Nieoczekiwanie Maja Chwalińska zakończyła tegoroczną przygodę z Wimbledonem na pierwszej rundzie. Polka przegrała nie tylko z Mananchayą Sawangkaew, ale także z kontuzją, która trapiła ją w dwóch ostatnich setach. Rozstawiona z dwudziestką tenisistka odniosła się do tego po spotkaniu.
Chwalińska: To jeden z najcięższych meczów w mojej karierze
Po sensacyjnym awansie do finału Roland Garrosa pojawiły się w przestrzeni medialnej głosy, że Chwalińska powinna otrzymać „dziką kartę” od organizatorów londyńskiej imprezy, żeby nie musieć grać w kwalifikacjach. Udało się. Karta została przyznana, a Polka była losowana jako zawodniczka rozstawiona.
W pierwszej rundzie trafiła na kwalifikantkę z Tajlandii. Nieprzyjemna rywalka, bowiem ograna już na trawiastych kortach w tym roku (w przeciwieństwie do Mai, dla której poniedziałkowy mecz był pierwszym oficjalnym na tej nawierzchni w tym sezonie), sprawiła trochę problemów Polce, jednak w wielu momentach popełniała proste błędy, a wyrównane gemy w większości lądowały na koncie naszej reprezentantki.
Chwalińska prowadziła 6:2, 5:3 i miała piłkę meczową. W trakcie wymiany Polka się jednak poślizgnęła i przegrała punkt, ale nie to było najgorsze. 24-latka złapała się za okolice kostki, a po gemie, który przegrała, poprosiła o pomoc fizjoterapeuty.
Od tego momentu tenisistka była „chodzącym bólem”. W trakcie spotkania zmagała się także z problemami z udem i plecami. Polka walczyła – nie tylko z rywalką, ale i urazami – i niestety ten bój przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Po spotkaniu 24-latka opisała swoją sytuację zdrowotną.
– Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie. (…) Tak naprawdę już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze. Uważam, że to nie było czysto fizyczne, tylko złożyło się na to dużo rzeczy. Poza stresem i intensywnym czasem, także to, że nie odbyliśmy perfekcyjnego przygotowania do Wimbledonu – mówiła Chwalińska, cytowana przez Interię.
– Ale cóż… Za mną nowe doświadczenie, jest to jeden z moich najcięższych meczów w karierze. Popłaczę sobie chwilę i będzie okej. Nie będę teraz ukrywać, że wierzyłam do końca, że mogę to wygrać. Chciałam po prostu zagrać jak najlepiej potrafię, ale też wiem, że z moim stylem gry, gdy coś takiego się dzieje, wtedy jest piekielnie trudno, bo nagle nie zagram pięciu winnerów z rzędu. To jest Wimbledon, więc nie chciałabym nigdy, jeśli – tak jak teraz skurcze – to nie jest ryzykowne i długoterminowo nie wpłynie na mnie negatywnie. Uważam, że byłby to błąd, aby wcześniej się poddać – dodała.
„Nie uważam, że jest to coś poważnego”
Polka pozostaje jeszcze w turnieju deblowym. Będzie rywalizować w parze z Austriaczką Sinją Kraus. Jej występ w deblu stoi jednak pod znakiem zapytania ze względu na zdrowie. Tenisistka poruszyła ten wątek w rozmowie z Tomaszem Lorkiem z Polsatu Sport.
– Nie jestem jeszcze na sto procent pewna, bo tak jak mówię, potrzebuję to sprawdzić, a nie chcę też ryzykować jakiejś większej kontuzji. Nie uważam, że jest to coś poważnego. Bardziej później wykluczyły mnie skurcze, ale trzeba sprawdzić – przyznała Polka.
MAJA 🥺🙏
Maja Chwalińska zabrała głos po porażce w pierwszej rundzie #Wimbledon 🎙️ Polka odniosła się do urazu, który całkowicie odmienił obraz spotkania. pic.twitter.com/ROfjuP8jPD
— Polsat Sport (@polsatsport) June 29, 2026
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix