48 reprezentacji na tegorocznym mundialu, 1248 powołanych zawodników. W tak licznym gronie po prostu muszą być ci, którzy mają za sobą historie nietypowe i niezwykle ciekawe na tle reszty. W jednym przypadku bardziej chodzi o sprawy czysto sportowe, w innych o kwestie życiowe. Przedstawiamy niektóre z nich.
Jest ich tak dużo, że jeden tekst byłby lekturą liczoną raczej w godzinach niż minutach, dlatego rozbijamy je na odcinki. Dziś część pierwsza, opisująca przypadki dwóch Koreańczyków oraz Haitańczyka i reprezentanta Republiki Zielonego Przylądka, która dopiero co sensacyjnie zremisowała z Hiszpanią.
Park Jin-seob (Korea Południowa, Zhejiang FC)
Dobitny przykład na to, że na rozwój niektórych karier trzeba po prostu poczekać. Jin-seob do 23. roku życia grał na poziomie trzeciej ligi koreańskiej. Miał szansę sezon wcześniej przejść do drugoligowego Daejon Citizen, ale zwolniony został menedżer Choi-moon Sika, który był zainteresowany jego sprowadzeniem i temat przestał być aktualny.
W 2018 roku Jin-seob zawitał na drugi poziom rozgrywkowy w kraju, tyle że jako zawodnik Ansan Greeners. Po dwóch latach wypromował się do… Daejon, więc z opóźnieniem, ale zaczął grać dla tego klubu. Wreszcie, w 2022 roku, sięgnął po niego ekstraklasowy Jeonbuk. Jako 27-latek w końcu zadebiutował w krajowej elicie. W listopadzie 2023, czyli już po zdmuchnięciu dwudziestu ośmiu świeczek na urodzinowym torcie, doczekał się premierowego występu w reprezentacji Korei Południowej.

Park Jin-seob podczas ubiegłorocznego meczu z Chinami.
Na dobre jej istotnym członkiem stał się dopiero latem ubiegłego roku i spodziewano się, że pojedzie na mundial. W inauguracyjnym meczu z Czechami waleczny środkowy pomocnik wszedł na boisko w 84. minucie.
W karierze klubowej cuda w jego życiu chyba już się nie wydarzą. W październiku skończy 31 lat, a kilka miesięcy temu po raz pierwszy wyjechał za granicę, żeby grać dla chińskiego Zhejiang FC.
Jens Castrop (Korea Południowa, Borussia M’gladbach)
To pierwszy w historii Korei Południowej zawodnik o mieszanym pochodzeniu, który zagrał w jej dorosłej reprezentacji. I drugi, po Cha Du-rim, urodzony w Niemczech. Tamten był jednak „pełnym” Koreańczykiem, natomiast w przypadku Castropa ojciec jest Niemcem.
22-latek grał dla niemieckich młodzieżówek od U-16 do U-21, ale w ubiegłym roku zdecydował się na zmianę reprezentacji. Szybko też otrzymał powołanie i we wrześniu zadebiutował przeciwko USA w towarzyskim starciu.
– Dorastając, zawsze wiedziałem, że nie jestem zwykłym Niemcem, jak inni w mojej klasie. Wiedziałem, że jestem co najmniej w połowie Koreańczykiem. To coś w twoim charakterze, co widzisz każdego dnia, gdy radzisz sobie z różnymi sytuacjami. Jesteś po prostu trochę inny niż stuprocentowe niemieckie dziecko. Zawsze wiedziałem, że jestem Koreańczykiem i chcę pomóc drużynie, pokazując innym, że można zmienić naród i zmienić kraj – mówił w marcu w rozmowie z fifa.com.
Zmiana drużyny narodowej zbiegła się z rozwojem jego kariery klubowej. Latem 2025, po czterech latach spędzonych w drugoligowej Norymberdze, za 4,5 mln euro przeszedł do Borussii M’gladbach. Pierwszy sezon w Bundeslidze miał średni: 25 meczów, 3 gole, 1 asysta. Na pewno zapamięta spotkanie z Koeln, w którym dwukrotnie trafił do siatki. Był rzucany po pozycjach. Grał jako prawy obrońca, prawy i lewy wahadłowy, lewoskrzydłowy oraz środkowy i ofensywny pomocnik.
Castrop mógłby się wykazać jeszcze bardziej, gdyby dwukrotnie nie obejrzał czerwonej kartki, przez co łącznie stracił aż pięć kolejek. Z Bayernem szybko wyleciał za atak wyprostowaną nogą w Luisa Diaza (po analizie VAR).
Z Wolfsburgiem nabuzowany podciął rywala w doliczonym czasie i sędzia odesłał go do szatni od razu, bez wsparcia technologii. Mentalnie jest nad czym pracować.
Na mistrzostwach świata na razie go nie oglądaliśmy, z Czechami siedział na ławce.
Roberto Lopes (Republika Zielonego Przylądka, Shamrock Rovers)
Ekipa Republiki Zielonego Przylądka to kopalnia ciekawych tematów. Mamy tu na przykład 38-letniego Stopirę, który wznowił karierę reprezentacyjną i pojechał na mundial, a nieco wcześniej jako kapitan drugoligowego Torreense poprowadził kolegów do sensacyjnego zwycięstwa nad Sportingiem w finale Pucharu Portugalii. Ba, to właśnie on strzelił w dogrywce decydującego gola z rzutu karnego.
Stopira to już jednak historia dość znana i szeroko opisana, więc skupmy się na innych. W pewnym momencie federacja RZL rozpoczęła zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwania nowych reprezentantów wśród zawodników urodzonych poza granicami kraju. Jednym z nich jest obrońca Roberto Lopes. Na świat przyszedł w Irlandii i od samego początku szkolił się w tamtejszych klubach. W dorosłym futbolu grał najpierw dla Bohemians, a potem dla Shamrock Rovers, którego koszulkę zakłada do dziś, często razem z opaską kapitańską. Z Shamrock już trzykrotnie występował w fazie ligowej/grupowej Ligi Konferencji. Raz nawet udało się wejść do fazy pucharowej, gdzie po zaciętym dwumeczu lepsze okazało się Molde.
Lopes nie spodziewał się bogatej kariery reprezentacyjnej. Na początku zaliczył jeden mecz w kadrze Irlandii U-19 i tyle. W 2018 roku, gdy grę w piłkę łączył jeszcze z pracą doradcy inwestycyjnego, otrzymał na LinkedIn wiadomość od ówczesnego selekcjonera Republiki Zielonego Przylądka, Ruiego Aguasa z zaproszeniem do gry w tamtejszej reprezentacji. Była taka możliwość ze względu na pochodzenie jego ojca. Wiadomość została jednak napisana po portugalsku, więc piłkarz uznał ją za spam. Po dziewięciu miesiącach Aguas odezwał się ponownie, tym razem po angielsku, a Lopes zorientował się, jaki błąd wcześniej popełnił i niemal od razu się zgodził.

– To był dość dziwny sposób komunikacji. Później wyjaśniono mi, że mieli trudności ze skontaktowaniem się z moim klubem, ale kiedy zobaczyłem, jaka szansa się przede mną otwiera, od pierwszej minuty byłem na nią zdecydowany. Od razu zaczęliśmy pracować nad dostarczeniem całej niezbędnej dokumentacji – opowiadał przed mundialem agencji Reuters.
Zadebiutował w październiku 2019 roku, a po pandemii stał się żelaznym punktem defensywy RZP. Już dwa razy brał udział w Pucharze Narodów Afryki, dochodząc najpierw do 1/8, a potem do 1/4 finału.
W poniedziałek z Hiszpanią rozegrał pełne 90 minut i bez względu na ciąg dalszy, zapewnił sobie wspaniałe wspomnienia do końca życia.
Woodensky Pierre (Haiti, Violette AC)
Jedyny reprezentant Haiti na mundialu powołany z klubu haitańskiego. Sam fakt, że w kraju pogrążonym w chaosie po zamordowaniu prezydenta w 2021 roku i rządzonym przez gangi udaje się toczyć jakąś regularną klubową rywalizację jest godny podkreślenia.
W 2024 roku, po trzech latach przerwy, liga haitańska została wznowiona, choć na zmienionych zasadach. Obecnie nie ma normalnych spadków i awansów, są natomiast trzy regionalne grupy składające się z czternastu drużyn. Miało to na celu zminimalizowanie ryzyka i uniknięcie podróży przez stolicę Port-au-Prince, w której przemoc gangów najbardziej daje o sobie znać.
21-letni Woodensky Pierre poprzestał na debiucie w marcu tego roku z Islandią, gdy rozegrał 53 minuty. Mundialową inaugurację ze Szkocją oglądał jako rezerwowy. Dla niego mogłaby to być świetna okazja, żeby się pokazać i wyjechać. Bliski tego był już w 2024 roku, gdy pisano o poważnym zainteresowaniu Krywbasu Krzywy Róg z Ukrainy. Pojawiły się jednak problemy wizowe i transferu nie zdołano sfinalizować.

Selekcjoner Sebastien Migne początkowo powołał Woodensky’ego wyłącznie na podstawie nagrań. Na żywo nie mógł go zobaczyć. Mimo że pracuje z tą drużyną od ponad dwóch lat, ze względów bezpieczeństwa jeszcze nigdy nie był na Haiti (reprezentacja w eliminacjach jako gospodarz grała na terenie Curacao) i raczej nieprędko się to wydarzy.
Woodensky wychowywał się w slumsach Cite Soleil, dlatego od początku musiał być twardy na boisku i poza nim. – Ten zawodnik pochodzi z jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Haiti. Gra instynktownie, bo wcześnie nauczył się, że wahanie może wiele kosztować – opisywał go haitański dziennikarz Pierre Richard Midy w wywiadzie dla BBC.
Przez chwilę udział młodego pomocnika w mistrzostwach świata stał się zagrożony, bo miał problemy z wjechaniem na teren USA. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło i 3 czerwca Woodensky dołączył do kolegów. Być może jego czas na tej imprezie jeszcze nadejdzie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix