Tegoroczny mundial stoi pod znakiem pożegnania legend. Najwyższy czas oswoić się z myślą, że na kolejnych mistrzostwach nie zobaczymy dwójki zawodników, która między 2008 a 2023 rokiem sięgnęła po trzynaście z piętnastu Złotych Piłek. Nie zagra na nich również jeden z najwybitniejszych pomocników w historii dyscypliny – i zarazem jeden z nielicznych piłkarzy, którym udało się przerwać wspomniany wyżej duopol. Zabraknie też bramkarza, który w ostatnich latach zrewolucjonizował grę na swojej pozycji i którego wielu również widziałoby w roli laureata Ballon d’Or. Pora więc zastanowić się – jakie to będzie pożegnanie?
Zacznijmy od tego, że obecne czasy rozpieszczają nas, jeśli chodzi o długowieczność gwiazd. W styczniu przygotowaliśmy najlepszą jedenastkę ostatniego ćwierćwiecza. Ośmiu zawodników ma dziś ponad 40 lat, a dwóch kolejnych szybko się do tego wieku zbliża. Sześciu z nich wciąż jest aktywnych, z czego pięciu to uczestnicy trwających mistrzostw świata.
Co najważniejsze, nie mówimy o zawodnikach, którzy pod koniec kariery pełnią rolę statystów. Ich wpływ na drużyny nie sprowadza się do bycia talizmanem. Leo Messi, który niebawem skończy 39 lat, wciąż jest postacią numer jeden w reprezentacji Argentyny i nikogo nie zdziwi, jeśli ponownie zostanie najlepszym piłkarzem mistrzostw. Cristiano Ronaldo w reprezentacji Portugalii to temat sporny – niektórzy twierdzą, że czas najwyższy, by selekcjoner już z niego zrezygnował – ale nie da się ukryć, że 41-letni CR7 wciąż robi w kadrze znakomite liczby, choć ostatnio niekoniecznie na wielkich turniejach. 40-letni Luka Modrić pozostaje centralną postacią reprezentacji Chorwacji, jej niekwestionowanym liderem i najlepszym piłkarzem. 40-letni Manuel Neuer nadal jest w takiej formie, że przed mundialem selekcjoner wręcz namawiał go na powrót do kadry – z powodzeniem.
Tym bardziej można żałować, że Polska nie awansowała na mundial. Obecność niespełna 38-letniego Roberta Lewandowskiego byłaby bowiem idealnym uzupełnieniem powyższego fragmentu.
Sztuka schodzenia ze sceny. Jak legendy żegnały się z mistrzostwami świata?
To, jak współczesne legendy rozstają się z futbolem z pewnością różni się od tego, jak odchodzili wielcy piłkarze XX wieku. Pele, król mundiali, trzykrotny mistrz świata, podczas swoich ostatnich mistrzostw miał jeszcze 29 lat. Sięgnął wtedy po złoto, a rok później zakończył grę w reprezentacji. Michel Platini? Pożegnał się z mundialami w wieku 31 lat, prowadząc Francuzów do brązu na turnieju w Meksyku – choć akurat w meczu o 3. miejsce nie zagrał – a wkrótce potem skończył karierę. Pomniki niemieckiej piłki – Franz Beckenbauer i Gerd Müller – w dniu swojego ostatniego meczu na mistrzostwach świata nie mieli nawet jeszcze 29 lat.

Müller pożegnał się z kadrą najlepiej jak mógł – jego ostatnim meczem w narodowych barwach był finał mundialu 1974, w którym wpisał się na listę strzelców. Beckenbauer dotarł jeszcze z kadrą RFN do finału mistrzostw Europy w 1976 roku, a swój reprezentacyjny rozdział domknął kilka miesięcy później. Johan Cruyff, również finalista turnieju z 1974 roku, zamknął etap kariery pt. „reprezentacja Holandii” trzy lata po swoich pierwszych i ostatnich mistrzostwach świata.
Nieco dłużej, ale nadal krócej niż obecni herosi, pograli urodzeni trochę później Diego Maradona i Franco Baresi. Baresi ostatni występ na mundialu zanotował w wieku 34 lat, Maradona – jako 33-latek. Przypadek Argentyńczyka jest tu szczególny – jego ostatnie mistrzostwa, w 1994 roku, zakończyły się przedwcześnie po oblanym teście antydopingowy. Generalnie widać jednak, że najwięksi znacznie rzadziej przeciągali swoje mundialowe historie do granic czwartej dekady życia.
– Nie miałem już paliwa. Z wiekiem pojawiła się rzeczywistość, w której to, co mogłem robić z dużą częstotliwością, będąc młodym, nie zawsze byłoby możliwe. Moją ambicją było odejść, gdy wciąż byłem w swojej najwyższej dyspozycji i to jest coś, czego ani trochę nie żałuję – wspominał po latach Platini.
Ronaldinho pożegnał się z mundialami jako 26-latek
Gra do czterdziestki z różnych względów nie była typowa także dla gwiazd przełomu tysiącleci. W przypadku Ronaldo Nazario przeszkodą były przede wszystkim kontuzje, ale nie zmienia to faktu, że Il Fenomeno ostatni raz na mundialu zagrał jako 29-latek. Ronaldinho, drugi wielki talent brazylijskiej piłki tamtego okresu, na swoich ostatnich mistrzostwach zagrał mając ledwie 26 lat – w jego przypadku to bardziej kwestia mało profesjonalnego podejścia do zawodu. Zinedine Zidane zapowiadając koniec kariery w wieku 34 lat, brzmiał jak człowiek kompletnie wypalony.
– Muszę słuchać swojego ciała. Nie mogę tego ciągnąć przez kolejny rok. W ostatnich dwóch latach nie udało nam się osiągnąć dobrych wyników. Kiedy nie osiągasz swoich celów, zaczynasz zadawać sobie pytania. Wiem, że nie jestem w stanie zrobić nic lepszego, niż zrobiłem do tej pory, a w moim wieku jest coraz trudniej. Nie chcę przechodzić kolejnego takiego doświadczenia, jak w ostatnich latach – tłumaczył Francuz.
Zidane kończył karierę w 2006 roku jako piłkarz Realu Madryt, po dwóch sezonach, w których Królewscy nie wygrali żadnego trofeum.
Ostatni występ „Zizou” śmiało można uznać za najbardziej ikoniczne pożegnanie postaci tego formatu w historii piłki nożnej, choć równocześnie za jedno z najbardziej kontrowersyjnych. Słynny cios „z byka” którym gracz Trójkolorowych potraktował Marco Materazziego z pewnością dał Zidane’owi rozgłos porównywalny – a może nawet większy – z tym, jaki przyniosłoby mu drugie mistrzostwo świata. Jednocześnie zostawił jednak rysę na jego wizerunku.

Wyjątkowo gorzkie wspomnienia ze swoich ostatnich mistrzostw świata ma też trzech znakomitych Hiszpanów. Xavi – przez lata mózg środka pola La Furia Roja, być może najwybitniejszy pomocnik swojej generacji – swój ostatni występ na mundialu zanotował w starciu z Holendrami w 2014 roku, gdy Oranje urządzili ekipie Vicente del Bosque pamiętne lanie 5:1. 34-letnia wówczas legenda Barcelony nie wystąpiła w kolejnych meczach z Chile (0:2) oraz Australią (3:0) i więcej już w reprezentacji nie zagrała. Tym koszmarnym dla Hiszpanów turniejem z kadrą pożegnali się również rok młodsi od Xaviego David Villa – zagrał we wspominanym meczu z Australią, nawet strzelił gola – i Xabi Alonso, który wystąpił w każdym z meczów fazy grupowej. Był to nadzwyczaj smutny początek zmierzchu wielkiego pokolenia, które w latach 2008-2012 całkowicie zdominowało najważniejsze międzynarodowe rozgrywki.
Hiszpańskie legendy z mundialem żegnały się na tarczy
Cztery lata wcześniej w RPA podobną historię przeżyli także podchodzący do turnieju z pozycji obrońcy tytułu Włosi. 36-letni Fabio Cannavaro, laureat Złotej Piłki z 2006 roku, mógł pozazdrościć partnerowi z defensywny, Alessandro Neście, pożegnania z kadrą po mundialu w Niemczech, bo jego ostatni taniec na mistrzostwach świata kojarzy się jednoznacznie z klęską Squadra Azzurra. Cannavaro wystąpił we wszystkich trzech meczach fazy grupowej, z których Włosi nie wygrali ani jednego, choć nie mierzyli się z piłkarskimi potęgami. Zremisowali z Paragwajem i Nową Zelandią, a na koniec przegrali ze Słowacją.
Tamta porażka była ostatnim występem Cannavaro w narodowych barwach.
Cannavaro przynajmniej miał jednak okazję pożegnać się z kadrą na wielkiej scenie. Inna włoska legenda, Gianluigi Buffon, po mistrzostwie świata z 2006 roku zaliczył jeszcze dwa mundiale: wspominany w RPA, gdzie doznał kontuzji w pierwszym meczu i pozostałe dwa spotkania opuścił, oraz w Brazylii, gdzie z kolei opuścił pierwsze mecz, a wrócił na dwa kolejne, zakończone porażkami i odpadnięciem Włochów z turnieju. Jego ostatni występ w kadrze w meczu o stawkę to przegrane baraże ze Szwecją o wyjazd na mistrzostwa świata w Rosji.
– To przygnębiające, że mój ostatni mecz zdecydował o tym, że nie zakwalifikowaliśmy się na mundial. Przykro mi. Nie z mojego powodu, ale z powodu Włoch. Zmarnowaliśmy coś, co mogło mieć wielkie znaczenie. Żałuję, że tak to się skończyło – mówił po tym bolesnym rozczarowaniu 39-letni wówczas bramkarz.
Mundial 2026 to koniec pięknej epoki. Jak zapamiętamy jej finał?
Z tej perspektywy Messi, Ronaldo, Modrić czy Neuer to fenomeny. Wszyscy są w okolicach czterdziestki – tylko Argentyńczyk jeszcze jej nie przekroczył – i wciąż trzymają się na wysokim poziomie. Nie są wyniszczeni przez kontuzje, które odbierałyby im radość z gry. Nie widać też u nich oznak wypalenia.
Choć ich gabloty już uginają się od trofeów, wciąż ewidentnie czują głód wygrywania.

Messi ma kontrakt z Interem Miami jeszcze do końca 2028 roku. Ronaldo chce dobić do tysiąca strzelonych goli w karierze i powinien to zrobić, bo brakuje mu już tylko 27. W przypadku Modricia mało kto odważy się kategorycznie stwierdzić, że Chorwat nie zagra jeszcze na najbliższych mistrzostwach Europy. Neuer zdążył już skończyć karierę w reprezentacji, a jednak nie oparł się możliwości rozegrania jeszcze jednego wielkiego turnieju. Na imprezę w Ameryce Północnej pojechał po sezonie, w którym znów udowodnił wielką klasę w Bayernie Monachium. Momentami bronił jak za najlepszych lat.
Można powiedzieć, że ta obsesyjna wręcz ambicja wygrywania w przypadku całej czwórki zwycięża nad rozsądkiem. Bo przecież każdy z nich nie musi już niczego udowadniać. Każdy miał też idealny moment na zejście ze sceny. Neuer zdążył to zresztą zrobić – mundial w Kanadzie, Meksyku i USA to dla niego przecież powrót z reprezentacyjnej emerytury.
Ronaldo po niepowodzeniu w Katarze mógł zrezygnować z kadry po wygranym finale Ligi Narodów. Modrić mógł powiedzieć „pas” jako srebrny, a potem brązowy medalista mundialu. Obaj mogliby się zadowolić tym, co już osiągnęli i nie ryzykować, że kolejny turniej brutalnie obnaży skutki upływającego czasu. Wszyscy kojarzymy seriale, które już miały idealne zakończenie, ale producenci zdecydowali się nakręcić jeszcze jeden sezon – w wielu przypadkach zupełnie niepotrzebny. Ten jeden turniej więcej dla wielkich piłkarzy może być czymś podobnym.
Trzeba jednak podkreślić, że Portugalczyk i Chorwat jednak wciąż mają na horyzoncie cel, którego do tej pory nie udało im się zrealizować. Messi natomiast w 2022 roku przeszedł grę zwaną futbolem, ale najwyraźniej uznał, że spróbuje zrobić to jeszcze raz, na wyższym poziomie trudności.
W tym sensie każdy z nich przypomina hazardzistę, który zgromadził już pokaźny stos żetonów, ale zbytnio kusi go wizja pomnożenia majątku, by wstać od stołu. Oczywiście w przypadku żadnego z nich na szali nie leży status legendy, bo tego im już nikt nie odbierze. Stawką jest tylko to, czy w ostatnich wspomnieniach zapiszą się jako wielcy zwycięzcy czy ci, dla których był to o jeden mundial za dużo.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix