Reklama

Dawid Szwarga i Raków – czas rozliczeń, czy jednak kryzys wkalkulowany w ryzyko?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

28 lutego 2024, 13:15 • 9 min czytania 89 komentarzy

Michał Świerczewski zagrzmiał, stwierdził, że Raków Częstochowa stał się ligowym średniakiem. W momencie, w którym pierwszy raz od lat Medaliki tak wcześnie straciły szansę na Puchar Polski i znajdują się poza podium Ekstraklasy, łatwo o takie słowa. Łatwo byłoby także zwolnić Dawida Szwargę i uznać, że nie był on godnym sukcesorem Marka Papszuna. Prawda o Rakowie i Szwardze może być jednak zupełnie inna. Klub wciąż bije się o mistrzostwo Polski, a młody trener wciąż ma szansę zakończyć rozgrywki z awansem do pucharów, co dla debiutanta mającego za sobą jesień w fazie grupowej Ligi Europy byłoby całkiem udanym premierowym sezonem w futbolu.

Dawid Szwarga i Raków – czas rozliczeń, czy jednak kryzys wkalkulowany w ryzyko?

– Nie będę zazdrościł ewentualnemu następcy Marka Papszuna, to będzie musiała być osoba bardzo, bardzo kompetentna, żeby w tych procedurach dobrze funkcjonować – słowa Dawida Szwargi, które zostały samospełniającą się przepowiednią, będą do niego wracać coraz częściej i częściej, zwłaszcza jeśli Raków Częstochowa nie znajdzie się ponownie na właściwej drodze. Pytanie jednak, czy diagnoza, którą postawił, okazuje się słuszna?

Kompetencji Dawidowi Szwardze odmówić nie można, nawet jeśli wielu chciałoby to zrobić, patrząc na problemy, z jakimi zmagają się Medaliki. Nie da się jednak ukryć, że w Rakowie coś nie funkcjonuje. Zwłaszcza że za nami okres spokojnej pracy, przygotowań do rundy wiosennej, które miały pozwolić mistrzom Polski złapać oddech po najtrudniejszej jesieni w klubowej historii. Sam zainteresowany, gdy uchylił mi rąbka tajemnicy odnośnie pracy swojego sztabu, zaznaczał, że szykuje drużynę w dużej mierze na cztery pierwsze, jego zdaniem bardzo podobne spotkania. Tymczasem start wiosny pozostawia wiele do życzenia.

Cztery z dziewięciu punktów w lidze, w dużej mierze wyrwane rzutem na taśmę.

Odpadnięcie z Pucharu Polski w fatalnym stylu.

Reklama

Trzy spotkania bez gola w pierwszej połowie, jedyna bramka zdobyta po rzucie karnym.

Jak już się sypie, to wszystko jednocześnie.

Nerwowo w Rakowie. Rada drużyny i trener musieli się tłumaczyć

Kryzys Rakowa Częstochowa. Czy Dawid Szwarga dobrze zastępuje Marka Papszuna?

Widziałem z bliska, jak wyglądają przygotowania Rakowa Częstochowa. Nie jestem dyplomowanym trenerem, ale ciężko mi uwierzyć, że jakikolwiek trener, obserwując z boku te zajęcia, wieszczyłby katastrofę. Obserwowałem treningi wielu drużyn i poziom pracy sztabu Medalików zrobił na mnie wrażenie, wyróżniał się na tle tego, co zwykle widziałem w Polsce. Zawodnicy też nie narzekają na położone przygotowania, brak wiedzy merytorycznej trenerów.

Ci, których niepokoiło przygotowanie fizyczne, choćby bazując na liczbie kontuzji w zespole, też mogą spotkać się z łatwą kontrą. W tabeli sprintów/mecz Raków Częstochowa ustępuje tylko Pogoni Szczecin. Wykonuje ich nawet więcej niż rok temu.

Pozostałe statystyki? Mimo że styl gry lekko się zmienił, Medaliki nadal wykazują się w pressingu. Wiosną ich współczynnik PPDA (passes per defensive action – jak szybko zespół „reaguje” na podania przeciwnika, czyli jak szybko zakłada pressing) jest lepszy niż w przekroju całego sezonu, nie odstaje od wyniku z mistrzowskich rozgrywek. Obecny i poprzedni sezon zgadzają się także pod względem stosowania kontrpressingu (31,81 vs 32,53) oraz pressingu na połowie rywala (76,19 vs 80,47). Patrząc na pierwsze spotkania wiosny, można stwierdzić, że Raków gra trochę apatycznie, jakby z mniejszym zaangażowaniem — po porażce w Pucharze Polski Vladan Kovacević zwracał uwagę na „brak walki” — i faktycznie różnice są już ciut większe, ale też nie tak, żeby wydać wyrok: oni nie mają siły, są źle przygotowani.

Reklama

Jedynym ewidentnie widocznym i nowym problemem są stałe fragmenty gry. „StatsBomb” klasyfikuje Raków jako najlepszy zespół pod względem SFG w ofensywie w poprzednim sezonie – 0,38 xG/90 i 0,47 bramek/90 minut to wyniki deklasujące te obecne, odpowiednio: 0,28 i 0,19. Często jest to element, który pozwala przepchnąć mecze, w których brakuje konkretu z gry, więc w obecnej sytuacji byłoby to na wagę złota.

W kontekście stałych fragmentów gry mówię o jedynym nowym problemie, bo Raków Częstochowa w ataku pozycyjnym miewał cierpienia i za Marka Papszuna. Zwykle ratował go wówczas Ivi Lopez, a forma Hiszpana zaskakująco często pokrywała się też z formą całej drużyny. Oczywiście, można powiedzieć, że w meczach bez Iviego Medaliki przecież dawały radę. Czym innym jednak jest pojedynczy występ, a czym innym długotrwała nieobecność. Rozstrojenie dotyczyło także defensywy, w której nieustannie wypadali kolejni kontuzjowani piłkarze.

Niemniej nie można ciągle wracać do tego, że kogoś brakuje. Zwłaszcza gdy przerwa zimowa była idealnym okresem na wypracowanie sposobu funkcjonowania bez Iviego, po którym ciężko spodziewać się odegrania istotnej roli w ligowej młócce w obecnym sezonie. Z tym Raków cały czas ma problem, wciąż nie potrafi poradzić sobie z rywalem, który ustawia się nisko, zamyka przestrzenie. Zawodnicy są tego świadomi, w ostatnich wywiadach nawet Łukasz Zwoliński podkreślał, że styl gry przeciwników wymaga ewolucji zespołu.

Tylko dlaczego nadal tylko o tym słyszymy, zamiast widzieć efekty tych działań?

Niespotykanie trudne okoliczności. Dawid Szwarga i wyzwanie naznaczone dużym ryzykiem

Ciężko znaleźć w polskiej piłce trudniejsze wejście trenera do zespołu niż przypadek Dawida Szwargi i Rakowa Częstochowa. Fani innych drużyn przypomną pewnie przytomnie o tym, że przecież Maciej Skorża obejmował Lecha Poznań na jedenastym miejscu w stawce, a i gdy Aleksandar Vuković przybył ratować Legię Warszawa z wielkiego kryzysu, pozycja w tabeli była katastrofalna. To wszystko prawda, zresztą zwykle sukcesja następuje właśnie w dołku, mało kto przejmuje ster na spokojnych wodach. Wyjdźmy jednak poza samą tabelę i fakt przejęcia drużyny zaraz po mistrzostwie Polski.

Szersze okoliczności już tak optymistyczne nie były.

  • klub opuścił trener, który budował go od kilku lat, wyjątkowo z nim związany, z wyjątkowo mocną pozycją
  • sam Raków znalazł się w diametralnie innym położeniu — nie jest już ciekawostką; pretendentem. Ciągłość sukcesów stała się wymogiem
  • ze zmianą pozycji i wymagań wobec Rakowa wiązała się też konieczność przestawienia drużyny na trochę inny styl – Raków częściej dominuje, rzadziej wykorzystuje fazy przejściowe; jeszcze Papszun zaczął zmagać się z tym problemem
  • zespół pierwszy raz w historii awansował do fazy grupowej europejskich pucharów i poznawał w praktyce specyfikę gry na kilku frontach
  • Dawid Szwarga jest trenerskim nowicjuszem. Utalentowanym, z dużą wiedzą, ale uczącym się pracy w roli pierwszego trenera

Przy tym wszystkim pełno było także potencjalnych atutów. Dawid Szwarga jak nikt znał organizację Rakowa Częstochowa, metody i styl pracy. Przez dłuższy czas podążał u boku Marka Papszuna więc znał problemy oraz atuty drużyny, nie trzeba było go w nic wdrażać. W dodatku ma bardzo podobne podejście do futbolu, zgadza się z pryncypiami, które przyświecały poprzedniemu trenerowi, nie musiał planować totalnej rewolucji.

Niemniej jednak można było sobie wyobrazić, że wrzucenie początkującego trenera do zespołu, wobec którego drastycznie wzrosły oczekiwania; który musi uczyć się gry jednocześnie na dwóch frontach i w międzyczasie usprawniać system oraz sposób gry, po prostu się nie uda. Natłok rzeczy, które trzeba było udźwignąć, przytłoczyłby wielu bardziej doświadczonych trenerów. Przecież nie tak dawno ligi i pucharów połączyć nie zdołał Czesław Michniewicz, weteran zawodu.

Jeśli uważacie, że to zły przykład, podstawcie inne nazwisko. Wybór jest duży, bo notorycznie wytykaliśmy polskim zespołom problemy, gdy przychodziło im grać co trzy dni. Ostatnio podołał temu Lech Poznań, który w procesie rekrutacyjnym następcy Macieja Skorży zwracał szczególną uwagę na to, żeby wybrać szkoleniowca z pucharowym doświadczeniem. Jasne, i to się w końcu wypaliło (akurat, gdy pucharów zabrakło), niemniej zwraca uwagę to, jak ważne było to kryterium dla klubu mającego za sobą kilka pucharowych przygód w poprzednich latach.

Nie chodzi teraz o to, żeby dokonać analizy wstecznej i wykrzyknąć: o, Raków zrobił błąd! Ucieczka w taki zabieg byłaby banałem. Trzeba jednak podkreślić, że od samego początku ryzyko było duże. Michał Świerczewski je podjął, niekoniecznie nawet musi tego teraz żałować, natomiast to, że Dawid Szwarga napotkał spore perturbacje i turbulencje w tak wymagającej sytuacji, nie jest żadną sensacją ani gigantyczną niespodzianką.

Ani też nie definiuje go jako trenera.

Zmiana detali zamiast rewolucji. Co powinien zrobić Raków Częstochowa?

Dawid Szwarga przeżywa właśnie zderzenie z bardzo trudną nową rzeczywistością. Pracując u boku Marka Papszuna doskonale wiedział, jak ważny w budowie zespołu jest proces. Składanie mistrzowskiej bandy trwało latami, nawet na finalnym etapie, czyli już w Ekstraklasie, bo przecież, zanim Raków sięgnął po złoto, przeżył sezony, w których wydawało się, że sukces jest na wyciągnięcie ręki, podczas gdy na koniec cieszył się z niego ktoś inny. Ciężko się jednak dziwić, że Dawidowi Szwardze nikt nie da tylu lat, ile Markowi Papszunowi. Medaliki dotarły już do etapu, na którym sukces jest jedynym wyjściem.

Przeprowadźmy eksperyment. Dawid Szwarga przejmuje zespół w drugim sezonie gry częstochowian w najwyższej lidze. Na trzy miesiące przed końcem rozgrywek traci sześć punktów (przy zaległym meczu) do lidera, z Pucharu Polski odpada w ćwierćfinale. Niech będzie nawet, że z obecną kadrą, czyli lepszą niż wtedy. Niech będzie, że grając nieprzekonująco, tak jak teraz gra Raków. Czy odbiór takich wyników byłby inny?

Tak, bo margines błędu był większy. Dzisiejsze rozczarowanie wynika także z wczorajszego sukcesu.

Tyle że wszystko to wiedzieliśmy już na starcie sezonu. Dawid Szwarga może i wszedł w buty z betonu, jednak zupełnie świadomie, wiedząc, że będzie musiał wymyślić sposób na pokonanie w nich maratonu. Dlatego najważniejszym zadaniem jest dziś ustalenie, jakie elementy w maszynie nie działają. Być może błędnym myśleniem było to, że po apodyktycznym szkoleniowcu drużyna potrzebuje kogoś mniej surowego. Skoro wspomnieliśmy o tym, że w wywiadach przewija się świadomość odnośnie zmiany stylu gry, to przecież trzeba też zauważyć wzmianki o tym, że Szwarga „mniej krzyczy”. Może jednak drużynie, której filary wciąż pamiętają, jak prowadził ich Papszun, potrzebny był taki bat, żeby nie wpadać w kryzysy takie, jak ten obecny?

Zwróćmy też uwagę na sztab szkoleniowy. Młody, merytoryczny i ambitny. W dużej mierze związany z projektem „Deductor”, który trener Szwarga współtworzył. No właśnie, może tu leży problem? Że młody szkoleniowiec otoczył się głównie ludźmi, którzy myślą i działają w podobny sposób? Być może przez to umykają mu rozwiązania, których sam nie dostrzega? Pamiętamy, jak dużą wagę do ludzi ze swojego zaplecza przywiązywał Marek Papszun, jak często ich wymieniał, zapewniając tym samym świeże pomysły.

Wiele osób wspomina też o transferach, ale wydaje się, że ten problem Raków już stara się rozwiązać. W końcu władzę i kontrolę nad tym aspektem ma przejąć dyrektor sportowy wraz z pionem skautingu, bez nadmiernego wtrącania się osób ze sztabu szkoleniowego czy nawet właściciela. Nie ma co sprowadzać Roberta Grafa do roli marionetki, oczyszczać go z winy za letnie ruchy, ale nie ma co ukrywać, że skauting Rakowa często mierzył się z tym, że efekty ich pracy szły do kosza. Czasami można się złapać za głowę, gdy spojrzy się na to, jaką karierę robią choćby napastnicy kwestionowani jeszcze przez Marka Papszuna.

Słowem: Raków Częstochowa nie potrzebuje totalnej rewolucji i drastycznych kroków. Wciąż jest w bardzo wygodnym dla każdego marzącego o sukcesach klubu miejscu. Dobrze wychodził na cierpliwości i procesie, więc nawet w obliczu zmiany oczekiwań, wejścia na wyższą półkę, konieczności gry w pucharach wymaganej do dalszego rozwoju – cierpliwość może się opłacić. Sęk w tym, żeby mikrozmiany faktycznie wprowadzać, a nad naprawą defektów pracować, bo w nieskończoność czekać też nie można.

Dawid Szwarga jest piekielnie zdolnym trenerem, ale jeśli chce budować długoletni projekt w stylu Marka Papszuna, musi sprawdzać się także na tu i teraz. Albo znaleźć miejsce, w którym będzie mógł spokojnie lepić plastelinę przez siedem lat, zanim skonsumuje ostateczny sukces.

WIĘCEJ O RAKOWIE CZĘSTOCHOWA:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce

Jan Mazurek
0
Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce
Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce

Jan Mazurek
0
Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce
Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Komentarze

89 komentarzy

Loading...