Reklama

Co planuje Jacek Zieliński? Jaki pomysł ma Goncalo Feio? Za kulisami Legii Warszawa

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

15 maja 2024, 13:29 • 16 min czytania 73 komentarzy

Legia Warszawa postanowiła otworzyć maskę i pokazać wszystkim, jak pracuje silnik. W taki sposób można opisać spotkanie, na którym Marcin Herra, Jacek Zieliński oraz Goncalo Feio objaśniali to, co klub zrobił i to, co zamierza zrobić — choć wiadomo, że dla części osób będzie to po prostu zaproszenie do wspólnego „jedzenia bigosu”. Postaramy się jednak udowodnić, że można wyciągnąć z tego sporo konkretów. Nie powiemy wam, że to jedyna słuszna narracja. Nie będziemy przekonywać, że Legia wszystko pięknie wyjaśniła, więc wątpliwości należy schować głęboko do szafy. Pokażemy po prostu to, co pokazała nam. Wnioski wyciągniecie sami.

Co planuje Jacek Zieliński? Jaki pomysł ma Goncalo Feio? Za kulisami Legii Warszawa

Właśnie mija trzeci sezon z rzędu bez mistrzostwa Polski zdobytego przez Legię Warszawa. Tytuł zgarnął w tym czasie Lech Poznań, historię napisał Raków Częstochowa, a za moment na tronie może zameldować się albo kolejny nowicjusz (Jagiellonia Białystok), albo równie niespodziewany pretendent z dalszego szeregu (Śląsk Wrocław). W stolicy panuje wściekłość na to, że tak się stało, ale rozmowa o tym, dlaczego nie wyszło, nie może być oparta na emocjach.

Działacze Legii przedstawili szereg mniej lub bardziej konkretnych argumentów, które mają wyjaśnić, co poszło nie tak i jak to naprawić.

Za kulisami Legii Warszawa. Plany oraz pomysły Jacka Zielińskiego i Goncalo Feio

Po raz pierwszy od dłuższego czasu Legia Warszawa ma mieć budżet transferowy, który będzie pozwalał na konkretniejsze ruchy. Jacek Zieliński ma przygotowane dwa warianty na okno transferowe. Awans do eliminacji europejskich pucharów będzie oznaczał 2,5 miliona euro na letnie wzmocnienia oraz 0,5 mln euro rezerwy na ewentualne ruchy zimą. Bez ukończenia ligi na podium dyrektor sportowy będzie mógł wydać na zakupy zdecydowanie mniejszą kwotę, ok. 1,2 mln w europejskiej walucie.

Nie są to pieniądze, za które Legia podbije Europę, bo wzmocnienia są konieczne na kilku pozycjach, od wahadeł przez środek obrony po atak. Trzeba jednak pamiętać o rynku wolnych zawodników, którym warszawianie mogą zaoferować atrakcyjne warunki kontraktu. Takim piłkarzem jest chociażby Erik Exposito, który według naszych informacji mógłby liczyć na ponad 600 tysięcy euro rocznie, gdyby zdecydował się parafować umowę z Legią.

Reklama

Sensacyjny transfer w Ekstraklasie? Legia Warszawa chce Erika Exposito

To na ofensywnego zawodnika klub jest w stanie wydać najwięcej, a od tego, ile pieniędzy zainwestuje w napastnika, zależeć będzie, ile oszczędności zostanie na kolejne ruchy. Dyrektor Zieliński twierdzi jednak, że nawet biorąc pod uwagę konieczność wzmocnienia kilku pozycji kwota, którą ma do dyspozycji, stanowi znaczącą różnicę w porównaniu z poprzednimi sezonami. Podczas spotkania zakomunikowano, że w poprzednich pięciu okienkach klub wydał na wzmocnienia łącznie 2,6 mln euro, wliczając w to wykup Maika Nawrockiego.

Po pierwsze daje to średnią 500 tysięcy euro na okienko, po drugie — oznacza, że część danych na „Transfermarkt” jest nieadekwatna do faktycznych wydatków. Legia twierdzi, że transfery Carlitosa (400 tys. euro) oraz wypożyczenie Gila Diasa (200 tys. euro; Zieliński stwierdził, że „Legia nie ryzykowała wiele, bo do pensji dopłaca mu Stuttgart, a Dias to zawodnik z dużymi umiejętnościami, ale kwestią tego, czy je pokaże było trafienie do odpowiedniego środowiska”) to ruchy darmowe i kwoty podane na popularnym portalu transferowym nie są prawdziwe.

Jacek Zieliński tłumaczył też, dlaczego jego zdaniem dopiero teraz będzie mógł działać z pełnym rozmachem, nie przejmując się koniecznością posprzątania bałaganu i wyczyszczenia spraw po poprzedniku. Zdradził, że dużym problemem w budowaniu kadry były transfery z lata 2021/2022. Legia Warszawa sięgnęła wówczas po:

  • Josue
  • Lirima Kastratiego
  • Ihora Charatina
  • Lindsaya Rose’a
  • Jurgena Celhakę
  • Yuriego Ribeiro
  • Mattiasa Johanssona
  • Joela Abu Hannę
  • Mahira Emrelego
  • Maika Nawrockiego

Siedmiu zawodników z tego grona stanowiło 50% budżetu płacowego zespołu, a na wtedy wykorzystywany regularnie był tylko Josue. Z czasem zaczął grać także Yuri Ribeiro, ale dopiero gdy zmieniliśmy mu pozycję. Trzeba było z nimi rozmawiać, znaleźć jakieś rozwiązanie, jednak nie w każdym przypadku było to łatwe. Musiałem działać mając częściowo związane ręce — tłumaczył.

Ciekawym przykładem był temat sprowadzenia Blaża Kramera. Legia Warszawa zdawała sobie sprawę z ryzyka, jakim obarczony był ten ruch, w pierwszej kolejności sondowała jego klubowego kolegę, Assana Ceesaya. Gwiazda gambijskiej piłki wybrała jednak wyższą ofertę z Serie A (Lecce), a polski klub stać było tylko na kogoś takiego, jak Kramer.

Reklama

Jacek Zieliński i plany transferowe Legii Warszawa. Jaki ma pomysł na kadrę zespołu?

Z dyrektorem sportowym Legii Warszawa rozmawialiśmy także o tym, co przedstawialiśmy w niedawnym tekście: zbyt dużym zwrocie w kierunku zawodników doświadczonych, który sprawił, że kadra drużyny jest dziś uboższa w potencjał sprzedaży niż wtedy, gdy Zieliński zaczynał pracę w klubie. W zimowym okienku sprzedano wówczas Luquinhasa, a Jacek Zieliński twierdzi, że był to jedyny „sprzedażowy” piłkarz w pierwszym zespole w danym momencie.

Legia Warszawa i Jacek Zieliński. Sztuka stania w miejscu

Zaplecze rozwojowe stanowili jednak wtedy Ernest Muci, Bartosz Slisz czy Maik Nawrocki, którzy zbierali doświadczenie i w przyszłości zostali sprzedani. Teraz w grupie wiekowej 20-23 lata Legia ma Jurgena Celhakę, Marco Burcha i Macieja Rosołka. Ciut starszy jest Jurgen Elitim i to właśnie on przejawia największy potencjał sprzedażowy. Jacek Zieliński uważa jednak, że klub ma trochę młodszych zawodników, adeptów akademii, którzy mogą być ogrywani i szykowani do transferu w kolejnych latach. Ostatnie sprzedaże sprawiły bowiem, że latem Legia nie sprzeda nikogo (w najbardziej negatywnym scenariuszu dopuszczalny jest jeden transfer wychodzący), więc chwilowy brak zawodników U-23 z zewnątrz nie jest dużym problemem.

Ściągnęliśmy zawodników z roczników 1999-2003, sprzedaliśmy ich i to było bardzo dobre. Jednocześnie jednak transfery zewnętrzne sprawiły, że straciliśmy naszych chłopaków z tych roczników, dla których nie było przez to miejsca, bo sprowadzając kogoś, chcesz dać mu szansę gry. Sebastian Walukiewicz, Ariel Mosór, Szymon Włodarczyk, Łukasz Łakomy: to wszystko zawodnicy z tych samych roczników z naszej akademii, których sprzedał ktoś inny. Nie chcemy, żeby tak było — mówił.

Najważniejszym argumentem, przez który Legia nie sięga po młodszych zawodników, są jednak finanse. Jacek Zieliński tłumaczy, że w Europie nastąpił wzrost zainteresowania piłkarzami w widełkach wiekowych do 25. roku życia przy jednoczesnym spadku popytu na graczy z grupy 27+. Z jednej strony oznacza to, że logiczny byłby zwrot w kierunku młodszych, bo będzie można szybko na nich zarobić, z drugiej — jak zaznacza Zieliński — oznacza to także większą konkurencję na rynku, co w połączeniu z brakiem pieniędzy na transfery gotówkowe mocno ograniczyło pole manewru.

Monitorujemy piłkarzy 20-, 22-letnich, ale żeby o nich rywalizować, nie wystarczy milion euro. Zwłaszcza zimą, bo wtedy nikt nie chce sprzedawać, najwięcej dzieje się wtedy w Skandynawii i Ameryce Południowej. Latem opcji jest więcej, ale nadal potrzeba pieniędzy, żeby przeprowadzić taki transfer. Najpierw musieliśmy zasypać dziurę, teraz możemy reinwestować zarobione pieniądze.

Można się z Zielińskim zgadzać, można i nie. O konkurencji na rynku mówił nam także Andreas Schicker, dyrektor sportowy Sturmu Graz, który zwracał uwagę, że rozbudowany dział skautingu pozwalał im ją omijać, a już jeden trafiony ruch znacząco zwiększył ich możliwości finansowe (Kelvin Yeboah kupiony za 600 tys. euro + procenty, sprzedany za ponad 6 mln euro). Nie chodzi jednak o to, żeby się spierać i obalać argumenty, a żeby zrozumieć punkt widzenia dyrektora sportowego, bo dzięki temu zrozumiemy, dlaczego stawia akurat na takie transfery.

Zieliński tłumaczył nam, że różne kluby mają różny model biznesowy. W przypadku zespołu z Warszawy chodzi o to, żeby łączyć walkę o najwyższe cele (co wymaga sprowadzania dobrych piłkarzy „na już”) z utrzymywaniem dodatniego bilansu transferowego oraz promowaniem młodych zawodników z akademii i z zewnątrz (co wymaga sprowadzania/wprowadzania piłkarzy U-23). Na piłkarzy spoza własnego kręgu trzeba zarobić i Legia chce to zrobić poprzez osiąganie celów sportowych, stąd inwestycja w piłkarzy 25+.

Jak wyglądają transfery angielskich klubów od kulis? Wywiad ze skautem i analitykiem z Premier League

W idealnym planie dyrektora sportowego kadra drużyny ma być węższa, ale jednocześnie optymalnie dopasowana do potrzeb gry na kilku frontach. Jacek Zieliński zauważył, że w ostatnich dwóch sezonach ponad 1000 minut w lidze zebrało odpowiednio piętnastu i czternastu zawodników. Drugie tyle nie przekroczyło tego progu, więc w jego zamyśle trzeba stworzyć silny trzon drużyny oparty na podobnej liczbie piłkarzy, co pozwoli mieć w składzie lepszych zawodników (płacić więcej mniejszej grupie, więc w domyśle: ściągać lepszych i nie marnować pieniędzy na zaplecze).

W tym momencie nakładamy na ten pomysł wspomnianą wcześniej filozofię łączenia tego co „na już”, z tym co pozwoli zarobić w przyszłości. Liczbowo ten pomysł prezentuje się tak:

  • 14-16 zawodników – trzon drużyny
  • w tym gronie 5-6 kluczowych piłkarzy poniżej 25. roku życia
  • 3-4 zawodników U-20 jako zaplecze kadry na miejscach 17-21

Samuel Cardenas o tym, jak chce budować kadrę Rakowa Częstochowa

Jacek Zieliński zaznacza też, że przy tak skonstruowanej kadrze co roku Legia Warszawa będzie mogła sprzedawać jednego piłkarza z „grupy kluczowej” za większe pieniądze lub dwóch za mniejsze, żeby zadbać o wspomniany już dodatni bilans transferowy. Dyrektor sportowy przyznał jednocześnie, że błędem było odejście aż trzech piłkarzy z „grupy kluczowej” w obecnym sezonie, bo w polskich realiach bardzo rzadko udaje się zastąpić ich z miejsca, jeden do jednego, zwłaszcza w zimowym oknie transferowym.

Dlaczego Legia Warszawa zwolniła Kostę Runjaicia i nie zatrzyma Josue

Dyrektor sportowy nie uważa natomiast, że pomyłką i pochopnym działaniem było zwolnienie Kosty Runjaicia. Podczas spotkania padły sugestie, że powodem kryzysu była pogarszająca się atmosfera w szatni. Przed sezonem drużyna była pewna, że może sięgnąć po tytuł, co odzwierciedlać mają premie za obecny sezon. Jedynym zagrożeniem miało być „odpalenie bomby i popsucie świetnej atmosfery”. Na liście problemów pojawiły się także problem z przejściem z ataku do obrony, koncentracja i stałe fragmenty gry w ataku (Goncalo Feio dodał, że xG ofensywnych SFG Legii jest wysokie, więc problem tkwi w wykończeniu sytuacji, nie w ich kreowaniu i nad tym trzeba pracować).

Nie było jednak tak, że Kosta Runjaić był tylko okładany. Jacek Zieliński przyznał, że gdy zatrudniał Niemca, zdawał sobie sprawę, że jest on surowy dla młodych piłkarzy, ale jeśli już na kogoś postawi, potrafi go rozwinąć. To jemu przypisał zasługi w progresie Ernesta Muciego czy Bartosza Slisza, których dzięki temu udało się korzystnie sprzedać. Zdaniem działaczy dużym progresem była też postawa drużyny w Europie. Kadencja Czesława Michniewicza to dobre wyniki w pucharach, ale oparte na defensywnym stylu gry. Większą wartość miało dla Legii to, że tym razem udało się spisać jeszcze lepiej, jednocześnie prezentując ambitny futbol, który rozwijał zespół i promował indywidualności.

Jednocześnie jednak w połowie jesieni pojawiały się niepokojące sygnały, że pomysł na grę Legii Warszawa nie zmierza we właściwym kierunku. Poza oczywistym zarzutem, czyli problemami w defensywie, dużym problemem miało być to, że Legia w fazie budowy ataku zaczęła grę spowalniać, żeby zachować dokładność podań, podczas gdy Jacek Zieliński oczekiwał, że zespół będzie grał coraz szybciej, jednocześnie nie tracąc na dokładności, co wskazywałoby na to, że drużyna wchodzi na wyższy poziom. Tymczasem końcówka kadencji Kosty Runjaicia wskazywała na odwrotny trend, co potwierdzają dane „StatsBomb” (pace — tempo przesuwania się w stronę bramki).

Tu dochodzimy do tematu Josue i jego wpływu na grę zespołu. Goncalo Feio określił go jako zawodnika podającego, który potrafi dostarczać piłkę w tercję ofensywną i pole karne rywala właśnie poprzez zagrania, a niekoniecznie poprzez drybling i indywidualne działania. Zwalnianie gry przez Legię pozwoliło wyeksponować atuty Josue, który właśnie od drugiej części jesieni zaczął notować jeszcze lepsze liczby, ale jednocześnie sprawiało, że mocne strony reszty drużyny nie były aż tak widoczne, więc — przy uznaniu dla Portugalczyka — trzeba było postanowić, czy przyszłość ma wyglądać właśnie tak, czy jednak warto poświęcić klasowego piłkarza, żeby jego jakość nadrobili inni.

Wszystko to wpisuje się w model gry Goncalo Feio. Ciekawostką jest, że Portugalczyk tuż przed podpisaniem umowy z Legią Warszawa mógł trafić gdzie indziej, ale wcale nie chodzi o Raków Częstochowa. Feio prowadził zaawansowane rozmowy z zagranicznym zespołem, jednak gdy odezwał się klub ze stolicy, zdecydował, że zostanie w Polsce.

Czy Jacek Zieliński o tym wiedział i stąd właśnie przyśpieszone działania w sprawie pożegnania Kosty Runjaicia i zastąpienia go byłym trenerem Motoru Lublin? Możliwe, że tak, bo wygląda na to, że Feio może dać Legii to, czego oczekiwał Zieliński: podkręcenie obrotów przy zachowaniu dokładności. Portugalczyk jest ekspertem od wykorzystania faz przejściowych, stawia na futbol intensywny, oparty na wysokim pressingu. Chce, żeby działać szybko i skutecznie, dlatego bez Josue Legii nie musi stać się krzywda.

Szkoleniowiec tłumaczył, że większą rolę będzie mógł odgrywać na przykład Juergen Elitim, który w przeciwieństwie do Josue przesuwa akcje do przodu nie tylko poprzez podanie, ale także dynamicznymi wejściami w pole karne. Także dlatego spodobał mu się pomysł ściągnięcia Luquinhasa, choć nie rozpatruje go jako zastępstwo Josue w znaczeniu dosłownym.

Jestem częścią decyzji dotyczącej Josue, rozmawiałem z klubem na ten temat. To piłkarz jakościowy, ale trzeba będzie znaleźć rozwiązanie tej sprawy w obrębie naszych pryncypiów. Jest piłkarzem podającym, Elitim to bardziej piłkarz wbiegający. Legia bardzo dobrze operuje piłką, gdy jest pewna siebie i trzeba będzie to wykorzystać, ale jednocześnie brakowało jej trochę wertykalności, którą ma Luquinhas preferujący mijanie linii dryblingiem, niekoniecznie podaniem — wyjaśniał.

Osobną kwestią jest rzecz jasna intensywność gry, do której Josue nie pasował. Według „StatsBomb” jest piątym najrzadziej pressującym piłkarzem ligi, tego nie da się przeskoczyć. Luquinhas co prawda nigdy pod tym względem nie zachwycał, ale jednak nie jest tak statycznym zawodnikiem, jak obecny kapitan Legii. Tutaj można wrzucić pięć groszy o Eriku Exposito, który co prawda obecnie nie jest demonem pressingu, ale w sezonie 2020/2021 tylko dwóch napastników w lidze zaliczało skoki pressingowe częściej od niego, więc potencjał na progres pod tym względem na pewno w nim tkwi. Ciekawe jest też to, jak Goncalo Feio wykorzysta Claude’a Goncalvesa, bo ściągnięty z Łudogorca Razgrad zawodnik został zakontraktowany jeszcze przed zmianą trenera i nie miał on wpływu na tę decyzję.

Wracając jednak do intensywności: parę słów trzeba poświęcić również na dział athletic performance, który jest chlubą Legii, co zgodnie przyznawali i Jacek Zieliński, i Goncalo Feio. Ten pierwszy zaznaczał, że to dzięki pracy Bartosza Bibrowicza oraz jego departamentu udało się uniknąć wielu kontuzji i optymalnie wykorzystywać piłkarzy w rotacji. Dyrektor sportowy zdradził, że mimo doświadczenia z europejskich pucharów, zespół uczył się ich od nowa, bo wiedza uleciała z klubu wraz z odejściem osób, które w nim wtedy pracowały. Teraz natomiast wszystkie pomysły i rozwiązania zostaną wewnątrz, co posłuży kolejnym trenerom.

Nad czym konkretnie pracują naukowcy w Legii? Między innymi nad tym, ile spotkań dany zawodnik może rozegrać w łańcuchu gier (liga — puchary), żeby nie stracić na efektywności i jakości działań. Większą uwagę na atrybuty fizyczne zaczął też zwracać skauting. Goncalo Feio wyjaśnił, jak wpływa to na jego pracę.

Dział athletic performance znalazł na przykład formułę na pracę z Maikiem Nawrockim, który z czasem przestał łapać urazy. Proces został przerwany po transferze do Celtiku, gdzie musieli znaleźć własną formułę i kontuzja znów się przytrafiła. Ich praca polega na przewidywaniu zagrożeń, zgłaszanie „red flag” o potencjalnych kontuzjach, ale też dobry proces regeneracji, który zwiększa jakość gry zawodników. Dodatkowo, mając dane motoryczne i fizyczne o rywalach, będziemy mogli je wykorzystać, szukając u nich słabych punktów.

W tym miejscu warto dodać, że zdaniem Jacka Zielińskiego wszystko to jest też atutem dla młodych zawodników, którzy rozważają zmianę klubu, bo w takim momencie „zbyt często słyszą, że do rozwoju wystarcza regularna gra, podczas gdy mniejszą wagę przywiązuje się do ich rozwoju poprzez trening”. Wedle tej logiki w Legii mają większe szanse na progres nawet, gdy nie występują w lidze, podczas gdy poza klubem brak gry automatycznie spowalnia tempo rozwoju.

Jaki plan na grę Legii Warszawa ma Goncalo Feio?

O progres zawodników przede wszystkim jednak ma dbać sztab szkoleniowy z Goncalo Feio na czele. Jacek Zieliński uważa go za człowieka, który potrafi rozwijać zawodników. Dyrektor sportowy zdradził, że trzykrotnie rozmawiał z nim o tym, jak ma wyglądać grono jego najbliższych współpracowników. Przyznał też, że błędnie założył, iż bez Aleksandara Rogicia sztab Kosty Runjaicia sobie poradzi. Według sugestii Feio w najbliższym czasie można się spodziewać dokooptowania na ławkę trenerską kolejnych osób.

Portugalczyk w barwny sposób opowiedział o swoim modelu pracy oraz o pomyśle na zespół.

Przepraszam, że to mówię, ale w Polsce jesteście przyzwyczajeni, że wszystko dzieje się przypadkiem. Chcę was przekonać, że nic nie musi wynikać z przypadku. Rozmawiajmy o futbolu, bo tylko to sprawi, że wasza reprezentacja zrobi krok do przodu — tłumaczył.

Jego system pracy jest oparty o relacje i interakcje indywidualne oraz drużynowe. Legia ma bazować na „kulturze high performance”, czyli wysokich wymaganiach przy jednoczesnym wysokim wsparciu. Motorem napędowym działań mają być niepodważalne fundamenty funkcjonowania w grupie, jak obrona kolegów z drużyny, naprawianie błędów innych, celebrowanie małych rzeczy, nieokazywanie frustracji. DNA drużyny można streścić w kilku punktach:

  • wysoka intensywność i tempo
  • kontrola meczu z piłką i bez piłki
  • znajomość roli i zasad zespołowych
  • zaangażowanie związane z taktyczną świadomością
  • solidarność oparta na wysiłku indywidualnym

To, jak się zachowujemy, pokazuje, czy mamy kontrolę. Ludzie muszą rozumieć piłkę podobnie, żeby skutecznie funkcjonować — dowodził Feio.

Goncalo tłumaczył, że w swoim zespole i otoczeniu nie widzi miejsca dla negatywnych osób, bo ich obecność oddziałuje na resztę. Jedną z najważniejszych rzeczy jest dla niego skuteczne planowanie oraz operowanie na konkretach. Harmonogram zespołu szykuje zawsze na tydzień do przodu, z kolei po każdym spotkaniu przygotowuje „game debrief”, czyli skrót plusów i minusów.

Nie możesz powiedzieć: musimy poprawić grę w obronie, bo co to znaczy? Nic. Takie hasło, żeby rzucić i iść dalej. Musisz operować na konkretach, żeby nie pisać bajek, bo ludzie szybko wyczują, gdy piszesz bajki — kontynuował.

Zespół otrzymuje więc od Goncalo i od sztabu konkretne informacje zwrotne. Poszczególni zawodnicy są chwaleni np. za wyniki motoryczne, intensywność biegu. Wybronienie się z trudnej sytuacji jest dla Feio tak samo cenne, jak strzelenie bramki. Nieakceptowalne jest to, żeby zmiennicy rywala wnieśli do gry większą intensywność niż jego właśni, więc gdy tak się stanie, ląduje to w sekcji minusów, tak jak ewentualne zaniedbania pryncypiów gry i poruszania się na danej pozycji.

Zbiór wszystkich tych pomysłów i zasad ma prowadzić do wypracowania automatyzmów, które sprawią, że zespół będzie robił coś nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce i wie, że warto. Dalszym krokiem będzie to, że piłkarze będą zarażać samych siebie odpowiednim podejściem oraz pomysłem na rozwiązanie danych sytuacji. Oczywiście: to wszystko piękna teoria, którą trzeba jeszcze przekuć w działania. Sam Feio wiele razy zaznaczał, że nawet najlepsze przygotowanie do meczu nie oznacza, że wszystko wypali; że piłka bywa niesprawiedliwa i okrutna. Dodawał jednak:

Chcę wam pokazać, że w tej Legii faktycznie nad czymś pracują, że coś się tutaj dzieje. Dyrektor planuje, jak ma wyglądać okienko, trener ćwiczy to, jak ma wyglądać gra zespołu. To się nie dzieje samo z siebie, tylko wynika z konkretnych rzeczy, nad którymi pracujemy.

I faktycznie, może za rok ktoś wróci do tego artykułu, zaśmieje się i pokręci głową z politowaniem, bo na końcu tęczy wcale nie stał złoty garnek. Świadomość tego, dlaczego coś się dzieje, jest jednak kluczem do wydawania opinii oraz zrozumienia, co się stało, że wyszło (lub, że nie wyszło). Umówmy się więc tak, że potraktujemy to wszystko jako cenną garść wiedzy o tym, jak powstała konstrukcja, a za jakiś czas wrócimy do tej ściągi, żeby na pytanie „jak do tego doszło?” nie odpowiadać za Zenkiem Martyniukiem: nie wiem.

WIĘCEJ O LEGII WARSZAWA:

SZYMON JANCZYK

fot. FotoPyK, Newspix; dane: StatsBomb

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Arka reaguje na kibolską patologię. „Wyrażamy dezaprobatę”

Jan Mazurek
0
Arka reaguje na kibolską patologię. „Wyrażamy dezaprobatę”

Ekstraklasa

1 liga

Arka reaguje na kibolską patologię. „Wyrażamy dezaprobatę”

Jan Mazurek
0
Arka reaguje na kibolską patologię. „Wyrażamy dezaprobatę”

Komentarze

73 komentarzy

Loading...