Agnieszka Chylińska w hicie „Kiedy powiem sobie dość” pytała nie tylko o to, czy warto było szaleć tak, ale też o to, czy może odejść sobie już. Gdyby przenieść te dylematy na Steve’a Kingue i Radomiaka odpowiedź dwukrotnie brzmiałaby: nie. Kameruńczyk się o tym przekonał, więc wraca do Polski.
Pod koniec lipca informowaliśmy, że Steve Kingue nadal nie stawił się w Radomiu po starcie nowego sezonu. Opuścił okres przygotowawczy i nie zamierzał ponownie pojawić się w Polsce, zostawiając Radomiaka z zagwozdką: o co mu właściwie chodzi? Zawodnik wrzucał do sieci zdjęcia z treningów w Kamerunie i apelował do klubu, żeby puścił go wolno. Sytuacja była kuriozalna i podbramkowa, jednak polski zespół nie zamierzał się ugiąć.
Efekt machania szabelką był taki, że środkowy obrońca szykuje się do powrotu do Radomia.
Ekstraklasa. Steve Kingue wraca do Radomiaka Radom
Według informacji Weszło Steve Kingue wycofał wszelkie roszczenia wobec Radomiaka i nie domaga się już odejścia z klubu. W najbliższych dniach odwiedzi ambasadę, wyrobi stosowne dokumenty i po zakończeniu całego procesu ma wreszcie stawić się w Polsce. To efekt potyczki prawnej – Radomiak w odpowiedzi na pisma i apele Kingue wezwał go do powrotu do Radomia, wyjaśniając mu jego sytuację prawno-kontraktową.
Piłkarz musiał zrozumieć, że stoi na przegranej pozycji i ktoś wpakował go na minę. Przeprosił władze klubu, wycofał wszelkie żądania i zaczął współpracować, żeby nadrobić stracony czas. Szkody oczywiście i tak są już wyrządzone: Radomiak musiał zatrudnić kolejnego stopera, zawodnik stracił przygotowania, rynkowi przedstawił się jako facet, z którym współpraca może być ciężka. W Radomiu dadzą mu jednak szansę naprawienia tej sytuacji i przyjmą go z powrotem w zespole.
W klubie panuje pewna wyrozumiałość i przekonanie, że sympatyczny, pogodny chłopak, który nie robił problemów, został po prostu zbałamucony przez otoczenie, agentów, którzy próbowali ubić na nim interes. Jak to niestety często bywa: jego kosztem. Pozostaje więc czekać, czy Jagiellonia Białystok i Raków Częstochowa poradzą sobie ze swoimi buntownikami – AZ Jacksonem oraz Adriano Amorimem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix