Futbol tylko dla prawdziwych twardzieli. Nawet Stallone wymiękł

Antoni Figlewicz

12 czerwca 2026, 09:56 • 5 min czytania 2

Reklama
Futbol tylko dla prawdziwych twardzieli. Nawet Stallone wymiękł

Nigdy nie lekceważ piłki nożnej. Nigdy. Bez względu na to, czy jesteś wielkim bokserem nie do powalenia czy nawet weteranem wojny w Wietnamie, futbol może dać ci nieźle w kość. Swego czasu przekonała się o tym niekwestionowana gwiazda kina akcji – Sylvester Stallone. Miało być łatwo, gładko i przyjemnie, a skończyło się paroma złamaniami i bardzo cenną lekcją wyniesioną z filmowego planu.

Reklama

„Ucieczkę do zwycięstwa” kojarzy wielu piłkarskich fanów. Film z 1981 roku opowiada historię więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego, którzy rozegrali mecz z reprezentacją swoich oprawców – wszystko dosyć mocno fabularyzowane, ale i z udziałem wielkich piłkarskich gwiazd. Na ekranie zagościł sam Pele, towarzyszyli mu choćby Bobby Moore i nasz Kazimierz Deyna. Po stronie aktorskich profesjonalistów oprócz Stallone’a wystąpili też Michael Caine czy Max von Sydow.

Konkretna produkcja, którą jedna z hollywoodzkich gwiazd trochę zlekceważyła. – Myślałem, że Rocky był ciężkim doświadczeniem, ale nigdy nie trenowałem tak intensywnie jak w tym przypadku. Byłem przekonany, że futbol to sport dla mięczaków, dopóki nie kopnęli piłki w mój brzuch i nie przekroczyłem granicy z Austrią z krwiakami na obu biodrach – wspominał po czasie Stallone cytowany przez Mirror.

Początkowa ignorancja kosztowała go jednak połamane żebra, wybity bark i złamany palec. Prawdziwa ścieżka zdrowia.

Jak Pele zmiękczył Stallone’a. Król nauczył Amerykanina szacunku do piłki

Za oceanem słyną z tego, że wielu nie uznaje piłki nożnej za poważną dyscyplinę sportu i raczej trudno ich wszystkich nawrócić. Dla nich football to ten z jajowatą piłką i szerokimi barami, a soccer to hobby drugiej kategorii. Za mało amerykańskie, by je naprawdę szczerze pokochać. Trochę się to może zmienia – globalizacja sprzyja wszak konwergencji, więc wiele zachodnich państw ma coraz bardziej podobne do siebie modele kulturowe.

Reklama

Amerykanie są jednak oporni, wolą raczej sami narzucać innym swoje mody niż przyjmować te napływowe. Jak tu jednak nie oddać się budowaniu kultu okrągłej piłki w Stanach, gdy tak wiele gwiazd powędrowało w ostatnim czasie do MLS. Leo Messi, Heung-min Son czy Rodrigo De Paul nadal tam grają. Wcześniej o sile tamtejszej ligi starali się stanowić David Beckham, Zlatan Ibrahimović czy Thierry Henry. Wszystko to jednak na długo po zaangażowaniu Stallone’a do roli bramkarza…

Sylvester Stallone

Sylvester Stallone nie spodziewał się, jak trudnym sportem może być piłka nożna

Niesforna i kapryśna gwiazda. Sly potrzebował nauczki

Dlatego też znany aktor nie wiedział, czego może się spodziewać i został bardzo brutalnie sprowadzony na ziemię w starciu z profesjonalnymi piłkarzami. – To był jeden z najgorszych momentów w moim życiu. Co za lanie dostałem! Do dziś mam złamany palec od próby zablokowania rzutu karnego, który strzelał mi Pele – wspominał w rozmowie z BBC Stallone. – Założył buty z czasów II wojny światowej, takie z metalowymi noskami, a piłka była ciężka jak kula armatnia – dwa razy grubsza i cięższa niż te współczesne. Uprzedzał mnie, że zamierza strzelić, a ja myślałem tylko: „Przecież to tylko piłka, o co tyle hałasu?”. Przeleciała obok mnie, zanim zdążyłem się ruszyć… Zrobił to jeszcze raz, przebijając siatkę i wybijając okno w koszarach, gdzie kręciliśmy. Facet, żarty sobie robisz? – żartował aktor.

Reklama

Przyznawał jednak, że ten popis nauczył go szacunku do piłki nożnej. Tyle że podobne lekcje odebrał Stallone także w innych kwestiach.

W tamtym czasie Stallone, jak sam zresztą przyznaje po latach, był bardzo arogancki. Kapryśny, butny, nieprzyjemny – zdarzało mu się być naprawdę trudnym w odbiorze, ale doświadczenia z planu „Ucieczki do zwycięstwa” uznaje za bardzo ważne dla kształtowania jego charakteru. Poirytowany popisami młodszego kolegi Michael Caine nauczył go punktualności, wyraźnie dając do zrozumienia, jak irytujące są opóźnienia w nagraniach wynikające ze spóźnienie Rocky’ego. Pele paroma kopnięciami nauczył go szacunku dla tego, co nieznane, ale i zwyczajnie imponujące.

A podpowiadający na planie Gordon Banks zrobił z niego przyzwoitego bramkarza. No, przy sporym wsparciu odpowiedniego montażu, też nie przesadzajmy. – Trochę boksowałem, wiele grałem w futbol amerykański, ale nigdy nie spotkałem się z takim sportem. Potrzeba w nim inteligencji, szybkości, wytrzymałości. No i trzeba mieć jaja – mówił ABC Sports aktor.

Reklama

Aktor cenił siłę dobrej historii opowiadającej o czymś więcej niż sport. Kto jak kto, ale filmowy Rocky dobrze wiedział, jak wielka jest siła takich filmów

Łatwiej zrobić piłkarza z aktora? Czy odwrotnie – aktora z piłkarza?

W czasie nagrań cała filmowa ekipa często omawiała postępy, jakie piłkarze czynili w aktorskim rzemiośle. Łatwo i tak wskazać na ekranie tych, którzy bez piłkarskich umiejętności załapaliby się najwyżej do „Trudnych spraw”, ale bardziej obeznani z kamerą towarzysze Pelego czy Deyny kolegów zgodnie chwalili. A kiedy trzeba było, udzielali im cennych wskazówek, chcąc się zresztą odwdzięczyć za regularne lekcje futbolu.

Te przyjmował nie tylko obijany niemiłosiernie Stallone. Michael Caine na ekranie zamienił się w byłego piłkarza angielskiego West Hamu, prawdziwego lidera, ale… no właśnie, to był tylko film. Po latach sam Pele przyznawał dyplomatycznie, że trochę trzeba było nad Cainem popracować. Krok dalej szedł w swoich wspomnieniach z planu Osvaldo Ardiles, w czasie kręcenia filmu aktywny piłkarz Tottenhamu i reprezentacji Argentyny.

W piłkę Michael grał po prostu okropnie. A na domiar złego nie był w stanie przebiec nawet kilkunastu metrów – mówił zawodnik, którego słowa po latach przytacza Express. Można sobie tylko wyobrazić, jak wiele zażenowanych spojrzeń wymienił z kolegami po fachu podczas filmowania „Ucieczki do zwycięstwa”.

Reklama

Dobra, na koniec proste pytanie. Czy taka kadra dałaby sobie radę na tegorocznym mundialu?

Reklama
2 komentarze
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama