Podolski kontra Fenerbahce. Wojna, która zaczęła się dawno temu

Wojciech Górski

21 lipca 2026, 13:38 • 6 min czytania 4

Reklama
Podolski kontra Fenerbahce. Wojna, która zaczęła się dawno temu

Kiedy Górnikowi Zabrze wylosowano kulkę z napisem „Fenerbahce” nie było chyba w klubie osoby, którą ucieszył ten niezbyt łaskawy los. Z wyjątkiem Lukasa Podolskiego. To znowu wy, stare dranie.

Reklama

– Może emerytura powinna trochę poczekać i nadszedł czas, by znów założyć buty i walczyć! – zażartował Lukas Podolski, gdy stało się jasne, że jego Górnik Zabrze w walce o Ligę Mistrzów zagra z Fenerbahce.

– Zabawne, jak działa czasami piłka. Mój pierwszy oficjalny mecz jako właściciela Górnika odbędzie się w Turcji, przeciwko Fenerbahce. Dla osoby, która była częścią jednych z największych piłkarskich derbów i dumnie reprezentowała Galatasray, to wyjątkowy moment – napisał.

Reklama

Choć pierwszy oficjalny mecz Poldiego w roli właściciela Górnika miał miejsce przeciwko Lechowi w Superpucharze – nie ma to większego znaczenia. Bo choć taka deklaracja ze strony wielu piłkarzy byłaby czystą kurtuazją, to akurat nie w tym przypadku.

Lukas Podolski od początku czuł powagę derbów Stambułu. I rywalizację z Fenerbahce traktował śmiertelnie poważnie.

Podolski: Nigdy nie przeszedłbym do Fenerbahce

Co by o Lukasie Podolskim nie mówić – to gość, który piekielnie mocno przywiązuje się do swoich klubów. I to wcale niekoniecznie tych najsłynniejszych – grał przecież w Bayernie, Arsenalu, Interze. A najwięcej miejsca w jego sercu zajmują FC Koeln i Górnik Zabrze.

Ale w tym wyjątkowo pojemnym serduchu jest też miejsce dla Galatasaray.

Reklama

– To największy klub w Turcji. Wspaniale jest tu być – mówił już podczas pierwszej konferencji prasowej. I dodawał:

– Nie interesuje mnie, co robi Fenerbahce. Nie interesuje mnie, kogo ściągają. Nie mają dla mnie znaczenia. Koncentruję się na swojej drużynie.

A w końcu było o czym myśleć. Derbowy rywal przeprowadzał wówczas prawdziwą transferową ofensywę, ściągając do klubu Robina van Persiego, Naniego czy Simona Kjaera. Kiedy szykował się do swoich pierwszych derbów, Podolski znów podgrzewał atmosferę:

– Wiem o nich wszystko. Koledzy z drużyny i ludzie w klubie opowiadali mi o ogromnym znaczeniu derbów. Ale ja wiedziałem o tym już wcześniej, bo mam wielu tureckich przyjaciół w Kolonii. Rozmawiałem też z Joegim Loewem [w przeszłości prowadził Fenerbahce – przyp.]. Opowiadał mi o nich ze szczegółami. Naprawdę nie mogę się doczekać – mówił w rozmowie z Kickerem.

Reklama

Robin van Persie i Lukas Podolski

– Nigdy nie przeszedłbym do Fenerbahce. Z moją przeszłością w Galatasaray byłby to bardzo zły krok – dodawał, gdy lata później Sinan Gumus, były zawodnik Galaty, przechodził do lokalnego rywala.

W Podolskim niechęć do wszystkiego co żółto-czarne trwa od momentu podpisania umowy z Lwami. I trwać pewnie będzie do końca świata.

Wystarczy rzucić okiem na ten filmik, gdy jeden z fryzjerów chciał zażartować z napastnika, zarzucając mu na szyję koszulkę Fenerbahce:

Reklama

Najważniejsza bramka w Turcji

Tylko, że na boisku wcale tak kolorowo nie było. Nie dość, że w obu sezonach Poldiego mistrzostwo trafiało do Besiktasu, kolejnego zespołu ze Stambułu, to jeszcze jego zespół zawsze finiszował za Fenerbahce. W pierwszym sezonie zajął dopiero szóste miejsce, w drugim – czwarte.

Ukojenia nie przynosiły napastnikowi też bezpośrednie ligowe starcia, bo w nich Podolskiemu nie udało się wygrać… ani razu. I to niezależnie czy był piłkarzem Galatasaray (dwa remisy, dwie porażki), czy – później – Antalyasporu (dwa remisy, porażka).

Reklama

– Czuję, że jestem winien naszym kibicom przeprosiny. Dzięki waszemu wsparciu zrobiliśmy wszystko by wygrać, ale w piłce nie zawsze zwycięża lepszy. Niestety, były to moje ostatnie derby w Turcji. Będę tęsknił za tą atmosferą – stwierdził Podolski po swoim ostatnim derbowym starciu.

Nie oznacza to jednak, że historia starć Podolski – Fenerbahce, to jedynie obraz klęsk niemieckiego napastnika. Bo najważniejsza bramka mistrza świata w Turcji padła właśnie w starciu z Kanarkami.

26 maja 2016 roku Galatasaray mierzyło się z Fenerbahce w finale Pucharu Turcji. – To była nasza jedyna szansa na jakiekolwiek sukces w tym sezonie. Liga nie układała się najlepiej. Potrzebowaliśmy tego – mówił po latach Podolski.

Galata wygrała 1:0 po trafieniu Poldiego. Atomowe uderzenie z lewej nogi? Nie tym razem. Snajper przyczaił się przy dalszym słupku, wyskoczył zza pleców obrońcy i głową umieścił piłkę po zgraniu przez kolegę i rzucie rożnym. Trafienie godne prawdziwego lisa pola karnego.

Reklama

„Dla takich chwil sprowadzono mistrza świata do klubu” – pisały wówczas tureckie media. A Podolski komentował w swoim stylu:

– Mój pierwszy gol przeciwko Fenerbahce? Wcale nie! Ten był drugi. Pierwszego strzeliłem w lidze, tylko mi nie zaliczyli.

– To wspaniały finał sezonu. Puchar zdobyty po mojej bramce jest czymś wyjątkowym. Dedykujemy to zwycięstwo naszym kibicom – dodawał.

Reklama

Miłość do Galatasaray pozostała

Zwycięstwo w finale Pucharu Turcji smakowało tym lepiej, że na ligowe zwycięstwo w derbach Galatasaray czekało… 21 lat. Lwom udało się przełamać dopiero w lutym 2020 roku, gdy Podolski był już piłkarzem Antalyasporu.

Mimo tego Poldi zareagował na sukces swoich były kolegów, publikując wspierający Galatę hasztag #MaislarBizimdir, z emotką lwa i zaciśniętej pięści. Wpis tak bardzo wkurzył kibiców z Antalyi, że musiał zostać usunięty.

– Sukcesy Galatasaray, tak jak każdego mojego byłego klubu, sprawiają mi radość. Nie zmienia to jednak faktu, że dziś gram dla Antalyasporu i jestem z tego dumny. Cała naprzód! – próbował później łagodzić rozgrzane tureckie głowy napastnik.

Reklama

Później, już z Japonii, wysyłał piłkarzom Galaty słowa wsparcia przed nadchodzącymi derbami.

– Moja turecka rodzino… Dziś jest dzień derbów. Odległość nie zmienia tego co czuję. Życzę powodzenia wszystkim zawodnikom, sztabowi i naszym wielkim kibicom. Bez względu na wynik pamiętajcie – jesteśmy Galatasaray.

Niezłe przywiązanie jak na gościa, który w klubie spędził jedynie dwa sezony, prawda?

Zwłaszcza, że wówczas Podolski był już legendą Koeln, miał za sobą grę w wielkich klubach i tytuł mistrza świata z reprezentacją Niemiec. Pobyt w Turcji mógł traktować jako zwykły skok na kasę, podchodzić do niego bez emocji. Skoro Gareth Bale mógł urządzić sobie wakacje w Realu Madryt, dlaczego Poldi nie miałby zrobić tego w Stambule?

Reklama

Ale Podolski nie jest taki. Rywalizacja z Fenerbahce zostanie z nim już na zawsze.

Górniku, zagraj jak za dawnych lat?

Historia Podolskiego sprawia, że zainteresowanie dwumeczem Górnika Zabrze z Fenerbahce wykracza jedynie poza Polskę i Turcję.

O zawodniku, który „kocha Górnik tak bardzo, że nie tylko zdecydował się zakończyć karierę, ale także go kupił” rozpisuje się agencja Reuters. O tym, że „historia zatoczyła koło” piszą niemieckie media. Historię właściciela Górnika przytaczał nawet „The Scottish Sun”, jako pretekst wykorzystując fakt, że zwycięzca może w kolejnej rundzie trafić na tamtejsze Hearts.

W Stambule zabrzańska ekipa będzie rzecz jasna skazana na porażkę, ale nikt nie chciałby sprawienia niespodzianki tak mocno jak jej nowy właściciel. Czy to misja zupełnie nierealna? Każdy urwany punkt byłby sensacją, ale skoro jeszcze nie tak dawno Fenerbahce potrafiło skompromitować się, przegrywając 1:6 z duńskim Nordsjaelland – w piłce wszystko jest możliwe.

Reklama

Zwłaszcza że wracający do europejskich pucharów Górnik, choć w roli underdoga, to ma coś do udowodnienia. W ostatnich 30 latach w Europie zagrał tylko raz i to krótko – w eliminacjach Ligi Europy został pokonany przez słowacki AS Trencin.

A przecież w przypadku Zabrzan zawsze będzie już do czego się odnosić – do wielkiego Górnika z Włodzimierzem Lubańskim, słynnych meczów z Romą czy oboma Manchesterami.

Aż chciałoby się powiedzieć: Górniku, zagraj, zagraj, jak za dawnych lat…!

Reklama

Fot. Newspix

4 komentarze
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama