był Bartosz Zmarzlik, który miał problem i ze startem, i z tempem na dystansie. Po jednym punkcie z pierwszego biegu, w drugim dojechał ostatni, ale w trzecim zdobył już dwa punkty, a w czwartym – po fantastycznej walce – wygrał i miał sześć oczek. Szans na bezpośredni awans do finału już nie było, ale walczył o dobre pole startowe w repasażach.

Co byłoby tym ważniejsze, że Zmarzlik miał przed dzisiejszym GP na koncie serię 14 (!) z rzędu Grand Prix, w których dochodził do decydującego biegu.

Polacy leżeli. Woryna nawet dwa razy

Reszta Polaków też walczyła, z lepszym lub gorszym skutkiem. Gorszym przede wszystkim dlatego, że każdy z pozostałej trójki leżał w pewnym momencie na ziemi. Piotr Pawlicki chwilę się zbierał, ale ostatecznie wstał i wrócił do rywalizacji. Kacper Woryna podobnie. Ten to w ogóle miał ciekawe Grand Prix, bo leżał w swoim czwartym biegu i to… dwukrotnie. A potem ten bieg wygrał!

Reklama

I to było odkupienie, bo wcześniej ze swojego trzeciego biegu był wykluczony, bo odpowiadał za upadek Dominika Kubery.

Wypadek, dodajmy, wyglądający naprawdę groźnie. Kubera poleciał bezpośrednio pod nadmuchiwaną bandę, właściwie znikł pod nią w sekundę. Medycy, którzy zjawili się tam chwilę później, przez moment nie wiedzieli, gdzie właściwie go szukać. Jak znaleźli, to chwilę zajęło, żeby spuścić z bandy powietrze.

Reklama

W tym czasie publika czekała na wieści. A te ostatecznie były takie, że Kubera zrobiony jest chyba z tytanu, bo wstał, pozbierał się i powtórkę biegu objechał, choć jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się, że jedyna przejażdżka, jaka go czeka, to ta ambulansem.

Dudek dalej swoje. Zmarzlik nie dawał za wygraną

Patryk Dudek był w fazie zasadniczej ZNAKOMITY. Genialnie pojechał też w ostatniej, piątej serii biegów, wyszedł na prowadzenie i nie oddał go do końca. A wygrać w zasadzie musiał – chwilę wcześniej trzy punkty zdobył naciskający go Brady Kurtz (który zresztą też ostatecznie znalazł się w finale już po fazie zasadniczej). Polak sprostał presji i wszedł do finału bezpośrednio – w dodatku z pierwszego miejsca.

I o to chodziło. Nawet jeśli spodziewaliśmy się, że w tym stylu znajdzie się tam inny z naszych reprezentantów.

Zmarzlik jednak nie miał swojego dnia i wciąż szukał najlepszej dyspozycji, a może nawet bardziej ustawień motocykla. Bo jechać to on jechał wspaniale, po wygranym biegu w tym ostatnim, tak ważnym, przyjechał tylko za Bradym Kurtzem, choć po udanym starcie spadł nawet na moment na koniec stawki. Wyginał się przy tym na motocyklu jak szalony, szukał luk w jeździe rywali, no i często je znajdował.

Reklama

To był pokaz, nawet jeśli Bartek nie punktował jak zwykle, to dobitnie pokazywał, czemu ma na koncie już sześć mistrzostw świata.

Szóstka oznaczała dziś też jego miejsce po fazie zasadniczej. O dwie lokaty niżej znalazł się za to Kacper Woryna, a to zasługa tej niezłomności, gdy po dwóch upadkach wygrał swoje bieg. I niestety na tym kończyła się lista Polaków.

Piotr Pawlicki zdobył sześć oczek i był pierwszym z naszych reprezentantów, który nie wszedł do biegów barażowych. Dominik Kubera punktował co prawda w czterech z pięciu biegów, ale ani razu nie dowiózł trójki – z pięcioma oczkami nie miał szans wejść do dalszej fazy.

Tak więc Dudek pewny walki o podium, a Zmarzlik i Kubera z szansą. Jak to wyszło?

Reklama

Zwycięzca z cienia. Robert Lambert najlepszy w Łodzi!

Na pewno nie było szans na trzech Polaków w finale – Zmarzlik i Woryna wylądowali w tym samym biegu barażowym. Ale dwóch Biało-Czerwonych w ostatnim starcie oznaczałoby, że któryś na pewno stanie na podium, a miło mieć tę pewność jeszcze przed startem.

Niestety, nie dostaliśmy jej.

Bartosz Zmarzlik znów walczył, znów robił, co mógł, ale najlepszy był Michael Jepsen Jensen i to on wjechał do finału, a Bartosz Zmarzlik nie dokonał tej sztuki po 14 GP, gdy mu się udawała. Piękna seria, ale niestety – dobiegła końca. I właściwie wydawało się, że Polak straci prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu. W finale nie znalazł się też, oczywiście, Dominik Kubera.

Ale był tam Patryk Dudek. I to z nim wiązaliśmy nadzieje. Wygrał przecież fazę zasadniczą, jechał znakomicie.

Reklama

I w finale też sobie poradził… ale nie wystarczyło to do wygranej. Dudek skończył na drugim miejscu, czym i tak bardzo uradował miejscowych kibiców, którzy mogli cieszyć się z polskiego podium. Zwycięzcą został jednak ten Robert Lambert, który nieco przemknął nam w cieniu – bo w fazie zasadniczej punktował solidnie, owszem, wykręcił 10 punktów, ale wygrał tylko jeden bieg, nie prezentował najwyższego możliwego poziomu. Gdy przyszło jednak do dwóch najważniejszych biegów, to najpierw wygrał swój baraż, a potem objechał wszystkich w rywalizacji o wygraną.

Taki rezultat – przy trzecim miejscu Brady’ego Kurtza i gorszym Grand Prix Bartosza Zmarzlika – oznacza też, że Lambert solidnie włączył się w tym momencie do walki o tytuł. Przed dzisiejszym startem tracił do Polaka 17 punktów, do Australijczyka – 12. Teraz te straty zmalały i Brytyjczyk może pokusić się o to, by jeszcze narobić strachu swoim dwóm rywalom.

Reklama

W tym momencie do obu traci tyle samo – Kurtz odrobił bowiem pięć punktów straty do Bartosza Zmarzlika… i to on na ten moment przewodzi klasyfikacji generalnej. Ale walka do samego końca – a zostały jeszcze trzy rundy – będzie znakomita.

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Bright Ede już błyszczy w nowych barwach! Debiutancki gol [WIDEO]

Mikołaj Duda
1
Bright Ede już błyszczy w nowych barwach! Debiutancki gol [WIDEO]

Inne sporty

Reklama