11713 widzów na Polsat Plus Arena Gdańsk to rekord frekwencyjny w meczu reprezentacji kobiet. Nie przełożył się on jednak na świetny wynik. Polki po raz drugi przegrały z Francją. A to oznacza dwie rzeczy – po pierwsze, że spadają do Ligi B, po drugie, że sprawa awansu na mundial dość mocno się komplikuje, ponieważ trafiają do trudniejszej ścieżki.
Dobry start Polek, ale potem autostrada rywalek na naszej lewej stronie
Polki zaskakująco aktywnie rozpoczęły. Odzyskiwanie piłki na połowie rywalek, rzut wolny, strzał Ewy Pajor, gdy przebiła się w okolicach szesnastki Weronika Zawistowska. Kapitanka reprezentacji Polski, rozgrywająca już 110. mecz w narodowych barwach, uderzała z dobrego miejsca w szesnastce, ale zrobiła to bardzo niecelnie.
Ewa Pajor po raz 1⃣1⃣0⃣. w koszulce z orzełkiem na piersi!🇵🇱👏@GrupaORLEN @TeamORLEN #Materiałsponsorowany
__
2′ #POLFRA 🇵🇱🇫🇷 0:0 pic.twitter.com/AO8yvT4oij— Łączy nas piłka kobieca (@laczynaskobieca) June 5, 2026
Gdy to Francuzki próbowały zawiązać jakąś akcję, to była ona dobrze rozczytywana. Początek wyglądał obiecująco. Była też przecież jeszcze kontrowersja związana z Weronikę Zawistowską, która została kopnięta w polu karnym. Śmiało to mogła być jedenastka dla biało-czerwonych.
Gorsza gra Polek zaczęła się od głupiej straty Martyny Wiankowskiej. Dosłownie chwilę później objechała ją Delphine Cascarino, ale Kinga Seweryn nie dała się zaskoczyć strzałem z kąta. Francuzki zaczynały się trochę rozkręcać, także i pressować. Dobrze spisywała się niepozwalająca na dogodne szanse defensywa, chociażby dwukrotnie w krótkim czasie Paulina Dudek – najpierw w pojedynku biegowym, potem dobrze blokując dośrodkowanie. Ale prawe skrzydło Francuzek ewidentnie sprawiało kłopoty.
Najgroźniej było w 27. minucie, kiedy to prawa obrończyni Alice Sombath włączyła się do ofensywy, przepchnęła bardzo słabo wyglądającą tego dnia Wiankowską i dograła do Melvine Malard. Tylko czujność Oliwii Woś i jej świetny blok uchroniły nas przed utratą bramki. Dwie minuty później Cascarino (ciągle ta prawa strona) minęła zarówno Achcińską, jak i Wiankowską, ale znów w dobrym miejscu stała Woś. Polki przestały wychodzić z własnej połowy. W 33. minucie po raz kolejny już dała się wyprzedzić Wiankowska, lecz tym razem uratowała ją Kinga Seweryn. Odbiła strzał z bliska Malard.
PS a GKS Katowice już siedem lat temu pisał, że to obiecująca bramkarka!
14-letnia Kinga Seweryn to bardzo obiecująca bramkarka 🖐⚽
Już w sierpniu weźmie udział w konsultacji szkoleniowej reprezentacji 🇵🇱 do lat 15 👏 https://t.co/A3TtVnHpIF
— GKS Katowice (@_GKSKatowice_) August 6, 2019
Polki ograbione z prawidłowej bramki?
Jedna laga – strata, dwa podania – strata, pressing rywalek, piątki wybijane przez Seweryn, ofiarność Woś, wybijanie piłki na chwilę odpoczynku, ewentualnie wywalczenie jakiegoś faulu i co chwilę przegrywane pojedynki na naszej lewej stronie i nieskuteczność Malard – tak to wyglądało przez kilkanaście minut. I co?
I ta gnieciona przez Trójkolorowe nasza reprezentacja… poderwała trybuny po jednym z niewielu wypadów do przodu. Najpierw poskutkował on rzutem rożnym. Dośrodkowała z niego Paulina Tomasiak, a Constance Picaud początkowo piłkę złapała. Wpadła na nią Oliwia Woś, a Francuzka wrzuciła sobie piłkę do bramki. Arbiter początkowo… wskazała na środek boiska, zatem według niej gol był prawidłowy. Po konsultacjach jednak bramkę nam anulowano. Różnie tę sytuację można interpretować…
Już wydawało się, że pierwszą połowę z Francją zakończymy w dobrych humorach…
Gol dla Polski został jednak anulowany.
🔴 📲 OGLĄDAJ #POLFRA ▶️ https://t.co/5aOfir1e0O pic.twitter.com/bScuzIrva1
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 5, 2026
Polki świetnie prezentowały się w pressingu, wymianie podań do jakiejś 10. minuty. Przez 45 minut oddały dwa niecelne strzały. Rywalki coraz bardziej się nakręcały, znalazły słaby punkt, ale żaden z dziewięciu strzałów (trzech celnych) do naszej siatki nie wpadł.
PRZERWA
Po 1. połowie remisujemy z Francją!
__
HT’ #POLFRA 🇵🇱🇫🇷0:0 pic.twitter.com/WsDGrSFmoR— Łączy nas piłka kobieca (@laczynaskobieca) June 5, 2026
Błyskawiczny cios Francji w drugiej połowie
Minęło raptem 95 sekund drugiej połowy i Polki już przegrywały 0:1. Wszystko rozpoczęło się od straty Mileny Kokosz w środku boiska. Trzeba przyznać, spektakularna to zmiana Niny Patalon, bo Kokosz dopiero po przerwie pojawiła się na murawie i od razu nawaliła. Sakina Karchaoui jej piłkę zabrała, uciekła na dobrych kilka metrów i zagrała prostopadle do Malard, a ta wreszcie do siatki trafiła po kilku nieudanych próbach.
Polki mogły odpowiedzieć. W zasadzie to nawet powinny, bo Zawistowska od Araśniewicz dostała taką cudowną „kulkę”:

Ale jakoś tak wolno biegła, a i w ogóle chyba bardziej zależało jej na tym, żeby przeciwniczka w nią wpadła. Chociaż Nina Patalon wyskoczyła z pretensjami o faul, to jednak nasza zawodniczka ewidentnie takiego kontaktu szukała, zamiast poszukać na przykład Ewy Pajor po drugiej stronie.
Generalnie Polki zaczęły grać tak jak w pierwszych dziesięciu minutach. Za chwilę była inna kombinacyjna akcja Pajor – Kokosz – Zawistowska, ale do tej trzeciej doskoczyły dwie przeciwniczki i nie mogła oddać strzału. Potem z kolei Ewa Pajor świetnie nawinęła Francuzkę z prawej strony i uderzyła technicznie, tak trochę zza zasłony. Picaud jednak świetnie interweniowała i odbiła piłkę do boku. To były fajne momenty reprezentacji Polski.
Te fajne momenty skończyły się w 62. minucie. Ależ to była akcja dwójki Baltimore – Malard. Ta pierwsza zrobiła słynną ruletę Zidane’a, minęła Zieniewicz, sklepała z napastniczką, wbiegła pomiędzy trzy Polki i pewnie walnęła lewą nogą. Zrobiły to bajecznie.
Sporo później było walki, fauli, kulała przez pewien moment Ewa Pajor i trochę się zmartwiliśmy. Potem z kolei Achcińska została przez Lakrar kopnięta w taki sposób, że śmiało mogła za to wylecieć z boiska, ale znów w sytuacji 50/50 arbiter oceniła to na korzyść Francji. Dostała tylko żółtą kartkę.
Jeszcze dwa-trzy strzały obroniła Kinga Seweryn, natomiast Polki nie były w stanie nic specjalnego wykreować. Celny, ale zdecydowanie za lekki strzał oddała jedynie Paulina Maciążka.
Godny zanotowania na pewno frekwencyjny rekord, który został pobity o 691 osób. Poprzedni padł także w tych eliminacjach, w październiku 2025 roku podczas meczu z Holandią, który zakończył się remisem 2:2.
Nowy rekord frekwencji na meczu reprezentacji Polski kobiet 😍🇵🇱
🔴 📲 OGLĄDAJ #POLFRA ▶️ https://t.co/5aOfir1e0O pic.twitter.com/g8LrQL4Ck3
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 5, 2026
Szansa na awans jeszcze jest. Ale mała
Eliminacje u kobiet są bardziej skomplikowane i dość dziwne. Reprezentacja Polski rywalizuje w tzw. Lidze A o awans na mistrzostwa świata 2027. Bezpośrednio wchodzi na turniej tylko najlepszy spośród czwórki w grupie (Polska, Francja, Holandia, Irlandia) i cóż – nam do tego daleko. Polki można porównać na przykład do takiego Norwich City – wywalczają oni awanse do elity, ale potem okazują się na nią za słabi. No i niestety po czwartym meczu już wiadomo, że spadamy do Ligi B, z której niedawno w świetnym stylu udało się awansować.
Szansa na mundial wciąż jest, tylko że trzeba będzie się zmierzyć w dwustopniowym barażu – najpierw pokonać kogoś z Ligi B, a potem ograć jeszcze prawdopodobnie kogoś z Ligi A. Cały problem polega na tym, że czwarte miejsce w grupie oznacza ścieżkę drugą, nie pierwszą. Losowanie par 24 czerwca. Żeby dać sobie większą szansę, należało na pewno lepiej poradzić sobie z Irlandkami, które w rankingu FIFA są nam bliższe niż Trójkolorowe czy Holenderki (obie te ekipy to TOP 10).
Fot. Newspix