Reklama

Dwa wyścigi w jednym. Tym razem nie tylko walka o mistrzostwo dostarczy emocji

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

01 marca 2024, 09:06 • 13 min czytania 39 komentarzy

Do zakończenia zmagań w Ekstraklasie pozostało aż dwanaście kolejek, a zatem wiele się może jeszcze pozmieniać, ale w tej chwili wszystko wskazuje na to, że czeka nas wyjątkowo pasjonujący i… nerwowy finisz ligowych rozgrywek. Drużyny, które w ostatnich latach zdominowały rywalizację o mistrzostwo Polski, w bieżącej kampanii solidarnie rozczarowują, a dodatkowo do boju o najwyższe cele niespodziewanie dołączyły Jagiellonia Białystok oraz Śląsk Wrocław, co tym bardziej komplikuje życie Rakowowi Częstochowa, Lechowi Poznań, Legii Warszawa i Pogoni Szczecin. Ta – nazwijmy ją z przymrużeniem oka – „wielka czwórka” za długo w Ekstraklasie nie porządziła – o ile więc w zeszłym sezonie walka o zakończenie rozgrywek w TOP4 nie dostarczyła w zasadzie żadnych emocji, tak w obecnej kampanii może się ona już okazać równie interesującą, jak sam wyścig o mistrzowski tytuł. Gra toczy się bowiem nie tylko o prestiż, ale i o potężną kasę.

Dwa wyścigi w jednym. Tym razem nie tylko walka o mistrzostwo dostarczy emocji

Kto w swoich finansowych założeniach przyjął uplasowanie się w TOP4 za pewnik, ten może się gorzko rozczarować.

Stabilizacja w czołówce

Jeśli spojrzymy sobie na ostatnie ligowe kampanie w Ekstraklasie, sytuacja w ligowej czołówce bardzo mocno się ustabilizowała:

  • TOP4 w sezonie 2020/21: Legia Warszawa, Raków Częstochowa, Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław
  • 2021/22: Lech Poznań, Raków Częstochowa, Pogoń Szczecin, Lechia Gdańsk
  • 2022/23: Raków Częstochowa, Legia Warszawa, Lech Poznań, Pogoń Szczecin

W sezonie 2020/21 kiepski okres przytrafił się wprawdzie Lechowi Poznań, później głęboki dołek formy zanotowała Legia Warszawa, ale – generalnie rzecz ujmując – nie mieliśmy do czynienia z wielkimi zawirowaniami w czubie tabeli. Raków Częstochowa udokumentował mistrzowskim tytułem swą przynależność do krajowego topu, Pogoń Szczecin trzy razy z rzędu dostała się do europejskich pucharów poprzez ścieżkę ligową. Krótko mówiąc – pojawiło nam się w Ekstraklasie dość wyraźnie zarysowane „Big Four”. Cztery ekipy będące o krok, a niekiedy nawet o dwa kroki przed ligowym peletonem. Potwierdzają to zresztą suche liczby – jeśli wygenerujemy sobie na portalu 90minut.pl tabelę Ekstraklasy, która łączy trzy analizowane w tym momencie sezony, jej czołówka prezentuje się następująco:

  • 1. Raków Częstochowa – 203 punkty w 98 meczach
  • 2. Pogoń Szczecin – 177 punktów
  • 3. Legia Warszawa – 173 punkty
  • 4. Lech Poznań – 172 punkty
  • 5. Piast Gliwice – 149 punktów
  • 6. Górnik Zabrze – 132 punkty

Na pierwszym miejscu mamy oczywiście Raków, który przez trzy lata naprawdę imponował w lidze regularnością. Dalej „Portowców”, mających od dłuższego czasu apetyt na pierwsze w dziejach klubu trofeum. No i Legię oraz Lecha, których dorobek punktowy byłby rzecz jasna znacznie bardziej okazały, gdyby nie wspomniane już kryzysowe sezony w wykonaniu obu tych ekip. Tymczasem za plecami „Kolejorza” – przepaść. O ile jeszcze wynik Piasta, który zgromadził w omawianym okresie blisko 150 oczek, można uznać za więcej niż solidny, tak 132 punkty Górnika to już po prostu rezultat typowego ligowego średniaka.

Reklama

Wydawać się zatem mogło, że sezon 2023/24 po raz kolejny zostanie zdominowany przez zawodników z Częstochowy, Szczecina, Warszawy i Poznania. Dziś możemy już jednak stwierdzić, że tak nie jest. Mało tego – jak najbardziej możliwe są dość znaczące przetasowania w ekstraklasowej czołówce, a to z kolei oznacza, że niejednemu działaczowi z klubów należących dotychczas do tego umownego, ligowego „Big Four”, po plecach przebiega właśnie zimny dreszcz niepokoju. Pal już bowiem licho mistrzostwo Polski. Tym razem niełatwe będzie także zrealizowanie planu minimum, czyli wywalczenie prawa do występu w kolejnych eliminacjach do europejskich pucharów. A przecież ekipom utrzymującym najlepiej opłacane kadry trudno jest się obejść bez bonusowej kasy od UEFA. Zwłaszcza gdyby miało to być drugie niepowodzenie z rzędu, tak jak w przypadku Lecha, który ostatnio wyłożył się na dwumeczu z Spartakiem Trnawa i wyleciał z Europy w przedbiegach, choć apetyty były przecież w stolicy Wielkopolski ogromne po wcześniejszym występie w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy.

Noga zdjęta z gazu

Potencjalnych kłopotów Lecha, Legii, Rakowa i Pogoni z utrzymaniem dotychczasowej pozycji w Ekstraklasie nie można jednak tłumaczyć wyłącznie faktem, że piłkarze Śląska Wrocław oraz Jagiellonii Białystok wreszcie przestali się wygłupiać i włączyli się do batalii o najwyższe cele, zamiast mniej lub bardziej desperacko bronić się przed spadkiem z ligi. Owszem, wrocławianie i białostoczanie w stu procentach zasłużyli na miano rewelacji bieżących rozgrywek, ale ten medal, jak to zwykle bywa, ma także drugą stronę. Mianowicie taką, że dotrzymanie tempa niedawnym dominatorom od dawna nie było tak łatwo osiągalne.

Znów – odwołajmy się do liczb:

  • średnia punktów Rakowa Częstochowa: 2020/21 – 1,97; 2021/22 – 2,03; 2022/23 – 2,21; 2023/24 – 1,71
  • Pogoni Szczecin: 2020/21 – 1,73; 2021/22 – 1,91; 2022/23 – 1,76; 2023/24 – 1,77
  • Legii Warszawa: 2020/21 – 2,13; 2021/22 – 1,26; 2022/23 – 1,94; 2023/24 – 1,68
  • Lecha Poznań: 2020/21 – 1,23; 2021/22 – 2,18; 2022/23 – 1,79; 2023/24 – 1,81
  • Jagiellonii Białystok: 2020/21 – 1,23; 2021/22 – 1,18; 2022/23 – 1,21; 2023/24 – 1,91
  • Śląsk Wrocław: 2020/21 – 1,43; 2021/22 – 1,03; 2022/23 – 1,12; 2023/24 – 1,91

Progres uczyniony przez Jagę i Śląsk nie podlega dyskusji, to oczywistość, lecz nie sposób nie zauważyć, że jeszcze dwa lata temu podopieczni Jacka Magiery i Adriana Siemieńca mogliby najwyżej powalczyć o najniższy stopień podium, bo na uczestnictwo w wyścigu o mistrzowski tytuł byliby mimo wszystko nadal nieco za krótcy. Tylko że w sezonie 2021/22 fenomenalnie punktował i Lech Poznań pod wodzą Macieja Skorży, i Raków Częstochowa z Markiem Papszunem na ławce trenerskiej. Również Pogoń Szczecin, dowodzona jeszcze wówczas przez Kostę Runjaica, notowała świetne rezultaty prawie do samego końca ligowej kampanii. Rok wcześniej Ekstraklasę z kapitalnym wynikiem zawojowała z kolei Legia Warszawa, natomiast poprzednią odsłonę rozgrywek w wielkim stylu zwyciężył Raków.

W sezonie 2023/24 niewątpliwie będziemy mieli w Ekstraklasie znacznie słabszego mistrza kraju. Wydaje się w tej chwili bardzo mało prawdopodobne, by przyszły triumfator rozgrywek przekroczył średnią 2 punktów na mecz. Będzie to pierwszy taki przypadek, odkąd zniesiono podział na rundę zasadniczą i finałową.

Reklama

Po zmianie trenera Raków zauważalnie spuścił z tonu i po raz pierwszy od czasu awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej znalazł się w wyraźnym kryzysie. Doszło nawet do tego, że Michał Świerczewski określił własną drużynę mianem „ligowego średniaka”. Z problemami boryka się także Lech, który punktuje porównywalnie do poprzedniej odsłony ligowych zmagań, tylko że wtedy „Kolejorz” bardzo długo rywalizował również w fazie pucharowej Ligi Konferencji. W bardzo przeciętnym tempie punkty gromadzi też Legia. „Wojskowi” są naturalnie na ten moment lepsi niż w katastrofalnym 2022 roku, ale też znacznie słabsi niż w 2021 i 2023. I na razie nie zanosi się na to, by odpadnięcie z Ligi Konferencji i Pucharu Polski miało być w ich przypadku równoznaczne z lepszą postawą na polu ligowym.

Nawet Pogoń – patrząc nie na parę ostatnich tygodni, lecz na kilka minionych miesięcy – nie zachwyca. Wprawdzie podopieczni Jensa Gustafssona odnieśli po przerwie zimowej kilka bardzo cennych triumfów, lecz całościowo wciąż daleko im do skuteczności, jaką prezentowali w sezonie 2021/22. Przecież gdyby przed startem rundy wiosennej Gustafsson jednak opuścił Szczecin, by przejąć reprezentację – o czym sporo się spekulowało – to niewielu fanów Pogoni by za nim płakało.

Wysoka stawka

Gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę i mowa tu nie tylko o prestiżu. Ekstraklasa przeznaczy bowiem w tym sezonie aż 87,1 miliona złotych z budżetu sezonowego na nagrody za osiągnięty wynik sportowy, w tym 36,4 miliona złotych dla trzech drużyn sklasyfikowanych najwyżej w ligowej tabeli plus dla czwartego reprezentanta naszego kraju w europejskich pucharach. Dla zobrazowania przypomnijmy, że w poprzedniej kampanii Raków tylko w ramach bonusu za zajęcie miejsca w TOP4 otrzymał prawie 13,5 bańki. Legia – nieco ponad 10 milionów; Lech – 6,72 miliona, a Pogoń – 3,36 miliona. Jeśli zaś zsumować wszystkie środki zarobione postawą w lidze, na konto częstochowian wpłynęło łącznie blisko 28 milionów złotych. Legia zgarnęła około 26,5 miliona, Lech – 22,5, Pogoń – 18,3.

Ponad 35 mln zł może zgarnąć mistrz Polski. To rekordowa kasa!

Tymczasem Piast Gliwice, który w sezonie 2022/23 uplasował się na piątym miejscu w stawce, uzbierał łącznie 14,5 miliona złotych nagród od Ekstraklasy. Znacznie mniej od „Portowców”, a przecież gliwiczanie i tak znajdowali się w uprzywilejowanej pozycji z racji na mocno nabity ranking historyczny.

Podział puli środków pieniężnych z Ekstraklasy w sezonie 2022/23:

  • 1. Raków Częstochowa – 27,6 miliona złotych
  • 2. Legia Warszawa – 26,46 mln
  • 3. Lech Poznań – 22,58 mln
  • 4. Pogoń Szczecin – 18,34 mln
  • 5. Piast Gliwice – 14,46 mln
  • 6. Górnik Zabrze – 12,33 mln

Jak widać powyżej, Raków za zajęcie pierwszego miejsca w tabeli zainkasował o 15 milionów złotych więcej niż Górnik, który do mety dotarł na szóstej pozycji. Na finiszu sezonu 2022/23 różnica punktowa między pierwszym a szóstym zespołem wynosiła jednak aż 27 oczek. W tej chwili jest to natomiast zaledwie sześć punktów, ale trzeba pamiętać, że ekipa z Częstochowy rozegrała o jedno spotkanie mniej niż jej konkurenci z górnej części ekstraklasowej stawki.

„Klub, który zdobędzie mistrzostwo Polski w sezonie 2023/24, w przypadku dobrego rankingu historycznego oraz wysokiej punktacji w PJS jest w stanie przekroczyć 35 milionów złotych”

Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA

Osobną kwestią są nagrody wypłacane przez UEFA za osiągnięcia na międzynarodowej arenie. W tym sezonie mistrz Polski zagwarantuje sobie udział w 1. rundzie kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów, zdobywca Pucharu Polski zapewni sobie przepustkę do 1. rundy eliminacji Ligi Europy, natomiast druga i trzecia drużyna Ekstraklasy wylądują w 2. rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Oczywiście europejska federacja nie oferuje kokosów za przebrnięcie przez wstępne fazy wspomnianych rozgrywek, lecz ostatnie lata pokazały, że dotarcie do fazy grupowej Ligi Europy oraz Ligi Konferencji – a nawet do play-offów, jeśli chodzi o ten ostatni puchar – jest jak najbardziej w zasięgu przedstawicieli Ekstraklasy. Mieliśmy przecież Legię i Raków w grupie LE oraz Lecha i Legię w fazie pucharowej LKE.

Jak wynika z analiz Jakuba Szlendaka, ekipa „Kolejorza” na swojej pamiętnej europejskiej przygodzie zarobiła na czysto około 30 milionów złotych. Z kolei o przychodach Rakowa opowiadał nam jesienią prezes klubu, Piotr Obidziński. – Mogę powiedzieć, że przychody razem z „market pool” wyraźnie przekroczą 10 milionów euro. Oczywiście dzięki temu, że awansowaliśmy do fazy play-off eliminacji Ligi Mistrzów, a teraz gramy w grupie Ligi Europy. Jednak po pierwsze, pamiętajmy o kosztach. Logistyka związana z organizacją meczów wyjazdowych i domowych poza Częstochową to znaczące wydatki. Po drugie, inflacja jest zjawiskiem globalnym. Koszty są wyższe niż można było je planować na przykład rok temu. Nie ma jednak co ukrywać – zysk się pojawi. Mamy zatem unikalną okazję reinwestować je w strategiczne projekty i w młodych zawodników. Trzeba też mieć na uwadze, że Raków musi zarządzać poziomem zobowiązań wobec spółki matki – firmy „x-kom”. Stwierdzanie: „Raków zarobił 10 milionów euro na europejskich pucharach” jest zatem nieuprawnione – zaznaczył Obidziński.

Tak czy owak, na stole leżą niebagatelne – jak na polskie realia rzecz jasna – kwoty.

Kto nie załapie się na kawałek tego tortu, ten w trakcie letniego okienka transferowego zapewne będzie musiał zacisnąć pasa i funkcjonować w trybie oszczędnościowym. Zwłaszcza gdyby w Pucharze Polski psikusa faworytom ze Szczecina i Białegostoku spłatały Piast Gliwice bądź Wisła Kraków.

Wtedy bowiem będziemy mieli w Ekstraklasie zaledwie trzy miejsca biorące i być może aż sześć zespołów chętnych do zajęcia jednego z nich. W tej chwili zaś wciąż istnieje możliwość, że po raz kolejny aż cztery ekipy najwyżej sklasyfikowane w lidze uzyskają przepustkę do Europy. Po raz ostatni Puchar Polski padł łupem drużyny spoza TOP4 w sezonie 2019/20, gdy po trofeum sięgnęła Cracovia. „Pasy” w finale pokonały wówczas Lechię Gdańsk, która ligę zakończyła na… czwartej pozycji. Podobna sytuacja miała również miejsce w pamiętnym sezonie 2016/17, gdy w pucharze sensacyjnie zatriumfowała Arka Gdynia, a w lidze do ostatnich sekund finałowej kolejki o tytuł biły się aż cztery zespoły. Ostatecznie mistrzem została Legia, a na czwartym miejscu wylądowała – a jakże! – Lechia.

Nerwowa atmosfera

Końcowy etap rywalizacji w Ekstraklasie zapowiada się zatem ekscytująco z kibicowskiego punktu widzenia, ale – jako się rzekło – w gabinetach z pewnością będzie gorąco i cholernie nerwowo. No, może za wyjątkiem Białegostoku. Jagiellonia wciąż pozostaje w grze o Puchar Polski, a jej ewentualne wypadnięcie z topowej czwórki w lidze trudno byłoby postrzegać w kategoriach klęski, skoro przed startem rozgrywek nikt raczej nie traktował „Jagi” jako kandydata do gry o najwyższą stawkę. – Naszym przedsezonowym planem było spokojne wejście w “ósemkę”. Dzisiaj z uśmiechem oglądamy widowiskowo i skutecznie grającą Jagiellonię, ale kluczem do sukcesu jest systematyczność i powtarzalność – mówił Wojciech Pertkiewicz zimą na łamach „Przeglądu Sportowego”. Z drugiej strony, prezes Jagiellonii nie ukrywał też, że klubowi przydałby się konkretny zastrzyk gotówki. – Sytuacja finansowa jest trudna, pod względem płynności klub wciąż ma kłopoty.

Nieco inną strategię medialną przyjął z kolei David Balda, dyrektor sportowy Śląska Wrocław. 32-latek w trakcie przerwy zimowej prężył muskuły i podkręcał atmosferę wokół klubu z Dolnego Śląska, za co otrzymał zresztą publiczną reprymendę od trenera Jacka Magiery po kiepskim starcie rundy wiosennej. Jeśli jednak odłożyć na bok zdumiewające wypowiedzi Baldy, to sytuacja Śląska jest w sumie podobna do Jagiellonii. Nawet wypadnięcie z walki o najwyżej lokaty nie powinno być dla wrocławian powodem do rozdzierania szat, bo przecież dopiero co przez dwa lata dość rozpaczliwie walczyli oni o utrzymanie się w Ekstraklasie.

Co innego, gdy mówimy o Rakowie, Lechu, Legii czy Pogoni. Czyli o tych zespołach, które rozpoczynały sezon 2023/24 z założeniem: walczymy o mistrzostwo Polski, ale jak się nie uda, no to trzeba przynajmniej klepnąć kolejny występ w europejskich pucharach i za rok znowu zagrać o pełną pulę.

mariusz rumak, lech poznań

Zacznijmy od Lecha, któremu bieżąca kampania tak naprawdę od początku się nie układa. Zaczęło się bowiem od wpadki w europejskich pucharach. Potem były rozczarowujące rezultaty w lidze i gorzkie rozstanie z Johnem van den Bromem. Następnie bardzo zaskakująca decyzja o obsadzeniu Mariusza Rumaka w roli szkoleniowca. Wreszcie – porażka z Pogonią w ćwierćfinale Pucharu Polski. Wprawdzie „Kolejorz” pod wodzą Rumaka solidnie punktuje w Ekstraklasie, ale pucharowe niepowodzenie to pierwszy poważny wstrząs, z jakim nowy-stary trener będzie się musiał szybko uporać. Równie napięta atmosfera panuje w Częstochowie. Z jednej strony Dawid Szwarga osiągnął z Rakowem historyczny sukces, jakim był awans do fazy grupowej Ligi Europy, ale z drugiej – jego zespół odpadł z LE w dość żenujący sposób, prezentuje od dłuższego czasu nieciekawy styl, a po przerwie zimowej zanotował już dwa potknięcia w Ekstraklasie i klęskę w Pucharze Polski.

Szwarga zdawał sobie zresztą sprawę, że jego ekipa pilnie potrzebuje punktów i uspokojenia sytuacji w tabeli po morderczej jesieni, dlatego w przerwie między rundami przygotowywał swoich podopiecznych w dużej mierze z myślą o spotkaniach otwierających wiosenną część sezonu. Tylko że coś, delikatnie rzecz ujmując, nie wyszło, no i tej chwili pozycja szkoleniowca jest już bardzo mocno osłabiona, choć rozstania ze Szwargą jeszcze się w Rakowie nie planuje.

Dawid Szwarga i Raków – czas rozliczeń, czy jednak kryzys wkalkulowany w ryzyko?

W stolicy również nie ma mowy o sielance. Wyjście z grupy w Lidze Konferencji należało traktować w kategoriach sukcesu Legii, ale blamaż w rewanżowym starciu z Molde nieco zatarł dobre wrażenie pozostawione wcześniej przez „Wojskowych” w Europie. Co gorsza, gracze Kosty Runjaica nie popisali się również ostatnio w meczach z Puszczą Niepołomice i Koroną Kielce. A zatem dla Legii, Lecha i Rakowa – odpowiednio: mistrzów Polski z 2021, 2022 i 2023 roku – w zasadzie nie ma już innej opcji, aniżeli próba uratowania sezonu ligowego za wszelką cenę. Skończyły się wymówki, brakuje poduszek bezpieczeństwa lub nagród pocieszenia. Brak mistrzowskiego tytułu dla każdej z tych drużyn będzie wielkim rozczarowaniem, natomiast uplasowanie się poza ligowym TOP4 – po prostu gigantyczną wtopą. Mało prawdopodobne, by szkoleniowiec któregokolwiek z tych zespołów przetrwał na swym stołku w obliczu tak znaczącego niepowodzenia.

Trochę spokoju zyskał natomiast Jens Gustafsson. Trener Pogoni Szczecin akurat zachował w rękawie asa w postaci awansu do półfinału Pucharu Polski, no i jego zawodnicy rozszaleli się też ostatnio na ligowych boiskach. Jeśli coś może podciąć Szwedowi i jego ekipie skrzydła, to narracja pod tytułem: „teraz albo nigdy”. A takowej trudno będzie uniknąć, bo rzeczywiście okoliczności wydają się wymarzone, by „Portowcy” wreszcie wstawili jakieś trofeum do gabloty.

A może nawet od razu dwa trofea?

***

Tak czy inaczej – wrażeń na pewno nie zabraknie.

Na razie wszystkie karty pozostają na stole. Możliwy jest zarówno scenariusz, który wydawał się najbardziej prawdopodobny przed startem sezonu, z Lechem, Legią, Rakowem i Pogonią na najwyższych lokatach w tabeli (a dodatkowo z Pucharem Polski w rękach szczecinian), jak i scenariusz totalnie odjechany, w ramach którego krajowy puchar pada łupem Piasta lub Wisły Kraków, a Jagiellonia i Śląsk finiszują na podium Ekstraklasy i definitywnie wywracają ligowy porządek do góry nogami.

Ciekawi jesteśmy waszych przewidywań – jak waszym zdaniem będzie wyglądało ekstraklasowe TOP4 po 34. kolejce?

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Europy

Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

AbsurDB
0
Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

Ekstraklasa

Liga Europy

Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

AbsurDB
0
Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

Komentarze

39 komentarzy

Loading...