Jemu idzie najlepiej po odejściu z Zabrza. Zaraz może być w Bundeslidze

Przemysław Michalak

15 maja 2026, 16:20 • 5 min czytania 2

Reklama
Jemu idzie najlepiej po odejściu z Zabrza. Zaraz może być w Bundeslidze

Wiele razy już podkreślaliśmy, że Górnik Zabrze w ostatnich latach stał się maszynką do promowania skrzydłowych. To przy Roosevelta pokazali się i ruszyli wyżej Kanji Okunuki, Lawrence Ennali, Ousmane Sow, Taofeek Ismaheel czy Daisuke Yokota, którego losami się zajmiemy. Na dziś to właśnie filigranowy Japończyk z tego grona radzi sobie najlepiej po odejściu ze śląskiego klubu.

Reklama

Yokota spędził w Zabrzu rok – wiosnę sezonu 2022/23 i jesień sezonu 2023/24. Sprowadzono go z łotewskiej Valmiery, w barwach której zebrał pierwsze poważniejsze szlify w seniorskim futbolu. Wcześniej szkolił się w Japonii i Niemczech, ocierając się też o piątoligowe rezerwy Carl Zeiss Jena.

W ten transfer mocno zaangażowany był Lukas Podolski. Yokota znajdował się już jedną nogą w austriackim Altach, ale Poldi dzwonił, namawiał, pokazywał filmiki z kibicami i gdy Austriacy zaczęli się lekko wahać, zawodnik zdecydował się na polski kierunek. Żadna ze stron nie żałowała.

Młody Azjata w zasadzie od razu udowodnił, że wie, o co chodzi w tej grze. Pokazał się jako klasyczny skrzydłowy z wyższej półki: szybki, przebojowy, umiejący dryblować, z dobrym uderzeniem, potrafiący podnieść głowę w stosownym momencie. W pierwszej rundzie w trzynastu meczach ligowych strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty. Uznaliśmy go trzecim najlepszym transferem Ekstraklasy za wiosnę 2023.

Uwagę przykuwała zwłaszcza jego umiejętność kiwania. Miał tu znakomite statystyki. Wiosną 2023 podjął 47 prób dryblingu, z czego aż 31 miał udanych (blisko 66% skuteczności). Jesienią z 44 prób wyszło 27, co daje 61% skuteczności.

Reklama

Yokota podkręcił też swoje konkrety w ofensywie, zdobywając siedem bramek i dokładając jedną asystę. Szczególnie dobrą miał drugą połowę października. Wtedy z tygodnia na tydzień strzelił po dwa gole Rakowowi Częstochowa i ŁKS-owi.

Szybko stało się jasne, że Górnik takiej perełki zbyt długo u siebie nie przetrzyma. Zanim jednak doszło do transferu, kontrakt piłkarza został przedłużony o dwa lata, do czerwca 2026, dzięki czemu klub miał znacznie lepszą pozycję negocjacyjną.

W styczniu 2024 sfinalizowana została sprzedaż Yokoty do KAA Gent za około 2 mln euro. 30% tej kwoty należało się Valmierii, ale i tak Zabrzanie zrobili świetny interes.

Reklama

Japończyk swoimi dalszymi losami nie przyniósł wstydu Ekstraklasie. Wręcz przeciwnie, choć nie zawsze miał z górki.

W Gandawie momentalnie wskoczył do podstawowego składu. W trzecim występie zaliczył asystę z St. Truiden. Trochę przypadkową, ale jednak. Był to gol dający prowadzenie, ostatecznie jednak Gent przegrał aż 1:4. Po czterech meczach Yokota doznał niestety poważnej kontuzji kolana i na boisko wrócił dopiero w nowym sezonie. W 2. kolejce doczekał się premierowego gola na belgijskich boiskach. Pokonał bramkarza Dender, ale punktów to nie dało (1:2).

Mimo że japoński skrzydłowy pierwsze trzy mecze sezonu 2024/25 rozegrał od początku, pod koniec letniego okienka zapadła decyzja o jego wypożyczeniu do FC Kaiserslautern. Niemal natychmiast zaskarbił sobie sympatię kibiców Czerwonych Diabłów.

Reklama

Już po kilku tygodniach stał się kluczowym zawodnikiem ofensywy i takim pozostawał do końca rozgrywek. Błysnął na przykład w meczu z Fortuną Duesseldorf (4:3), gdy strzelił gola i dołożył asystę.

Modelową akcją w jego wykonaniu była bramka zdobyta na stadionie Schalke. Bieg z piłką, swobodna zmiana kierunku i pewne wykończenie:

Yokota poprzedni sezon 2. Bundesligi zakończył z dorobkiem 25 meczów, czterech goli i trzech asyst. Wciąż miał wysoki procent skuteczności dryblingu (55%). Średnia not w „Kickerze” była co najmniej przyzwoita: 3,31.

Reklama

Nic dziwnego, że wzbudził zainteresowanie innych niemieckich klubów. Łączono go z ekstraklasowym St. Pauli, które jednak nie narzekało na nadmiar pieniędzy i ostatecznie go nie sprowadziło. Zdecydował się na to chcący walczyć o najwyższe cele na drugim froncie Hannover 96. Kibice Kaiserslautern byli niepocieszeni, bo ich ligowy rywal w umowie wypożyczenia Yokoty zagwarantował sobie opcję wykupu, czego wcześniej nie zrobili działacze FCK, a bardzo liczyli na to, że uda się wykupić Japończyka.

Daisuke Yokota

W Hannoverze byli niezwykle zadowoleni z tego ruchu. – Ma dobre przyspieszenie, jest niezwykle zwinny i mobilny w sytuacjach jeden na jeden, a może dużo dać w fazach przejściowych. Ponadto ma mocną siłę rażenia – próbuje sam strzelić, przesuwając się do środka, ale potrafi też wykonać ostatnie lub przedostatnie podanie – zachwalał go dyrektor zarządzający H96, Marcus Mann.

Yokota został piętnastym letnim nabytkiem Hannoveru, który łącznie w tamtym okienku zakontraktował aż siedemnastu nowych zawodników. W klubie doszło do rewolucji, a jej częścią byli również pozyskani z Cracovii Benjamin Kallman i Virgil Ghita.

Reklama

Pozycja Japończyka w nowym zespole nie od początku była tak mocna jak w Kaiserslautern. Przez trzy miesiące grał niemal zawsze, ale jako zmiennik. Mimo to konkrety zbierał również w tym okresie. W 2. kolejce asystował Kallmanowi w wyjazdowym starciu z Fortuną Duesseldorf, a w październiku trafił do siatki Eintrachtu Brunszwik.

Dopiero po listopadowej przerwie reprezentacyjnej jego akcje wzrosły i tak już zostało. Obrońcy rywali co rusz mieli z nim problemy.

Reklama

Średnią w „Kickerze” za 29 meczów, 5 goli i 4 asysty Yokota ma niemal identyczną jak rok temu: 3,32. Spadła mu nieco efektywność w dryblowaniu (48%), ale to nadal bardzo dobry wynik.

Także dzięki niemu Hannover na kolejkę przed końcem zachowuje szanse na bezpośredni awans do Bundesligi. Będąc trzeci w tabeli (baraże) ma tyle samo punktów co drugi Elversberg i czwarty Paderborn. W ostatniej serii gier zmierzy się u siebie z dość słabym na wyjazdach FC Nuernberg.

Jeśli uda się awansować, Hannover prawdopodobnie wykupi Japończyka z Gentu za 2 mln euro. Jeśli nie, może on być spokojny o przyszłość, chętnych na jego usługi nie zabraknie. Z radością powitalibyśmy go znów w Ekstraklasie, ale teraz już chyba tylko Widzew byłoby stać na jego kupno.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama