Komu Złotą Piłkę, komu? Mundial tylko sprawę skomplikował

Sebastian Warzecha

20 lipca 2026, 19:41 • 10 min czytania 72

Reklama
Komu Złotą Piłkę, komu? Mundial tylko sprawę skomplikował

Przed finałem faworytem był Leo Messi. Ale teraz? Teraz to niczego nie wiadomo. Głosujący w plebiscycie Złotej Piłki będą mieli twardy orzech do zgryzienia, a nas czekać może w zasadzie najciekawsza edycja od lat. Kandydatów do tej nagrody jest bowiem co najmniej kilku. Każdy ma argumenty za, ale i te świadczące przeciw przyznaniu mu Balona. Kto trzyma więc w ręku najmocniejsze karty? I czy w ogóle kogoś takiego da się wskazać?

Reklama

Złota Piłka się zbliża. Potencjalnego zwycięzcy brak

Gdyby Anglia utrzymała przewagę w półfinale z Argentyną, wskazałbym na Harry’ego Kane’a. Pisałem zresztą o tym właśnie przed tamtym spotkaniem – dla Anglika miały to być dwa mecze prawdy, bo przecież od 30 lat nikt z Bundesligi tej nagrody nie zdobył, a i jemu trzeba było trochę „dołożyć”, żeby głosujący zechcieli spojrzeć na niego łaskawszym okiem.

CZYTAJ TEŻ: ZŁOTA PIŁKA JAK ZŁOTY ZNICZ. HARRY, ZŁAPIESZ JĄ?

Bo owszem, jest Kane piłkarzem zjawiskowym. Znakomitym napastnikiem, co w dodatku haruje na całym boisku. Sęk w tym, że wygrał w tym sezonie dublet na krajowym podwórku, ale Ligi Mistrzów się nie udało. Mimo tego że i tam strzelał jak na zawołanie. A sama Bundesliga – jako się rzekło – to trochę mało.

Reklama

Trzeba więc było dołożyć. A tu problem: Harry postrzelał na mundialu, jednak w ćwierćfinale to Jude Bellingham nieco go przyćmił, zdobywając obie bramki i wprowadzając Anglię do najlepszej czwórki. Półfinał miał być więc niezwykle cennym dla Kane’a meczem, szansą na udowodnienie całemu światu, że to jemu należy się ta nagroda. A przecież sam przyznawał, że Złota Piłka to coś, co niebywale go motywuje, jako nagroda za sukcesy – indywidualne i klubowe.

Tyle że w półfinale Kane był niezwykle wręcz słaby. Niby pracował, niby walczył w tyłach, ale nie zrobił nic, co byłoby warte zapamiętania. A wszystkim w pamięci utkwiła z kolei Anglia wypuszczająca z rąk przewagę w ostatnich minutach. Mecz o trzecie miejsce – wygrany po szalonej wymianie ciosów z Francją – też niczego Harry’emu nie dodał, bo ten nie grał. A na domiar złego bramkę ustalającą wynik (i to dość ładną) strzelił wprowadzony z ławki Jude Bellingham.

CZYTAJ TEŻ: FATALNY KANE, ŻENUJĄCA ANGLIA ODPADA

On i Bukayo Saka – zdobywca hat-tricka – przyćmili Harry’ego na finiszu rozgrywek. Jego sześć bramek zdążyło nieco przykryć się kurzem. Siedem goli i trzy asysty Bellinghama – wręcz przeciwnie.

Reklama

A jak wyrastają nad ciebie w takim momencie koledzy z kadry, to trudno liczyć, że wpadnie Złota Piłka. Natomiast: Harry pewnie wciąż ma szansę, powinien być w TOP 5, może nawet w TOP 3 głosowania. Ale czy wygra? Na to trudno liczyć.

Jeśli jednak nie on – to kto?

Złota Piłka bez faworyta. Dawno tak nie było

W erze Leo Messiego i Cristiano Ronaldo w zasadzie wystarczyło rzucić monetą, by zdecydować, który z nich sięgnie po Złotą Piłkę. Luka Modrić to przerwał, owszem, ale przed galą był faworytem i jego triumf nie zdumiał. Podobnie ten Karima Benzemy z 2022 roku czy Ousmane’a Dembele z ostatniej gali. W zasadzie zaskoczyła jedynie wygrana Rodriego, ale to dlatego, że w ostatniej chwili okazało się, że to jemu, a nie Viniciusowi przypadnie Złota Piłka.

Hiszpan był jednak tym drugim kandydatem do triumfu. To też nie było tak, że był to triumf zaskakujący, czy że przed nim nie spodziewano się potencjalnego zwycięstwa Rodriego.

Reklama

A więc w przeszłość. 2007 rok też nie zaskoczył, bo wygrał Kaka, w pełni zasłużenie. 2006? Fabio Cannavaro może i był pewną niespodzianką, ale też mistrzem świata, który świetnie na mundialu zagrał. 2005? Raczej wszyscy byli zgodni, że Ronaldinho Złota Piłka się po prostu należała. Czyli rok 2004 i triumf Andrija Szewczenki, to chyba gdzieś w tych rejonach należy szukać niespodzianki – bo na dwóch kolejnych miejscach byli Deco i Ronaldinho, obaj raczej faworyzowani ponad Ukraińcem.

A dalej robi się jeszcze ciekawej. Pavel Nedved (choć wbrew twierdzeniom wielu – grał znakomity rok) nad Thierrym Henrym w 2003 czy o dwa lata wcześniejszy werdykt i Michael Owen wygrywający kosztem Raula. To „wyroki” po latach uznawane za niesprawiedliwe i niespodziewane. Natomiast i wtedy Złota Piłka miała wyraźnego faworyta czy dwóch. A więc: sensacja, nie niewiadoma.

Dziś naprawdę jest inaczej.

Właściwie z miejsca można bowiem wskazać pięć, może i sześć nazwisk ludzi, którzy na tę nagrodę zasługują na tyle, by móc wierzyć, że ją dostaną. Większość z nich jeszcze na etapie półfinałów mogła mieć nadzieję, że potencjalny triumf w mistrzostwach o wszystkim zdecyduje, przechylając szalę na ich korzyść. A wygrała Hiszpania, co tylko wszystko skomplikowało… w zasadzie dokładając dodatkowych kandydatów.

Reklama

Lista chętnych

Załóżmy, dla uproszczenia, że nie bierzemy pod uwagę nikogo spoza najlepszej czwórki mistrzostw świata. Założenie to o tyle proste, że w zasadzie trudno byłoby wskazać kogoś innego – może pretensje mógłby zgłaszać Erling Haaland, ale, no właśnie, gdyby Norwegia wygrała z Anglią, czyli weszła do półfinału. A tak? No nie, Vinicius czy Raphinha nie mają w tym sezonie do Złotej Piłki żadnych argumentów, Niemcom od kilku lat brak piłkarza, który mógłby powalczyć o Złotą Piłkę. Portugalczycy mają podobnie, a Włosi… nie no, nie znęcajmy się.

Kto więc może – albo przynajmniej mógł do niedawna – mieć jakieś nadzieje?

Pewnie dwaj Francuzi, czyli Michael Olise i Kylian Mbappe. Beznadziejny występ przeciwko Hiszpanii zdaje się, że drzwi obu jednak zamknął, a mecz z Anglią w zasadzie był dopełnieniem tego stanu rzeczy. Olise miał znakomity sezon klubowy, owszem, ale to ten sam przypadek co i Kane: Bayern jest jeszcze nieco medialny, ale Bundesliga w skali światowej stoi na uboczu. Dopóki nie wygrywa się Ligi Mistrzów, to wiele osób ją ignoruje. Mistrzostwa inaczej – siedem asyst robiło wrażenie.

Sęk w tym, że Olise mógł – a nawet powinien – mieć gola czy dwa w meczu o trzecie miejsce. I może gdyby do siatki trafił, dając przy tym Francji medal (bo był moment, kiedy wydawało się to jak najbardziej realne), to byłoby dziś inaczej.

Reklama

Kylian Mbappe i Michael Olise

Dwóch wielkich piłkarzy Francji, mających za sobą świetny i… przegrany mundial. Czy mimo to powalczą o Złotą Piłkę? Fot. Newspix

Mbappe strzelał za to jak najęty. 10 goli, miano króla strzelców mundialu i historyczny rekord, bo na finiszu wyprzedził Leo Messiego, zostając najlepszym strzelcem w historii mistrzostw świata. Kurczę, to osiągnięcia, które robią wrażenie. Medalu jednak z nich nie ma, a i w Realu Kylian mimo że sporo strzelał, to przegrał wszystko, co było do przegrania (do tego męczył się przez część sezonu z urazem). Ma jednak nazwisko i to może mu pomóc, podobnie jak wspomniane świetne statystyki.

(Z Francuzów w notowaniach do ZP nieźle stoi jeszcze obecnie Ousmane Dembele, w pewnym sensie obrońca tej nagrody, ale to chyba jednak nie ten sezon).

Reklama

Bliżej sukcesu może być Leo Messi. W kursach bukmacherów stoi różnie. Przed finałem był wielkim, ogromnym faworytem. Wystarczyło, żeby zagrał – i Argentyna – jak w poprzednich meczach. Dorzucił bramkę, może asystę albo coś jeszcze. I nawet gdyby było srebro, po dobrym meczu, to wydaje się, że przez nazwisko i tak dobry turniej – głosujący wybraliby właśnie jego. Messi grał jednak jak cała Argentyna – fatalnie. Bezradność Albicelestes to obrazek, który z pewnością zostanie w głowach wielu osób.

Leo Messi

Czy porażka w finale zabierze Leo Messiemu potencjalną Złotą Piłkę? Fot. Newspix

Pytanie: czy aż do głosowania? Czy jednak gdy do niego przyjdzie, to okaże się, że magia Leo i jego bramek oraz asyst jest silniejsza od tego, co stało się w finale? Czy fakt, że nie gra w mocnej lidze i klubie mu zaszkodzi, czy zostanie zignorowany?

Reklama

Pytań w przypadku Argentyńczyka jest naprawdę dużo, ale o tym, jak dobry mundial grał przed finałem, najlepiej świadczy fakt, że faktycznie zdawało się, że dostanie kolejną Złotą Piłkę. Inna sprawa, że świadczy to – no właśnie – o rozdrobnieniu konkurencji.

Bo i Hiszpanom brak wybitnego kandydata.

Mistrzowie znów sami sobie zaszkodzą?

W 2010 roku Hiszpanie mieli przy okazji Złotej Piłki problem. Problemem była znakomita, wybitna drużyna. Dziwnie to brzmi, co? Ale tak właśnie było, bo głosy rozłożyły się na wielu zawodników. Wygrał wówczas Leo Messi (22,65% głosów), a reprezentanci La Furia Roja byli odpowiednio:

  • 2. Andres Iniesta – 17,36%.
  • 3. Xavi – 16,48%.
  • 7. Iker Casillas – 2,90%.
  • 8. David Villa – 2,25%.
  • 10. Xabi Alonso – 1,52%.
  • 11. Carles Puyol – 1,43%.
  • 20. Cesc Fabregas – 0,22%.

Messi wygrał z Iniestą o 5,29% wszystkich głosów. Te oddane na Villę, Alonso, Puyola i Fabregasa dają razem 5,42%. Nie trzeba nawet urywać niczego Casillasowi czy Xaviemu. Oczywiście, że to nie tak prosta matematyka i gdyby ktoś nie zagłosował na Alonso, to mógłby na Messiego. Jasne, ale pokazuje to, że po części Inieście triumf „zabrali” koledzy, na czele z Xavim (a ten mógłby powiedzieć, że zrobił to Andres).

Reklama

Ogółem w tamtym głosowaniu Hiszpanie otrzymali ponad 40% głosów. Żaden z nich nie mógł się jednak cieszyć ze zwycięstwa. Messi był za to jedynym Argentyńczykiem wśród piłkarzy, na których głosowano. I wygrał.

Teraz może być podobnie. To znaczy: pewnie trafi się jeszcze jakiś reprezentant Albicelestes, skoro ci doszli do finału. Natomiast Hiszpanie mają wszystko, by było ich w tym zestawieniu najwięcej, bo cała drużyna zagrała na tym turnieju genialnie, a wyróżniali się i ci piłkarze, co zazwyczaj są w cieniu – Marc Cucurella, Pedro Porro, Pau Cubarsi, może ktoś (mimo że ten bronił mało) zdecyduje się nawet na rzucenie głosu na Unaia Simona, a i Fabian Ruiz – który wygrał też przecież Ligę Mistrzów z PSG i zarówno tam, jak i na mundialu był istotnym ogniwem swoich zespołów – powinien ich trochę otrzymać.

Czy jednak ma Hiszpania kogoś w pełni gotowego na zgarnięcie Złotej Piłki za sezon 2025/26? Nie do końca. Gdyby jednak chcieć wskazać dwóch gości, co mogą ją zdobyć – przy pomyślnych wiatrach i dobrej kampanii „promocyjnej”, no to są to Lamine Yamal i Rodri.

Trzeci hiszpański Balon?

W zasadzie ten pierwszy potrzebuje tylko tego dobrego wiatru. Promocję to on akurat ma i momentami nawet większą, niż zasłużona. Bo ten sezon w wykonaniu Lamine’a wybitny nie był. Liczb nie ma złych, a wręcz naprawdę dobre (24 gole i 18 asyst we wszystkich rozgrywkach klubowych – dane za Transfermarktem), ale niezłe spotkania przeplatał tymi naprawdę słabymi. Dużo zabrał mu uraz z pierwszej połowy sezonu, długo nie był po nim w formie.

Reklama

Grał Lamine w zasadzie zrywami – raz znakomicie, raz gorzej. Na mundialu też. Sporo zawalał, wikłał się w niepotrzebne dryblingi, zanotował jednego gola i wywalczył karnego w półfinale z Francją – to wszystko z jego udziałów przy bramkach. Owszem, był dla taktyki Hiszpanów przydatny, ściągał uwagę obrońców, potrafił utrzymać się przy piłce, tworzył szerokość boiska – to wszystko prawda. Gdyby jednak nie to, jaki ma już status, gdyby nie historia z rywalizacją z Messim w finale i gdyby nie fakt, że jest wciąż nastolatkiem, a już zdobył mistrzostwo.

No, gdyby nie to wszystko, to raczej nikt w tym momencie by na niego nie stawiał. PR jest jednak przy rywalizacji o Złotą Piłkę istotny. Zarówno ten pozytywny, jak i negatywny (o czym przekonał się Vinicius). A Lamine zdecydowanie więcej ma tego pierwszego.

Zdaje się jednak, że uczciwiej byłoby postawić na Rodriego, wybranego najlepszym graczem mundialu. Bo i faktycznie, o ile sezon klubowy miał średni, o tyle na mistrzostwach urósł do swojej reputacji pomocnika wybitnego. Był gigantem i jak gigant rządził środkiem pola. Nie „środkiem pola Hiszpanów”, ogólnie brał właściwie co mecz we władanie tę część murawy. Każda akcja miała jego stempel, dyrygował grą Hiszpanii, był fenomenalny.

Rodri

Reklama

Rodri z nagrodą dla najlepszego piłkarza mundialu. Fot. Newspix

Czy jednak to wystarczy do Złotej Piłki?

Ma Rodri ten atut, że już raz ją wygrał. Znają go głosujący, wiedzą o jego klasie. W dodatku Złota Piłka, ale ta mistrzostw świata, też pomaga. Wiadomo, nie zawsze jej triumfator wygrywa też ZP za rok czy sezon (Oliver Kahn najlepszym przykładem, aczkolwiek wtedy przyznawano to trofeum przed finałem), ale to mocny argument. No i: to wszystko głosujący mają na świeżo. Fakt, że Manchester City przegrał i w lidze, i w Lidze Mistrzów jest już nieco zapomniany.

A mistrzostwa świata żyją.

Reklama

***

Komu wy przyznalibyście Złotą Piłkę? Ktoś z wymienionych? A może zaskoczenie? Dajcie znać w komentarzach, nawet jeśli tym kimś jest Mikael Ishak czy Bartosz Nowak (choć może lepiej nie szarżujcie z Miletą Rajoviciem – wszystko ma w końcu swoje granice).

Fot. Newspix

Reklama

 

72 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Prezydent UEFA zbojkotował finał mundialu. Coraz gorsze stosunki z FIFA

Braian Wilma
9
Prezydent UEFA zbojkotował finał mundialu. Coraz gorsze stosunki z FIFA