Polscy siatkarze mieli dziś wygrać. W zasadzie inny scenariusz zdawał się nie wchodzić w grę, bo naszymi rywalami w ćwierćfinale Ligi Narodów byli Ukraińcy. Owszem, kadra naszych sąsiadów – prowadzona przez Raula Lozano – rośnie ostatnio w siłę, jednak nie znajduje się w gronie potęg, do tego jej daleko. A Polska, wiadomo, od lat potęgą jest. I choć po drodze było nieco perturbacji, to Biało-Czerwoni faktycznie awansowali do strefy medalowej. I są o dwa mecze od obrony tytułu.
Liga Narodów. Polscy siatkarze lepsi od Ukrainy. Jest półfinał
W fazie zasadniczej Ligi Narodów zajęliśmy drugie miejsce. Po kiepskim pierwszym turnieju – granym rezerwowym składem – nasi reprezentanci się rozkręcili i szli po swoje. Lepsi w tabeli okazali się tylko Japończycy, którzy nie przegrali ani jednego spotkania i po raz kolejny pokazali, że w ostatnim czasie stali się zespołem ze światowej czołówki. Biało-Czerwoni ćwierćfinał rozgrywali jako ostatni – wcześniej awansowali Słoweńcy (lepsi od Turcji), Japończycy (pokonali gospodarzy, Chiny) oraz kadra USA (odprawiła Włochów).
Polacy zadanie mieli – obok Japonii – na papierze najłatwiejsze. Ukraińska siatkówka się co prawda rozwija, ale to wciąż nie ten poziom, który powinien pozwalać rywalizować o medale wielkich imprez, w tym Ligi Narodów. Biało-Czerwonym zresztą tym bardziej zależy tu na złocie, że mogą obronić tytuł sprzed roku, a to jeszcze w historii Ligi Narodów czy wcześniejszej Ligi Światowej nam się nie udało. A jeśli chodzi o te rozgrywki już wyłącznie po zmianie nazwy – nikt nie ma jeszcze trzech tytułów, a o trzeci właśnie w tym roku gramy.
I tylko my. Bo Francuzi do TOP 8 nawet nie weszli, a Rosjanie co prawda powoli wracają do światowych rozgrywek, na razie jednak w nich (na szczęście) jeszcze nie grają. A to te dwie kadry wygrywały też LN dwukrotnie.
Innymi słowy – Polacy grają w Ningbo, gdzie odbywają się finały, o pewną historię. I zaczynali o nią walczyć meczem z Ukrainą.
Polscy siatkarze lepsi od Ukrainy. W czterech setach
Wszystko dobrze się dziś zaczęło. Świetnie atakowali u nas czy to Wilfredo Leon, czy Bartłomiej Bołądź i to w dużej mierze za ich sprawą – w połączeniu z dobrą pracą w obronie – wyszliśmy na kilka oczek prowadzenia. Ukraińcy mieli w pierwszym secie długimi fragmentami problem, by dobić się do naszego boiska, bo szalał, podbijając kolejne piłki, Jakub Popiwczak, a i koledzy dobrze go w tym elemencie wspierali. Polacy grali znakomicie… do pewnego momentu. Bo gdy dobili do 20 punktów, nieco się zacięli.
U naszych rywali z kolei rozkręcił się wtedy Oleh Płotnicki, ich najmocniejsze ogniwo, który kilkoma zagrywkami udanie naruszył nasze przyjęcie. Ostatecznie jednak Polacy pozbierali się w kluczowym momencie, a do tego problemy atakujących rozwiązał nasz blok. Wygraliśmy więc pierwszego seta.
ŚCIANA W BLOKU I PIERWSZY SET NA KONTO BIAŁO-CZERWONYCH 🔥🇵🇱#VNL @PolskaSiatkowka pic.twitter.com/3ZheI8WVUV
— Polsat Sport (@polsatsport) July 30, 2026
W drugim Ukraińcy byli jednak wyraźnie nakręceni tym, jak poradzili sobie w końcówce pierwszej partii. Widzieli, że da się naruszyć naszą grę i że Polacy wcale nie są aż tak groźni. To podopieczni Lozano odskoczyli na trzy oczka, choć tylko na moment – u nas bowiem znów zadziałała obrona, a przy siatce nie do zatrzymania był Wilfredo Leon. Problemem była za to nasza zagrywka, spadły w zasadzie wszystkie jej wskaźniki, a skorelowało się to akurat ze wzrostem wartości serwisu u rywali.
A że we współczesnej męskiej siatkówce to element niezwykle ważny, to Ukraina na tym zyskiwała. I ostatecznie, choć do końca gra była naprawdę wyrównana, lepiej poradzili sobie nasi rywale. To oni wygrali tego seta i na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 1:1.
Na tyle jednak było stać Ukrainę. W trzeciej partii jeszcze walczyli, ale tylko do pewnego momentu. Wreszcie zaczęli opadać z sił, więcej psuli – również z pola serwisowego. U nas świetnie wciąż grał Leon, a momentami dołączali się do niego czy to Tomasz Fornal, czy Artur Szalpuk, czy Kamil Semeniuk, czy Bartłomiej Bołądź. W zasadzie każdy z nich dodał coś od siebie, zdarzało się, że punkty dorzucali też środkowi. Było więc sporo opcji na rozegraniu i to też pomagało, a Polacy dobrze radzili sobie również przy sytuacyjnych, trudniejszych piłkach. Trzeciego seta wygrali odskakując w drugiej połowie partii.
IDEALNY ATAK BOŁĄDZIA… 😅🔎 #VNL pic.twitter.com/QfYIYHAJqc
— Polsat Sport (@polsatsport) July 30, 2026
W czwartym nie było już historii – triumfowali 25:17 i od początku mieli przewagę. Świetnie atakowali, znakomicie pracował blok i ostatecznie – mimo wpadki w drugim secie – stosunkowo pewnie wygrali całe to spotkanie.
Teraz czeka ich trudniejszy sprawdzian, bo mecz ze Słowenią. Od pewnego czasu Polacy wyzbyli się już tej „klątwy” związanej z tą reprezentacją, ale przekonamy się, czy ta w Chinach nie wróci. Ten mecz w sobotę, rano polskiego czasu.
Polska – Ukraina 3:1 (25:22, 22:25, 25:20, 25:17)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix