Przez dobrą godzinę w Płocku działo się niewiele, aż wreszcie przed szereg wyrwał się on, cały na niebiesko. Rafał Wolski. Magiczne uderzenie lidera Wisły wystarczyło gospodarzom do odniesienia zwycięstwa nad Cracovią i tym samym wdrapania się na trzecią pozycję, którą utrzymają przynajmniej do meczów Pogoni Szczecin i Widzewa Łódź.
Wolski w efektowny sposób zamknął bardzo dobrą dla siebie pierwszą rundę sezonu. 14 występów w Ekstraklasie, sześć goli i sześć asyst – dorobek jak najbardziej godny pochwały. Szczególnie jak na 30-latka, gnębionego w przeszłości piekielnie poważnym kontuzjami.
Wisła Płock – Cracovia. Bomba Wolskiego
Jaki tu spokój. Nic się nie dzieje. Nikt się nie bawi. Wszyscy się nudzą… Przez ponad połowę rywalizacji w głowach dźwięczały nam słowa tej piosenki, bo doskonale odzwierciedlały wydarzenia na murawie. Jakby autor tekstu układał kolejne wersy, oglądając mecz w rodzaju tego w Płocku. Autentycznie! Kto się ubrał zbyt cienko, srogo wymarzł na trybunach, skoro z boiska tak hardo wiało nudą. Przed przerwą miejscowi wzięli sobie piłkę i nie oddawali (w zależności od źródeł mieli posiadanie od 68 do 73%), a przyjezdni w sumie nie mieli ochotę jej odbierać, ponieważ najlepiej czują się w szybkich atakach. I wszystko fajnie, tylko nic z tego nie wynikało, co dobitnie pokazuje statystyka goli oczekiwanych z tej części zawodów – 0,11 Nafciarzy i 0,27 Pasów.
Dramat. A skoro tak, należało czekać na punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji, które faktycznie nastąpiły. Najpierw Wolski pokazał trochę magii i świetnie rozegrał akcję z Davo przed szesnastką Cracovii, by FENOMENALNIE huknąć pod poprzeczkę bramki Karola Niemczyckiego. Golkiper gości nie miał szans. Coś pięknego. Punkt kulminacyjny odhaczony.
! Ależ uderzenie! Ależ cudeńko! @WislaPlockSA prowadzi z Cracovią!
Końcówka meczu do obejrzenia w CANAL+ SPORT i CANAL+ online: https://t.co/cjXnBgl2E3#WPŁCRA pic.twitter.com/RQyl9J7E3i
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 11, 2022
A następnie przed upływem kwadransa doszło do rozwiązania akcji. Takuto Oshima popełnił błąd, ratował się faulem i z drugą żółtą kartką został wyproszony z murawy. To był koniec. W tym momencie zespół z Krakowa miał minimalne szanse na odrobienie strat i ostatecznie nie zdołał oszukać przeznaczenia. Nawet nie był tego blisko.
Jako się rzekło, nie było to wybitne widowisko. Wolski zadbał o materiał do skrótu i promocji Ekstraklasy, ale poza tym – przeciętność. Drużyna z Płocka ewidentnie miała w głowie lanie sprawione jej przez Raków Częstochowa i wyjątkowo starała się nie stracić bramki. Ekipa z Krakowa najwyraźniej liczyła, że jak to często bywało w starciach z przeciwnikami lubiącymi atak pozycyjny, zbuduje coś na kontrach, jednak nie tym razem. Od biedy można wymieniać jakieś próby Patryka Makucha czy strzał głową Michała Rakoczego, tyle że w sumie Krzysztof Kamiński pewnie specjalnie nie musiał się wysilić, by sobie z nimi poradzić. Zresztą Niemczycki też roboty wiele nie miał, koniec końców poza petardą Wolskiego Nafciarze jeszcze tylko raz dali radę kopnąć celnie w jego kierunku.
Wisła osiągnęła, co chciała i jako tako zmazała plamę po bęckach od lidera ligi.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Ishak 2025. Jak zasłużyć na wiarę wiary
- Zwoliński: Piłkarze mieli fatalną opinię na uczelni
- Szota: Po debiucie w Ekstraklasie rozbeczałem się jak dziecko, bo wreszcie się udało
- 18 twarzy Kosty. Historia Runjaica w Pogoni
foto. Newspix
