Reklama

Zwycięstwo karmiące nadzieje. Wisła łatwo rozprawiła się z Resovią

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

10 lutego 2023, 22:47 • 5 min czytania 11 komentarzy

Głównym źródłem energii Wisły Kraków jest nadzieja. Kiedyś – na mistrzostwo, puchary, sukcesy, imponujące passy. Wczoraj – na przetrwanie, na utrzymanie, na cud. Dzisiaj – na lepsze jutro, na awans, na momenty radości. Podczas zimowego okna transferowego ta nadzieja została podlana paliwem w postaci Kiko Ramireza i jego hiszpańskiego zaciągu. I dziś „Biała Gwiazda” dorzuciła nieco chrustu do tego ogniska ogrywając Resovię 2:0, a główną rolę przy tym triumfie odegrali nowi gracze.

Zwycięstwo karmiące nadzieje. Wisła łatwo rozprawiła się z Resovią

Bardzo ciekawie o modelu zarządzania Wisłą Kraków pisał dziś na naszych łamach Michał Trela. Wiele można o Wiśle powiedzieć, ale z pewnością nie to, że w ostatnich latach oczekiwania wobec niej były obniżane słowami samych właścicieli. Nawet jeśli gdzieś między wierszami próbowali przemycać tezy o tym, że zaciskanie pasa wiąże się z tym, że czasy cupiałowe są odległe nie o lata, a o całe stulecia, to i tak koniec końców kluczowe postacie „Białej Gwiazdy” grały zgodnie z nutami pieśni o wielkości.

Trela: Czy prawda będzie musiała spojrzeć Wiśle w oczy?

Zimą trzeba było coś z Wisłą zrobić. Tutaj wszelakie gadki o „minimalizowaniu oczekiwań”, „racjonalizacji budżetu”, „odłożeniu ataku na miejsca barażowe” czy „odmłodzeniu składu kosztem wyników” skończyłyby się medialno-kibicowskim linczem. Nawet jeśli brzmiałyby rozsądnie. Sęk w tym, że wiślacy wyczerpali już tak wiele roszad pod tytułem „teraz zaczynamy nowy rozdział i budujemy nową Wisłę”, że każda próba odmiany tego zespołu brzmiałaby jak kiepski cover.

Reklama

Czy sprowadzenie Kiko Ramireza, uczynienie z niego dyrektora sportowego i przeprowadzenie kolejnego zaciągu hiszpańskiego brzmiało jak kiepski cover? Trochę tak. Wszak przecież i Kiko w Krakowie już był, już Hiszpanie mieli zbawiać „Białą Gwiazdę”, już zimowe transfery mające ratować sezon oglądaliśmy na tym stadionie. – Ale może tym razem wyjdzie? Popatrzcie na CV tych gości – drapali się po drodze ci, którzy zawsze się drapią po brodzie i zaczynają zdanie od „ale…”.

I oczywiście, że to mogło wypalić. Patrzyliśmy na CV kolejnych graczy sprowadzanych do Wisły i myśleliśmy sobie, że w sumie dlaczego mieliby w 1. lidze się nie wyróżniać? Przecież sprowadzenie takiego Davida Junki do czołowego klubu Ekstraklasy traktowalibyśmy jako ruch, który warto docenić, bo przecież przed chwilą oglądaliśmy tego faceta w meczach z czołowymi ekipami La Liga. Problem jednak z tymi CV-kami jest jak z opowiadaniem o obrazie, którego twój rozmówca nie widzi. Możesz zajawić go jako dzieło spektakularne, malować słowem piękne kształty, metaforami oddawać piękno obrazu, ale ostatecznie dla tej drugiej osoby ważny jest moment, w którym malunek zobaczy na własne oczy.

No i my dzisiaj mogliśmy na własne oczy zobaczyć tę nową Wisłę. I podobało nam się.

Wiślacy zagrali w sposób, jakiego oczekiwali kibice. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozmowę dwóch gości w szalikach, którzy gdzieś na tyle tramwaju dyskutują: – Ty, ale chciałbym dzisiaj zobaczyć dwa gole i żebyśmy przy takim 2:0 szli jeszcze po trzeciego gola. Żebyśmy kontrolowali mecz, żeby to nie było takie 2:0 wyżebrane, po farcie. I żeby nowi może coś dorzucili do tego wyniku. Do „Młynka” przekonania nie mam, zawodził jesienią, ale może i on coś pokaże? Duda ładnie się rozwija, w lepszym otoczeniu mógłby pokazać jeszcze więcej…

Kiko Ramirez i projekt hiszpańskiej Wisły Kraków [WYWIAD]

My wiemy, że Resovia nie postawiła dziś trudnych warunków. Grała momentami wręcz nawinie, gdy po raz kolejny próbowała budować akcje od tyłu i kończyło się to stratą jeszcze przed linią środkową. Nie byliśmy za bardzo zaskoczeni, choć przecież tyle się mówi o tym, że pierwszoligowcy spinają się na Wisłę, że spodziewaliśmy się więcej werwy po ekipie z Rzeszowa.

Reklama

Inna sprawa, że Wisła skutecznie te chęci im odbierała. I od pierwszych minut narzuciła swoje warunki rozgrywania tego starcia. Naprawdę dobrze patrzyło się na skrzydła ekipy Sobolewskiego. Junca chodził po lewej flance jak automat z zapisaną instrukcją „podejdź, podholuj, dorzuć”. Chętnie obejrzelibyśmy kompilacje tych wrzutek, bo mamy wrażenie, że każdą posyłał tak, że coś groźnego mogło z niej wyjść. No i wyszło – dostał podanie od Dudy, puścił piłkę, złamał nieco bliżej pola karnego i dograł na siódmy metr. Moltenis dość szczęśliwie nabił jeszcze tyłek rywala i futbolówka ostatecznie wpadła do siatki.

Junca miał swoją asystą (chyba, że ostatecznie to trafienie będzie zaliczone jako samobój), więc swoją asystę dołożył też Miki Villar. Znów kluczowe podanie posłał Duda (bardzo dobry mecz, chyba najlepszy piłkarz na boisku obok lewego obrońcy Wisły), Villar spojrzał co się dzieje w polu karnym, dograł do Fernandeza, a ten ustalił wynik meczu.

Po przerwie to już była kontrola wyniku połączona z przeglądem kolejnych transferów po stronie Wisły i odrobiną chęci na wciśnięcie trzeciej bramki. Najbliżej był chyba Młyński po strzale z dystansu. Ale rezultat już się nie zmienił.

Kibice Wisły dostali to, na co czekali. Jeśli dobre nastroje wokół Wisły były zimą zbudowane na zaciągniętym długu w postaci sprowadzenia zaciągu hiszpańskiego, to dzisiaj Wisła spłaciła pierwszą ratę tego kredytu. To nadal nie jest moment, by krzyczeć „Wisła na pewno wejdzie do baraży”, bo rywalem była jednak Resovia. Ale to z pewnością moment, w którym kibic Wisły wyjdzie ze stadionu przesiąknięty wiarą w to, że może tym razem nie napompował sobie serca nadzieją na próżno.

Wisła Kraków – Resovia Rzeszów 2:0 (2:0)

Seweryn (16. – samobój), Fernandez (36.)

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

11 komentarzy

Loading...