Meksyk pyta: dla kogo jest ten mundial? Ceny biletów wykańczają kibiców

Jakub Białek

11 czerwca 2026, 08:21 • 6 min czytania 11

Reklama
Meksyk pyta: dla kogo jest ten mundial? Ceny biletów wykańczają kibiców

Mieszkańcy Meksyku żyją w dwóch alternatywnych rzeczywistościach. Z jednej strony mają mundial na wyciągnięcie ręki, ale z drugiej – już dawno nie był on od nich tak odległy.

Reklama

Kiedy FIFA ogłaszała rozszerzenie mistrzostw świata do 48 reprezentacji, miał to być najbardziej inkluzywny i otwarty mundial w historii. Turniej, który miał być dla wszystkich, stał się imprezą dla elit. Kilka dni przed rozpoczęciem turnieju w Meksyku słychać pytanie: dla kogo właściwie jest ta impreza?

Astronomiczne ceny biletów na mecz otwarcia

Jeszcze nigdy w historii mistrzostw świata wejściówki nie kosztowały tak dużo. FIFA chwaliła się, że mecz otwarcia można obejrzeć za 370 dolarów. Ta cena nie brzmi jeszcze jakby była wzięta z kosmosu. Jest jednak jeden, poważny problem.

Ta kwota dotyczyła czwartej kategorii, stanowiącej zaledwie 1,5% pojemności stadionu. Została ona utworzona wyłącznie w celach wizerunkowych, tak żeby można było podać w oficjalnym przekazie rozsądne ceny wejściówek z dolnej półki. W praktyce ceny zaczynały się od około 750–1000 dolarów za bilety z trzeciej kategorii (wartość zakupu była zależna od momentu, w którym był on dokonywany), a najlepsze miejsca w kategorii pierwszej kosztowały nawet ponad dwa tysiące.

Tak, nadal mówimy o biletach na jeden, dziewięćdziesięciominutowy mecz.

Reklama

Nie muszę chyba dodawać, że dla przeciętnego mieszkańca miasta Meksyk to astronomiczne kwoty.

 

 

Reklama

Zobaczcie, jak liczna jest kategoria 4.

Mieszkam w Krakowie, ale urodziłem się w mieście Meksyk. Dobrze zarabiam. Jeżdżę na wiele meczów. Byłem już też na mundialu osiem lat temu. Płaciłem wtedy około 110 dolarów za bilet. Teraz zrobiła się z tego giełda. Istne szaleństwo. Kto może więcej zapłacić, ten dostanie bilet. Mam wśród znajomych hardcorowego fana piłki. Jeździ wszędzie za reprezentacją Meksyku, nawet na najbardziej bezsensowne mecze, kiedyś przyleciał nawet do Polski. W tym roku nie będzie go na meczu. I zgadzam się z nim. Sport nie jest już dla ludzi, a dla bogaczy. FIFA robi z tego interes. To boli mnie, że jestem w moim kraju i nie będę mieć szansy zobaczyć naszej drużyny. Nawet jeśli miałbym bilet, skorzystałbym z okazji i sprzedałbym go. Nie ma sensu – mówi nam Alberto, kibic, którego spotykamy w mieście Meksyk. Przyjechał w rodzinne strony, żeby poczuć atmosferę turnieju, ale nie z perspektywy stadionu.

Stolica tego latynoskiego kraju jest pełna kontrastów. Widzimy w niej wiele kolorów, ale nie wszędzie są to barwy pełne radości. Ludzie żyją na ulicach, rozbijają swoje obozy. Na alejkach kwitnie sprzedaż uliczna. Mówi się, że połowa obywateli tego kraju pracuje na czarno, nie odprowadzając żadnych podatków od swoich biznesów. Miasto pełne jest żebraków i bezdomnych. Wchodząc na dzielnicę Tepito – najniebezpieczniejszą w mieście, która z jakiegoś powodu przyciąga turystów – trzeba zapłacić lokalsom za ochronę. Przez niektóre dzielnice można przemieszczać się jedynie taksówką. Zwłaszcza, gdy masz białą skórę i drogą kamerę w plecaku.

Mediana miesięcznych zarobków w stolicy kraju wynosi równowartość około 3,5 tysiąca złotych. Oznacza to, że za jeden bilet z niższych kategorii trzeba było wydać niemal całą miesięczną pensję statystycznego mieszkańca miasta Meksyk. Nic dziwnego, że wielu Meksykanów nie traktuje mundialu jako własnego święta, a jako imprezę dla elit, która po prostu odbywa się w sąsiedztwie.

Reklama

Święto futbolu na tle narodowych problemów

Mundial miał być także powrotem do organizacji turnieju w krajach, które nie budzą wielkich kontrowersji związanych z prawami człowieka. Po Rosji i Katarze wiele osób liczyło na spokojniejszą narrację.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych szaleją napięcia polityczne, Kanada trzyma się z boku, a Meksyk ma własne, upiorne problemy. Według oficjalnych danych liczba osób uznanych za zaginione przekroczyła w tym kraju już 134 tysiące. Tylko w 2025 roku w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęło ok. 12 400 osób. Ponad połowa wszystkich zaginięć wydarzyła się po 2019 roku. Problem jest więc aktualny.

W wielu regionach kraju rodziny od lat samodzielnie prowadzą poszukiwania bliskich, ponieważ nie wierzą w skuteczność państwowych instytucji. Tworzą się całe kolektywy, które poszukują szczątków ciał w miejscach, które wskazują anonimowi informatorzy.

Reklama

Do tego dochodzi przemoc związana z działalnością karteli narkotykowych. Choć sytuacja jest lepsza niż w najbardziej brutalnych latach wojny narkotykowej, Meksyk wciąż należy do krajów o bardzo wysokim poziomie przestępczości. Szczególnie niebezpieczna pozostaje praca lokalnych dziennikarzy zajmujących się przestępczością, którzy stają się ofiarami gróźb, porwań i zabójstw. W zeszłym roku siedmiu przedstawicieli tego zawodu straciło życie.

To ogólnie nie jest najspokojniejszy czas w dziejach tego latynoskiego kraju. Dopiero co świat obiegły informacje o zamieszkach, do jakich doszło w Meksyku po zabójstwie El Mencho, czyli brutalnego barona narkotykowego, który trząsł nielegalnym rynkiem w całym kraju. W efekcie przygotowania do imprezy piłkarskiej wyglądają bardziej jak przygotowania do operacji wojskowej.

Najlepiej chroniona impreza w historii Meksyku

W trzech miastach-gospodarzach rozmieszczono około 100 tysięcy policjantów i żołnierzy. Funkcjonariusze mają pilnować stadionów, lotnisk, hoteli, stref kibica i najważniejszych szlaków komunikacyjnych.

Reklama

W użyciu będą drony, śmigłowce, samoloty patrolowe, tysiące kamer monitoringu, systemy rozpoznawania tablic rejestracyjnych oraz technologie antydronowe. Wszystko po to, by uniknąć sytuacji, która mogłaby zniszczyć wizerunek turnieju.

Wojsko widoczne jest na ulicach. Opancerzone samochody jeżdżą po mieście Meksyk, przygotowując się do turnieju. Policja stoi dosłownie na każdym kroku. Kiedy tylko próbujemy kamerować, funkcjonariusze podchodzą do nas i proszą o to, by nie nagrywać. Powód? Według meksykańskiego prawa, osoba, która zostanie przypadkiem złapana na kamerze, może rościć swoich praw na drodze sądowej. Tak nas przynajmniej poinstruowano.

Meksykanie często powtarzają jednak, że turyści funkcjonują tutaj według innych zasad niż miejscowi. Kartele unikają działań wymierzonych w zagranicznych gości, ponieważ turystyka przynosi pieniądze całym lokalnym gospodarkom. W interesie przestępców jest to, by restauracje i hotele dobrze prosperowały, żeby mogli ściągać z nich haracze. – Moi znajomi płacą nawet sto tysięcy pesos miesięcznie (20 tysięcy złotych). To są ogromne kwoty – mówi nam Kamil, Polak żyjący na co dzień w Meksyku.

Nie oznacza to oczywiście, że zagrożenie nie istnieje, ale wielu mieszkańców podkreśla, że kibic odwiedzający główne miasta turniejowe i niepakujący się w niebezpieczne dzielnice opuści kraj z jedynie wesołymi wspomnieniami.

Reklama

Po dwóch dniach spędzonych w mieście Meksyk mogę to potwierdzić.

Azteca – kultowa arena mundialowa

W samym centrum tej mundialowej opowieści znajduje się miejsce wyjątkowe – Estadio Azteca. Żaden stadion na tych mistrzostwach nie jest bardziej kultowy. To tutaj Brazylia Pelego zdobyła mistrzostwo świata w 1970 roku. To tutaj Diego Maradona najpierw strzelił Anglikom słynną „Rękę Boga”, a kilka minut później zdobył bramkę uznawaną za najpiękniejszą w historii mundiali.

Na potrzeby turnieju obiekt przeszedł modernizację wartą setki milionów dolarów. Powstały nowe strefy komercyjne, przebudowano część infrastruktury, wymieniono nagłośnienie i systemy techniczne. Azteca wygląda dziś nowocześniej niż kiedykolwiek.

Reklama

Wielu Meksykanów uważa jednak, że legenda stadionu została potraktowana po macoszemu. Na tej arenie odbędzie się zaledwie kilka spotkań, a mundialowa przygoda stadionu zakończy się już na etapie 1/8 finału. Dla obiektu, który widział największe momenty w historii piłki, brzmi to niemal jak zniewaga. Wielu uważa też, że kraj ma znacznie inne potrzeby niż unowocześnianie stadionu na imprezę, na którą i tak przeciętny Meksykanin nie wejdzie.

Kilka dni przed pierwszym gwizdkiem Meksyk wygląda więc jak kraj żyjący w dwóch równoległych rzeczywistościach. W jednej trwają ostatnie przygotowania do wielkiego święta na błyszczących stadionach. W drugiej ludzie pytają, dla kogo jest impreza, protestują przeciw skutkom inwestycji i przypominają o problemach, które nie znikną wraz z końcem turnieju.

Gianni Infantino stwierdził z okazji mundialu, że FIFA jest największym dostarczycielem szczęścia na świecie. I wraz z rozpoczynającymi mistrzostwami, zamierza znów go dostarczać.

Dotrze ono jednak do niewielkiego procenta Meksykanów.

Reklama
11 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama