Stwierdzenie, że piłkarzom się „nie chciało”, jest jednym z bardziej populistycznych i kojarzy się ze stereotypowym Januszem, który wykrzykuje z kanapy podobne historie, ale… Cóż poradzić, że wczoraj momentami tak to wyglądało i – co ważniejsze – sami piłkarze jakby przyznawali w wywiadach, że faktycznie im się nie chciało?
Lewandowski mówi tak: – Wydaje mi się, że Ukraińcy byli minimalnie bardziej zdeterminowani i dlatego potrafili dwa razy postawić kropkę nad „i”.
Zieliński tak: – To był sparing i nie ma co ukrywać, że zabrakło trochę energii. Wiemy, na jakim etapie jesteśmy. To nie są bezpośrednie przygotowania do mundialu.
Oczywiście jeden i drugi nie użył konkretnie tych słów o braku chęci, ale przecież na spokojnie i bez manipulacji można to tak odbierać. Czy powiesz o determinacji, czy o braku energii, tym bardziej że „to był sparing i nie ma co ukrywać”, no to wszystko zmierza w jednym kierunku: nie bardzo się nam chciało. A jeśli takie słowa padają z ust kapitana i najlepszego zawodnika tej drużyny, to nie wygląda to wszystko najlepiej.
Zresztą, jeśli posłuchać Jana Urbana, to on pierwszej jedenastki też nie chwalił za zaangażowanie: – W drugiej połowie nie pokazaliśmy wielkiej gry kombinacyjnej, ale było dużo serducha z naszej strony, żeby zmienić wynik.
I pokusił się o jeszcze jedno stwierdzenie: – Ukraina pokazała, że potrafi utrzymać się przy piłce. Mają nowego trenera i to normalne, że w takim przypadku każdy zawodnik chciał się pokazać na maksa.
Czyli znów: tamtym chciało się jednak trochę bardziej, bo mają nowego trenera, u nas serducho pojawiło się dopiero w drugiej połowie, kiedy weszli debiutanci, no i siłą rzeczy dziwne by było, gdyby chociaż oni nie zostawili zdrowia na boisku. I cóż, po pierwsze – tłumaczenie naszego selekcjonera jest trochę absurdalne, gdyż można złośliwie odbić piłeczkę, że skoro do pokazania się na maksa potrzeba nowego szkoleniowca, to może i u nas warto wypróbować taki manewr (albo lepiej – co mecz, wtedy będziemy hulać!).
Po drugie jeśli „serducho” było po przerwie, to co było przed przerwą i co zrobimy z faktem, że liderzy tej reprezentacji na sto procent to raczej nie zagrali (w zasadzie mamy nadzieję, bo jakby to było sto procent…).
Mecz ze Szwecją doprowadził do pewnego paradoksu – reprezentację mimo porażki dało się znów lubić. Gdybyśmy przegrali z nimi tak, jak wczoraj z Ukrainą, czyli kompletnie bez stylu, to psa z kulawą nogą nie powinna interesować ta drużyna na kolejne miesiące, ale jednak pokazaliśmy trochę jakości, zaangażowania, gry do przodu i trudno było mieć do kadry większe pretensje. Natomiast jeśli zawodnicy nawet w „tylko sparingach” i „tylko Ligach Narodów” będą powtarzać takie występy, to po prostu zrujnują zaufanie, które wypracowali sobie razem z Urbanem przez ostatni rok.
Poza tym warto sobie uświadomić, że nie ma znaczenia, czy gra się sparing, czy cokolwiek innego – piłkarze tworzą REPREZENTACJĘ, więc kogoś REPREZENTUJĄ i występują z orłem na piersi. Zatem, jeśli ktoś czuje brak energii albo nie potrafi być tak samo zdeterminowany, jak rywal, to niech powie o tym przed meczem, a nie po meczu.
Będzie nam wszystkim łatwiej.