Dlaczego Legia Warszawa poniosła dotkliwą porażkę w meczu z AEK Larnaka? Niektórzy wskazują, że to przez cypryjski upał. Dariusz Dziekanowski uważa natomiast, że Legia strzeliła jedną bramkę, a przeciwnik cztery z powodu transferu Jana Ziółkowskiego do Romy. Niezorientowanym przypomnimy, że mówimy o transferze, który jeszcze się nie dokonał. 20-letni obrońca w tym meczu zagrał.
Cóż, być może Mileta Rajović załadował samobója, ponieważ był zdekoncentrowany i zasmucony rychłym odejściem kolegi z drużyny, a gdyby Ziółkowski nie był już tak skupiony na szukaniu nowego lokum w Rzymie, to w sytuacji, w której padł gol na 1:0, piłka odbiłaby się inaczej po jego interwencji. Nie wiemy też, czy gdyby młody stoper jednak zdecydował się nie opuszczać Legii, to Rafał Augustyniak upilnowałby Karola Angielskiego, ale zdaniem 63-krotnego reprezentanta Polski jest to prawdopodobne.
Transfer Ziółkowskiego przyczyną porażki Legii z AEK-iem? Dziekanowski: Myślę, że to nie pomogło
– Ta saga była zupełnie niepotrzebna. Tego typu transferów nie przeprowadza się na początku sezonu, budując drużynę. Czas na to był przed rozpoczęciem rozgrywek albo w okienku zimowym, w trakcie przerwy między jedną a drugą rundą. Myślę, że to nie pomogło ani Legii, ani Ziółkowskiemu i również miało wpływ na rezultat czwartkowego spotkania – stwierdził Dziekanowski na łamach „WP Sportowe Fakty”.
Ale nie tylko dlatego Legia przegrała z Cypryjczykami. Zdaniem Dziekanowskiego, trener stołecznej drużyny niepotrzebnie też dokonał tak wielu zmian w meczu ligowym z Arką Gdynia.
– To był błąd i druga przyczyna, która odbiła się na meczu z AEK Larnaka. Edward Iordanescu dopiero tworzy ten zespół. Absolutnie nie należało w tej chwili rotować składem. Piłkarze mogą być zmęczeni po kilkunastu rozegranych meczach, a nie na samym początku sezonu. W tej fazie powinni się zgrywać i wchodzić w odpowiedni rytm. Iordanescu obrał niewłaściwą koncepcję, która, jak widać, się nie sprawdziła – ocenił były piłkarz.
Pozostaje wierzyć, że w meczu z GKS-em Katowice Iordanescu nie da odpocząć nawet najbardziej zmęczonym zawodnikom. „Nie masz siły zagrać od początku? Twój wypoczęty kolega zrobi w meczu więcej sprintów? Trudno, graj, ja tu mam zespół do zgrania” – powinien powiedzieć rumuński trener, jeśli faktycznie chce awansować do Ligi Europy.
Szkoleniowiec musi też znaleźć jakiś sposób, by piłkarze w trakcie meczu potrafili wyprzeć z myśli obraz Ziółkowskiego w koszulce Romy. Inaczej z rozpaczy mogą zapomnieć, do której bramki trzeba strzelać. Jeśli się uda, odrobienie trzech bramek z AEK-iem powinno być kaszką z mleczkiem.
- Argument pogodowy? Edward Iordanescu niepotrzebnie o tym wspomina
- KATASTROFA. Legia błagała o litość
- Iordanescu: Odpowiedzialność za wynik spoczywa na mnie
Fot. Newspix.pl